Archive for January, 2002

Fundacja z… Płoskoniem

Saturday, January 26th, 2002

Podczas czwartkowego zgromadzenia akcjonariuszy SSA Górnik Zabrze wybrano nie tylko nowego prezesa. Wcześniej wiceprezesami klubu z Roosevelta zostali: Marian Osęka, Grzegorz Jaworski i Edward Lorens. Uzupełniono natomiast radę nadzorczą spółki.

Do Andrzeja Daszka, Jana Kowalskiego i Antoniego Piechniczka dołączyli: Piotr Kanclerz, Andrzej Kołacz, Andrzej Mierzwa i Andrzej Stupiński. Powołano również fundację Górnik Zabrze im. Ernesta Pohla z udziałem SSA, miasta, przedsiębiorstw i osób fizycznych. Do zarządu fundacji wybrani zostali Jan “Bolek” Niesyto i Stanisław Oślizło.

- Chcielibyśmy, aby w działalność fundacji włączyli się byli piłkarze Górnika – mówi przewodniczący rady nadzorczej, Andrzej Daszek. – W prace zarządu fundacji włączą się również osoby, które ze względów proceduralnych nie mogą zasiadać we władzach spółki.

Najprawdopodobniej będą to m. in. poseł Józef Kubica, senator Zbigniew Religa i prezydent Zabrza Roman Urbańczyk.
- Osoby te na pewno pomogą nam w dotarciu do ludzi biznesu – mówi prezes Koźmiński. – Łatwiej się działa mając za współpracowników takie autorytety.

Jak nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć fundację tę wspomógłby również finansowo były włodarz Górnika Stanisław Płoskoń…

- Na razie nic o tym nie wiem, ale jest to możliwe – mówi współpracujący z Płoskoniem były prezes Górnika mecenas Jacek Jasiewicz.

Autor artykułu: prass

Proces wielokrotnego zabójcy

Friday, January 25th, 2002

Celowo obciążałem zeznaniami wszystkich, do których czułem złość – mówił wczoraj w sądzie Sławomir P., wycofując się z wcześniejszych wyjaśnień, w których podał nazwiska rzekomych zleceniodawców zabójstw. – Nikt mi nie zlecał zabicia. Sam decydowałem o tym. Mam morderczy instynkt.

Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Katowicach w procesie jednego z najniebezpieczniejszych polskich płatnych morderców, kontynuowano przesłuchanie głównego oskarżonego. Sławomir P. wyglądał na pewnego siebie. Odpowiadając na pytania mówił głośno, dobrą polszczyzną. Sędzia Rotkiel odczytywała złożone wcześniej przez niego na policji zeznania. Potwierdził nawet najbardziej makabryczne okoliczności dokonanych przez siebie zabójstw, zaprzeczając jednak, jakoby niektórzy współoskarżeni zlecali mu zabójstwa. Tymczasem według prokuratury, zasiadająca na ławie oskarżonych Krystyna P. zleciła mu zabójstwo swojego męża, 54-letniego Bronisława P. W negocjacjach z P. pośredniczyła inna oskarżona, Celina Z. (październik 1999 roku).

- Nikt mi nie zlecił zabicia. Miałem go nastraszyć czy pobić – wyjaśniał P. Po obciążających zeznaniach na policji odmawiał konfrontacji ze współoskarżonymi. – Trudno by mi było spojrzeć im w twarz – wyjaśnił P.

- A teraz oskarżony już może to zrobić? – zagadnęła sędzia Rotkiel. – Teraz tak. Przeszło mi – odpowiedział P.
Potwierdził okoliczności makabrycznej zbrodni w Niekłoniu Małym, gdzie pozorując własną śmierć zabił siekierą, podpalił i wysadził w powietrze ciało młodego narkomana, Rafała F. (wrzesień 1997 roku).

Wczoraj potwierdził także zeznania dotyczące zabicia jastrzębskiego górnika wracającego z pracy. Zastrzelił go serią z pistoletu maszynowego, bo zagroził policji, że jak nie wypuści jego siostry, będzie zabijał dwie przypadkowe osoby dziennie.

Na Sławomirze P. ciąży 37 przestępstw, w tym m.in. cztery bestialskie zabójstwa i sześć prób zabicia. Prokurator będzie żądał dla niego dożywocia.

Autor artykułu: Jacek Bombor

Koźmiński prezesem Górnika!

