Archive for 2001

Jak pasterze

Thursday, December 27th, 2001

Jedna z największych w Europie szopek bożonarodzeniowych znajduje się w bazylice franciszkanów w Katowicach-Panewnikach. Zajmuje całe prezbiterium świątyni.

Ma 18 m wysokości, 13 m szerokości i sięga 10 m w głąb.
Budowa tej imponującej szopki, a właściwie żłóbka, trwała ponad 3 tygodnie. Pracami kierował artysta rzeźbiarz z Jaworzynki Paweł Jałowiczor.
W czasie Świąt Bożego Narodzenia Panewniki były jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc na Śląsku.

- Najbardziej podobają mi się Trzej Królowie – z zachwytem ogląda szopkę katowiczanka Katarzyna Lubojańska, dodając, że przyjeżdża do Panewnik w każde święta i zawsze jest zaskoczona czymś nowym. – W tym roku szopka jest większa i inaczej oświetlona – porównuje z zeszłoroczną.

Franciszkanie szykują się już do przyszłorocznych obchodów 100-lecia swego przybycia do Panewnik. Z tej okazji na przyszłe święta planują wybudować wyjątkową szopkę. – Chcielibyśmy, żeby oddała klimat tego jubileuszu – mówi ojciec Alan Rusek.

Autor artykułu: Maciej Modzelewski

Jak pasterze

Thursday, December 27th, 2001

Jedna z największych w Europie szopek bożonarodzeniowych znajduje się w bazylice franciszkanów w Katowicach-Panewnikach. Zajmuje całe prezbiterium świątyni.

Ma 18 m wysokości, 13 m szerokości i sięga 10 m w głąb.
Budowa tej imponującej szopki, a właściwie żłóbka, trwała ponad 3 tygodnie. Pracami kierował artysta rzeźbiarz z Jaworzynki Paweł Jałowiczor.
W czasie Świąt Bożego Narodzenia Panewniki były jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc na Śląsku.

- Najbardziej podobają mi się Trzej Królowie – z zachwytem ogląda szopkę katowiczanka Katarzyna Lubojańska, dodając, że przyjeżdża do Panewnik w każde święta i zawsze jest zaskoczona czymś nowym. – W tym roku szopka jest większa i inaczej oświetlona – porównuje z zeszłoroczną.

Franciszkanie szykują się już do przyszłorocznych obchodów 100-lecia swego przybycia do Panewnik. Z tej okazji na przyszłe święta planują wybudować wyjątkową szopkę. – Chcielibyśmy, żeby oddała klimat tego jubileuszu – mówi ojciec Alan Rusek.

Autor artykułu: Maciej Modzelewski

Wolność karpia

Saturday, December 22nd, 2001

Pod hasłem “Uwolnić karpia”, ekolodzy z klubu “Gaja” agitowali wczoraj za rezygnacją z jedzenia tej tradycyjnej, wigilijnej ryby.

Na handlowym deptaku Bielska-Białej, ekolodzy przekonywali przechodniów, żeby kupione żywe karpie oddali im, a oni wypuszczą ryby do Jeziora Żywieckiego.

Już rano, karpie wykupili z basenów stojących na ul. 11 Listopada członkowie Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturalnego “Gaja” i ich dzieci. – Uzbieraliśmy 100 zł na ten cel – informował Dariusz Paczkowski z klubu “Gaja”. – Wybieraj małe, to więcej kupimy! – Paczkowski przekonywał kolegę zmierzającego z wiaderkiem w kierunku basenu z rybami.

- Mam 50 zł, to jeszcze kupię kilka karpi – chwalił się 9-letni Ziemek Owczarz, którego karp jako pierwszy powędrował do specjalnej wanienki. Obok stało akwarium z rybą i napisem “Karp jeszcze żywy”. – Na pewno nie wykupimy wszystkich karpi. Każdy zresztą ma prawo wyboru – jak chce jeść karpia, niech je. Ja nie będę – mówił Jacek Bożek, prezes stowarzyszenia “Gaja”.

