Archive for December, 2000

Uchwały były nielegalne?

Wednesday, December 27th, 2000

Zarząd Miasta Czeladzi chce zaskarżyć wojewodę śląskiego do Naczelnego Sądu Administracyjnego za to, że ten unieważnił cztery uchwały podjęte przez miejscowych radnych.

- Uważam, że wojewoda postąpił nieracjonalnie i sprawę powinien rozstrzygnąć sąd. – mówi burmistrz Czeladzi Kazimierz Jakóbczyk.

Tylko w mijającym roku nadzór wojewody śląskiego uchylił aż 13 uchwał podjętych przez czeladzką Radę Miejską, podczas gdy przez pozostałe 9 lat istnienia samorządów takich unieważnionych miejscowych aktów prawnych było 6.

- Tak duża ilość unieważnionych uchwał to wstyd dla czeladzkiej Rady Miejskiej – powiedział w rozmowie z “Trybuną Śląską” radny Marek Mrozowski. – Może zamiast odwoływać się do NSA należałoby po prostu poprawić błędy proceduralne i przejść nad tym do porządku dziennego. Przecież większym wstydem będzie sytuacja, w której NSA przyzna rację wojewodzie.

Uchwały Rady Miejskiej w Czeladzi uchylone przez wojewodę śląskiego w 2000 roku:

- 6 uchwał z 15.06.2000 r. dotyczących zmian w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.

Zarzut wojewody: błędy proceduralne.

- Uchwała z 21.09.2000 r. w sprawie uchwalenia statutu Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Zarzut: przekroczenie kompetencji rady.

- Uchwała z 21.09.2000 r. w sprawie wynagrodzenia dla przewodniczącego Zarządu Miasta.

Zarzut: działanie prawa wstecz.

- Uchwała z 19.10.2000 r. w sprawie stawki żywieniowej oraz stałej opłaty w przedszkolach i oddziałach żłobkowych.

Zarzut: błąd w terminie obowiązywania uchwały.

- 4 uchwały z 25.10.2000 r. wszystkie dotyczyły zmian personalnych w radzie.

Zarzut: wykroczenie przeciw jawności życia publicznego.

Autor artykułu: Krzysztof Dulko

Policjanci sprawdzają handlowców

Wednesday, December 27th, 2000

Mimo iż sylwestrowe hulanki dopiero za kilka dni, rozdzierające nocną ciszę huki świadczą o tym, że co bardziej niecierpliwi zaopatrzyli się już w petardy i inne środki wybuchowe.

Można je kupić w hipermarketach, sklepach i na targowych straganach. Jeszcze przed kilkoma laty koncesję na sprzedaż środków pirotechnicznych wydawało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Teraz na handlowanie nimi nie jest wymagane żadne zezwolenie. Kupcy, którzy zarejestrowali wcześniej prowadzony przez siebie rodzaj działalności gospodarczej muszą jedynie sprawdzać, czy “wybuchowy” asortyment nie jest przeterminowany i czy został wyposażony w instrukcję w języku polskim. Handlowców sprawdzają już sosnowieccy policjanci.

- Często na polski rynek trafiają petardy, na których nie ma instrukcji obsługi w naszym języku. Niebezpieczne mogą być również artykuły, którym skończył się termin ważności. Dlatego nasza akcja prewencyjna polegać będzie głównie na kontrolowaniu punktów sprzedaży. Kłopoty może mieć również ekspedient, który sprzedał petardy dziecku – wyjaśnia komisarz Jarosław Łydka, zastępca naczelnika wydziału prewencji sosnowieckiej komendy.

Mimo, iż 4 grudnia wojewoda śląski wydał rozporządzenie zakazujące sprzedaży artykułów pirotechnicznych niepełnoletnim klientom, to głównie oni zaopatrują się w różnego rodzaju fajerwerki.

- Młodzi piromani mogą zrobić krzywdą nie tylko sobie, ale również przypadkowo napotkanym osobom. Podrzucenie petardy pod nogi osobie chorej na serce, może spowodować u niej zawał – dodaje komisarz Łydka.

- Żadne race nie są same w sobie niebezpieczne. Jeżeli tylko zaopatrzymy się w środki, które nie uległy przeterminowaniu i będziemy stosować się do wskazówek zawartych w instrukcji nie zrobimy krzywdy ani sobie ani nikomu innemu – dodaje Maciej Dwornik z Libiąża, właściciel firmy, która od 9 lat handluje “wybuchowym” asortymentem.

