Archive for September, 2002

Bilety w dół

Thursday, September 26th, 2002

Nareszcie pozytywna wiadomość dla pasażerów MPK: po całej serii podwyżek przedsiębiorstwo zdecydowało się po raz pierwszy w historii – obniżyć ceny biletów.

- Doszliśmy do granicy, po przekroczeniu której nabywców nie byłoby już stać na kupno biletów – tłumaczy konieczność obniżenia cen dyrekcja firmy. – Dlatego postanowiliśmy je przecenić.

Niestety, nie wszystkie bilety będą tańsze. Dobre jednak i to. Sieciówka miesięczna, na okaziciela (normalna) stanieje bowiem aż o 6 zł: z 82 zł do 76 zł, a ulgowa – z 41 zł do 38 zł. Tańsze będą również bilety dwutygodniowe: normalny stanieje z 46 zł do 42 zł, a ulgowy z 23 do 21 zł.

Autor artykułu: mp

Czy nawet dyrektor Śląskiej Kasy Chorych musi dorabiać sobie do pensji?

Thursday, September 26th, 2002

Co łączy Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej (MPGK) w Jaworznie i Śląską Regionalną Kasę Chorych? Osoba dyrektora Kasy Józefa Kurka, który w MPGK pełni funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej.

Co do niedawna łączyło Józefa Kurka z firmami “Uzdrowiska Ustroń” i “Apteki Polskie”? Obecność Józefa Kurka w składzie ich rad nadzorczych.

- Z uczestnictwa w nich pan dyrektor zrezygnował natychmiast, gdy okazało się, że będzie dyrektorem kasy potwierdza rzecznik ŚRKCH Jerzy Zawartka.

Dyrektor Kurek nadal, mimo licznych i wysoce odpowiedzialnych powinności dyrektora Kasy, ma też umowę jako lekarz-orzecznik z jednym z zakładów ubezpieczeniowych. Jego praca polega na określeniu stanu uszczerbku na zdrowiu klientów firmy. Wykorzystuje swoje medyczne umiejętności – jego specjalnością jest chirurgia.

- Wszystkie dodatkowe obowiązki dyrektora są zgodne z prawem i ustawą o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. Nie zachodzi konflikt interesów – podkreśla Zawartka.

Czy można być wszędzie dobrym i dyspozycyjnym?
- MPGK to zupełnie inny obszar rzeczywistości gospodarczej niż kasa – tłumaczy obrazowo przewodniczący Rady Śląskiej Kasy, Dariusz Nejman (SLD). – Myślę, że dyrektor Kurek to człowiek bardzo dobrze zorganizowany i umie godzić obowiązki, zwłaszcza że udział w Radzie MPGK nie wymaga stałej obecności, zaś współpraca z zakładem ubezpieczeń jest sporadyczna. W sumie cieszę się, że nie traci kontaktu z zawodem.

Nejman bardzo dobrze ocenia pracę dyr. Kurka. Podkreśla, że spędza on w Kasie kilkanaście godzin dziennie. Gdyby nie ograniczenia ustawy kominowej chętnie podniósłby mu pensję.
Nie jest tajemnicą, bo to określają przepisy, że za udział w Radzie Nadzorczej otrzymuje się odpowiednie pieniądze w kwocie 0,7 średniej płacy w danym zakładzie. W MPGK Kurek zakotwiczył się pół roku temu, gdy pracował jeszcze w szpitalu miejskim w Jaworznie, gdzie jest dobrze znany pacjentom. – Spełnia w Radzie pożyteczną społecznie funkcję – dodaje Nejman.

Na temat jego wynagrodzenia i częstości spotkań Rady wiceprezes MPGK p. Ewa Mondel nie chciała jednak rozmawiać telefonicznie.

Praca dla firmy ubezpieczeniowej też nie jest charytatywna. Zakład zatrudnia lekarzy na umowę-zlecenie. Wysokość zapłaty zależy od rodzaju i ilości orzeczeń. Średnio to od 10 do 30 złotych za jedno.