Friday, January 25th, 2002

Zbigniew Koźmiński został wczoraj wybrany nowym prezesem Sportowej Spółki Akcyjnej Górnik Zabrze. Koźmiński, pełniący jeszcze do dziś funkcję wiceprezesa Wisły Kraków, został powołany przez walne zgromadzenie akcjonariuszy na fotel sternika w zabrzańskim klubie jednogłośnie.

- Dla każdego działacza sportowego podjęcie takiego wyzwania to olbrzymie dowartościowanie – powiedział Koźmiński, który jeszcze kilka dni temu dość poważnie wahał się, czy przyjąć złożoną propozycję. – Co prawda nadal nie jest mi znany dokładny stan finansowy spółki, ale wszystko odbyło się na zasadzie wzajemnego zaufania. Wierzę ludziom, którzy zaproponowali mi objęcie tego stanowiska.

Powołano również fundację Górnik Zabrze im. Ernesta Pohla z udziałem SSA, miasta, przedsiębiorstw i osób fizycznych.

Rozmowa z prezesem Górnika w jutrzejszym dodatku Trybuny Śląskiej – KIBIC

Autor artykułu: prass

Obietnice i wypłaty

Thursday, January 17th, 2002

Jan Kowalski, Antoni Piechniczek – nazwiska te bez wątpienia budzą szacunek wśród kibiców piłkarskich i niewątpliwie stanowią silną broń w rozmowach z ewentualnymi reklamodawcami i firmami chcącymi inwestować w przyszłości w Górnika Zabrze. Klub, który w przyszłości – tak przynajmniej zapewniają nowi działacze z Roosevelta – powinien przynosić zyski.

Konferencja prasowa zwołana wczoraj w nowej, starej siedzibie Górnika rozczarowała tych, którzy oczekiwali rewelacji. Nadal nie wiemy kto faktycznie kupił akcje spółki (coraz częściej pojawia się nazwa MOSiR Zabrze) i kto zostanie prezesem tego klubu.

- Trzymając się faktów obecnym właścicielem Górnika jest firma z Sopotu – informował wiceprezes Marian Osęka.
Dopiero później uchylił rąbka tajemnicy stwierdzając, że za Consulting & Corporate LAW Ltd stoi grupa przedsiębiorstw ze Śląska.

- Naszym celem jest wyciągnięcie Górnika z zapaści finansowej, organizacyjnej i sportowej – mówił Osęka.
Cel sportowy to utrzymanie klubu w ekstraklasie.

- Nie wyobrażamy sobie sytuacji, abyśmy zostali zdegradowani – stwierdził wiceprezes, Grzegorz Jaworski. – Takiej ewentualności nie zakładamy.

- W przyszłym sezonie będziemy natomiast walczyć o miejsce w górnej połówce tabeli – dodał Osęka. – Wówczas w klubie pojawi się większy kapitał.

Na razie zawodnicy otrzymali obiecaną część zaległych wypłat. Kwota 270 tys. złotych już została przekazana na ich konta. Pozostałe zadłużenie będzie sukcesywnie regulowane.

Mimo, iż w klubie wiele się zmieniło nadal jest wiele niejasności. Głośno mówi się o Antonim Piechniczku jako o członku rady nadzorczej, tymczasem sam zainteresowany odnosi się do tego z dużą rezerwą. Jan Kowalski, wielce zasłużony piłkarz i trener Górnika, zasiadający w tejże radzie nie jest natomiast zbyt rozmowny w kwestii powołania nowego prezesa. Być może wiele wyjaśniłby Andrzej Daszek (przewodniczący rady nadzorczej), ale wczoraj nie był obecny na spotkaniu.

Pewne jest natomiast to, że piłkarze Górnika dziś rano wyjechali na obóz do Wałcza. W kadrze, którą Waldemar Fornalik będzie miał do dyspozycji jest 26 zawodników. Z nowych twarzy, które pojawiły się w drużynie oprócz Madrina Piegzika, Rafała Jakubczyka znalazł się również obrońca Wisły Kraków, Łukasz Nawotczyński.

- Wczoraj dość długo rozmawialiśmy ze Zdzisławem Kapką na temat wypożyczenia Łukasza do Górnika – mówi wiceprezes Edward Lorens. – Obrońcą jest również Jakubczyk, który trafił do nas z Krosna Odrzańskiego.