Autor artykułu: (dc)

Naszych taksówek wystarczy

Wednesday, December 27th, 2000

Rada Miejska w Cieszynie nie zgodziła się na zwiększenie liczby wydawanych zezwoleń na wykonywanie usług przewozowych taksówkami osobowymi. Prosili o to taksówkarze, którzy od dawna mają takie zezwolenia.

Do tej pory po terenie Cieszyna jeździło 89 kierowców. Zasadą stało się, że cieszyńska Rada Miejska co roku zwiększała limit taksówek o trzy. Tak było w 1998 r., 1999 r. i 2000 r. Na rok 2001 złożono cztery nowe wnioski o zezwolenia taksówkowe, więc wraz z wakatem po zmarłym taksówkarzu, wszystko byłoby zgodnie z zasadą zwiększenia limitu o trzy taksówki co roku.

Radni zdecydowali jednak inaczej, przychylając się do argumentacji trzech firm taksówkowych działających w Cieszynie – Zrzeszenia Transportu Prywatnego “Cieszyńskie Hallo Taxi”, Automobilklubu Cieszyńskiego Koła “Radio-Taxi” oraz Radio Taxi MPT 919 – które prosiły Radę Miejską w Cieszynie, aby nie zwiększała limitu taksówek. Będzie tylko jedna nowa taksówka na miejsce zmarłego taksówkarza.

Jedyną firmą, która wnioskowała o wydanie nowych zezwoleń na taksówki, było Przedsiębiorstwo Taksówkowe “PLUS Radio Taxi”.

- Bez zezwolenia Rady Miejskiej w Cieszynie nowe taksówki nie mogą wyjechać na miasto. My gwarantowaliśmy osobom, które chciały rozpocząć pracą jako taksówkarze, miejsce w naszym przedsiębiorstwie. Rada Miejska im to uniemożliwiła – mówi Krzysztof Kubieniec z “PLUS Radio Taxi”. – O tym, czy te osoby utrzymałyby się z pracy na taksówce zdecydowałby rynek, zdrowa konkurencja. To stereotypowe myślenie, że więcej taksówek się “nie zmieści” w Cieszynie. Jeśli ktoś z taksówkarzy nie zainwestował w samochód, w standard usług, to ma kłopoty. Ci, którzy zainwestowali, zarabiają – dodaje.

- Może więcej taksówek w Cieszynie “zmieściłoby” się, ale ci taksówkarze nie wyżyliby z tego. Już 90 taksówek to za dużo – uważa z kolei Grzegorz Limanowski z “Hallo Taxi”.

Burmistrz Cieszyna, Bogdan Ficek, do którego trafiają podania o zezwolenia na prowadzenie usług taksówkowych, mówi, że osoby starające się o możliwość prowadzenia takiej działalności to na przykład górnicy zwolnieni z kopalni, którzy pieniądze z odpraw wydali na zakup samochodu i nim chcą zarabiać na życie. Leży u niego także podanie studenta, studiującego zaocznie, który może do południa jeździć taksówką i zarabiać na czesne. Będzie musiał tym ludziom odmówić możliwości pracy w taksówce.

- Wydaje mi się, że taksówek jest w Cieszynie sporo. Ale jest gospodarka rynkowa, więc niech rynek decyduje o tym, kto się utrzyma, a kto nie. Koncesje i limity to nie jest dobry pomysł na regulowanie czegokolwiek – twierdzi Ewa Zabłocka, mieszkanka Cieszyna.

Autor artykułu: Agata Wolna

Piłkarze na “lewych papierach”

Wednesday, December 27th, 2000

Prokuratura Rejonowa w Myszkowie zakończyła śledztwo w sprawie afery, jaką wywołał w ubiegłym sezonie piłkarski mecz częstochowskiej V ligi między Spartą Szczekociny a Olimpią Truskolasy.

Po bezbramkowym remisie, gospodarze stracili szansę na awans. Uznali jednak, że goście oszukiwali i złożyli doniesienie do prokuratury.

Właśnie do myszkowskiego sądu trafił akt oskarżenia w tej precedensowej w skali kraju sprawie. Za fałszowanie dokumentów i poświadczenie nieprawdy na ławie oskarżonych zasiądą trener i dwóch piłkarzy. Wszyscy przyznali się do winy.