Jako dyrektor Kasy J. Kurek zarabia ok. 6 tys. złotych, a w wywiadzie udzielonym niedawno “Trybunie Śląskiej” wyjawił, że nie przyszedł do Śląskiej Kasy dla pieniędzy.

Józef Kurek, dyrektor Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych:
Żadne moje zajęcia poza Kasą nie mają wpływu na moją działalność w Kasie, gdzie zaczynam pracę w o szóstej rano, a często kończę w późnych godzinach nocnych.
Te kilka godzin dodatkowych obowiązków odbywa się tylko i wyłącznie kosztem mojego prywatnego czasu.
Nie zatajałem żadnych informacji na swój temat. Wręcz przeciwnie – ujawniłem je aspirując na stanowisko dyrektora Kasy. Wtedy też zrezygnowałem z udziału w dwóch radach nadzorczych: “Uzdrowiska Ustroń” i “Apteki Polskie”
not. aga

Dr n. med. Józef Kurek jest chirurgiem, absolwentem Śląskiej Akademii Medycznej. Skończył studia podyplomowe, kierunek Zarządzanie Placówkami Służby Zdrowia, w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej. Uczestnik kilkudziesięciu zjazdów i sympozjów naukowych w kraju i za granicą. Autor i współautor kilkunastu prac naukowych. Przewodniczy Komisji Szkolenia Śląskiej Izby Lekarskiej Komisji Zdrowia przy śląskiej Radzie Wojewódzkiej SLD w Katowicach.
Przed objęciem stanowiska dyrektora Śląskiej Kasy Chorych był dyrektorem Szpitala Miejskiego w Jaworznie, wcześniej ordynatorem oddziału w tym szpitalu.

Autor artykułu: Agata Pustułka

Koszykarki Filara Sosnowiec błagalnie patrzą w niebo

Thursday, September 26th, 2002

Koszykarki Filara Sosnowiec jeszcze nie tak dawno cieszyły się z awansu do I ligi, ale teraz, tuż przed inauguracją nowego sezonu, martwią czy przetrwają do końca rozgrywek. Zawodniczki oraz trener to prawdziwi entuzjaści tej dyscypliny. Na przekór wszelkim trudnościom z trudem, bo z trudem, ale jakoś sobie radzili. Ten sezon może mieć miły początek, ale kiepskie zakończenie.

Wszystko rozbija się o pieniądze, a raczej ich brak. Filar awansował do I ligi, ale nie poszły za tym konkretne działania. Zespół nadal nie ma tytularnego sponsora i utrzymuje się z datków prywatnych przedsiębiorców.

- Jeden z moich kolegów zapewnił nam transport na mecze do końca roku, zaś inni przekazali drobne kwoty na utrzymanie drużyny – informuje trener Zbigniew Juszkiewicz. – W sobotę inaugurujemy ligę, ale tak po prawdzie to nie wiem czy w niej dotrwamy do końca sezonu. Pieniędzy na działalność wystarczy do końca grudnia, a w styczniu przyjdzie nam chodzić po prośbie.

Kłopoty finansowe martwią zespół, ale teraz jest najważniejsza premiera z AZS Gorzów Wlkp. (sob. 14.30). Juszkiewicz, gdyby nie walka o przetrwanie klubu, pewnie miałby komfort pracy z koszykarkami. Na treningach żadnej nie trzeba popędzać do ćwiczeń.

- Zaczęliśmy zgrupowaniem nad morzem w Jarosławiu. Tam pracowaliśmy nad motoryką – dodaje Juszkiewicz. – Potem przyszły treningi w hali przy ul. Żeromskiego, bowiem po awansie władze miasta zafundowały nam ten luksus. Wcześniej ćwiczyliśmy w szkolnej sali i w hali jedynie rozgrywaliśmy mecze. Teraz sytuacja się nieco zmieniła. Przed ligą uczestniczyliśmy w trzech turniejach i dwa z nich zakończyły się naszym zwycięstwem. W ostatnim, najważniejszym turnieju w Krakowie, przegraliśmy dwoma koszami z Koroną, a pozostałe potyczki z Stalową Wolą, Rzeszowem, Bytomiem wygraliśmy wysoko.