Przechodnie byli nieco zdezorientowani. Widząc transparenty klubu myśleli, że to reklama handlujących karpiami. – Po ile oni mają te ryby? – pytała jedna z pań. – Wypuścimy karpie do Jeziora Żywieckiego. Mają duże szanse na przeżycie – informował Jacek Bożek. – A jeśli tak się stanie, może na tym ucierpieć jezioro, nie karpie – twierdził Mirosław Kuczyński z Polskiej Akademii Nauk. – Karp jest rybą żerującą na dnie zbiornika wodnego. Jeśli znajdzie się w Jeziorze Żywieckim, może przyczynić się do obniżenia czystości wody – dodał Kuczyński.

Stanisław Kucharczyk, rzecznik prasowy starostwa w Żywcu popiera akcję ekologów. – Jestem wielkim zwolennikiem takiego pomysłu – powiedział rzecznik starostwa. – Nie uznaję karpia na wigilijnym stole. Te ryby zasługują na lepszy los niż potrawa uświęcona tradycją. Tylko czy karpie mogą żyć w Jeziorze Żywieckim? Są to przecież ryby hodowlane… – dodał. – Myślę, że tak. Karp jest rybą odporną na zmiany środowiska – mówił Jerzy Solich z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bielsku-Białej. – Z czystością wód w Jeziorze Żywieckim nie jest tak źle… Tylko ciekawe, co na tę akcję prowadzący na Jeziorze Żywieckim gospodarkę rybacką Polski Związek Wędkarski. Czy ktoś pytał ich o zgodę na wpuszczenie karpi do jeziora? – zasiał wątpliwość pracownik WIOŚ. – My nikogo nie pytamy, robimy swoje – powiedział Jacek Bożek z klubu “Gaja”.

Autor artykułu: Agata Wolna

Martwy punkt

Wednesday, December 5th, 2001

W Wodzisławiu Śląskim 240 osób uczy się w Punkcie Informacyjno-Rekrutacyjnym niepublicznej szkoły, który zgodnie z przepisami MEN formalnie nie istnieje.

Od października w Wodzisławiu Śląskim działa Punkt Informacyjno-Rekrutacyjny niepublicznej Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. W punkcie w weekendy uczy się 240 osób na dwóch kierunkach. Co miesiąc płacą czesne, w zależności od kierunku, po 290 lub 260 złotych.

Studenci, słuchacze, czy kursanci?

Punkt Informacyjno-Rekrutacyjny oferuje dwa kierunki: informatyczny (160 studentów) i pedagogiczny (80 studentów). Niektórzy studenci mają wątpliwości, czy są studentami, słuchaczami, czy kursantami. Wersji jest parę.

- To kursanci. Podczas zajęć przygotowują się do egzaminów w WSHE w Łodzi – mówi Czesław Karwot, wicestarosta wodzisławski, który razem ze starostą Jerzym Rosołem podpisywał porozumienie w sprawie otwarcia punktu.

- To słuchacze tej uczelni – powiedziano nam w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 3 przy ul. Wyszyńskiego, który wynajmuje uczelni klasy lekcyjne. Przed budynkiem szkoły nie ma jednak żadnej tablicy informującej o istnieniu punktu.

- To są łódzcy studenci, tyle że z Wodzisławia – zapewniają w centrali Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Studenci otrzymali indeksy i legitymacje z pieczątką łódzkiej szkoły.

Na razie bez pozwolenia

Łódzka szkoła dopiero przygotowuje się do złożenia w Ministerstwie Edukacji Narodowej wniosku o pozwolenie na otwarcie oddziału zamiejscowego. Wspiera ją w tym starostwo w Wodzisławiu.

Ale co będzie, jeśli MEN się nie zgodzi? Studenci boją się, że znajdą się w martwym punkcie, że nikt im nie zwróci czesnego. Nasze wątpliwości rozwiał wczoraj prodziekan ds. studenckich łódzkiej uczelni Jacek Cheda. Zapewnił, że studenci otrzymają dyplomy magisterskie gdyż ,zgodnie z aktualnym stanem faktycznym są studentami eksternistycznymi, łódzkimi”.