Mecz odbył się w maju ubiegłego roku. Działacze Sparty, podejrzewając, że w drużynie gości grał nieuprawniony do udziału w zawodach syn prezesa Olimpii Truskolasy, Łukasz K., złożyli protest do częstochowskiego PZPN. Początkowo protest uwzględniono, ale po odwołaniu się działaczy z Truskolasów przywrócono wynik z boiska. Szczekocińscy działacze nie dali jednak za wygraną i złożyli doniesienie o fałszowaniu pomeczowego protokołu.

Śledztwo wykazało, że mieli rację. Trenerowi Olimpii i zawodnikowi, który podczas meczu pełnił rolę kapitana i podpisem parafował prawdziwość protokołu, postawiono zarzuty potwierdzania nieprawdy. Trzeci z oskarżonych, piłkarz, który wówczas nie wyszedł na boisko, ma odpowiadać za podrobienie podpisu. Wszystkim grozi do 5 lat więzienia.

- Podejrzani tłumaczyli, że Olimpii zabrakło jednego zawodnika, zaś dwóch rezerwowych nie miało siły grać. Szybko podjęto decyzję, że syn prezesa Olimpii wyjdzie na boisko. Myślę, że gdyby działacze z Truskolasów od razu uznali prawo Sparty do walkoweru, sprawa nigdy nie trafiłaby do prokuratury i osoby odpowiedzialne za sfałszowanie dokumentów nie poniosłyby tak poważnych konsekwencji – podsumował szef Prokuratury Rejonowej w Myszkowie Marian Wróbel.

Autor artykułu: (max)

Nowy autobus z kupy złomu

Wednesday, December 27th, 2000

Jeszcze miesiąc temu lśniący dzisiaj nowością Jelcz o numerze bocznym “24″ był kupą przerdzewiałego złomu, nadającą się jedynie na wsad do hutniczego pieca. Złote rączki z MPK dokonały jednak cudu i teraz 15-letni autobus wygląda tak, jakby zjechał prosto z taśmy montażowej.

- Trzeba było widzieć szkielet autobusu, kiedy ściągnęliśmy wszystkie blachy ? mówi kierownik Oddziału Napraw Autobusów MPK Marian Pietruszka. – Nie było ani jednego miejsca wolnego od korozji. Nawet kratownica, na której opiera się cała konstrukcja wymagała renowacji.

Mechanicy rozebrali autobus do ostatniej śrubki. Wyczyścili co się da, dospawali niezbędne blachy i pomalowali farbą antykorozyjną. Wyremontowali silnik, kabinę kierowcy i wnętrze pasażerskie. – Zamontowaliśmy inaczej siedzenia i wymieniliśmy płyty boczne. Teraz można je łatwo umyć, nawet jeśli ktoś pomaluje je sprayem. W całym wnętrzu nie ma ani jednej śrubki, o którą pasażerowie mogliby potargać sobie ubranie – przekonuje kierownik Pietruszka. Uczynienie ze złomu sprawnego autobusu pochłonęło 80 tys. zł. Nowy kosztuje ok. 700 tys. zł.
- Nie mamy pieniędzy na nowy tabor, więc ratujemy się w ten sposób – twierdzi dyrektor MPK Roman Wydymus. mp
Podpis: Odnowiony autobus wrócił już na trasy. Na pierwszy rzut oka nikt nie pozna, że zbudowano go przed 15 laty

Autor artykułu: Marek Mamoń

Niebezpieczny sposób na nudę

Wednesday, December 27th, 2000

Przytomności umysłu maszynisty kierującego pociągiem, który wyruszył w czwartkowy wieczór z dworca w Częstochowie w kierunku Warszawy można zawdzięczać, że nie doszło do tragedii.

Po wyruszeniu w trasę i przejechaniu kilku kilometrów maszynista zobaczył niecodzienny widok. Na torach pod wjazdem pod wiadukt na wysokości Lasku Aniołowskiego leżały starannie ułożone 20-litrowe beczki. Jako, że pociąg dopiero nabierał rozpędu, udało się go zatrzymać. Kolejarze przerwali na ponad pół godziny ruch na trasie Częstochowa – Warszawa i powiadomili policję.

W sumie doliczono się na torach sześciu beczek. Jak się okazało były one puste, po farbie. Co więcej, na środku torowiska tkwił wbity przodem w kierunku nadjeżdżającego pociągu, półtorametrowej długości solidny pręt zbrojeniowy. Nim policjanci przystąpili do szukania pomysłodawców kładzenia przeszkód pod pociągi, kolejarze złapali kręcącego się w pobliżu całego zamieszania 17-latka z Częstochowy. Młodzieniec spędził noc w areszcie, potem został przesłuchany.

