Archive for March, 2002

Wariacje na temat jaj czyli największe polskie jajeczne rekordy i kolekcje

Friday, March 29th, 2002

Wielkanoc to czas, kiedy niepodzielnie panują jaja. Królują na stole – podawane na wiele smaków oraz – przepięknie ukraszone – w koszyczkach ze święconką. Ale to nie znaczy, że przez cały rok obchodzimy jajka z daleka. Wręcz przeciwnie, mimo alarmujących doniesień lekarzy, że niezdrowe i z zawrotną ilością cholesterolu, liczba amatorów jajek nie maleje.

Rzec można, jajka stają się naszą narodową potrawą – bo nie gdzie indziej, tylko w Polsce właśnie organizowane są Mistrzostwa Świata w Jedzeniu Jajek na Twardo i smażona jest największa na ziemskim globie jajecznica. W Wilkowicach koło Bielska-Białej mieszka Halina Kaczmarczyk – właścicielka największej jajowatej kolekcji w Polsce (a kto wie, może i na świecie?), a w Krakowie – “pożeraczka” czekoladowych kinderniespodzianek. Okazuje się, że jajecznych rekordów można naliczyć w Polsce znacznie więcej.

Hobby 11-letniej krakowianki przyprawia o zazdrość niejednego malucha. Alicja Angowska jest posiadaczką największej, oficjalnie zgłoszonej kolekcji zabawek ukrytych w jajkach-niespodziankach. Zbiera je, z wydatną pomocą całej rodziny i znajomych, od czerwca 1991 roku.
Wszystkie, jak na tak pokaźną kolekcję przystało, zostały skatalogowane i znalazły miejsce na specjalnie do tego celu wykonanych stelażach. Są wśród nich ręcznie malowane figurki, samoloty, samochody, puzzle. A także opakowania, pluszaki i inne przedmioty tematycznie związane z wydawanymi seriami. Ostatnie komisyjne liczenie minizabawek, które odbyło się dwa lata temu, wykazało, że krakowianka zebrała 3,5 tysiąca jajecznych gadżetów. Wtajemniczeni twierdzą, że od tego czasu ich liczba przekroczyła 4 tysiące.

290 cm wysokości i drugie tyle – w obwodzie mierzy największa polska pisanka. Jest 40 razy większa niż normalne kurze jajko. Konkurs na największą w kraju kraszankę ogłosiło w 2001 r. Rabczańskie Stowarzyszenie Turystyczne, które samo zdecydowało się w nim wystartować. Okazało się, że pomysłodawcy tak bardzo się w sprawę zaangażowali, że nie mieli sobie równych. Zwycięskie jajo, zrobione ze steropianu, wspiera się na stelażu. Można mieć zastrzeżenia co do skromnego zdobnictwa, ale w konkursie nie o to chodziło… Największą w Polsce pisankę oglądać można w Muzeum Rekordów i Osobliwości w Rabce.

Jajko to symbol początku i odradzającego się życia. Ale bywa i tak, że czasami na jajku się kończy… Namacalny tego dowód posiada pani Halina Kaczmarczyk z Wilkowic. – Ten dowód to kolorowe jajko wyprodukowane… w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. – Podarował mi je wieloletni pracownik lakierni, twierdząc że to pamiątka po epoce małego fiata – opowiada pani Halina. ? Jajko zrodziło się przypadkiem, a jego zarodkiem była wyciągnięta z kadzi zwyczajna grudka lakieru. Na grudkę nałożono warstwowo lakier we wszystkich odcieniach, jakimi malowano kiedyś polskie “maluchy”.

Pani Halina jest właścicielką największej jajowatej kolekcji w Polsce (ponad 1000 przedmiotów – kształtem bądź tematycznie związanych z jajkiem). Zbiory tworzą jajka różnej wielkości, wykonane z najprzeróżniejszych materiałów, jak agat pakistański, drewno, marmur, szkło, metal, kamienie, etc. Nie brakuje minijajeczek i jajowego giganta – czyli jaja strusiego. Wśród przedmiotów tematycznie związanych z jajkiem w kolekcji pani Haliny znajdują się m.in. jaja-szachy, obrazy, ceramiki i świeczniki. Są też akwarium, zegar, wazony, puzderka i wisiorki – wszystkie własnoręcznie wykonane przez właścicielkę kolekcji, i każde obowiązkowo w kształcie jajka.