Uczelnia jednak nie ma zezwolenia na prowadzenie oddziału zamiejscowego, więc – zgodnie z prawem – jej wykładowcy nie mogą prowadzić działalności dydaktycznej poza Łodzią. Prodziekan Cheda i na to ma odpowiedź: – I nie prowadzą. Na miejscu zatrudniamy profesorów. A w naszym imieniu wszystko koordynuje Instytut Postępowania Twórczego z Łodzi – wyjaśnia. – Nasi profesorowie przyjeżdżają tylko pod koniec sesji, aby przeprowadzić egzaminy.

Ministerstwo sprawdzi

Sprawę wodzisławskiego Punktu Informacyjno-Rekrutacyjnego po imieniu nazwała Lidia Jastrzębska z Ministerstwa Edukacji Narodowej w Warszawie.

- Wiele uczelni w Polsce w ten sposób omija przepisy dotyczące otwarcia swoich filii. Mogę potwierdzić, że na razie WSHE nie ma prawa do prowadzenia oddziału zamiejscowego w Wodzisławiu Śląskim – zapewniła nas wczoraj Lidia Jastrzębska, po sprawdzeniu dokumentacji. – Zwrócimy się do rektora uczelni o wyjaśnienie podstaw działania punktu. Studenci mogą też zwrócić się do nas po wyjaśnienia na piśmie.

Prodziekan Jacek Cheda nie chciał komentować stanowiska MEN.

Filozofia starosty

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że wykładowcą filozofii w Punkcie Informacyjno-Rekrutacyjnym jest wodzisławski wicestarosta Czesław Karwot, jeden z sygnatariuszy porozumienia zawartego pomiędzy władzami powiatu a łódzką uczelnią. To dość dwuznaczna sytuacja…

- Nie, dlaczego? Szukali filozofa, a ja mam odpowiednie wykształcenie. Niedługo będę bronił pracę doktorską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – stwierdził Czesław Karwot. Wicestarosta prowadzi wykłady w soboty. Ile zarabia? – Niewiele. Nie jestem etatowym pracownikiem, ale podpisałem umowę o dzieło. Inaczej mówiąc, dostaję pieniądze za każdy wykład – wyjaśnił wicestarosta Karwot.

Zła opinia idzie w świat

Kłopoty z MEN miało kilka znanych szkół niepublicznych, w tym m.in. Profesjonalna Szkoła Biznesu z Krakowa czy Wyższa Szkoła Dziennikarstwa im. M. Wańkowicza z Warszawy. W Bielsku-Białej działał punkt konsultacyjny Profesjonalnej Szkoły Biznesu. Prowadzono tam rekrutację, studenci mieli zajęcia. Punkt działał nielegalnie.

- Ostatnio członkowie Konferencji Rektorów Szkół Niepublicznych mieli spotkanie z przedstawicielami MEN. Powiedzieliśmy, że nie zależy nam na tym, by działały słabe szkoły niepubliczne – tłumaczy rektor Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach dr Ewa Piaskowska. – Jeśli szkoła jest zła lub nie ma zgody na działalność, to ta fatalna opinia przechodzi też na dobre szkoły.

Sprawdź czy uczelnia jest w rejestrze

Jedna trzecia polskich studentów uczy się w uczelniach niepaństwowych. Każda szkoła wyższa niepaństwowa musi znaleźć się w rejestrze MEN. W przeciwnym wypadku, nie ma ona uprawnień szkoły wyższej.
W woj. śląskim mamy 23 niepaństwowe uczelnie. Obecnie za studia stacjonarne w uczelniach niepaństwowych trzeba zapłacić od 350 do 600 zł miesięcznie. Semestr studiów zaocznych kosztuje od 800 do 1800 złotych.

Jeśli ktoś decyduje się na studia w uczelni niepaństwowej powinien sprawdzić, czy szkoła jest zarejestrowana, ile lat działa i czy wszystkie programy ma akredytowane. Każda uczelnia musi przedstawić program i kadrę. Na przykład uruchomienie kierunku na poziomie licencjackim to wymóg posiadania czterech samodzielnych pracowników naukowych i sześciu adiunktów.