Jak się raz już zdobyło awans, to może warto byłoby się pokusić o kolejny do ekstraklasy – tak przynajmniej żartują zawodniczki i ich trener.

- Żarty odkładamy na bok, bo tutaj wiele drużyn prezentuje wysokie umiejętności – przekonuje trener Filara. – Ostatni sprawdzian w Krakowie z Koroną przekonał mnie, że możemy nawiązać rywalizację z bardziej doświadczonymi drużynami. Przed sezonem nie było wzmocnień. Zakwalifikowanie się do ósemki gwarantującej pozostanie w lidze – będzie sporym osiągnięciem. W czwórce ostatnich zespołów może być niezwykle gorąco i chcielibyśmy uniknąć takich emocji. No i musi być spełniony podstawowy warunek – musimy mieć zapewnione pieniądze na dalszą działalność.

Juszkiewicz, prezes i trener w jednej osobie, liczy, że koszykarki po swoich pierwszych meczach zostaną zauważone i może znajdzie się darczyńca. Chwilowo błagalnie patrzą w niebo…

Autor artykułu: sow

Ruch Chorzów – Wisła Płock 0:0

Monday, September 23rd, 2002

Jeżeli drużyna po raz kolejny na własnym boisku nie odnosi zwycięstwa, to pora na wyciągnięcie wniosków. Chyba był to mój ostatni mecz, bo doskonale wczuwam się w rolę działaczy, którzy mają prawo dokonać zmiany – te słowa wypowiedział trener Ruch Chorzów, Orest Lenczyk po bezbramkowym remisie z Wisłą Płock.

Lenczyk miał prawo do zdenerwowania, bowiem “niebiescy” kolejny mecz na własnym boisku “przeczłapali” i w takim stylu nie mogli zainkasować trzech punktów. Na dodatek Damian Gorawski nie potrafił z jedenastu metrów skierować piłki do siatki. Strzelił słabo i bramkarz Sylwester Wyłupski nie miał żadnych kłopotów z obroną.

- To ja wyznaczyłem Gorawskiego do wykonywania rzutu karnego – stwierdził Lenczyk. – Rozmawiałem z nim w szatni przed meczem. Powiedział, że czuje się mocny i nie będzie miał kłopotów ze zdobyciem bramki z rzutu karnego.

Beniaminek z Płocka miał być łatwym łupem dla gospodarzy, a tymczasem uważna gra w obronie i szybkie kontry mogły przynieść gościom bramki. Młody Ireneusz Jeleń, niezwykle szybki, dwa razy znalazł się w sytuacji sam na sam z Markiem Matuszkiem. Za pierwszym razem bramkarz Ruchu odważnym wybiegiem zażegnał niebezpieczeństwo, zaś za drugim Jeleń posłał piłkę obok bramki.

Gospodarze marnie prezentują się pod względem fizycznym. Rażą brakiem szybkości, a niektórych piłkarzy po godzinie gry łapią skurcze. Marcin Malinowski już zapomniał, że wiosną grając w Odrze należał do najlepszych piłkarzy.
Marcin Narwojsz, podobno ma wszelkie dane, by być czołowym ligowym piłkarzem. A tymczasem wszedł po przerwie i już sprawiał wrażenie zmęczonego. Pozostali również nie prezentowali się lepiej i na dobrą sprawę Lenczyk mógłby zmienić całą drużynę.

W ostatnim sparingu z Carbo grali dwaj młodzi zawodnicy: Marek Suker oraz Kamil Loch. Obaj w spotkaniu z Wisłą nawet nie znaleźli się na ławce rezerwowych. A tymczasem siedziało na niej aż czterech obrońców. Gdy trener Lenczyk w przerwie zmienił Marcina Molka na Narwojsza, potem nie miał już żadnych możliwości roszad w drużynie. Cały zespół sprawiał wrażenie, jakby spotkał się po raz pierwszy na boisku. A przecież wszyscy (poza Edwardem Cecotem) przeszli pełny cykl treningowy. Przed sezonem w Chorzowie mówiło się o miejscu w czołówce tabeli, a tymczasem trzeba zadowolić się grą w dolnej strefie. Chyba, że przyjdzie cudowne “przebudzenie”.

