Wyszła tak jak stała: na czarną bluzkę narzuciła tylko jasną kurtkę i poszła do kwiaciarni oddalonej od domu o kilkaset metrów. Miała kupić kwiaty dla córki przyjaciółki z okazji urodzin. Od tej pory nikt jej nie widział. W niedzielę po południu wyszła z domu i nie powróciła Ewa Papież-Tkocz – 42-letnia nauczycielka. Czeka na nią mąż i dwoje dzieci.
- Może gdyby nie szła po te przeklęte kwiaty, wszystko byłoby w porządku – Marta Mogielska, przyjaciółka pani Ewy, nie potrafi powstrzymać łez. – To właśnie moja córka miała urodziny w niedzielę i Ewa miała przyjść do nas z mężem.
Jak mówią znajomi, pani Ewa wrogów nie ma, za to wielu wypróbowanych przyjaciół. I rzeczywiście. Co najmniej kilkanaście osób zaangażowanych jest w jej poszukiwania. Już w nocy z niedzieli na poniedziałek przeczesywali okolice Wełnowca: klatki schodowe, park, ogródki działkowe. Pytali ludzi, pokazywali zdjęcia. Dopiero o trzeciej nad ranem dali za wygraną. Wczoraj w całym mieście porozwieszali plakaty z jej wizerunkiem, dali je też taksówkarzom. – Zrobiłem na razie 100 ulotek, ale będę musiał dodrukować – mówi Tomasz Gil, sąsiad zaginionej. – Ludzie niestety nie mają serca. Nawet na naszym osiedlu, po kilku godzinach większość plakatów była zerwana.
Zdjęcia Ewy Papież-Tkocz gubią się w tłumie. Z każdego słupa patrzy kilkanaście twarzy tych, co to zwalczą bezrobocie, uzdrowią miasto, a przede wszystkim chcą wygrać wybory.
Jak kamień w wodę
Policja w podobnych przypadkach najpierw zakłada hipotezę, że zaginiony po prostu uciekł, że ukrywa się przed bliskimi. – Nie ma takiej możliwości – mówi Tomasz Tkocz, mąż Ewy. – Nie wzięła ze sobą nic. W domu leżą dokumenty, komórka, torebka. Ubrała tylko kurtkę. Miała być z powrotem za kilkanaście minut – dodaje łamiącym się głosem. – Policja? Chyba niewiele wie, i jeszcze mniej mówi.
Faktów jest rzeczywiście niewiele: wiadomo, że kobieta wyszła ok. 14. w niedzielę, do najbliższej kwiaciarni. Nawet parasola nie wzięła, choć padało. Oddalona o ok. 100 metrów kwiaciarnia była już zamknięta, w niedzielę pracują do 13.30. Może gdyby była czynna…? W okolicy są jeszcze dwie. Nigdzie jednak nie przypominają sobie kobiety ubranej w czarne spodnie i jasną kurtkę.
- Najgorsze, że nijak nie możemy sobie tego wytłumaczyć. Człowiek wychodzi z domu na chwilę i przepada, jak kamień w wodę – mówi Wanda Żyła, matka Ewy. – Tomek, mój zięć, zadzwonił do nas w niedzielę i pytał, czy nie ma u nas Ewy. Wtedy jeszcze się nie martwiłam. Kiedy przyszedł i powiedział, że córka gdzieś zniknęła myślałam, że to żart.
- Gdyby ją porwali, to chyba już powinni stawiać jakieś żądania – snuje hipotezy Marta Mogilska. – A jakby zginęła, to przecież gdzieś powinno być ciało. Zresztą, o czym ja w ogóle mówię!
Ona jest!
Rodzice Ewy odchodzą od zmysłów. Z trudem powstrzymują się od płaczu przy wnuku – 9-letnim Mateuszu. On wie, że mama gdzieś zniknęła, ale jakby nie dopuszczał do siebie tej myśli. – Nie starcza mu na to wyobraźni – dodaje Józef Żyła. – Zachowuje się spokojnie, nie płacze, chodzi do szkoły i odrabia lekcje. Jak pyta o mamę, nie kłamiemy, że np. wyjechała i wróci za parę dni, mówimy jak było.
A jak było, tak naprawdę nie wie nikt. Wszyscy, którzy opowiadają o zaginionej mówią w czasie przeszłym. – Była lubiana w szkole. Uczniowie wybrali ją dwa razy nauczycielem roku. Pasjonowała się żeglarstwem, była ambitna, wesoła, niekonfliktowa. Co ja mówię, była! Ona przecież jest taka! – ojciec Ewy nie wytrzymuje i zalewa się łzami. – Mamy nadzieję, że się obudzimy i to wszystko okaże się tylko złym snem – dodaje Wanda Żyła.
W sobotę wieczorem koleżanki Ewy urządziły Dzień Nauczyciela – było świetnie. Oboje z mężem wspaniale się bawili – mówi Aleksandra Musioł, koleżanka Ewy ze Szkoły Podstawowej nr 17 w Katowicach. – Byli w dobrym nastroju. To zresztą jest bardzo zgodne małżeństwo. Nawet zapraszali nas w któryś weekend do Międzybrodzia, tam rodzice Ewy mają domek. Boże, w poniedziałek miałyśmy razem z Ewą kupić kwiaty dla nauczycieli, którzy nie mają wychowawstwa i nic nie dostaną od uczniów!
Czynności trwają…
Policjanci nie ukrywają, że w tej sprawie niewiele mają do powiedzenia, bo niewiele też i wiedzą. W niedzielę wieczorem przeczesali okolice. Pytali sąsiadów, przesłuchiwali znajomych. Wczoraj postępowanie przejęła Komenda Miejska Policji. – Niczego nie możemy wykluczyć. Sprawdziliśmy szpitale, noclegownie, schroniska, gdzie czasem trafiają ludzie z zanikiem pamięci – mówi kom. Magdalena Szymańska-Mizera, oficer prasowy KMP w Katowicach. – Teraz trwają czynności operacyjne. Sprawdzamy krąg najbliższych przyjaciół. Miejsca, gdzie zaginiona mogła się wybrać.
W zeszłym roku w Polsce policja przyjęła ponad 23 tysiące zgłoszeń o zaginięciu. Ponad 10 tys. po prostu wróciło do domu, kolejnych 7,5 znalazła policja i prawie 2 tysiące zatrzymała za różne przestępstwa. W 855 przypadkach policja znajdowała zwłoki poszukiwanego.
Ewa Papież-Tkocz ubrana była w czarne spodnie, czarną koszulkę i jasną kurtkę. Ma ok. 160 cm wzrostu, włosy krótkie ciemnobrązowe, oczy piwne.
Wszyscy, którzy mają jakiekolwiek informacje na temat pobytu Ewy Papież-Tkocz, której zdjęcie prezentujemy, proszeni są o kontakt pod numerami telefonów:
* 609-956-116,
* 501-202-833,
lub z najbliższą jednostką policji, nr 997.
Autor artykułu: Grzegorz Zasępa