Na internetowej stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej (www.men.waw.pl) można sprawdzić, czy szkoła niepubliczna jest w rejestrze.

Autor artykułu: Jacek Bombor

Paweł Szcześniak na cz@cie

Tuesday, December 4th, 2001

26-letni Paweł Szcześniak, koszykarz Pogoni Ruda Śląska, był bohaterem drugiego meczu eliminacji mistrzostw Europy z Estonią. Podczas spotkania we Włocławku popisał się rzutem z 18 metrów i piłka wpadła do kosza!

Już w środę, 5 grudnia Paweł Szcześniak będzie gościem naszej redakcji i od godz. 14 przez 60 minut będzie można z nim porozmawiać za pośrednictwem Internetu. Zapraszamy do dyskusji, w której zapewne tematów nie zabraknie.

Przypominamy adres: http://chat.naszemiasto.pl

Podczas logowania wybieracie nick, którego możecie używać także przy okazji kolejnych spotkań z naszymi gośćmi. Zapis najciekawszych fragmentów rozmowy znajdziecie, jak zwykle, w piątkowym wydaniu “TŚl”.

Wcześniej przyjmujemy również pytania telefoniczne pod numerami 253-89-13 i 253-89-33 oraz elektronicznie: sport@trybuna-slaska.com.pl

Autor artykułu:

Nie chowajcie się w domu

Tuesday, December 4th, 2001

W Chorzowie powstała Śląska Fundacja “Pomoc Niepełnosprawnym”. Na razie fundacji udało się uzyskać od Urzędu Miasta w Chorzowie używany komputer i… od Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej obietnicę nowego lokalu. Ale Grzegorz Zymanek, prezes fundacji ma bogate plany pomocy niepełnosprawnym.

Grzegorz Zymanek ma doświadczenie w pracy z niepełnosprawnymi. Sam ma kłopoty ze zdrowiem, urodził się jako wcześniak, do podstawówki nie chodził, wieczorowo kończył liceum, później studiował na Akademii Ekonomicznej.
Pracował w Hucie Batory i w Zarządzie Regionu “Solidarności”, gdzie odpowiedzialny był za sprawy niepełnosprawnych. Później założył fundację charytatywną, a niedawno jako jej kontynuację – Śląską Fundację Pomoc Niepełnosprawnym.

- Już od 20 lat prowadzę w Chorzowie przy parafii Wniebowstąpienia duszpasterstwo dla osób niepełnosprawnych – opowiada prezes. – Przychodzą na te spotkania nie tylko niepełnosprawni z naszego miasta, ale też z sąsiednich. Są to spotkania religijne, więc najpierw jest msza, eucharystia, później spotkanie przy kawie, herbacie i ciastkach. To wszystko po to, żeby oni chociaż raz w miesiącu wyszli z domu, spotkali się z ludźmi, porozmawiali z kimś.

Salkę katechetyczną pan Zymanek użytkuje tymczasowo. Najprawdopodobniej fundacja otrzyma lokal spółdzielczy.
Prezes Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Lucjan Palicki, obiecał przekazać fundacji na preferencyjnych warunkach, pomieszczenia przy ul. Szczecińskiej. Jest to niski parter, kilka pomieszczeń, w sumie ponad 300 metrów kw.

- Chciałbym stworzyć tu dzienny dom pomocy dla niepełnosprawnych – zdradza swoje plany Grzegorz Zymanek. – Żeby wszyscy wiedzieli, że mogą tu zawsze przyjść na przykład w godzinach od 8 do 20, wypić herbatę, kawę, w przyszłości może pograć na komputerze. Nie będzie żadnych ograniczeń wiekowych, ani ze względu na rodzaj niepełnosprawności. Chcielibyśmy zaadaptować jedno z pomieszczeń na salę gimnastyczną. Może to brzydka nazwa, ale to byłaby też taka “przechowalnia” dla młodszych niepełnosprawnych. Znam wiele rodzin, w których są niepełnosprawne dzieci i wiem, że czasem nie ma kto się nimi zająć. A rodzice muszą wyjść coś załatwić czy chociażby do znajomych na urodziny. Wtedy można będzie dziecko zostawić u nas.