33,7 metra wynosi polski rekord w konkurencji “rzut jajkiem na odległość do partnera”, ustanowiony 4 października 1998 r. w Kwidzyniu przez mieszkających w okolicy Wojciecha Derybowskiego i Pawła Michalaka. – W porównaniu ze światem jesteśmy głęboko w tyle – śmieje się pomysłodawca zawodów, Marek Sroka, reprezentujący Kwidzyńskie Centrum Sportu i Rekreacji. – Oficjalny rekord zanotowany w Księdze Rekordów Guinnessa to 98,51 cm. Jestem zapalonym czytelnikiem tego wydawnictwa i właśnie stamtąd zaczerpnąłem pomysł na to niecodzienne współzawodnictwo – dodaje. Zasady konkurencji są dwie – jajko ma być surowe, a partner, do którego rzucamy – musi je złapać w stanie nienaruszonym.
Konkurencja “rzut jajkiem na odległość” wrosła już w tradycję imprez plenerowych w Kwidzyniu, niemniej jednak rezultatu sprzed trzech lat nikomu nie udało się powtórzyć.
Rekord z ubiegłego roku wynosi 28 metrów. Śmiałków, którzy chcieliby spróbować swoich sił w tym roku, informujemy że następna okazja rzucania jajkiem do partnera będzie już niebawem – w czerwcu, podczas Dni Kwidzyna.

Kolorowy ludek-robot, długi na 26 metrów i szeroki na 23 metry, ułożony z wytłaczarek po jajkach, stanął w ostatni dzień roku szkolnego 2000/2001 na płycie stadionu MOSiR w Lubaniu (woj. dolnośląskie). Wcześniej 400 uczniów Gimnazjum Nr 3 w tym mieście, pod okiem swojej nauczycielki, Wioletty Błockiej zgromadziło, a następnie starannie pomalowało na różne kolory ponad 2000 papierowych palet po jajkach. – Pomysł przyszedł mi przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy przygotowywałam świąteczne wypieki – opowiada Wioletta Błocka. – Wytłaczarki gromadziliśmy przez pół roku, począwszy od stycznia. Niestety, gigantyczny ludek musiał opuścić zieloną murawę stadionu tak szybko, jak szybko został do życia powołany.
Przyjechała telewizja, fotoreporterzy i koniec. Dziś po wydarzeniu pozostała jedynie pamiątkowa fotografia. Wszak płyta stadionu to nie wystawa…

W kuchni dobrej gospodyni nic się nie marnuje. Również skorupki po jajkach. Można przypuszczać, że niecodzienna pasja Marii Zarzyckiej z Wołomina miała swój początek w lekturze… poradnika domowego. Pieczołowicie zbierane przez nią fragmenty wydmuszek pierwotnie miały służyć do użyźniania hodowanych w domu kwiatów. Stało się jednak inaczej. Któregoś dnia, mniej niż dwa lata temu, pani Maria odkryła, że jajeczne skorupki mienią się kolorami i można, przy odrobinie wyobraźni, skomponować z nich wielobarwną mozaikę. Tak powstał pierwszy obraz, a po nim kilka następnych, w tym jeden tryptyk. Jajeczne kompozycje tak się spodobały, że pani Maria zaczęła na nich zarabiać, wystawiając je na sprzedaż w galerii.

Mieszkanka Wołomina wykonuje swoje dzieła techniką naklejania. Skorupki nie są barwione ani lakierowane. Średnio, jedna wydmuszka wystarcza na pokrycie 32 cm kwadratowych powierzchni obrazu. Na jeden obraz autorka potrzebuje około stu jajek.

Kto chciałby spróbować swoich sił w jedzeniu jajek na twardo, trening musi rozpocząć już teraz. A obchodzone właśnie Święta Wielkanocne potraktować jako rozgrzewkę i próbę generalną zarazem. Dość powiedzieć, że ubiegłoroczny zwycięzca II Mistrzostw Świata w Jedzeniu Jajek na Twardo, 24-letni Dawid Hetak, spożył ich… 39 za jednym zamachem. A tegoroczne zmagania rozpoczną się już za niespełna miesiąc w Lądku Zdroju!