Zdaniem trenerów
Orest Lenczyk, Ruch Chorzów
- Kibice doznali kolejnego zawodu i trudno się dziwić, że nas nie dopingowali. Atut własnego trzeba wykorzystywać, a tymczasem straciliśmy aż sześć punktów i tym faktem jestem mocno rozczarowany.

Mieczysław Broniszewski, Wisła Płock
- Cieszymy się z tego punktu, bo przyjechaliśmy do Chorzowa pełni obaw. Zespół zagrał dobrze taktycznie i tylko należy żałować, że Jeleń nie wykorzystał jednej z dwóch sytuacji. Z powodów kontuzji nie graliśmy w optymalnym składzie.

Autor artykułu: Włodzimierz Sowiński

Kwiaty we włosach

Monday, September 23rd, 2002

Ci, którzy przyszli powspominać stare dobre czasy – dobre, bo miało się wtedy o dwadzieścia parę lat mniej? – na pewno nie zawiedli się. Artyści występujący w przedstawieniu pt. “Kwiaty we włosach” w Domu Muzyki i Tańca przywołali wszystkie największe przeboje “Czerwonych Gitar” oraz Seweryna Krajewskiego. Ten ostatni, przypomnijmy, nie raz i nie dwa współtworzył piosenki z Agnieszką Osiecką. Stąd pojawił się na koniec koncertu mega przebój tej pary: “Niech żyje bal”.

A zaczyna się wszystko oczywiście od “Matury”. Potem jest
rzecz jasna o miłości, bo jak się ma 18 lat, kasztany i egzamin dojrzałości to jedno, a pierwsze uczucia, drugie, i kto wie czy nie ważniejsze – “Tak bardzo się starałem”, “Jak mi się podobasz”, “Nikt na świecie nie wie” itd. Piosenki w nowych aranżacjach, nieco ostrzejsze od oryginałów, ale nie aż tak bardzo zmienione, by nie rozpoznać starych hitów. Wykonanie też niezłe.
Interpretowali je bowiem uczestnicy programu “Droga do gwiazd”. Nam najbardziej podobała się Monika Kłos z Bydgoszczy, rocznik 1981, dziewczyna ma świetny głos, świetnie się rusza i po prostu powinna zdecydowanie kroczyć dalej “drogą do gwiazd”.

W piosenki “Czerwonych Gitar” wpleciona została historia grupy koleżanek i kolegów, którzy przed 25 laty zdawali maturę. W te role wcielili się aktorzy: Anna Seniuk, Elżbieta Zającówna, Piotr Gąsowski, Robert Rozmus i członkowie kwartetu Rampa. Radość ze spotkania przeplata się z opowieściami o życiu, które obecnie wiodą. I co by nie powiedzieć, nie jest ono takie, jak wyobrażali to sobie przed laty.

Po zabrzańskim koncercie, który odbył się w miniony piątek “Kwiaty we włosach” pojechały w dalszą trasę po Polsce. Być może widowisko zawita jeszcze na Śląsk. Zaplanowano bowiem aż 63 koncerty.

Autor artykułu: maw

Znana śląska reportażystka radiowa w finale Prix Italia

Monday, September 23rd, 2002

Anna Sekudewicz z Radia Katowice powróciła właśnie z włoskiego Palermo jako jedna z trzech finalistek najbardziej prestiżowego konkursu radiowo-telewizyjnego na świecie. Sukces podczas 54. edycji Prix Italia przyniósł jej materiał pt. “Wdowa”, przedstawiony w konkursie w kategorii reportaż o tematyce kulturalnej (nagroda główna przypadła Austriakom, specjalne równorzędne wyróżnienia dla Polski i Szwecji). “Wdowa” to niesamowita opowieść o pełnym miłości i nienawiści prywatnym życiu nieżyjącego aktora Tadeusza Łomnickiego i jego żony Marii Bojarskiej.