Nie wiadomo, czy na Roosevelta zawita Bartłomiej Jamróz, pomocnik chorzowskiego Ruchu, bowiem rozmowy pomiędzy stronami trwają. Być może dojdą również kolejni zawodnicy Wisły: Olgierd Moskalewicz i Bogdan Zając.

Autor artykułu: Paweł Rassek

Olszar niczym Jaś Wędrowniczek

Thursday, January 17th, 2002

Sebastian Olszar we wtorek jechał do Lugano. Jak twierdził wszelkie kwestie związane z jego transferem do tego I-ligowego klubu są już załatwione i pozostała tylko kwestia złożenia podpisu na kontrakcie.

- Górnik spóźnił się ze swoją propozycją – tłumaczył swoją decyzję. – W Lugano sprawy zaszły już za daleko i nie było już możliwości tego wszystkiego odkręcić.

Zawodnik dość szczegółowy roztaczał również wizję swojej świetlanej przyszłości w Szwajcarii. Tymczasem kres jego wyprawy nadszedł w Monachium. Wczoraj w nocy zapadła decyzja, że zawodnik wraca do Zabrza. – Nie wiem co się stało – tłumaczy piłkarz. – We wtorek byłem przekonany, że jestem już zawodnikiem Lugano. Okazało się jednak, że najprawdopodobniej wrócę do Zabrza. Na pewno pojadę z Górnikiem na zgrupowanie do Wałcza.

Piłkarską karierą Sebastiana zajmuje się jego ojciec.

- We wtorek wieczorem dowiedziałem się, że jeden z warunków kontraktu, które były wcześniej szczegółowo omówione zostały niedotrzymany – mówi Marek Olszar. – Konkretnie chodzi o kwestie finansowe. Tym samym postanowiłem, że Sebastian wraca do Górnika. Najprawdopodobniej z tym klubem podpisze kontrakt. Najważniejsze, żeby zaczął w końcu trenować.

Bez wątpienia Sebastian Olszar jest młodym, utalentowanym i błyskotliwym napastnikiem. Czy jednak na tyle doświadczonym, by zamiast w spokoju przygotowywać się do rundy wiosennej traci czas na testy w zagranicznych klubów, w których nie miałby zapewne wielkiej szansy na grę w podstawowym składzie. Być może na postawę 21-letniego piłkarza duży wpływ miała atmosfera jaka wytworzyła się wokół Górnika.

Autor artykułu: prass

Zamieszanie w GKS Katowice

Thursday, January 17th, 2002

Piłkarze GKS Katowice protestując przeciwko płacowym zaległościom zastosowali we wtorek “strajk włoski” i cały trening poświęcili na mini-gierki. Wczoraj do południa ćwiczyli już normalnie, ale w hali przy ulicy Ceglanej wcale nie było spokojnie. Tuż przed rozpoczęciem zajęć prezes Piotr Dziurowicz wezwał do siebie bramkarzy Piotra Lecha i Jarosława Tkocza oznajmiając im przeniesienie do drużyny rezerw.

- Nie muszę uzasadniać takich decyzji. Zapewniam jednak, że nie są to sankcje dyscyplinarne i zawodnicy nie stracą finansowo. Nadal ważne są zarówno ich kontrakty, jak i wysokość umów – zadeklarował sternik klubu.

Tkocz, którego żona w najbliższych dniach spodziewa się dziecka, nie komentował decyzji prezesa. Lech natomiast nie ukrywał, że zastanawia się nad wkroczeniem na drogę sądową.

- Pan Dziurowicz jest moim pracodawcą i będę grał tam, gdzie mi każe. Przyjdę więc w czwartek o 17 na zajęcia do trenera Eugeniusza Pluty, ale dochodzą do mnie sygnały, że prezes po prostu szuka pretekstu, by zerwać ze mną kontrakt, bo jestem dla niego za drogi. Szkoda, że nie powiedział tego wtedy, gdy go razem negocjowaliśmy – oświadczył golkiper. – Mam w umowie punkt, że w przypadku miesięcznych zaległości finansowych mogę dostać kartę do ręki, a taka sytuacja ma miejsce. Może na drodze sądowej uzyskam zwolnienie z klubu, ale na razie GKS musi mi płacić do czerwca, gdy mój kontrakt wygasa i stanę się wolnym zawodnikiem. Do tego czasu mogę nawet pracować przy odśnieżaniu ulicy Bukowej.

