Archive for February, 2002

Księżna nie wraca

Saturday, February 23rd, 2002

Mimo że Maria Krystyna Habsburg klucze do swoich komnat na żywieckim zamku odebrała już pół roku temu, do dzisiaj tam nie zamieszkała. Jak twierdzi jej najbliższa przyjaciółka, Maria Jura, księżna nie chce wracać z emigracji, bo boi się nacisków wywieranych na nią przez miejscowych polityków.

Mieszkańcy Żywca z ciekawością zaglądają w okna książęcego mieszkania, ale za szybą jest ciemno i pusto. Od września ubiegłego roku nic się tam nie dzieje. A według wcześniej podawanych informacji, księżna powinna już dawno zadomowić się na nowych włościach.

- Bzdura! – denerwuje się Antoni Szlagor, przewodniczący Rady Miejskiej w Żywcu, słysząc opinię, że księżna zraziła się do żywieckich polityków. – Dzwonię do księżnej co tydzień. Na nikogo się nie obraziła. Jest po prostu chora. Ma problemy z oczami i ze słuchem. Do tego zapadła na grypę i trafiła w sanatorium. Jest w Davos i leczy się. Oto cała tajemnica.

Maria Jura, która reprezentuje Marię Krystynę Habsburg na Podbeskidziu, potwierdza informację o chorobie księżnej. Podkreśla jednak, że powrót Marii Krystyny Habsburg do Żywca przesuwa się także z innych powodów.

- Ona tu zaczęła się czuć jak pies na łańcuchu, który bez zezwolenia pana Szlagora kroku zrobić nie może. Doszło do tego, że Szlagor zmusił księżną do przeprosin Rady Miejskiej w Żywcu! Za to, że księżna wstawiła się za pomnikiem! – mówi Maria Jura, która na bieżąco kontaktuje się z Davos.

W ostatnim dniu pobytu w Żywcu w ubiegłym roku poproszono księżną, aby pomodliła się pod pomnikiem ku czci zamordowanych przez okupanta niemieckiego mieszkańców Żywca, na tzw. targowicy. Pomnik był przestawiany, bo remontowano plac. Miejscowi działacze uznali, że władze miasta dewastują obiekt, więc szukali pomocy u księżnej. Sprawa stała się w Żywcu głośna. W efekcie Szlagor w liście do księżnej zarzucił jej brak lojalności i zasugerował, że radzie należą się przeprosiny.

- Księżna jest starszą już osobą, wystraszyła się całej tej sprawy i rzeczywiście wysłała przeprosiny – mówi jej przedstawicielka. – Nie mogła jednak pogodzić się z tym, że władze miasta dyktują jej, jak ma się zachowywać.

O przyczynach nieobecności księżnej w Żywcu, o których wiemy od jej powierniczki, Szlagor mówi krótko: “plotki”.

Sama zaś księżna jest mocno zdegustowana informacjami, jakie na jej temat krążą po Podbeskidziu. – Nie wiem, kiedy wrócę do Żywca, bo to zależy od wielu okoliczności – mówi poproszona przez nas o komentarz księżna Maria Krystyna. – Mnie interesuje w Żywcu wyłącznie jedno: pomoc najuboższym. Inne rzeczy są poza mną. Nie chcę mieć kłopotów. Pod tym pomnikiem zaś modliłam się, bez żadnych podtekstów politycznych. Jak wrócę, to wszystko się wyjaśni.

Autor artykułu: Krzysztof Oremus

Orzeł wylądował!

Friday, February 22nd, 2002

Wita pana cała Polska, gratulujemy serdecznie, mając nadzieję, że nieraz jeszcze stanie pan na podium – powiedział w imieniu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego podsekretarz stanu Edward Szymański, gdy tylko Adam Małysz punktualnie o godzinie 14.29 przekroczył granicę celną na stołecznym Okęciu. Małysz, zdobywca srebrnego i brązowego medalu 19. Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City w skokach narciarskich witany był niezwykle gorąco.

Wcześniej pojawili się jego koledzy z ekipy: Łukasz Kruczek, Robert Mateja, Tomasz Pochwała, Wojciech Skupień, Tomisław Tajner oraz trenerzy Apoloniusz Tajner i Piotr Fijas.

- 7500 uczestników igrzysk i tylko dwieście medali, a każdy ze sportowców chciał mieć swoje pięć minut, na które patrzył cały świat. Zdaliście egzamin z tej próby.
Jeszcze raz serdecznie gratuluję – to słowa skierowane do olimpijczyków przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu, prezesa Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu Adama Giersza.