- Jedzenie jajek to dyscyplina powszechnie uprawiana na całym świecie. Bez względu na wiek, płeć, rasę. Jajko przełamuje wszelkiego rodzaju bariery – tłumaczy Zbigniew Piotrowicz, dyrektor Miejskiego Centrum Rekreacji, zapytany skąd wziął się pomysł na imprezę.

Piotrowicz był jednym z sygnatariuszy listu do Prezydenta Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o uznanie jedzenia jajek na twardo za dyscyplinę olimpijską. Jak na razie starania się nie powiodły, ale twierdzi, że łatwo nie ustąpi. (Fragment listu drukujemy wyżej).

Tymczasem wszystkich chętnych do wzięcia udziału w imprezie, jak również kibiców, Piotrowicz zaprasza za dwa tygodnie, 13 kwietnia na III już jajeczne MŚ do Lądka Zdroju.

- Kto nie lubi jajek na twardo, może wziąć udział w smażeniu największej w Polsce jajecznicy – zachęca Piotrowicz. – W ubiegłym roku usmażyliśmy ją z 1112 jajek, ale okazało się, że patelnia, którą do tego celu przygotowaliśmy wykazuje spore rezerwy. W tym roku więc osobiście zadbamy o minimum 2000 jajek. Nauczeni doświadczeniem z ubiegłego roku wiemy, że część jajek doniosą także widzowie.

Zaznaczyć należy, że gigantyczna patelnia do smażenia największej na świecie jajecznicy wyprodukowana została w Katowicach. Naczynie ma 223 centymetry średnicy i waży 300 kilogramów!

P.S. Krajowe rekordy notowane są w polskiej Księdze Rekordow i Osobliwości, której drugie wydanie dostępne będzie od 19 kwietnia w kioskach Ruchu.

Autor artykułu: Agata Markowicz

Lek na kasę

Thursday, March 28th, 2002

Jest nowa lista leków refundowanych. Pacjenci od 10 kwietnia będą płacić o około 20 proc. mniej.

Nowa lista leków refundowanych została wczoraj podpisana przez ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego. W ostatnim czasie udział pacjentów w kosztach refundacji wynosił 35 proc. Po wprowadzeniu nowych list ma on wynieść 28 proc. – To oznacza, że pacjent będzie płacił z własnej kieszeni na leki refundowane o 20 proc. mniej – wyjaśnił minister zdrowia Mariusz Łapiński.

Działanie ministra Łapińskiego, który wymusił na zagranicznych producentach znaczące obniżki cen leków, zostało przez lekarzy ocenione bardzo przychylnie. Nawet opozycja pochwaliła ministra, który do tej pory miał więcej wpadek niż sukcesów. Klienci aptek, których poprosiliśmy wczoraj o komentarz, nie kryli jednak obaw. – Jak może być lepiej dla emeryta, skoro nadrzędnym celem ministerstwa było łatanie dziury budżetowej – stwierdził Zenon Babkiewicz. – Ludzie mają po 560-700 zł emerytury i co za to mogą kupić. Tu trochę obniżą, w czym innym podniosą i jaka tu jest korzyść ekonomiczna dla przeciętnego Kowalskiego. Dlatego ten nowy cennik leków refundowanych niewiele daje.

- Słyszałam, że na listach znalazło się wiele tanich leków – nie zawsze dorównujące skutecznością drogim specyfikom – stwierdziła klientka jednej z katowickich aptek. – To cofanie się w rozwoju.

- Pan minister mówi tylko o tych, którzy zyskają. Nie mówi o tych, którzy stracą, bo leki, które mieli refundowane, będą musieli kupować ze 100-procentową odpłatnością – powiedziała Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska.

Przypomniała, że z list usunięto sporą grupę leków. – Część chorych będzie płacić niewiele mniej, a część będzie musiała dopłacać do swoich leków bardzo dużo – dodała.