Sponsorzy poszukiwani

W każdą trzecią sobotę miesiąca niepełnosprawni spotykają się w swojej tymczasowej siedzibie, w domu katechetycznym przy ul. Farnej 5 w Chorzowie. Organizatorzy tych spotkań starają się zapewnić ich uczestnikom skromny poczęstunek ale to wszystko kosztuje. Prezes Zymanek szuka więc sponsorów. – Może znalazłby się ktoś, kto podarowałby nam paczkę słodyczy czy jakieś napoje, będziemy naprawdę bardzo wdzięczni.

Fundacja musi również wyremontować pomieszczenia przy ul. Szczecińskiej. Zdaniem prezesa nie trzeba będzie wielkiego remontu, ale pomieszczenia trzeba doprowadzić do stanu używalności – pomalować ściany, położyć wykładzinę, wyposażyć w najprostsze meble, stoły, krzesła… – Na razie nie mamy nic – wzdycha Grzegorz Zymanek.

I tu kolejna prośba do ewentualnych sponsorów, którzy mogą wspomóc niepełnosprawnych farbą, sprzętem do malowania czy rzeczami, które mogą przydać się do urządzenia pustych na razie pomieszczeń. – Jedyne co możemy zaproponować ewentualnym dobroczyńcom, to powieszenie ich reklamy przed wejściem do budynku – mówi prezes Zymanek. A asz

Autor artykułu: Agnieszka Szpila

Bójka w sądzie

Friday, November 23rd, 2001

Na korytarzu sądu grodzkiego polała się wczoraj krew, interweniowała policja. A poszło o kobiece względy.

Na rozprawę w sprawie zakłócania ciszy nocnej czekało dwóch mężczyzn w sile wieku i kobieta będąca “mrocznym przedmiotem pożądania” obu panów. To waśnie między nimi doprowadziły ich przed oblicze Temidy.

Czekając na wejście na sądową salę, obaj mężczyźni zaczęli wyrzucać sobie wzajemne żale i urazy. Najpierw słownie, a gdy zabrakło argumentów rzucili się sobie do oczu. W ruch poszły pięści i parasolka. Jeden z mężczyzn z rozbitym nosem zaczął mocno krwawić. Pracownice sądu wezwały na pomoc policjantów. Nim jednak funkcjonariusze przybyli z odsieczą, sprawca pobicia zdołał uciec.

Autor artykułu: max

Zabili niechcący

Friday, November 23rd, 2001

Na korytarzu sądu grodzkiego polała się wczoraj krew, interweniowała policja. A poszło o kobiece względy.

Na rozprawę w sprawie zakłócania ciszy nocnej czekało dwóch mężczyzn w sile wieku i kobieta będąca “mrocznym przedmiotem pożądania” obu panów. To waśnie między nimi doprowadziły ich przed oblicze Temidy.

Czekając na wejście na sądową salę, obaj mężczyźni zaczęli wyrzucać sobie wzajemne żale i urazy. Najpierw słownie, a gdy zabrakło argumentów rzucili się sobie do oczu. W ruch poszły pięści i parasolka. Jeden z mężczyzn z rozbitym nosem zaczął mocno krwawić. Pracownice sądu wezwały na pomoc policjantów. Nim jednak funkcjonariusze przybyli z odsieczą, sprawca pobicia zdołał uciec.

Autor artykułu: max

Dziś godzina 19: GKS Katowice – Ruch Chorzów

Friday, November 23rd, 2001

Ostatnim w tym roku pierwszoligowym akcentem będą dzisiejsze derby GKS Katowice – Ruch Chorzów. Choć aura nie sprzyja już zasiadaniu na trybunach, to takie spotkania zazwyczaj rozgrzewają publiczność.