- Być w gronie trzech najlepszych to miłe, ale wcześniej ogromnie stresujące, kiedy trzeba się zmierzyć z całym światem – powiedziała red. Sekudewicz. – Słyszałam w Palermo mnóstwo świetnych reportaży, które nie wygrały – dodała skromnie, odpowiadając na pytanie, czy liczyła na sukces. – Słuchacz kieruje się emocjami, jurorzy nie. Na Prix Italia nie ocenia się niczego wyłącznie w kategorii: podoba mi się albo nie – wyjaśniła A. Sekudewicz. – Jurorzy analizują przede wszystkim formę. To jednak niezwykle satysfakcjonujące, że przedstawiciele ponad 70 krajów – od Ameryki po Rosję i Japonię – potrafili dostrzec w moim reportażu to, co ja chciałam powiedzieć, że to co zrobiłam, było czytelne – dodała autorka.

Prix Italia to międzynarodowy konkurs rozgrywany we Włoszech w trzech kategoriach. Dla radiowców: reportaż o tematyce kulturalnej, słuchowisko, audycja muzyczna. Biorą w nim udział wyłącznie materiały wyłonione przez niezależnych jurorów w poszczególnych krajach, po jednym z każdej kategorii.
Polska otrzymała już na Prix Italia nagrody pięciokrotnie. Po raz pierwszy 1966 roku. Jedno ze specjalnych wyróżnień przypadło w 1990 roku, Annie Sekudewicz. W 1999 roku była też jurorką tego konkursu. Anna Sekudewicz ma na koncie ponad 40 nagród radiowych w tym, przyznany jej 1990 roku Złoty Mikrofon, najwyższe polskie wyróżnienie za całokształt pracy twórczej.

Autor artykułu: Maria Zawała

GKS Katowice – GKS Tychy 2:1

Monday, September 16th, 2002

Hokeiści GKS Katowice odnieśli drugie zwycięstwo w sezonie. Tym razem pokonali GKS Tychy 2:1 (1:0, 0:0, 1:1), który opromieniony piątkowym zwycięstwem z Dworami Unią teraz nie sprostał podopiecznym Jana Novotnego.

W połowie pierwszej tercji Marek Trybuś zagrał wzdłuż bramki do Tomasza Jóźwika, a ten z bliska dopełnił formalności. W trzeciej odsłonie Jóźwik ponownie sfinalizował podanie Trybusia i wydawało się, że katowiczanie spokojnie dowiozą zwycięstwo do końca.
Tymczasem w 56 min na ławkę kar powędrował Jerzy Bułka i goście potrzebowali tylko 47 sekund by zdobyć kontaktową bramkę.

- Dużo sił kosztował nas piątkowy mecz z Dworami. Mimo to mogliśmy wygrać. Zawiodła nas nieco skuteczność – stwierdził Adam Worwa, trener gości.

GKS Katowice – GKS Tychy 2:1 (1:0, 0:0, 1:1). Jóźwik 2 (10, 47) – Ślusarczyk (56). Sędziował: Włodzimierz Marczuk (Toruń). Widzów: 500. Kary: 14 – 8.

Katowice: Zając – Mareczek, Labryga, Hajnos, Słodczyk, Podlipni – Gil, Urban, Wołkowicz, Grobarczyk, Fonfara – Szymański, Bułka, Jóźwik, Trybuś, Pohl.
Tychy: Sobecki – Trzópek, Schubert, Sarnik, Słaboń, Ślusarczyk – Śmiełowski, K. Majkowski, Demkowicz, Koszowski, W. Majkowski – Gretka, Mejka, Frączek, Ryczko, Ziober – Woźnica.