Dziurowicz nie ukrywał, że ma już na oku potencjalnych następców bramkarzy.

- Ale muszę najpierw skonsultować tę decyzję z trenerami – zastrzegł. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że chodzi o zawodnika ze Słowacji i któregoś z klubów krakowskich. – Prowadzimy też rozmowy w sprawie sprzedaży niektórych piłkarzy, ale na dzień dzisiejszy trudno powiedzieć, co z nich wyniknie.

Nie wiadomo jak się potoczą losy Tomasza Owczarka.
- Wisła zgodziła się, by do 22 lutego trenował z nami. Jeżeli po tym okresie uznamy, że jego zaangażowanie i wysiłek na treningach dobrze wróżą dla jego przyszłości podejmiemy z krakowskim klubem trudne rozmowy – mówi prezes.

Po obiedzie, który ekipa zjadła w restauracji “Zielone oczko”, ponieważ nie osiągnięto jeszcze porozumienia z restauracją na Ceglanej do prezesa udała się delegacja złożona z najstarszych zawodników. Efektem ich działań było przywrócenie do pierwszej kadry Tkocza oraz finansowe obietnice. Pieniądze mają wpłynąć na konta zawodników w połowie kwietnia, gdy do klubu dotrze rata z Canal+. Jeżeli pozostaną z niej jakieś środki być może uregulowana zostanie część zaległych premii.

Czy to już koniec styczniowej burzy w GKS?

- To zależy od zawodników. Korzystając z prawa związkowego muszą pamiętać, że nakłada ono na nich nie tylko przywileje, ale również obowiązki – kończy Dziurowicz.
Sami zawodnicy zastanawiali się przed treningiem, czy zostać na noc w ośrodku. Powód był prozaiczny: wciąż nie były uregulowane sprawy związane z kolacją.

Autor artykułu: Rafał Musioł

Góralska szkoła!

Friday, January 11th, 2002

Najlepsze miejsce w województwie śląskim zajęło V LO z Bielska-Białej. W rankingu ogólnopolskim znalazło się na 15. pozycji. W rywalizacji wzięło udział 379 liceów z całej Polski. Zwyciężyło I LO im. M. Kopernika z Łodzi, którego uczniowie chodzą do szkoły w… granatowych mundurkach.

V LO z Bielska-Białej ma profil matematyczno-fizyczno-informatyczny. Głównym kryterium oceny szkół były sukcesy w olimpiadach przedmiotowych.

- Jeden z naszych matematyków Tomasz Szymczyk należy do Stowarzyszenia Nauczycieli Olimpijskich. Wychował wielu finalistów i laureatów olimpiad, w tym takich, którzy wzięli udział w olimpiadach w Seulu i Waszyngtonie. Ale teraz na zimową do Salt Lake City nie pojedzie – śmieje się dyrektor szkoły Kazimierz Polak. – Jesteśmy “ścisłym” liceum, ale opowiadaliśmy się za tym, żeby matematyka nie była obowiązkowa na nowej maturze. To tak,
jakby naszych uczniów zmuszać do zdawania historii.

- Każdy myśli, że matematyk to tylko kartka, ołówek, siedzenie i myślenie. Tymczasem wielu z nich znajdzie atrakcyjną pracę, np. w banku – tłumaczy Tomasz Szymczyk. – Nie każdego jednak matematyki da się nauczyć.

Tuż za V LO, na 16. miejscu widnieje LO Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja, również z Bielska-Białej.

? Zawsze zajmujemy pierwsze lub drugie miejsce w województwie – mówi Renata Rosowska, dyrektor liceum. – Szkoła nie pracuje przecież pod olimpiady. Najważniejsza dla uczniów jest matura i studia, olimpiada jest po drodze – dodaje.

Ranking najlepszych szkół średnich w Polsce ułożyły redakcje “Perspektyw” i “Rzeczpospolitej”.

- Robimy je po to, żeby szkoły rywalizowały między sobą, bawiły się tym. One do tego podchodzą poważnie, chcą być najlepsze – mówi Piotr Brzeziński, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży wydawnictwa “Perspektywy”. – Ale dla rodziców to nie jest już zabawa, tylko jedno z kryteriów wyboru szkoły dla dziecka – dodaje.