- Bez pomocy kibiców nie byłoby widowiska sportowego, nie miałoby ono takiej oprawy. Cieszę się, że skoki narciarskie stały się tak popularne. W Salt Lake City spotykałem się z naszymi rodakami mieszkającymi w Ameryce. Pokonali setki kilometrów,
aby być razem z nami – mówił pierwszy w historii polski olimpijczyk, który w czasie jednych zimowych igrzysk zdobył dwa medale.

- W czasie lotu do Warszawy byliśmy też w kokpicie. Pilotom wystawiam ocenę 19,5 punktu, bo przecież na olimpiadzie są surowi sędziowie – dodał Adam Małysz, któremu towarzyszyła w czasie powitania żona Izabela.
Na tę miłą uroczystość z Wisły przybyła także Aleksandra Tajner, żona trenera i matka olimpijczyka Tomisława.

Adam Małysz, zrelaksowany, ubrany w olimpijski garnitur, z medalami na piersi, uśmiechał się na prawo i lewo, ale widać było, że jak najszybciej chciałby znaleźć się w rodzinnej Wiśle. Bo tam czekało go iście królewskie powitanie. Miał odlecieć prezydenckim helikopterem, by wylądować od razu w swojej rodzinnej miejscowości, ale ze względu na złą pogodę, musiał lądować w Pyrzowicach. Pojawił się tam po godz. 17.
Chwilę odpoczął wraz z małżonką i resztą ekipy, po czym podstawionymi samochodami w asyście policji olimpijczycy odjechali do Wisły.

Tam na bohaterów igrzysk czekali nie tylko kibice, ale także politycy i artyści. Oczywiście wśród tych ostatnich nie mogło zabraknąć zespołu Grónie, którzy tym razem zagrali razem z Wańcami, Czernianami i Tkoczami. Połączone siły śpiewaków z Wisły – oraz prowadzący imprezę Henryk Cieślak – cierpliwie czekali na swojego krajana rozgrzewając przysypywaną śniegiem publiczność.

Uruchomiono nawet specjalną linię telefoniczną z trenerem Tajnerem. Wreszcie potwierdzono: ekipa jest już w drodze. Po półgodzinnej ceremonii powitania bohaterowie i cała uroczystość przeniosły się do wiślańskiego kina “Marzenie?.

Autor artykułu: Grzegorz Mikuła, Rafał Musioł, pap

Wykończą tramwaje

Thursday, February 21st, 2002

Żeby było taniej na trasy wyruszą pojedyncze wozy. Będzie tłok w wagonach i ludzie przesiądą się do autobusów. Tramwaje zaczną przynosić straty, więc za jakiś czas Przedsiębiorstwo Komunikacji Tramwajowej zbankrutuje. I ze śląskich miast raz na zawsze znikną tramwaje.

Taki scenariusz przedstawiają pracownicy PKT po tym, jak Komunikacyjny Związek Komunalny GOP zmniejszył ich budżet z 124 mln zł do 90 mln zł i wymusza drastyczne oszczędności. W KZK GOP winę zwalają na zarząd województwa śląskiego, który nie chce dotować miejskiej komunikacji. Zarząd twierdzi natomiast, że nie jest to jego rola, a obiecane wcześniej 23 mln zł, zgodnie z umową, może przekazać jedynie na “integracje systemu komunikacyjnego” na Śląsku.

- To spisek KZK GOP, który ma na celu zniszczenie komunikacji tramwajowej – twierdzą zbulwersowani tramwajarze.

Dlaczego finansowe cięcia objęły przede wszystkim tramwaje?

- Dla mnie sprawa jest jasna – mówi Janusz Mikuła, dyrektor Przedsiębiorstwa Komunikacji Tramwajowej. – Jak się chce jakąś firmę wykończyć, to się ją ubija finansowo. Nie będzie pieniędzy nie tylko na przewozy, ale i na niezbędne remonty i utrzymanie torowisk. Jeżeli nie dostaniemy 20 milionów, to firma stanie na krawędzi bankructwa.

Janusz Mikuła wysłał w tej sprawie list do wojewody śląskiego. Lechosław Jarzębski jest zbulwersowany: – W Europie Zachodniej tramwaje przeżywają renesans, a na Śląsku grozi im zagłada!

Wojewoda, zapowiada działania zmierzające do usamodzielnienia PKT i wprowadzenia osobnego systemu biletowego. Teraz dla autobusów i tramwajów jest jeden.