1) Dwory 4 9 22-9
2) Stoczniowiec 4 9 14-12
3) Zagłębie 4 6 18-12
4) GKS Tychy 4 6 15-9
5) Podhale 4 6 12-15
6) GKS Katowice 4 6 10-15
7) KTH Krynica 4 3 13-21
8) TKH Toruń 4 3 8-19

Autor artykułu: prass

TPR Chorzów – Sośnica 15:25

Monday, September 16th, 2002

Na inaugurację rozgrywek ekstraklasy piłkarek ręcznych gliwicka Sośnica pewnie pokonała w Chorzowie miejscowy TPR 25:15 (9:5). Po meczu trener gospodarzy Adam Pecold nie krył jednak oburzenia postawą działaczy zespołu lokalnego rywala.

- Wycięli nam niezły numer. Nie wydanie nam świadectwa transferowego Ludmiły Tuz to czysta złośliwość z ich strony. My mamy trzy rozgrywające na krzyż, oni 20 zawodniczek, a mimo to nas się boją. Tak wygląda współpraca na Śląsku – mówił zdenerwowany szkoleniowiec.

Przed sezonem Ludmiła Tuz przeszła z Sośnicy do TPR, jednak kluby poróżniły się o wysokość transferu – w Chorzowie uważają, że za zawodniczkę należy się 5 tys. złotych, w Gliwicach – że 20 tys. Krajowa federacja przychyliła się do stanowiska TPR, jednak Sośnica odwołała się od tej decyzji.

Sama Tuz pewnie nie uchroniłaby chorzowianek przed porażką, ale bez niej przetrzebiona kontuzjami siódemka gospodarzy nie miała zupełnie kim straszyć rywala. Mimo to prowadziła 3:1, ale sił starczyło tylko na 20 minut (ostatni remis 5:5).

- W obronie możemy się urobić po łokcie, ale bez rzutu z tyłu i tak nic nie zdziałamy – dodał Pecold.
Siła ofensywna zespołu Haralda Tłuczykonta jest bez porównania większa, a zawodniczki tej klasy co Irina Latyszewska i Joanna Dworaczyk (wcześniej Jurkiewicz) rozpoczęły nawet mecz na ławce. W pierwszej połowie faworytkom szło jednak niemrawo.

- Wynik na pewno jest lepszy niż nasza gra – przyznał trener Sośnicy. – Przed sezonem graliśmy mało sparingów i zespół dopiero się rozkręca. Tuz? To sprawa działaczy – dodał dyplomatycznie.

TPR: Hołysz, Pałkowska – Płomińska, Krzemińska 3, Nowok 1, Czuber, Lokwenc 2, Nowak 2, Sojka 4, Sićko, Wąchała 3.
Sośnica: Łącz, Grabuńczyk, Mieńko – Hanysek, Kozdrój, Szafulska 3, Dworaczyk 1, Świszcz 6, Latyszewska 6, Kopeć 1, Stera, Salbert 4, Jarzyna 4, Ziółkowska.

Pozostałe wyniki: EB Start Elbląg – Pogoń 1922 Żory 21:20 (10:8), najwięcej dla Pogoni Semeniuk 7, Janczak 4, Grudka 3; Piotrcovia – Kolporter Kielce 17:22 (8:11), Vitaral Jelfa Jelenia Góra – Łącznościowiec Szczecin 33:29 (16:14), Zagłębie Lubin – Nata AZS AWF Gdańsk 26:23 (15:11). Montex Lublin – Zgoda Ruda Śl. przełożony na 18 bm.

Autor artykułu: tocha

Rozwój Katowice – Carbo Gliwice 3:1

Monday, September 16th, 2002

W meczu Rozwoju z Carbo Gliwice było wszystko to, co lubią oglądać kibice: cztery bramki, rzuty karne, czerwona kartka i emocje do ostatniej minuty. Po meczu więcej powodów do radości mieli fani Katowic – ich zespół wygrał bowiem 3:1 (1:0).

Mała grupka fanów z Gliwic swoje powody do radości miała w 60 min. Po silnym strzale z 17 m Fryderyka Wolnego piłka wylądowała tuż przy słupku bramki strzeżonej przez Marka Kolonkę. Piłkarze z Gliwic podbiegli do bocznej linii i wykonali tzw. kołyskę.

