W Wodzisławiu Śląskim 240 osób uczy się w Punkcie Informacyjno-Rekrutacyjnym niepublicznej szkoły, który zgodnie z przepisami MEN formalnie nie istnieje.
Od października w Wodzisławiu Śląskim działa Punkt Informacyjno-Rekrutacyjny niepublicznej Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. W punkcie w weekendy uczy się 240 osób na dwóch kierunkach. Co miesiąc płacą czesne, w zależności od kierunku, po 290 lub 260 złotych.
Studenci, słuchacze, czy kursanci?
Punkt Informacyjno-Rekrutacyjny oferuje dwa kierunki: informatyczny (160 studentów) i pedagogiczny (80 studentów). Niektórzy studenci mają wątpliwości, czy są studentami, słuchaczami, czy kursantami. Wersji jest parę.
- To kursanci. Podczas zajęć przygotowują się do egzaminów w WSHE w Łodzi – mówi Czesław Karwot, wicestarosta wodzisławski, który razem ze starostą Jerzym Rosołem podpisywał porozumienie w sprawie otwarcia punktu.
- To słuchacze tej uczelni – powiedziano nam w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 3 przy ul. Wyszyńskiego, który wynajmuje uczelni klasy lekcyjne. Przed budynkiem szkoły nie ma jednak żadnej tablicy informującej o istnieniu punktu.
- To są łódzcy studenci, tyle że z Wodzisławia – zapewniają w centrali Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Studenci otrzymali indeksy i legitymacje z pieczątką łódzkiej szkoły.
Na razie bez pozwolenia
Łódzka szkoła dopiero przygotowuje się do złożenia w Ministerstwie Edukacji Narodowej wniosku o pozwolenie na otwarcie oddziału zamiejscowego. Wspiera ją w tym starostwo w Wodzisławiu.
Ale co będzie, jeśli MEN się nie zgodzi? Studenci boją się, że znajdą się w martwym punkcie, że nikt im nie zwróci czesnego. Nasze wątpliwości rozwiał wczoraj prodziekan ds. studenckich łódzkiej uczelni Jacek Cheda. Zapewnił, że studenci otrzymają dyplomy magisterskie gdyż ,zgodnie z aktualnym stanem faktycznym są studentami eksternistycznymi, łódzkimi”.
Uczelnia jednak nie ma zezwolenia na prowadzenie oddziału zamiejscowego, więc – zgodnie z prawem – jej wykładowcy nie mogą prowadzić działalności dydaktycznej poza Łodzią. Prodziekan Cheda i na to ma odpowiedź: – I nie prowadzą. Na miejscu zatrudniamy profesorów. A w naszym imieniu wszystko koordynuje Instytut Postępowania Twórczego z Łodzi – wyjaśnia. – Nasi profesorowie przyjeżdżają tylko pod koniec sesji, aby przeprowadzić egzaminy.
Ministerstwo sprawdzi
Sprawę wodzisławskiego Punktu Informacyjno-Rekrutacyjnego po imieniu nazwała Lidia Jastrzębska z Ministerstwa Edukacji Narodowej w Warszawie.
- Wiele uczelni w Polsce w ten sposób omija przepisy dotyczące otwarcia swoich filii. Mogę potwierdzić, że na razie WSHE nie ma prawa do prowadzenia oddziału zamiejscowego w Wodzisławiu Śląskim – zapewniła nas wczoraj Lidia Jastrzębska, po sprawdzeniu dokumentacji. – Zwrócimy się do rektora uczelni o wyjaśnienie podstaw działania punktu. Studenci mogą też zwrócić się do nas po wyjaśnienia na piśmie.
Prodziekan Jacek Cheda nie chciał komentować stanowiska MEN.
Filozofia starosty
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że wykładowcą filozofii w Punkcie Informacyjno-Rekrutacyjnym jest wodzisławski wicestarosta Czesław Karwot, jeden z sygnatariuszy porozumienia zawartego pomiędzy władzami powiatu a łódzką uczelnią. To dość dwuznaczna sytuacja…
- Nie, dlaczego? Szukali filozofa, a ja mam odpowiednie wykształcenie. Niedługo będę bronił pracę doktorską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – stwierdził Czesław Karwot. Wicestarosta prowadzi wykłady w soboty. Ile zarabia? – Niewiele. Nie jestem etatowym pracownikiem, ale podpisałem umowę o dzieło. Inaczej mówiąc, dostaję pieniądze za każdy wykład – wyjaśnił wicestarosta Karwot.
Zła opinia idzie w świat
Kłopoty z MEN miało kilka znanych szkół niepublicznych, w tym m.in. Profesjonalna Szkoła Biznesu z Krakowa czy Wyższa Szkoła Dziennikarstwa im. M. Wańkowicza z Warszawy. W Bielsku-Białej działał punkt konsultacyjny Profesjonalnej Szkoły Biznesu. Prowadzono tam rekrutację, studenci mieli zajęcia. Punkt działał nielegalnie.
- Ostatnio członkowie Konferencji Rektorów Szkół Niepublicznych mieli spotkanie z przedstawicielami MEN. Powiedzieliśmy, że nie zależy nam na tym, by działały słabe szkoły niepubliczne – tłumaczy rektor Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach dr Ewa Piaskowska. – Jeśli szkoła jest zła lub nie ma zgody na działalność, to ta fatalna opinia przechodzi też na dobre szkoły.
Sprawdź czy uczelnia jest w rejestrze
Jedna trzecia polskich studentów uczy się w uczelniach niepaństwowych. Każda szkoła wyższa niepaństwowa musi znaleźć się w rejestrze MEN. W przeciwnym wypadku, nie ma ona uprawnień szkoły wyższej.
W woj. śląskim mamy 23 niepaństwowe uczelnie. Obecnie za studia stacjonarne w uczelniach niepaństwowych trzeba zapłacić od 350 do 600 zł miesięcznie. Semestr studiów zaocznych kosztuje od 800 do 1800 złotych.
Jeśli ktoś decyduje się na studia w uczelni niepaństwowej powinien sprawdzić, czy szkoła jest zarejestrowana, ile lat działa i czy wszystkie programy ma akredytowane. Każda uczelnia musi przedstawić program i kadrę. Na przykład uruchomienie kierunku na poziomie licencjackim to wymóg posiadania czterech samodzielnych pracowników naukowych i sześciu adiunktów.
Na internetowej stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej (www.men.waw.pl) można sprawdzić, czy szkoła niepubliczna jest w rejestrze.
Autor artykułu: Jacek Bombor