11-letni chłopiec, który przebiegał jezdnię w okolicy dąbrowskiego hipermarketu “Real”, zginął we wtorkowy wieczór pod kołami samochodu. Zdaniem policji i miasta dziecko przekraczało jezdnie w niedozwolonym miejscu.
Mieszkańcy są oburzeni takim przedstawieniem sprawy.
O godzinie 18.45 trzech chłopców, uczniów jednej ze szkół, wracało z zakupów w hipermarkecie “Real”. Dwóch z nich przebiegło przez jezdnię, a trzeci nie zdążył. Minutę później na miejscu pojawiła się ekipa pogotowia ratunkowego, która próbowała reanimować chłopca. Bez powodzenia.
- W tym samym miejscu przed 5 laty pod kołami samochodów zginął mój syn – powiedziała wczoraj “Trybunie Śląskiej” Janina Wieczorek. – Ciężko przeżyłam tę tragedię.
Ruchliwą drogą Katowice – Kraków codziennie przejeżdża kilkanaście tysięcy samochodów. Natężenie ruchu zwiększyło się, kiedy w sąsiedztwie uruchomiono hipermarket.
Sygnalizacja świetlna pozwala bezpiecznie przejeżdżać samochodom, ale piesi są w gorszej sytuacji, gdyż mają do dyspozycji jedynie zdewastowane przejście podziemne.
Mieszkańcy podkreślają, że wieczorem nikt z niego nie korzysta. Boją się do niego wchodzić – jest nieoświetlone, a z sufitu spadają płyty wykończeniowe.
- Choć może zabrzmi to okrutnie, ale chłopiec nie powinien przez ulicę w tym miejscu przechodzić – przyznaje komisarz Krzysztof Kiercz, naczelnik sekcji wydziału ruchu drogowego komendy policji w Dąbrowie Górniczej.
Podobnego zdania jest Iwona Dalak, zastępca naczelnika Wydziału Gospodarki Komunalnej i Komunikacji Urzędu Miejskiego w Dąbrowie Górniczej. – W tym roku przeprowadzimy remont przejścia podziemnego. Kładki nie będzie, bo jest za droga – zapewnia Iwona Dalak. – Jeżeli w dalszym ciągu mieszkańcy nie będą chcieli korzystać z przejścia w sąsiedztwie drogi zainstalujemy specjalne barierki, których pokonanie będzie niemożliwe.
Autor artykułu: Aleksander Kalański