Czy był tylko przypadkowym gapiem, czy też ma na sumieniu sprowadzenia bezpośredniego zagrożenia w ruchu lądowym – za co grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 – zadecyduje komplet materiałów procesowych, który przygotowują policjanci z IV Komisariatu Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Dla tych funkcjonariuszy to nie pierwsza tego typu sprawa. Kilka dni temu z sukcesem zakończyli dochodzenie w sprawie zdarzeń z końca listopada. Wówczas pod tym samym wiaduktem rzucone kamienie, w krótkim odstępie czasu wybiły szyby w trzech potężnych tirach jadących trasą Katowice – Warszawa. Uszkodzeniu uległy DAF, Mercedes i MAN. Na szczęście nie doszło do tragedii, kierowcom udało się uniknąć spowodowania wypadków. Straty materialne oszacowana wówczas na 4,5 tysiąca złotych.

Podjęte w tej sprawie czynności doprowadziły policję do sprawców niebezpiecznych zdarzeń. Okazało się, że są to czterej nieletni, w wieku od 9 do 12 lat. Wszyscy mieszkają w pobliżu tego feralnego wiaduktu – przy ul. Warszawskiej. Wszyscy również pochodzą z tzw. “porządnych domów”. Jeden z chłopców przyznał się do rzucania kamieniami w przejeżdżające pojazdy. Robił to razem ze starszym od siebie bratem. Głównym powodem była chęć znalezienia sobie rozrywki.

Chłopcy mówili też o innych zdarzeniach, w których brali udział ich koledzy. Zabawa polegała na przywiązywaniu sznurków z kamieniami na końcach. Długość sznurów była tak wyliczona, że kamienie miały trafić w szyby samochodów. O losie małych “dowcipnisiów” i stopniu odpowiedzialności ich rodziców zdecyduje niebawem sąd rodzinny i dla nieletnich.

Autor artykułu: Marek Mamoń

Serwis wyniesiony w spodniach

Thursday, December 21st, 2000

Według ochroniarzy katowickich hipermarketów do przeszłości należą już drobne kradzieże. Teraz złodzieje w bułkach paryskich wynoszą drogie komplety energooszczędnych żarówek, a wśród klientów, przyłapanych na kradzieży, zdarzają się nawet pracownicy wymiaru sprawiedliwości i… urzędnicy państwowi.

- Przedświąteczne kradzieże to prawdziwa zmora. Proceder nasilił się tak bardzo, że nie jesteśmy nawet w stanie obliczać na bieżąco strat – powiedziała “Trybunie Śląskiej” właścicielka sklepu zabawkarskiego z Tarnowskich Gór, Elżbieta Bystrydzieńska. – Duży tłok w sklepie wykorzystują zorganizowane gangi młodzieży. Ostatnio przyłapaliśmy także starszą, elegancką panią, podczas próby wyniesienia plecaczka za 23 zł.

Rzecznik prasowy sieci hipermarketów “Real”, Daniel Kortlan powiedział, że publiczna rozmowa na ten temat jest tylko zachętą dla złodziei, a do sprawy proponuje nam wrócić po nowym roku.

Dariusz Żelazko, kierownik działu ochrony katowickiego “Geanta”, był rozmowniejszy. – Ostatnio dwie panie z Częstochowy próbowały wynieść dwa komplety obiadowe w spodniach. Techniki kradzieży są różne, na przykład w bułkach paryskich złodzieje wynoszą baterie i drogie energooszczędne żarówki.

Proszący o zachowanie anonimowości szef ochrony hipermarketu “Auchan” w Katowicach wskazuje na alkohol oraz produkty spożywcze, jako towar najczęściej kradziony przed świętami.

- Z pobliskich osiedli przyjeżdżają na łowy całe grupy z przygotowanymi specjalnymi torbami, które ponoć są odporne na nasze systemy zabezpieczeń. Inną metodą jest wrzucanie towaru do zmyślnie szytych kalesonów. I chociaż zdarza się, że kupujący towar za 500 zł kradnie serek za dwa złote, to dziś największym niebezpieczeństwem jest “masówka” – mówi ten doświadczony ochroniarz, podkreślając, że kradzieży dokonują ludzie w każdym wieku i niemal każdej profesji. – W “Makro” zatrzymaliśmy wyższego urzędnika państwowego z Katowic, jak kradł skarpetki w ilościach hurtowych. Bywali też przedstawiciele Temidy, ksiądz i dziennikarze.