- W tej sytuacji dalsze utrzymywanie wspólnego biletu autobusowo-tramwajowego staje się bezsensowne – mówi dyrektor Mikuła.

- Jeśli KZK GOP nie wycofa się z ograniczeń w komunikacji tramwajowej, wojewoda wypowie zawarte dwa lata temu porozumienie biletowe – tłumaczy Krzysztof Mejer, rzecznik prasowy wojewody śląskiego.

Niestety w KZK GOP nie udało nam się wczoraj znaleźć chętnych do rozmowy. Prezes Jerzy Śmiałek był nieuchwytny, dyrektor ds. rozwoju Grzegorz Dydkowski stwierdził z kolei, że nie jest upoważniony do udzielania jakichkolwiek informacji. Natomiast dyrektor Jerzy Orenowicz zbagatelizował zamieszanie wokół komunikacji:

- Ograniczenia zostaną wprowadzone w marcu, jeśli do tego czasu nie uda się znaleźć niezbędnych pieniędzy. A na razie mamy luty – mówi dyrektor Orenowicz. Stanowiska zarządu województwa śląskiego nie chce komentować, bo go nie otrzymał.

A rzecznicy prasowi? Wczoraj, gdy pisaliśmy o planowanym strajku w komunikacji miejskiej i możliwym wprowadzeniu w tramwajach osobnego biletu, rzecznik KZK GOP Paweł Barteczko stwierdził, że to zbyt poważne sprawy, by mógł zabierać w nich głos. Wczoraj w ogóle nie odbierał telefonów. Natomiast główny specjalista ds. informacji i promocji Marek Klimek stwierdził z kolei, że jest na urlopie zagranicą i nic nie wie o zamieszaniu wokół tramwajów.

Autor artykułu: Igor Cieślicki, Marcin Twaróg

Plaza płać!

Wednesday, February 13th, 2002

Krakowska spółka Plaza, która wybudowała w Rudzie Śląskiej wielkie centrum handlowo-rozrywkowe, do dziś nie zapłaciła wykonawcom. Firmy kredytujące inwestora stanęły na krawędzi upadku. Ich właściciele zapowiadają, że w czwartek ciężkim sprzętem zablokują centrum miasta. Plaza zwala winę na głównego wykonawcę. – Ta budowa miała rozkręcić lokalny rynek, a stanie się przyczyną bankructwa dla wielu z nas – mówią czekający na swe pieniądze przedsiębiorcy.

Jak utrzymuje Walerian Witos, prezes katowickiej Intif – głównego wykonawcy robót – spółka Plaza jest im winna 4 mln dolarów, czyli ok. 16 mln zł! Na te pieniądze czeka od października 69 firm, którym Intif zlecił wykonanie różnych prac, jak zagospodarowanie terenu, wyłożenie kostki brukowej itd.

Życiowa szansa
Wczoraj ok. godz. 15 na budynku Plazy w Rudzie Śląskiej grupa przedsiębiorców zawiesiła wielki baner z napisem: “Żądamy zapłaty od inwestora”. Ochrona centrum szybko jednak zdjęła transparent. Kiedy wieczorem chcieliśmy w tym miejscu zrobić zdjęcia, ochrona siłą usunęła naszego fotoreportera.

Władzom miasta oraz środowiskom gospodarczym zależało, aby dać zarobić właśnie mieszkańcom. Dlatego wybrano firmę Intif, która zagwarantowała, że wynajmie rudzkie firmy i z okolicznych miast. I tak się stało.
- Jest mi bardzo przykro, że ludzie nie dostali pieniędzy za pracę – mówi Andrzej Stania, prezydent Rudy Śląskiej. – Jestem gotowy do rozmów ze stronami. Konflikt trzeba rozwiązać polubownie.

Przedsiębiorcy są jednak zdesperowani. W większości przypadków na materiały pobrali kredyty. Jedna z firm na zakup stolarki wewnętrznej (drzwi i okien) zaciągnęła 150 tys. zł pożyczki. 50 tys. zł to miał być czysty zysk. Zlecenie dla Plazy miało być życiową szansą. Nie dostała ani grosza.
- Niektóre firmy są na granicy plajty – mówi z żalem Walerian Witos, prezes Intifu.

Kto kłamie?
Zofia Oszacka, rzecznik krakowskiej Plazy jest zaskoczona protestem. – To jakaś prowokacja. Niepotrzebna i nieuzasadniona. Przecież zapłaciliśmy głównemu wykonawcy 95 proc. całej sumy, którą byliśmy winni. Podejrzewam, że może być tak, że to główny wykonawca mógł nie zapłacić firmom i stąd cała afera – mówi.