Natomiast zyskać mogą m. in. chorzy na cukrzycę – za jedną z insulin płacą obecnie 10 zł, a będą płacić 4 zł. Testy paskowe do mierzenia poziomu cukru we krwi będą dostępne nadal za opłatą ryczałtową – 2,5 zł. Zyskają też chorzy na chorobę wieńcową. Do jednego z leków stosowanych w tej chorobie pacjent dopłacał ok 14,5 zł, teraz będzie dopłacał ok. 9 zł.

Najwięcej zaoszczędzą kasy chorych. Szacuje się, że wydatki na leki refundowane będą mniejsze w kasach o ok. 900 mln zł rocznie. – Te pieniądze zostaną wydane na leczenie chorych w szpitalach – dodał minister zdrowia.

Autor artykułu: aga, mod

Odświeżanie drużyny

Thursday, March 28th, 2002

W imponującym stylu piłkarze Cleareksu wywalczyli po raz trzeci z rzędu tytuł mistrza Polski w halowej piłce nożnej. Chorzowianie sięgając po to trofeum wygrali wszystkie ligowe spotkania.

- Wbrew pozorom nie był to dla łatwy sezon – mówi prezes Clearexu, Zdzisław Wolny. – Aż pięć spotkań zakończyło się naszym zwycięstwem tylko jedną bramką. To specyficzna dyscyplina i takie wyniki są bardzo ryzykowne.

Chorzowianie wystartowali szczęśliwie. W pierwszym meczu przegrywali w Gdyni z Unisoftem 5:6 jeszcze 40 sekund przed końcem. Dwie bramki Andrzeja Szłapy i obronienie rzutu karnego przez Tomasza Ulfika 4 sekundy przed końcową syreną dało niecodzienną wygraną Cleareksowi.

Najwyższe zwycięstwa chorzowianie odnieśli w meczach ze Skałą Tychy 12:2 i na wyjeździe z Rekordem Bielsko-Biała 11:1.

- Jedyną drużyną, która była w stanie nam zagrozić był Baustal Kraków – dodaje Wolny. – Beniaminek, którego gra oparta jest na piłkarzach Hutnika, miała dwóch wyróżniających się zawodników Roberta Dąbrowskiego i Krzysztofa Filipczaka. Obaj strzelili ponad 70 bramek. Mecze obu drużyn oglądało 1300 widzów.

Liderem w chorzowskim zespole był jej kapitan, Krzysztof Kuchciak.
- To zawodnik światowego formatu – komplementuje swojego piłkarza prezes.

Nie można mieć zastrzeżeń również do Andrzeja Szłapy, który jednym rajdem potrafił odwrócić losy spotkania, a także Mirosława Miozgi czy Adama Krygera.

- Do pełni szczęścia zabrakło nam sukcesu na arenie międzynarodowej – można wyczuć nutkę żalu w głosie prezesa Wolnego.

Chorzowianie po wyeliminowaniu Spartaka Moskwa awansowali do finału Ligi Mistrzów, gdzie jednak przegrali wszystkie spotkania.

Być może ligowe rozgrywki w nowym systemie zmienią swoją formułę.
- Są naciski, aby wprowadzić play off – wyjaśnia Wolny, który jest również przewodniczącym Komisji Polskiej Piłki Halowej przy PZPN. – To zaostrzy rywalizację, sprawi, że będzie bardziej ciekawa.

Zmiany zajdą również w obozie mistrza Polski. Z drużyną pożegnał się trener Andrzej Antos, nowego klubu szuka również Krzysztof Jasiński.
- Trzeba odświeżyć zespół – uważa Wolny – Wybierałem się zobaczyć w akcji zawodnika Programu Dubnica Ivana Basilę, ale w ostatnim meczu piłkarz złamał nogę.

Prezes Wolny nie wie jeszcze kto poprowadzi jego drużynę w nowym sezonie. Wielkiego wyboru nie ma. Nie wie również czy oprzeć grę na sześciu zawodowcach i uzupełnić ten skład trzema dobrymi zawodnikami czy też utrzymać obecną strukturę.
- Mam trochę czasu na przemyślenie tych spraw – wyjaśnia prezes Wolny.

