Wielkanoc to czas, kiedy niepodzielnie panują jaja. Królują na stole – podawane na wiele smaków oraz – przepięknie ukraszone – w koszyczkach ze święconką. Ale to nie znaczy, że przez cały rok obchodzimy jajka z daleka. Wręcz przeciwnie, mimo alarmujących doniesień lekarzy, że niezdrowe i z zawrotną ilością cholesterolu, liczba amatorów jajek nie maleje.
Rzec można, jajka stają się naszą narodową potrawą – bo nie gdzie indziej, tylko w Polsce właśnie organizowane są Mistrzostwa Świata w Jedzeniu Jajek na Twardo i smażona jest największa na ziemskim globie jajecznica. W Wilkowicach koło Bielska-Białej mieszka Halina Kaczmarczyk – właścicielka największej jajowatej kolekcji w Polsce (a kto wie, może i na świecie?), a w Krakowie – “pożeraczka” czekoladowych kinderniespodzianek. Okazuje się, że jajecznych rekordów można naliczyć w Polsce znacznie więcej.
Hobby 11-letniej krakowianki przyprawia o zazdrość niejednego malucha. Alicja Angowska jest posiadaczką największej, oficjalnie zgłoszonej kolekcji zabawek ukrytych w jajkach-niespodziankach. Zbiera je, z wydatną pomocą całej rodziny i znajomych, od czerwca 1991 roku.
Wszystkie, jak na tak pokaźną kolekcję przystało, zostały skatalogowane i znalazły miejsce na specjalnie do tego celu wykonanych stelażach. Są wśród nich ręcznie malowane figurki, samoloty, samochody, puzzle. A także opakowania, pluszaki i inne przedmioty tematycznie związane z wydawanymi seriami. Ostatnie komisyjne liczenie minizabawek, które odbyło się dwa lata temu, wykazało, że krakowianka zebrała 3,5 tysiąca jajecznych gadżetów. Wtajemniczeni twierdzą, że od tego czasu ich liczba przekroczyła 4 tysiące.
290 cm wysokości i drugie tyle – w obwodzie mierzy największa polska pisanka. Jest 40 razy większa niż normalne kurze jajko. Konkurs na największą w kraju kraszankę ogłosiło w 2001 r. Rabczańskie Stowarzyszenie Turystyczne, które samo zdecydowało się w nim wystartować. Okazało się, że pomysłodawcy tak bardzo się w sprawę zaangażowali, że nie mieli sobie równych. Zwycięskie jajo, zrobione ze steropianu, wspiera się na stelażu. Można mieć zastrzeżenia co do skromnego zdobnictwa, ale w konkursie nie o to chodziło… Największą w Polsce pisankę oglądać można w Muzeum Rekordów i Osobliwości w Rabce.
Jajko to symbol początku i odradzającego się życia. Ale bywa i tak, że czasami na jajku się kończy… Namacalny tego dowód posiada pani Halina Kaczmarczyk z Wilkowic. – Ten dowód to kolorowe jajko wyprodukowane… w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. – Podarował mi je wieloletni pracownik lakierni, twierdząc że to pamiątka po epoce małego fiata – opowiada pani Halina. ? Jajko zrodziło się przypadkiem, a jego zarodkiem była wyciągnięta z kadzi zwyczajna grudka lakieru. Na grudkę nałożono warstwowo lakier we wszystkich odcieniach, jakimi malowano kiedyś polskie “maluchy”.
Pani Halina jest właścicielką największej jajowatej kolekcji w Polsce (ponad 1000 przedmiotów – kształtem bądź tematycznie związanych z jajkiem). Zbiory tworzą jajka różnej wielkości, wykonane z najprzeróżniejszych materiałów, jak agat pakistański, drewno, marmur, szkło, metal, kamienie, etc. Nie brakuje minijajeczek i jajowego giganta – czyli jaja strusiego. Wśród przedmiotów tematycznie związanych z jajkiem w kolekcji pani Haliny znajdują się m.in. jaja-szachy, obrazy, ceramiki i świeczniki. Są też akwarium, zegar, wazony, puzderka i wisiorki – wszystkie własnoręcznie wykonane przez właścicielkę kolekcji, i każde obowiązkowo w kształcie jajka.
33,7 metra wynosi polski rekord w konkurencji “rzut jajkiem na odległość do partnera”, ustanowiony 4 października 1998 r. w Kwidzyniu przez mieszkających w okolicy Wojciecha Derybowskiego i Pawła Michalaka. – W porównaniu ze światem jesteśmy głęboko w tyle – śmieje się pomysłodawca zawodów, Marek Sroka, reprezentujący Kwidzyńskie Centrum Sportu i Rekreacji. – Oficjalny rekord zanotowany w Księdze Rekordów Guinnessa to 98,51 cm. Jestem zapalonym czytelnikiem tego wydawnictwa i właśnie stamtąd zaczerpnąłem pomysł na to niecodzienne współzawodnictwo – dodaje. Zasady konkurencji są dwie – jajko ma być surowe, a partner, do którego rzucamy – musi je złapać w stanie nienaruszonym.