- To dla naszego kapitana Mirka Warzyńskiego, który z powodu kontuzji nie może grać, a niedawno urodził mu się syn – mówił bramkarz Carbo, Sylwester Lempa. – Mirek był na trybunach i nas dopingował.

Kilka chwil później rzutu karnego nie wykorzystał Adam Piechocki. Wychodzącego na czystą pozycję Krzysztofa Bąka podciął Kolonko. Bramkarz Rozwoju zrehabilitował się broniąc sygnalizowany strzał napastnika z Gliwic. Później już powody do radości mieli miejscowi. Najpierw po podaniu Arkadiusza Szczygła technicznym uderzeniem z 23 m popisał się Marek Szymiński. Piłka wylądowała w “okienku” bramki Carbo.

- To moja pierwsza bramka od pięciu lat – przyznał były piłkarz m.in. GKS Katowice i Ruchu Radzionków. – Strzał był nie tyle mocny, co precyzyjny.

Tuż przed zakończeniem spotkania Lempa nieprzepisowo powstrzymał w polu karnym Szczygła i arbiter po raz drugi w tym meczu wskazał na 11 metr. Marcin Polarz silnie strzelił i bramkarz Carbo musiał wyciągnąć piłkę z siatki.

- Sędzia gwizdnął, więc nie ma co dyskutować – mówił Lempa.
Być może wynik meczu byłby inny gdyby w 44 min. nerwy na wodzy trzymał Marcin Domagała. Podczas przepychanki w polu karnym Carbo, kiedy gospodarze mieli wykonać rzut wolny pośredni, pomocnik gości lewym hakiem powalił na ziemię Adama Olczaka.

- Domagała zachował się bez sensu, a Olczak to wykorzystał i upadł artystycznie – stwierdził trener Carbo, Piotr Wieczorek.

Zdaniem trenerów
Alojzy Łysko, Rozwój
Grając z przewagą jednego zawodnika daliśmy sobie narzucić styl gry przeciwnika. Cieszą punkty, ale styl pozostawia jeszcze trochę do życzenia. Mając w składzie kilku zawodników z I-ligową przeszłością powinniśmy lepiej się prezentować.
Piotr Wieczorek, Carbo
Nie powinniśmy przegrać. Było to jedno z lepszych spotkań w naszym wykonaniu i szkoda, że zeszliśmy z boiska pokonani. Gdyby w drugiej połowie Adam Piechocki wykorzystał rzut karny losy tej potyczki mogłyby potoczyć się inaczej.

Autor artykułu: Paweł Rassek

Nietrzeźwi przed katedrą

Thursday, September 12th, 2002

Pijani przesiadujący pod archikatedrą to prawdziwy fenomen na skalę kraju – twierdzi jej proboszcz ks. Marian Duda. – Nie potrafimy sobie z nimi poradzić.

Proboszcz Duda mówi, że jest przerażony. Codziennie wokół katedry spotyka kilka pijanych osób, głównie mężczyzn.
Jedni śpią na klombach, inni konsumują bez żenady alkohol. – Niszczą parkany, zaśmiecają plac i sprawiają, że to święte miejsce jest bezczeszczone – wylicza ks. Duda. – Co więcej, kiedy gromadzą się tu nietrzeźwi, normalni ludzie zaczynają omijać archikatedrę. Nie da się tu także zorganizować żadnej imprezy kulturalnej, bo ludzie się boją.

Ksiądz Duda twierdzi, że wielokrotnie interweniował na policji i w straży miejskiej.
- Ich interwencje nie mają jednak większego sensu, bo zatrzymani mężczyźni wracają znowu pod kościół – twierdzi duchowny. – Potrzebne są chyba jakieś kompleksowe rozwiązania, by zmniejszyć liczbę pijących alkohol w tej dzielnicy. Zająć czymś tych ludzi, dać im pracę…

Autor artykułu: mp