Rankingi jednak trzeba czytać bardzo ostrożnie.
– Kryterium olimpijskie to jedno z kilku, w których moglibyśmy się liczyć – uważa Przemysław Fabjański, dyrektor chorzowskiego “Słowaka”.

- Jeśli ktoś w tym roku nie jest na dobrej pozycji, nie znaczy to, że jest zły. Małysz ma gorsze wyniki, a czy jest zły? – pyta dyrektor Polak.

- Zawsze powtarzam, że nie wolno się zdominować rankingom. Przecież szkoła to też coś więcej niż laureaci olimpiad. Ważna jest też kadra i baza szkoły, informacja, na jakie studia wybierają się uczniowie i ilu z nich tam się dostaje – uważa Dariusz Rott, rzecznik Uniwersytetu Śląskiego. – Bałbym się polecać uczniom i rodzicom tylko rankingi. Apeluję o zdrowy dystans do nich – dodaje.

Ranking szkół w woj. śląskim
1. V LO w Bielsku-Białej
2. LO Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja w Bielsku-Białej
3. I LO im. J. Słowackiego w Chorzowie
4. I LO im. Powstańców Śląskich w Rybniku
5. IX LO im. C. K. Norwida W Częstochowie
6. IV LO im. S. Staszica w Sosnowcu
7. II LO im. E. Plater w Sosnowcu
8. II LO im. M. Konopnickiej w Katowicach
9. LO im. S. Staszica w Tarnowskich Górach
10. V LO im. A. Struga w Gliwicach
wg “Perspektyw” i “Rzeczpospolitej”

Autor artykułu: Monika Krężel

Członkowie sekty Himawanti oplakatowali miasto

Thursday, January 10th, 2002

Kilkadziesiąt plakatów szkalujących częstochowskich sędziów, prokuratorów i ojców paulinów rozwiesili na terenie miasta członkowie Bractwa Zakonnego Himawanti. W ten sposób protestują przeciwko rzekomemu prześladowaniu ich przywódcy duchowego Ryszarda M. “Mohana”.

Szarpanina w sądzie
Sprawa bractwa i przewodzącego mu Ryszarda M. odżyła po raz kolejny we wtorek, kiedy to Sąd Rejonowy w Częstochowie – w obecności biegłych psychiatrów – orzec miał czy nie jest on groźny dla społeczeństwa i czy może przebywać poza szpitalem. Niestety, sąd zamiast wydać orzeczenie w tej sprawie “uwikłał” się w szarpaninę z 11 wyznawcami bractwa, którzy chcieli uczestniczyć przy wydawaniu orzeczenia. Interweniowała policja, a rozprawa została odroczona.

Wyznawcy nie dali jednak za wygraną. Okupowali przez kilkadziesiąt minut salę rozpraw. Potem zaś rozlepili na terenie sądu oraz na słupach ogłoszeniowych kilkadziesiąt ulotek, w których domagali się ukarania wielu przedstawicieli sądu i prokuratury, mających do czynienia z ich guru. “Trzeba ich zgodnie z prawem zamknąć w więzieniu na 25 lat lub dożywotnio umieścić w zakładzie psychiatrycznym i leczyć z obłędu katolickiej paranoi” – napisał autor obelżywych plakatów.

Zapytaliśmy jednego z wymienionych na ulotkach prokuratorów, co grozi sprawcom akcji plakatowej.

- Za obrazę funkcjonariuszy publicznych kodeks przewiduje karę grzywny lub pozbawienia wolności do 1 roku – powiedział nam zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Częstochowie Jacek Gurbała. – Osobiście jednak nie widzę sensu, żeby reagować na bezprzedmiotowe pomówienia, w dodatku anonimowe. Myślę też, że nie warto robić reklamy członkom tego ugrupowania.

Guru w szpitalu
Ryszard M. “Mohan” z Jaworzna trafił do aresztu wiosną 1999 roku pod zarzutem wysyłania gróźb do przeora klasztoru jasnogórskiego oraz częstochowskich sędziów. Dwa lata wcześniej był skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata za wysłanie anonimu na Jasną Górę. Groził w nim, że podczas szczytu pielgrzymkowego wysadzi klasztor jasnogórski w powietrze. Prokuratura uznała, że ich autorem był Ryszard M. (potwierdziła to analiza grafologiczna).

Przez ponad rok guru rok nie stawiał się na przesłuchania i został tymczasowo aresztowany. Po badaniach psychiatrycznych lekarze orzekli, że powinien być leczony w zamknięciu. Postępowanie karne umorzono, a “Mohan” trafił do szpitala psychiatrycznego.

* * *

Bractwo Zakonne Himawanti
Zrzesza około tysiąca osób. Kilka tysięcy określa się zaś jako jego zwolennicy. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie zalegalizowało jednak powołanej przed kilkoma laty do życia organizacji.

Autor artykułu: Mariusz Pietrzyk

Prawie jak rodzina

Thursday, January 10th, 2002

Dziewięciu wychowanków z domu dziecka wprowadziło się do wspólnego mieszkania. Sami będą gotować, sprzątać, robić zakupy, płacić rachunki na poczcie.

Chorzowski dom dziecka jest jednym z pierwszych w Polsce, które wprowadziły program usamodzielniania wychowanków. Polega on na tym, że grupa nastolatków wyprowadza się z placówki do wspólnego mieszkania (formalnie filii domu dziecka). Tam gospodarują razem, pod okiem opiekunów. Wczoraj w Chorzowie oddano trzecie takie mieszkanie.

Rafał ma 18 lat, w domu dziecka mieszka od dziewięciu. Chodzi do Zespołu Szkół Salezjańskich w Świętochłowicach. 20-letni Dominik trafił do domu dziecka pięć lat temu. Jest uczniem Technikum Samochodowego w Bytomiu. Wraz z siedmioma kolegami zamieszkali wczoraj w komunalnej kamienicy.

- Dla nas to nic nowego, bo już mieszkaliśmy ,na filiach”. Najgorzej było z gotowaniem – opowiadają obaj chłopcy. – Do dziś pamiętamy spalone żeberka i przypalone mleko. Żaden z mieszkańców filii nigdy nie narzekał, że musi obrać ziemniaki na obiad albo wstać o szóstej i iść do sklepu po bułki na śniadanie.

W domu dziecka wystarczyło tylko posprzątać swój pokój, wszystko było podstawione pod nos. Opuszczając placówkę, niektórzy wychowankowie nie potrafili nawet ukroić chleba, bo robiły to za nich to kucharki.

- Ale nie to jest najważniejsze. ,Na filiach” czujemy się jak w rodzinie, jesteśmy bardzo ze sobą związani – opowiada Dominik. – Nawet święta lubimy razem spędzać, urządzamy urodziny, ostatnio był Sylwester. No i wychowawcy w każdej filii są stali. W domu dziecka tak nie ma. Nie czuć tej rodziny, każdy biegnie w swoją stronę, a wychowawcy się zmieniają, codziennie jest ktoś inny – tłumaczy chłopak.

Opiekunowie doglądają filii w ciągu dnia, podpowiadają, jak trzeba coś ugotować, bywa, że wpadną w nocy i sprawdzą, jak zachowują się podopieczni. – To prawda, że w takiej małej grupie oni są bardzo ze sobą związani – mówi Iwona Kurek, zastępca dyrektora domu dziecka. – Nawet rozluźniają swoje kontakty z rodzinami, gdy zauważą, że mamom na nich nie zależy. Dzieci z domu dziecka bardzo ciągną do rodzin, jakie by one nie były. A wychowankowie filii już widzą, jak rodzina powinna wyglądać. Do wychowawców też się przywiązują. – Oglądają nas przez dziewięć miesięcy w roku, codziennie, a w kwietniu zawsze pytają, czy pojedziemy na obóz na Mazury – daje przykład Grzegorz Machalica, jeden z opiekunów grupy.

Trzypokojowe mieszkanie, które wczoraj oddano do dyspozycji dziewięciu nastolatków, jest bardo ładne – dwupoziomowe, z drewnianymi schodami i wiklinowymi mebelkami. Jest nawet garderoba. Remont kosztował 60 tys. zł, zapłaciło miasto.

Pierwsze grupy usamodzielnienia ruszyły w Chorzowie w 1993 r. – Do mieszkania wprowadziło się wówczas osiem najstarszych dziewczyn – wspomina Bożena Cierpioł, dyrektor placówki. – Pomysł się sprawdził. Potem uruchomiliśmy filię koedukacyjną. Mieliśmy obawy, więc zwiększony został dozór wychowawców. Nic złego się nie działo – wspomina.

Autor artykułu: Monika Krężel