Konkurencja “rzut jajkiem na odległość” wrosła już w tradycję imprez plenerowych w Kwidzyniu, niemniej jednak rezultatu sprzed trzech lat nikomu nie udało się powtórzyć.
Rekord z ubiegłego roku wynosi 28 metrów. Śmiałków, którzy chcieliby spróbować swoich sił w tym roku, informujemy że następna okazja rzucania jajkiem do partnera będzie już niebawem – w czerwcu, podczas Dni Kwidzyna.
Kolorowy ludek-robot, długi na 26 metrów i szeroki na 23 metry, ułożony z wytłaczarek po jajkach, stanął w ostatni dzień roku szkolnego 2000/2001 na płycie stadionu MOSiR w Lubaniu (woj. dolnośląskie). Wcześniej 400 uczniów Gimnazjum Nr 3 w tym mieście, pod okiem swojej nauczycielki, Wioletty Błockiej zgromadziło, a następnie starannie pomalowało na różne kolory ponad 2000 papierowych palet po jajkach. – Pomysł przyszedł mi przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy przygotowywałam świąteczne wypieki – opowiada Wioletta Błocka. – Wytłaczarki gromadziliśmy przez pół roku, począwszy od stycznia. Niestety, gigantyczny ludek musiał opuścić zieloną murawę stadionu tak szybko, jak szybko został do życia powołany.
Przyjechała telewizja, fotoreporterzy i koniec. Dziś po wydarzeniu pozostała jedynie pamiątkowa fotografia. Wszak płyta stadionu to nie wystawa…
W kuchni dobrej gospodyni nic się nie marnuje. Również skorupki po jajkach. Można przypuszczać, że niecodzienna pasja Marii Zarzyckiej z Wołomina miała swój początek w lekturze… poradnika domowego. Pieczołowicie zbierane przez nią fragmenty wydmuszek pierwotnie miały służyć do użyźniania hodowanych w domu kwiatów. Stało się jednak inaczej. Któregoś dnia, mniej niż dwa lata temu, pani Maria odkryła, że jajeczne skorupki mienią się kolorami i można, przy odrobinie wyobraźni, skomponować z nich wielobarwną mozaikę. Tak powstał pierwszy obraz, a po nim kilka następnych, w tym jeden tryptyk. Jajeczne kompozycje tak się spodobały, że pani Maria zaczęła na nich zarabiać, wystawiając je na sprzedaż w galerii.
Mieszkanka Wołomina wykonuje swoje dzieła techniką naklejania. Skorupki nie są barwione ani lakierowane. Średnio, jedna wydmuszka wystarcza na pokrycie 32 cm kwadratowych powierzchni obrazu. Na jeden obraz autorka potrzebuje około stu jajek.
Kto chciałby spróbować swoich sił w jedzeniu jajek na twardo, trening musi rozpocząć już teraz. A obchodzone właśnie Święta Wielkanocne potraktować jako rozgrzewkę i próbę generalną zarazem. Dość powiedzieć, że ubiegłoroczny zwycięzca II Mistrzostw Świata w Jedzeniu Jajek na Twardo, 24-letni Dawid Hetak, spożył ich… 39 za jednym zamachem. A tegoroczne zmagania rozpoczną się już za niespełna miesiąc w Lądku Zdroju!
- Jedzenie jajek to dyscyplina powszechnie uprawiana na całym świecie. Bez względu na wiek, płeć, rasę. Jajko przełamuje wszelkiego rodzaju bariery – tłumaczy Zbigniew Piotrowicz, dyrektor Miejskiego Centrum Rekreacji, zapytany skąd wziął się pomysł na imprezę.
Piotrowicz był jednym z sygnatariuszy listu do Prezydenta Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o uznanie jedzenia jajek na twardo za dyscyplinę olimpijską. Jak na razie starania się nie powiodły, ale twierdzi, że łatwo nie ustąpi. (Fragment listu drukujemy wyżej).
Tymczasem wszystkich chętnych do wzięcia udziału w imprezie, jak również kibiców, Piotrowicz zaprasza za dwa tygodnie, 13 kwietnia na III już jajeczne MŚ do Lądka Zdroju.
- Kto nie lubi jajek na twardo, może wziąć udział w smażeniu największej w Polsce jajecznicy – zachęca Piotrowicz. – W ubiegłym roku usmażyliśmy ją z 1112 jajek, ale okazało się, że patelnia, którą do tego celu przygotowaliśmy wykazuje spore rezerwy. W tym roku więc osobiście zadbamy o minimum 2000 jajek. Nauczeni doświadczeniem z ubiegłego roku wiemy, że część jajek doniosą także widzowie.
Zaznaczyć należy, że gigantyczna patelnia do smażenia największej na świecie jajecznicy wyprodukowana została w Katowicach. Naczynie ma 223 centymetry średnicy i waży 300 kilogramów!
P.S. Krajowe rekordy notowane są w polskiej Księdze Rekordow i Osobliwości, której drugie wydanie dostępne będzie od 19 kwietnia w kioskach Ruchu.
Autor artykułu: Agata Markowicz