Drużyna mistrza Polski
Marcin Kwiatkowski, Tomasz Ulfik, Krzysztof Kuchciak, Jarosław Kaszowski, Andrzej Szłapa, Krzysztof Jasiński, Adam Kryger, Mirosław Miozga, Błażej Korczyński, Dariusz Brauhoff, Marcin Stanisławski, Marcin Pawłowski, Rafał Szpoton, Tomasz Szeja, Tomasz Wiejacha, Wojciech Dobrzyński. Trenerami byli Gothard Kokott i Andrzej Antos, kierownikiem drużyny – Andrzej Mierzwiak.

Pierwsze mecze barażowe o prawo gry w piłkarskiej Polskiej Lidze Halowej zakończyły się zwycięstwami zespołów broniących się przed spadkiem. Gospodarzami pierwszych meczów byli zespoły II ligi. Wyniki: Octopus Sport Chorzów – Irex Sosnowiec 5:7 (1:3). Rewanż zostanie rozegrany 7 kwietnia. Radan Gliwice – Skała Inter Tychy 3:4 (2:1). Rewanż 28 marca.

Autor artykułu: Leszek Jaźwiecki

Profesor medycyny, który miał 600 pacjentów, okazał się technikiem budowy maszyn

Thursday, March 21st, 2002

Od dziesięciu lat prowadził w Zabrzu praktykę lekarską. Był dwa razy droższy od prawdziwych lekarzy. Wpadł przez zwykły donos. Wczoraj tłumaczył policjantom, że czynił tylko dobro. Technik budowy maszyn Wiktor P. przyjmował pacjentów w swoim domu przy ul. Ofiar Katynia w Zabrzu.

Podawał się za ginekologa, onkologa, alergologa, immunologa. Ponadto 59-letni hochsztapler parał się medycyną naturalną, homeopatią, leczył ziołami. Za wizytę brał 100 złotych. Sprzedawał też pacjentom lekarstwa, po 50-70 zł. W jego “gabinecie” policjanci znaleźli kilka tysięcy opakowań leków. Większość z nich była przeterminowana.

- Niektóre straciły ważność w 1986 roku! – mówi Jacek Pytel z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. – Znaleźliśmy też tysiące druków recept i kilkanaście różnych pieczątek, na których raz był docentem, na innych profesorem nauk medycznych. Był tam też przestarzały aparat do USG i narzędzia medyczne.

Wiktor P. prowadził dokładną dokumentację swojej działalności. Policjanci znaleźli u niego historie chorób 600 pacjentów. Miał też dwa fałszywe paszporty – niemiecki i polski.

Sąsiedzi Wiktora P. byli przekonani, że to autentyczny profesor. – Chwalił się, że jeździ na sympozja medyczne do Warszawy – mówi jeden z nich. – Kilka lat temu zmarła na raka moja żona. Jak P. się o tym dowiedział, to miał pretensję, że nie wysłałem jej do niego.

- Chorzy przyjeżdżali tu dwa razy w tygodniu – mówią inni sąsiedzi. – Rejestracje były nawet z Bydgoszczy.

“Profesor” przepisywał pacjentom tylko leki nie refundowane. Takie recepty są o wiele rzadziej sprawdzane, bo kasa chorych do nich nie dopłaca.

Jak to możliwe, że przez 10 lat Wiktor P. działał bezkarnie? – Przecież są jeszcze inne organy, które powinny kontrolować lekarzy – mówi jeden z oficerów policji pracujący nad tą sprawą. – Pieczątki, którymi posługiwał się oszust już na pierwszy rzut oka wyglądały na podrobione. Nie miały numeru identyfikacyjnego lekarza.

Jak powiedziała nam dyrektorka biura Śląskiej Izby Lekarskiej, do podobnych przypadków jak w Zabrzu dochodzi niezmiernie rzadko. – Niestety nie mamy możliwości sprawdzania prywatnych przychodni, dopóki nie wpłynie do nas jakaś skarga – mówi Wanda Prafałek ze Śląskiej Izby Lekarskiej.

“Profesor” wpadł, bo ktoś napisał donos na “podejrzany gabinet”. Policjanci sprawdzili rejestr lekarzy i nie znaleźli w nim Wiktora P. Teraz wzywać będą pacjentów fałszywego lekarza. Okaże się, czy nikomu nie zaszkodził.