- To bzdury i fałsz – kwituje słowa Oszackiej prezes Witas. – To Plaza nie zapłaciła za robociznę.
Kontrakt na budowę między Plazą a Intifem określał stawkę na ponad 650 dolarów za metr kwadratowy powierzchni. Kiedy budynek stanął Intif obliczył, że Plaza ma 22 tys. metrów powierzchni, inwestor twierdzi, że tylko 19 tys. mkw. Gmina powołała niezależnego rzeczoznawcę, który przyznał rację wykonawcy. Strony nie mogą jednak dojść do porozumienia.

Plaza bez pozwolenia
Okazuje się, że to nie jedyne uchybienie inwestora. Miał on przedłożyć w rudzkim Urzędzie Miasta dokument, że rozliczył się z wykonawcą oraz że wszelkie roboty zostały zakończone. Żadne z tych warunków nie zostały spełnione. Wygasła więc decyzja o pozwoleniu na użytkowanie terenu. Władze miasta rozważają możliwość wystąpienia do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. A ten może wydać decyzję o uchyleniu umowy o użytkowanie wieczyste, które otrzymała na 99 lat.
Tymczasem zdesperowani przedsiębiorcy zapowiadają, że jeśli nie dostaną gwarancji, że otrzymają zaległe pieniądze, w czwartek wyruszą na ulice i ciężkim sprzętem zablokują miasto.

- Mam nadzieję, że inwestor opamięta się. Jest to przecież firma, której powinno zależeć na dobrej opinii – wzdycha prezes Intifu.

Autor artykułu: Izabela Jarosz

Chcesz spokoju, pomóż policji

Tuesday, February 12th, 2002

Znikają radia, gaśnice, apteczki samochodowe, kołpaki, wybijane są szyby. Okradzionych aut przybywa. Poszkodowani wiedzą, kim są złodzieje, ale policja tłumaczy, że ma związane ręce – żalą się mieszkańcy osiedla przy ul. Ślęczka w Zabrzu.

Pan Marek (imię na jego prośbę zmienione) stracił już dwa magnetofony, gaśnicę, jedną boczną szybę. Dwa razy złodzieje uszkodzili mu zamki w aucie. W końcu założył specjalną blokadę i autoalarm. – Ludzie wiedzą, kto kradnie. To trójka młodych chłopaków. Nigdzie nie pracują, szwendają się między blokami. Nic sobie nie robią ani z nas, ani z policjantów – żali się pan Marek.

Złodzieje grasują w rejonie ulic: 3 Maja, Ślęczka, Matejki. Centrum miasta. Statystyki policyjne nie pokazują jednak problemu. Od lipca ubiegłego roku do końca stycznia tego roku zanotowano jedynie… osiem przypadków włamań do aut. – Nie zgłaszamy ich, bo przecież i tak nie przynosi to efektów – twierdzi pan Marek.

Policja zna sprawę. – Grupa młodych mężczyzn jest w naszym operacyjnym zainteresowaniu. Mamy ich nazwiska, są obserwowani – mówi komendant Wloka. – Prosimy jednak mieszkańców o pomoc, bo wspólne działanie może przynieść efekty. Apeluję do wszystkich poszkodowanych, aby zgłaszali nawet najdrobniejszą kradzież.

Autor artykułu: ij

Zagłodzić ZOO

Tuesday, February 12th, 2002

Już dziś zwierzęta w śląskim ZOO jedzą mniej niż zwykle. Za kilka tygodni w ogóle może zabraknąć pieniędzy na karmę. Wtedy słonie, żyrafy, hipopotamy, antylopy, małpy… trzeba będzie oddać innym ogrodom zoologicznym. Jeśli te zechcą brać zwierzęta i ratować przed śmiercią głodową.

Dlaczego może się tak stać? Bo posłowie są nieubłagani i odmawiają dotacji z budżetu państwa. A potrzeba 3,5 mln zł.

- W tej chwili mamy jeszcze w spiżarniach jakieś zapasy – mówi Jan Piotr Liszka, dyrektor Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. – Zwierzęta nie głodują, ale zaczęliśmy już wydawać bardziej oszczędne racje żywności. Powoli zaczynamy się martwić, co będzie za miesiąc.

Minimum potrzebne do funkcjonowania ogrodu, nie licząc inwestycji, wynosi 5,5 mln zł rocznie. Jeśli pogoda nie zawiedzie, na sprzedaży biletów jest on w stanie zarobić ok. 2,2 mln. Reszta musi się znaleźć z innego źródła. Większość ogrodów zoologicznych w Polsce jest własnością miast. Ze śląskim jest inaczej. Po części wynika to z samego położenia w trójkącie Chorzów – Siemianowice Śląskie – Katowice. Żadne z miast nie miałoby interesu w samodzielnym jego finansowaniu. Nie ma też takich możliwości. Nie stać na to właściciela, czyli województwa. Stąd uzależnienie od centralnych dotacji. Jednak z roku na rok posłowie dawali coraz mniej chętnie.

Jan Piotr Liszka nie chce odpowiadać na pytanie, co się stanie ze zwierzętami, jeśli pieniądze się nie znajdą. W najgorszym wypadku można je przenieść do innych ogrodów, ale nie jest to takie proste. Po pierwsze wymaga czasu, po drugie, nie ma żadnej gwarancji, że ktoś będzie chciał je przyjąć. Dyrektor podkreśla jeszcze aspekt edukacyjny:
- Czy naprawdę musi dojść do takiej sytuacji, że najliczniejsze pod względem mieszkańców województwo nie będzie mieć własnego ZOO? Czy żeby zobaczyć żyrafę i słonia dzieci będą musiały jeździć do Opola, Wrocławia, Krakowa albo Łodzi? Czas najwyższy podjąć wiążącą decyzję.

Autor artykułu: Anna Góra

Wygrana Ruchu

Tuesday, February 5th, 2002

Przebywający na zgrupowaniu w Maroku piłkarze chorzowskiego Ruchu pokonali w towarzyskim meczu zespół amatorskiej ligi Union Sportive Temara 4:0 (1:0). Gorawski (14), Jikia (65), Loch (70), Surma (85).

Był to pierwszy, w przygotowaniach do wiosennych rozgrywek ekstraklasy, kontrolny mecz podopiecznych Bogusława Pietrzaka.

Ruch: Grzanka (45′ Samuel) – Górski (45? Surma), Gorawski, Masternak, Jamróz – Jarczyk, Duda, Kaźmierczak (45′ Jikia), Bizacki (45′ Wleciałowski) – Szyndrowski, Loch.

Autor artykułu: pr.

Krakowski zaciąg ratuje Górnika?

Tuesday, February 5th, 2002

Nowym właścicielem Górnika Zabrze ma być ponoć Stanisław Ziętek – krakowski biznesmen związany w przeszłości z Telefoniką. Plotka głosi, że kolejnym człowiekiem, który również zainteresowany był nabyciem akcji SSA Górnik był Stanisław Wachowski – w przeszłości również związany z fabryką kabli w Myślenicach.

Obaj panowie pojawili się na piątkowym pogrzebie Jana Niesyty.

- Byli przyjaciółmi “Bolka”, więc trudno aby ich zabrakło – tłumaczy prezes Górnika, Zbigniew Koźmiński, w przeszłości wiceprezes Wisły. – Nie można łączyć jednak ich obecności na pogrzebie z zakupem akcji. To, że podczas uroczystości siedzieli w centralnym miejscu nie ma nic do rzeczy.

Obecny prezes nie zaprzecza jednak, że w maju ub. roku wspólnie ze Stanisławem Ziętkiem prowadzili rozmowy z ówczesnym włodarzem klubu z Zabrza Stanisławem Płoskoniem.
- Nie doszliśmy jednak wtedy do porozumienia – mówi Koźmiński. – Być może do sprawy wrócimy w tym roku w maju. Nie jest bowiem wykluczone, że Stanisław Ziętek stanie się współwłaścicielem akcji klubu. Jednak w tej chwili żadne rozmowy na ten temat nie były prowadzone. Żadnych negocjacji nie prowadziliśmy również ze Stanisławem Wachowskim. Jest to zły trop.

Sprawa zakupu pakietu kontrolnego SSA Górnik Zabrze nadal owiana jest tajemnicą. Nikt nie wierzy w to, że faktycznym ich nabywcą od Stanisława Płoskonia jest mało znana firma Consulting & Corporate LAW Ltd. Plotkuje się, iż za ludźmi z Sopotu stoi kilka przedsiębiorstw z Zabrza. Nie brakuje domysłów na temat zaangażowania w całą sprawę miasta. Być może wiele wyjaśni się, zgodnie ze słowami prezesa Koźmińskiego, w maju. Gdy Górnik utrzyma się w lidze wówczas nie jest wykluczone, że akcje te nabędzie Stanisław Ziętek. Gdyby zabrzanom nie udało się jednak zachować statusu I-ligowca wówczas z pozyskaniem strategicznego sponsora może być o wiele trudniej.