Andrzej Gąska z biura prasowego Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji podkreśla znaczny wzrost liczby zgłoszeń takich przestępstw w ostatnich dniach: – Najczęściej przekazują je duże sklepy, bo są tam największe skupiska ludzi.

Dariusz Żelazko mówi, że zasadą w “Geancie” jest w takich wypadkach “polubowne” załatwienie sprawy ze złodziejem, a w “Auchan” ilość zgłoszeń już dawno przestali liczyć.

Autor artykułu: Krzysztof Mielewczyk

Światełka wychodzą na dwór

Thursday, December 21st, 2000

W upiększaniu domów na święta Bożego Narodzenia przypominamy coraz częściej zachodnie społeczeństwa. Na szczęście jednak istnieje nadal spora grupa ludzi, którzy starają się konsekwentnie nawiązywać do polskiej tradycji.

A ta tradycja to przede wszystkim siano i jemioła zawieszane u sufitu. Zgodnie z wierzeniami ludowymi mają one przynosić domownikom zdrowie, szczęście i dostatek na nadchodzący rok, podobnie jak jabłka i orzechy, które wiele osób zawiesza na choinkach.

- W przystrajanych świątecznie mieszkaniach pojawiają się także coraz odważniej tzw. choinki ekologiczne, wyplatane z witek leszczyny, czy zupełnie już “niepolskich” pędów bambusa – przekonuje dekoratorka wnętrz Lidia Wrońska. – Powstają z nich swoiste krzewy szczęścia, które wyglądem przypominają japońskie drzewka bonsai.

Zdaniem dekoratorów modzie na zachodnie ozdóbki opierają się ciągle tradycyjne, zawieszane na choinkach kolorowe łańcuchy, sopelki, bombki, podświetlane figurki aniołków i świętych oraz tradycyjne lampki choinkowe.

- Istnieje także spora grupa klientów, którzy kupują popularne ostatnio kolorowe witraże – twierdzi Halina Winiarska z hurtowni, zajmującej się sprzedażą świątecznych gadżetów. – Większość umieszcza je w oknach, ale niektórzy także ustawiają je na choinkach i podświetlają sztucznym światłem.

Coraz częściej jednak mieszkańcy Częstochowy zapatrują się na tradycję zachodnią. Charakterystyczne dla niej jest tzw. “wychodzenie” ozdób świątecznych z mieszkań na balkony, a także do przydomowych ogródków.

Autor artykułu: Mariusz Pietrzyk

Zajmą się pogodą

Thursday, December 21st, 2000

Już lutym ma zostać uruchomiony w Koniecpolu stały punkt meteorologiczny. Będzie to pierwsza placówka w powiecie częstochowskim obsługiwana w całości przez młodzież szkół podstawowych i średnich.

Tworzona właśnie w Koniecpolu filia katowickiego Instytutu Meteorologicznego prowadzić ma stałe badania mikroklimatu miasta i jego okolic. W ramach zajęć z biologii, chemii i geografii uczniowie kontrolować będą stan wód w rzekach, a także monitorować zanieczyszczenia powietrza i gleby. Mierzona ma być również cyklicznie temperatura. Raz w miesiącu wyniki badań przesyłane będą do Katowic i tam weryfikowane przez dorosłych meteorologów. Od ich dokładności zależeć będzie, czy Instytut nawiąże stałą współpracę z uczniowskim punktem “meteo”.

Z efektów szkolnych badań korzystać będą mieszkańcy Koniecpola, rolnicy oraz prawdopodobnie potencjalni inwestorzy zainteresowani lokowaniem tu swojego kapitału.
- Zgromadziliśmy już sprzęt za ok. 20 tys. zł – powiedział nam dyrektor Zespołu Szkół w Koniecpolu Tadeusz Nowak. – Brakuje nam już tylko pomieszczenia, w którym uruchomimy pracownię. Na razie uczniowie zapoznają się z urządzeniami i prowadzą badania. Myślę, że po feriach otworzymy uroczyście punkt meteorologiczny.

Potrzebne na ten cel środki przekazał Wojewódzki Funduszu Ochrony Środowiska oraz od władze samorządowych miasta i gminy Koniecpol.

Autor artykułu: (mp)