Wiktor P. przyznał się, że nie ma dyplomu lekarza. Utrzymuje jednak, że pomagał ludziom i czynił tylko dobro. Dzisiaj sąd zdecyduje, czy oszust trafi do aresztu.

Autor artykułu: Grzegorz Zasępa

Tajemnica w bramce: Zagłębie – Górnik

Wednesday, March 20th, 2002

Do dziś jeszcze wielu nie wierzy, że drużyna Zagłębia Lubin, nominowana przed sezonem do rywalizacji o europejskie puchary, teraz walczy w grupie spadkowej o ligowe być albo nie być.

- Nie ma co ukrywać, że brak lubinian na “górnej półce” był sporą niespodzianką – mówi trener Górnika, Waldemar Fornalik. – Silny i dobrze poukładany zespół mógłby śmiało rywalizować z drużynami walczącymi o tytuł mistrzowski. Stało się jednak inaczej.

W ostatniej kolejce Zagłębie pokonało we Wrocławiu Śląsk 1:0, natomiast Górnik u siebie zremisował z Widzewem 1:1. Teraz zabrzan czeka zdecydowanie cięższa przeszkoda. – Liczę, że uda nam się wywieźć z Lubina korzystny wynik – mówi Waldemar Fornalik.

W Lubinie nie wystąpi były piłkarz Zagłębia, Andrzej Niedzielan. Dużym osłabieniem Górnika będzie również brak Pawła Pęczaka (żółte kartki). Jego miejsce w obronie zajmie Jacek Wiśniewski lub Paweł Adamczyk. Tajemnicą jest natomiast obsada bramki. Decyzja czy między słupkami stanie Andrzej Bledzewski czy Piotr Lech zapadnie tuż przed meczem.

- Widziałem mecze Górnika z KSZO i Widzewem – mówi trener Zagłębia, Jerzy Wyrobek. – Zdecydowanie najlepiej prezentuje się druga linia zabrzan z walecznym Michałem Probierzem na prawej stronie i rozgrywającym Rafałem Kaczmarczykiem.

Wyrobek będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników.
- Doceniam zasługi Górnika dla naszej piłki, w klubie tym mam wielu przyjaciół. Przyjmiemy ich bardzo gościnnie, ale bez przesady. Punkty powinny zostać w Lubinie – mówi trener Zagłębia.

Nasz typ: zwycięstwo Zagłębia

Autor artykułu: prass

Zrobiło się gorąco: Ruch – Pogoń

Wednesday, March 20th, 2002

Jeżeli drużyna w pięciu meczach II rundy rozgrywek zdobywa zaledwie trzy punkty to trudno się dziwić, że wokół niej zrobiło się gorąco. Tak właśnie jest z Ruchem Chorzów, którego głównym grzechem jest brak skuteczności. Do zmiany wizerunku, przynajmniej częściowej, będzie okazja w dzisiejszym meczu przeciwko Pogoni Szczecin.
W zespole “niebieskich” zabraknie Mamii Jikii, pauzującego za żółte kartki.

- Każdy kij ma dwa końce i zawsze muszę się liczyć z absencjami – twierdzi trener Bogusław Pietrzak. – Kadra liczy 19 piłkarzy i każdy ma nadzieję wybiec w podstawowej jedenastce. Graliśmy w wielu meczach więcej niż poprawnie, ale za wrażenie artystyczne nikt nie przydziela punktów. Brakuje nam skuteczności i to nasze główne zmartwienie.

Ruch wiosną w trzech meczach strzelił zaledwie jednego gola i ten fakt nikomu nie wystawia najlepszego świadectwa.

- Mamy nóż na gardle, bo nie strzelamy bramek i stąd też muszę zastanowić się co dalej zrobić – kontynuuje Pietrzak. – Pewnie, że prezes jest niezadowolony, ale nie mam pojęcia co zrobi. Ja oczekuję zwycięstwa w meczu z Pogonią.

Trzy punkty w dzisiejszym meczu pewnie zmieniłyby trochę nastroje w klubie, ale najpierw trzeba wygrać. Pogoń ciągle przeżywa zawirowania, choć na horyzoncie pojawiła się iskierka nadziei. Nim wszystkie sprawy zostaną wyjaśnione trzeba grać. Maciej Stolarczyk pauzuje za żółte kartki, Radosław Biliński, Jacek Bednarz i Bartosz Ława są kontuzjowani, zaś występ Dariusza Dźwigały stoi pod znakiem zapytania.

