Mimo że Maria Krystyna Habsburg klucze do swoich komnat na żywieckim zamku odebrała już pół roku temu, do dzisiaj tam nie zamieszkała. Jak twierdzi jej najbliższa przyjaciółka, Maria Jura, księżna nie chce wracać z emigracji, bo boi się nacisków wywieranych na nią przez miejscowych polityków.
Mieszkańcy Żywca z ciekawością zaglądają w okna książęcego mieszkania, ale za szybą jest ciemno i pusto. Od września ubiegłego roku nic się tam nie dzieje. A według wcześniej podawanych informacji, księżna powinna już dawno zadomowić się na nowych włościach.
- Bzdura! – denerwuje się Antoni Szlagor, przewodniczący Rady Miejskiej w Żywcu, słysząc opinię, że księżna zraziła się do żywieckich polityków. – Dzwonię do księżnej co tydzień. Na nikogo się nie obraziła. Jest po prostu chora. Ma problemy z oczami i ze słuchem. Do tego zapadła na grypę i trafiła w sanatorium. Jest w Davos i leczy się. Oto cała tajemnica.
Maria Jura, która reprezentuje Marię Krystynę Habsburg na Podbeskidziu, potwierdza informację o chorobie księżnej. Podkreśla jednak, że powrót Marii Krystyny Habsburg do Żywca przesuwa się także z innych powodów.
- Ona tu zaczęła się czuć jak pies na łańcuchu, który bez zezwolenia pana Szlagora kroku zrobić nie może. Doszło do tego, że Szlagor zmusił księżną do przeprosin Rady Miejskiej w Żywcu! Za to, że księżna wstawiła się za pomnikiem! – mówi Maria Jura, która na bieżąco kontaktuje się z Davos.
W ostatnim dniu pobytu w Żywcu w ubiegłym roku poproszono księżną, aby pomodliła się pod pomnikiem ku czci zamordowanych przez okupanta niemieckiego mieszkańców Żywca, na tzw. targowicy. Pomnik był przestawiany, bo remontowano plac. Miejscowi działacze uznali, że władze miasta dewastują obiekt, więc szukali pomocy u księżnej. Sprawa stała się w Żywcu głośna. W efekcie Szlagor w liście do księżnej zarzucił jej brak lojalności i zasugerował, że radzie należą się przeprosiny.
- Księżna jest starszą już osobą, wystraszyła się całej tej sprawy i rzeczywiście wysłała przeprosiny – mówi jej przedstawicielka. – Nie mogła jednak pogodzić się z tym, że władze miasta dyktują jej, jak ma się zachowywać.
O przyczynach nieobecności księżnej w Żywcu, o których wiemy od jej powierniczki, Szlagor mówi krótko: “plotki”.
Sama zaś księżna jest mocno zdegustowana informacjami, jakie na jej temat krążą po Podbeskidziu. – Nie wiem, kiedy wrócę do Żywca, bo to zależy od wielu okoliczności – mówi poproszona przez nas o komentarz księżna Maria Krystyna. – Mnie interesuje w Żywcu wyłącznie jedno: pomoc najuboższym. Inne rzeczy są poza mną. Nie chcę mieć kłopotów. Pod tym pomnikiem zaś modliłam się, bez żadnych podtekstów politycznych. Jak wrócę, to wszystko się wyjaśni.
Autor artykułu: Krzysztof Oremus