- Nie wątpię, że i tym razem będzie podobnie – mówi trener gospodarzy, Janusz Białek. – Oba zespoły będą chciały pokazać się z jak najlepszej strony, a w derbach, wiadomo, nie ma odpuszczania.

Szkoleniowiec GKS z niepokojem oczekiwał wczoraj wieści z posiedzenia Wydziału Dyscypliny, który miał zadecydować, czy pokazane przez Wójcika kartki dla Krzysztofa Gajtkowskiego i Artura Andruszczaka zostaną anulowane. Od tego zależał kształt wyjściowej jedenastki.

- Nie trafiliśmy do ósemki po to, by przyglądać się jak inni grają. Dzisiejsze zwycięstwo pozwoliłoby nam znów “zacieśnić” grupową stawkę – dodaje Białek.

Opinii, że ten śląski duet będzie w mistrzowskiej grupie dostarczycielem punktów, zadała kłam pierwsza kolejka. Katowiczanie przegrali co prawda na Łazienkowskiej z Legią, ale był to głównie wynik katastrofalnej postawy sędziego Ryszarda Wójcika. Ruch natomiast na własnym terenie w dobrym stylu wypunktował inny stołeczny klub, Polonię.
Tym razem jednak Bogusław Pietrzak ma więcej problemów niż zwykle.

- Muszę się zastanowić, jak poukładać sprawy personalne. Ze względu na żółte kartki nie będę mógł skorzystać z Mamii Jikii i Mariusza Śrutwy. Kontuzja wyeliminowała z gry Bartłomieja Jamroza, nie wiem też czy zdąży się wyleczyć Damian Gorawski – wymienia opiekun chorzowian.

Obaj trenerzy nie mają wątpliwości tylko co do jednego.
- W derbach do krwi piłkarzy trafia jeszcze więcej adrenaliny niż zwykle – Pietrzak potwierdza słowa Białka.
Po meczu kibice GKS mogą zapaść w spokojny zimowy sen zastanawiając się, którzy z piłkarzy także wiosną wybiegną na murawę przy ulicy Bukowej. Tymczasem sympatyków “niebieskich” w przyszłym tygodniu czeka jeszcze rewanż ćwierćfinału Pucharu Polski.

Autor artykułu: r. mus

Jacek Jasiewicz na cz@cie

Tuesday, November 13th, 2001

O Górniku Zabrze w ostatnim czasie mówi się dużo i z reguły w nie najlepszym tonie. Piłkarze tego klubu nie zachwycają swoją grą i w kiepskim stylu uplasowali się na przedostatnim miejscu ligowej tabeli.

Sporo kontrowersji panuje wokół sprzedaży pakietu większościowego Spółki Sportowej Górnik Zabrze. Nad klubem nadal wisi groźba upadłości. Tym bardziej ciekawym wydaje się być spotkanie z jeszcze obecnym prezesem Górnika Jackiem Jasiewiczem , który chętnie odpowie na Wasze pytania. Internetowe spotkanie ze sternikiem zabrzańskiego klubu rozpocznie się w środę (14.11) o godz. 14.30.

Tematów do rozmowy z pewnością nie zabraknie. Jakie jest zadłużenie klubu wobec piłkarzy? Czy zabrzanie utrzymają się w ekstraklasie? Ilu piłkarzy odejdzie z klubu po zakończeniu jesiennych rozgrywek? Teraz nic nie stoi na przeszkodzie by zadać te i wiele innych pytań prezesowi Górnika. Przebieg rozmowy zależy tylko i wyłącznie od Was. Tradycją naszego chata jest to, że nie ma tematów tabu!
Przypominamy adres: http://chat.naszemiasto.pl

Podczas logowania wybieracie nick, którego możecie używać także przy okazji kolejnych spotkań z naszymi gośćmi. Zapis najciekawszych fragmentów rozmowy znajdziecie jak zwykle w piątkowym wydaniu “TŚl”.

Wcześniej przyjmujemy pytania również telefonicznie pod numerami 253-89-13 i 253-89-33 oraz elektronicznie sport@trybuna-slaska.com.pl

Autor artykułu: prass