Nasz typ: zwycięstwo Ruchu

Autor artykułu: sow

Ruch – Odra 0:1

Monday, March 11th, 2002

Trzy mecze w ciągu sześciu dni to stanowczo za dużo dla naszego, przeciętnego ligowca – takie wnioski nasuwają się po derbowym spotkaniu Ruchu Chorzów z Odrą Wodzisław. Gospodarze przegrali 0:1 (0:1) i chcieliby o tej potyczce jak najszybciej zapomnieć. “Niebiescy” mieli prawo po kątach szlochać, zaś piłkarze Odry mogli się umawiać na spotkania w większym gronie, bo była okazja do świętowania.

Mecz w wykonaniu gospodarzy był jednym wielkim koszmarem. Miejscowi grali żenująco słabo i za ten styl spotkała ich najmniejsza kara. Trzy celne strzały na bramkę w ciągu 90 minut (w tym z karnego) to stanowczo za mało, by myśleć o trzech punktach. Wszyscy grali słabo, ale największe pretensje można skierować pod adresem pomocników. Tylko Jan Woś momentami uwalniał się spod opieki swojego opiekuna Wojciecha Górskiego i próbował zagrać do napastników. Reszta sprawiała wrażenie, że jest w sieci i nawet nie próbuje się wyrwać z tej uwięzi.

Piłkarze Ruchu po spotkaniu w Krakowie mieli prawo czuć się skrzywdzeni. Jednak w spotkaniu z Odrą ni stąd ni zowąd zostali nagrodzeni W 38 min sędzia Grzegorz Gilewski po starciu na linii pola karnego Artura Kościuka z Wosiem podyktował rzut karny. Mariusz Śrutwa, zwykle niezawodny w taki przypadkach, tym razem tak strzelił, że Marcin Bęben zdołał obronić. Śrutwa stanowczo zaprzecza jakoby jakieś fatum towarzyszyło mu na boisku, bo wiosną – mimo wielu dogodnych sytuacji – nie potrafi trafić do bramki.
Mamia Jikia wystąpił w specjalnym opatrunku, bowiem podczas środowego meczu pucharowego w starciu z Tomaszem Dawidowskim pękła mu kość jarzmowa.

- Trochę bałem się główkować, by w zamieszaniu podbramkowym ktoś mnie nie uderzył – mówił po meczu Gruzin. – Przy kornerach stawałem w bramce, ale na szczęście nic się nie stało. Mam nadzieję, że już w następnym meczu będę grał bez specjalnego opatrunku.

Odra po trzech porażkach marzyła wreszcie o zdobyciu punktu, a tymczasem wyjeżdżała bogatsza o trzy. Goście we wszystkich liniach byli uporządkowani, a co najważniejsze, do przerwy przeprowadzili dwie składne akcje, a jedna z nich zakończyła się bramką Pawła Sibika.

Solidność piłkarzy Odry uwidoczniła się po przerwie kiedy to potrafili, bez większego trudu, rozbijać mało przemyślane ataki gospodarzy, a ponadto składnie wyprowadzać akcje ofensywne. Kto wie czy nie wygraliby wyżej gdyby śmielej zaatakowali. Jednak jedna bramka ich w pełni satysfakcjonowała i nie chcieli ryzykować.

Autor artykułu: Włodzimierz Sowiński

Kupą na ZUS

Monday, March 11th, 2002

Kilka zdesperowanych osób z Katowic i okolicznych miast zamierza powołać stowarzyszenie, które walczyć ma z krzywdzącymi, ich zdaniem, praktykami zusowskimi. Wczoraj odbyło się pierwsze, nieformalne spotkanie zwolenników pomysłu.

Główny cel, jaki stawia przed sobą przyszłe stowarzyszenie jest tyle ambitny, co trudny do wykonania.

- Chcemy, aby komisje orzekające o rentach i grupach inwalidzkich znowu składały się z kilku osób – tłumaczy Małgorzata Płonka, jedna z inicjatorek utworzenia stowarzyszenia. – Tak jak było to przed rokiem 1996, gdy zmieniono ustawę.