Kłopotliwy Gwarek?
Górnik Zabrze zalega Gwarkowi 1,5 mln. złotych. Są to pieniądze, które I-ligowiec miał przekazać za transfery Marcina Kuźby i Kamila Kosowskiego. Sprawa trafiła już do Sądu Polubownego PZPN.

- W imieniu Gwarka rozmowy z Górnikiem ma prowadzić wiceprezes Józef Gawron – mówi wiceprezes Gwarka i jednocześnie członek rady nadzorczej Górnika, Jan Kowalski.
- Myślę, że obie strony się jednak dogadają. Współpraca pomiędzy klubami trwa przecież od wielu lat.

- W najbliższym czasie będziemy na ten temat rozmawiać z Gwarkiem – mówi prezes Górnika, Zbigniew Koźmiński. – Nie wietrzyłbym w tym jednak żadnej sensacji.

- Gwarek nie wniósł jeszcze w związku wymaganych opłat – mówi wiceprezes PZPN, Eugeniusz Kolator. – Gdyby Sąd Polubowny wydał pozytywny dla Gwarka wyrok, a Górnik uchylał się od niego, wówczas możemy nawet zablokować I-ligowcowi transfery. Mamy takie uprawnienia!

Autor artykułu: Paweł Rassek

AZS Katowice – SMS Gliwice 22:15

Tuesday, February 5th, 2002

Rewanżową rundę rozgrywek rozpoczęły piłkarki ręczne I ligi. Prowadzony przez Dariusza Olszewskiego zespół AZS AWF Katowice nie zwalnia tempa. Akademiczki pewnie pokonały siódemkę gliwickiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego 22:15 (11:8) i wzięły rewanż na uczennicach za porażkę z jesieni 20:33.

- Ja jeszcze nie przegrałem z SMS – przypomina Olszewski, były trener chorzowskiego AKS.

Pod wodzą Olszewskiego zespół złożony prawie wyłącznie ze studentek katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego awansował już z przedostatniej, 8. pozycji, na trzecią.
Gdyby nie kiepski początek mógłby nawet myśleć o włączeniu się do walki o ekstraklasę. Inna sprawa, że klub ani organizacyjnie, ani sportowo nie jest na to przygotowany i na razie nie ma takich aspiracji. – Moim zadaniem jest utrzymać ten zespół w I lidze i o tym myślę. Do końca rozgrywek jeszcze siedem spotkań, dlatego wolę dmuchać na zimne – twierdzi szkoleniowiec.

Ostatnie wyniki akademiczek, to oprócz Olszewskiego, zasługa także trójki innych osób: kierownika sekcji w AZS Czesława Andrzejczaka, kierownika drużyny Jana Śledzikowskiego oraz doktor rehabilitacji Krystyny Kwaśny.

- Dziewczyny grają za darmo, ale to ci ludzie robią wszystko, by poza tym niczego im nie brakowało, a ja mógę się martwić tylko o stronę sportową – mówi Olszewski.
AZS Katowice – SMS Gliwice 22:15 (11:8).

AZS: Kaczmarek, Schulz – Antończyk, Gleń 3, Łukasik 1, Karasińska, Profic 6, Serwa 4, Lichosik, Maroń 2, Augustyniak 1, Biłobran 1, Cieśla 4, Samsel, Gola.
SMS: Zjawiona, Mieńko – Markiewicz 2, Nowak 3, Kubiak 1, Pawlak 3, Kachel 2, Dolny 2, Kornacka 1, Bałazy 1.

Pozostałe wyniki grupy B: Gościbia Sułkowice – Beskid Nowy Sącz 18:11 (7:5), Łysogóry Kielce – Otmęt Krapkowice 33:18 (15:9), KMKS Kraśnik – Montex II Lublin 24:21 (9:13). Pogoń Żory pauzowała.

1) Gościbia 9 16 214-149
2) Pogoń 8 13 207-162
3) AZS Katowice 9 12 197-190
4) Montex II 9 11 234-223
5) Beskid 9 10 196-190
6) Kraśnik 9 8 234-223
7) SMS Gliwice 9 6 203-186
8) Łysogóry 9 4 188-208
9) Otmęt 9 0 125-267

Autor artykułu: tocha