W tym celu, przyszłe stowarzyszenie chce wywrzeć nacisk na parlamentarzystów. Dla pani Małgorzaty i podobnie jak ona myślących ludzi, nie do pojęcia jest – jak twierdzą – by o losie chorego człowieka, o jego przyszłości, decydował jeden lekarz.

- W dodatku często dyletant – zauważa M. Płonka. – Jak jeden lekarz może znać się na wszystkich dolegliwościach? To już z założenia jest niesprawiedliwe, w dodatku sprzyja korupcji, bo w końcu decyzja o przyznaniu, czy nie, renty, zapada w cztery oczy.

Pomysł powołania stowarzyszenia zaświtał w głowie pani Małgorzaty po tym, jak dowiedziała się ona, że w Bydgoszczy niektórzy petenci ZUS-u również zamierzają wspólnie występować przeciw decyzjom tej instytucji.

- W pojedynkę nikt z ZUS-em nie wygra – twierdzi M. Płonka. – Gdy utworzymy organizację, zarejestrujemy ją, będziemy już stanowić siłę.

Na razie pomysł pani Małgorzaty poparło kilka osób z Katowic, Bytomia, Sosnowca i Chorzowa. Wszyscy czują się pokrzywdzeni przez decyzje ZUS-u. W przypadku naszej rozmówczyni, decyzję o zawieszeniu renty, wydał np. lekarz pediatra, gdy tymczasem pani Małgorzata cierpi na choroby kobiece i dotknięta jest nowotworem. Równie pokrzywdzona czuje się pani Ewa Keler, która mimo oczywistego schorzenia kręgosłupa i trudności z poruszaniem się, nie uzyskała prawa do renty.

Jako anegdota, makabryczna zresztą, krąży już wśród klienteli ZUS-u, orzeczenie lekarza, który osobie z amputowaną nogą przyznał czasową rentę. Czyżby sądził, że ma do czynienia z salamandrą – pytają złośliwie.

- Nie możemy tego zrozumieć – denerwuje się pani Ewa. – To jest oczywista niesprawiedliwość. Przy czym nawet adwokaci nie chcą podejmować się prowadzenia naszych spraw, bo twierdzą, że z ZUS-em trudno coś wskórać. Dlatego postanowiliśmy, że jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji będzie utworzenie tego stowarzyszenia i wspólna walka z ZUS-em.

Autor artykułu: Krzysztof Oremus

Cz@t z Markiem Plawgą!

Wednesday, March 6th, 2002

Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że to największy talent jaki pojawił się w polskiej lekkiej atletyce od kilku ładnych lat. 21-letni Marek Plawgo potwierdził to w miniony weekend w Wiedniu zostając dwukrotnym mistrzem Europy: w biegu na 400 metrów i w sztafecie 4×400 m. Warto jednak przypomnieć, że koronną konkurencją mieszkającego w Bytomiu Marka jest bieg na 400 m przez płotki. Na tym właśnie dystansie jest rekordzistą i mistrzem Polski, a półtora roku temu w Chile został także mistrzem świata juniorów. Jego trener, Jan Widera, twierdzi, że stylem biegania przypomina legendarnego Amerykanina Edwina Mosesa.

Marek Plawgo jest studentem Wydziału Turystyki katowickiej Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej. Bardzo interesuje się wszystkim, co związane z komputerami, dlatego ochoczo przystał na spotkanie z Czytelnikami – Internautami “Trybuny Śląskiej”. Już dziś od godz. 18. będzie Waszym gościem na internetowym czacie i odpowie na wszystkie pytania. Przypominamy nasz adres: http://chat.naszemiasto.pl

Podczas logowania wybieracie nick, którego możecie używać także przy okazji spotkań z innymi gośćmi.
Wcześniej przyjmujemy pytania również telefonicznie pod numerami: 253-89-13 i 253-89-33, oraz elektronicznie pod adresem: sport@trybuna-slaska.com.pl
Zapis najciekawszych fragmentów rozmowy zamieścimy w piątkowym wydaniu “TŚl.”

Autor artykułu: