Archive for November, 2002

Bytomianka trenerką mistrzyń

Wednesday, November 27th, 2002

Sporą niespodziankę sprawiły polskie tenisistki w Morawskiej Ostravie. Prowadzony przez bytomiankę Katarzynę Teodorowicz zespół w składzie Joanna Sakowicz, Marta Domachowska, Anna Żarska i Katarzyna Strączy zdobył złoty medal mistrzostw Europy wygrywając po drodze m. in. z wielkimi faworytkami tej imprezy – Greczynkami.

- Dwa lata temu zajęłyśmy trzecie miejsce, przed rokiem było srebro, więc teraz tliła się gdzieś nadzieja, że pokonamy kolejny stopień. Ale od nadziei do wyniku jest daleko. Nie byłyśmy przecież rozstawione, a w losowaniu od razu wpadłyśmy na Grecję z Eleną Danilidou – opowiada Teodorowicz. – Zajmująca 22. miejsce na liście WTA zawodniczka zazwyczaj zdobywa po dwa punkty, bo świetnie gra i w singlu, i W deblu. Asia Sakowicz zagrała jednak fantastycznie wygrywając w trzech setach. Domachowska dołożyła punkt gromiąc 6:1 6:4 Nikoletę Kipritidou i debel Domachowskiej i Żarskiej był formalnością. Ale też zwycięską!

Hiszpańskie łzy

Po tym sensacyjnym triumfie bramy do medalu stały otworem. W półfinale czekały na biało-czerwone rozstawione z 1. Hiszpanki.

- Wiedziałam, że możemy je ograć. Czułam, że dziewczyny podbudowały się psychicznie. Rzeczywiście tak było, a wynik 6:1, 6:1 Sakowicz z hiszpańską liderką Anabel Mediną (116. WTA) mówi sam za siebie. W pewnym momencie rywalka zwyczajnie się rozpłakała! Miałyśmy więc finał i poczułyśmy, że albo teraz sięgniemy po złoto, albo chyba nigdy – przyznaje trenerka.

Mecz o złoto z Wielką Brytanią nie był jednak prosty. Domachowska – po swoim najlepszym meczu – pokonała 6:3, 6:2 Hannah Collin, ale Sakowicz nieoczekiwanie przegrała 4:6, 5:7 z Anne Keothavong.

- To było chyba jakieś rozprężenie. W pierwszym secie prowadziła 4:1, w drugim 4:0. Przegrała wojnę nerwów, a nas czekał najtrudniejszy moment zawodów – mówi Teodorowicz. – Na szczęście po twardym meczu w deblu Domachowska i Żarska, którego zestaw był niemal pokerowym zagraniem, zdobyły decydujący punkt!

Z grona najlepszych zdegradowane zostały – broniące tytułu sprzed roku – Włoszki i Turczynki.

Z wiarą w siebie

Sukces Polek na pewno cieszy, szczególnie że w krajowym tenisie panuje posucha.

- Takie wyniki na pewno dają nadzieję, bo nawet patrząc pod kątem indywidualnym, był to sukces wartościowy. Bardzo bym chciał, aby dziewczyny, których karierę śledzę z uwagą, potwierdziły teraz swoje rosnące możliwości na kolejnych turniejach. Kto wie, może doczekamy się wreszcie awansu którejś z naszych zawodniczek do światowej czołówki. O tym, że można takiej sztuki dokonać, przekonała już nas Magda Grzybowska. Teraz czas, by takie osiągnięcie ,odświeżyć” – uważa Jacek Muzolf, wiceprezes d. s. sportowych Polskiego Związku Tenisowego.

Jaką wartość materialną ma tytuł dla zawodniczek i trenerki?

- Z Czech przywiozłyśmy tylko złote medale i olbrzymi puchar. PZT wystąpił już natomiast do Polskiej Konfederacji Sportu o nagrodę finansową dla ekipy – mówi Teodorowicz. – Najważniejsze jednak jest to, że w przyszłym roku dziewczyny będą już wychodziły na kort z wiarą w siebie. Szczególnie znakomita gra Sakowicz może być dla nich wszystkich niczym wielki zastrzyk optymizmu.

Autor artykułu: Rafał Musioł

Burza po emisji filmu “Imperium ojca Rydzyka”

Wednesday, November 27th, 2002

Jeszcze przed emisją w telewizji publicznej filmu “Imperium ojca Rydzyka” pojawiały się głosy, że sprawa trafi do sądu i jest to “bezprecedensowy atak na Radio Maryja”. Pokazany w poniedziałek wieczorem film Jerzego Morawskiego miał w zamyśle ukazać kulisy powstania działalności największego radia katolickiego w Polsce.

Do dymisji!

We wtorek zaroiło się od protestów. LPR zażądała podjęcia zdecydowanych kroków wobec kierownictwa TVP wraz z odwołaniem jej prezesa Roberta Kwiatkowskiego, w związku z emisją “haniebnego” – zdaniem Ligi – filmu. “Czasy się zmieniają, ale obiektem ataku postkomunistów i liberałów pozostaje wciąż katolicki Naród Polski i Jego Przywódcy. Dlatego tym mocniej wyrażamy pełny solidaryzm z Ojcem Tadeuszem Rydzykiem i zapewniamy Go, że siły mroku, zła i nienawiści nie zatriumfują” – czytamy w oświadczeniu LPR.

Toruńska posłanka LPR związana z Radiem Maryja Anna Sobecka, która jest w Radzie Programowej TVP powiedziała, że “trzeba zrobić porządek z TVP” i że jest przekonana, że “to się da zrobić”. Według Sobeckiej, Radio Maryja wystąpi na drogę sądową przeciwko TVP.

Sobecka nie chciała komentować filmu tłumacząc, że to “manipulacja”, a ona sama wie, “jaka jest prawda”. Odmówiła jednak podania szczegółów – co w filmie było nieprawdziwe, a jak jest naprawdę.

Cicho na rekolekcjach

Biskupi polscy, odbywający rekolekcje na Jasnej Górze, nie chcą komentować ostatnich informacji nt. Radia Maryja.
Kard. Józef Glemp podkreślił jedynie, że nie miał nigdy zastrzeżeń do jakości prezentowanych na antenie rozgłośni toruńskiej treści duchowych, ewangelicznych. Miał natomiast zastrzeżenia co do sposobu działania radia. – Mówiłem o tym dość głośno – przypomniał.

Po zakończeniu rekolekcji biskupów na Jasnej Górze ma odbyć się Plenarna Konferencja Episkopatu Polski, która będzie omawiać m.in. zagadnienia dotyczące mediów katolickich.
Misja telewizji?

Wyjątkowo mało głosów można było usłyszeć w obronie filmu. Tylko przedstawiciel SLD w Radzie Programowej TVP Ryszard Ulicki stwierdził: – Nie może być tak zwanych “świętych krów”. Telewizja publiczna nie tylko może, ale ma prawo, a nawet obowiązek, informować o wielkich przedsięwzięciach, które mają miejsce w tym kraju. Moim zdaniem film był obiektywny.

- Mogę tylko powiedzieć, że podejmując decyzję o emisji dyrekcja telewizyjnej Jedynki uznała, że materiał powstał zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej i prawa – stwierdził rzecznik TVP Jacek Snopkiewicz.

Bez komentarza

W siedzibie Radia Maryja w Toruniu wczoraj nie sposób było uzyskać jakichkolwiek opinii ani komentarzy nt. filmu “Imperium ojca Rydzyka”.

Bohater materiału filmowego, dyrektor stacji, o. Tadeusz Rydzyk – jak wynikało z relacji radiowej – kończył pobyt w Urugwaju, gdzie gościł na zaproszenie południowoamerykańskiej Polonii.

- Modlę się za tych, którzy to robią, żeby z tego wyszło dobro i ci ludzie żeby też do Pana Jezusa doszli – skomentował wcześniej przygotowania filmu “Imperium ojca Rydzyka” jego tytułowy bohater.


Ludzie potrzebują Rydzyka

Rozmowa z księdzem dr. Romualdem Jaworskim, wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich

Czy widział ksiądz film dokumentalny o ojcu dyrektorze Tadeuszu Rydzyku i Radiu Maryja w poniedziałkowej “Jedynce”, który wywołał taką burzę?

Niestety nie, bo pracowałem, ale co nieco do mnie dochodzi. Czy dokument ten był rzetelny, obiektywny, zgodny z etyką, tego nie wiem. Wszystkie zarzuty trzeba udokumentować, a potem rozmawiać.

Ale własne zdanie na temat o. Rydzyka i rozgłośni ksiądz zapewne ma?

Tak. Uważam, że pod kątem warstwy religijnej Radio Maryja wypełnia lukę i potrzeby wielu Polaków.

Skąd wziął się fenomen Radia Maryja?

Radio trafia w zapotrzebowania słuchaczy, dla których katecheza, rodzina, to wartości najważniejsze. Dowiaduję się o tym między innymi z terapii, które prowadzę. Radio Maryja okazuje się, pomaga wielu ludziom odnaleźć wewnętrzny spokój i drogę, którą zgubili. To bardzo pozytywne efekty. Ludzie mają bardzo silną potrzebę pogłębiania życia duchowego, nie mają gdzie jej zaspokoić.

A co z politycznym radykalizmem dyrektora stacji? Tego również potrzebują Polacy?

To nie tak. Wielu słuchaczy nie jest w stanie tego zaakceptować i się dystansuje, są jednak tacy, którzy godzą się na formę i przekaz radia w całości.

To może być niebezpieczne, taki fanatyzm?

Nie chciałbym używać takiego słowa. Myślę jednak, że jest grupa ludzi, którzy w pełni utożsamiają się z radiem i tym, co mówi o. Rydzyk, nie próbując oddzielać warstwy duchowej od polityki.

Ksiądz jest psychologiem. Czy film oraz kontrowersyjne publikacje na temat radia i jego dyrektora zaszkodzą, czy wręcz odwrotnie – scementują wiernych?

Zawsze kiedy rodzi się konflikt, następuje polaryzacja stanowisk. Tak będzie i w tym przypadku.

Rozmawiała: Izabela Jarosz


Skąd pochodzi twórca radia Maryja?

Tadeusz Rydzyk dawno opuścił rodzinny Olkusz, gdzie mieszkają jego najbliżsi. Jedyne akcenty olkuskie związane z ojcem Rydzykiem to pamiątkowa tablica ogłoszeń, gdzie odprawiał osobiście cotygodniowe msze dla robotników. Na wieży kościoła św. Andrzeja zamontowano jeden z pierwszych nadajników Radia Maryja w dawnym woj. katowickim. Zagłuszał wszystkie stacje radiowe. To w kościele św. Andrzeja ojciec Rydzyk obchodził 25-lecie swoich święceń kapłańskich.

Rodzice Tadeusza, Stanisława i Franciszek Rydzykowie mieszkali w Olkuszu przy ul. Partyzantów. Mieli czwórkę dzieci. Z drugiego związku Stanisławy urodzili się Tadeusz oraz Zygmunt. – Mamusia na krechę, bez ślubu żyła z ojcem Tadzika, przez co miał kłopoty, bo do seminarium nie chcieli go przyjąć – mówił nam Stanisław, syn Rydzykowej z pierwszego małżeństwa. – Mamusia do końca nie wiedziała, czy ojciec wróci z obozu, czy zginął na wojnie. Franciszek Rydzyk podczas wojny był w obozie koncentracyjnym w Dachau. Znosił niedolę obozową razem z Bronkiem, kolegą z rodzinnych stron, przyszłym ojcem Tadeusza. Franciszek Rydzyk przeczuwał swoją śmierć i prosił kolegę, żeby zaopiekował się rodziną.

Franciszek zginął w Dachau, a Bronek uciekł z obozu i dotrzymał przyrzeczenia. Rydzykowa w oczekiwaniu na Franciszka urodziła dwóch synów Bronka. Dzieci przyjęły nazwisko matki.

Przez wiele lat rodzina Tadeusza gniotła się w suterenie przy ul. Partyzantów w Olkuszu. Tadeusz był ambitny, chciał się uczyć i jego marzeniem było to, żeby mieć własny pokój. W rodzinie Rydzyków krąży opowieść, że 8-letni Tadeusz dotarł do towarzysza Wiesława i załatwił lepsze mieszkanie. Od najmłodszych lat Tadeusz “brał się za księdza” – ciął firanki, szył z nich komże, miał swoich ministrantów. Tymczasem Bronkowi marzył się lekarz w rodzinie.

Tadeusz jednak swego dopiął i po szkole podstawowej wiedział, że pójdzie do seminarium duchownego. Od tego momentu więzy Tadeusza z rodziną coraz bardziej się rozluźniały. – Wujek skłócił rodzinę – mówił Paweł Rydzyk, syn Stanisława. – Przywoził cuda z zagranicznych podróży do Niemiec. Wiecznie powtarzał mi: jak się będziesz uczył, też to będziesz miał.
Paweł pamięta jak wujek Tadeusz sprowadził sobie ekskluzywne audi i organy elektryczne. – Chciałem dotknąć klawisza, on mnie po łapach bił – wspominał Paweł Rydzyk.

Najbliżsi twierdzą, że są odrzuceni przez ojca Tadeusza Rydzyka. On często mówi, że jego rodziną jest Radio Maryja. Dlatego Rydzykowie odeszli z Kościoła katolickiego i pięć temu postanowili poznać wiarę jehowitów. Ojciec Tadeusz Rydzyk nigdy nie odpisał na żaden z listów wysyłanych do niego przez rodzinę z Olkusza.


Radio Maryja istnieje od 8 grudnia 1991 r. Jego faktycznym twórcą jest ks. Tadeusz Rydzyk ze zgromadzenia oo. redemptorystów. W czerwcu 1994 r. Radio Maryja dostało ogólnopolską koncesję. Zaczynało też nadawać za pośrednictwem satelity Galaxy do Ameryki Północnej i Środkowej.

W 1996 r. Prymas Glemp powołał zespół trzech biskupów, którzy mieli sprawować “opiekę” nad rozgłośnią. O. Rydzyk nie stawiał się jednak na spotkania. W marcu br. Episkopat Polski powołał kolejny zespół ds. “Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja”.

W 1997 r. Radio Maryja wprowadziło do Sejmu popieranych przez siebie posłów (w AWS). Podczas ostatnich wyborów nieformalne wsparcie o. Rydzyka uzyskała Liga Polskich Rodzin.


Z DRUGIEJ STRONY MIKROFONU: Linki:

“Taśmy Kłamstwa” (Nasz Dziennik)

Odpowiedź Radia Maryja

Autor artykułu: dz, Renata Cius, Izabela Jarosz

Uparli się na Dzidka

Wednesday, November 27th, 2002

Zdzisław Połętek z Sosnowca ma 38 lat. Jest opóźniony w rozwoju. Nikomu nie przeszkadza. To cichy człowiek. Od śmierci ojca mieszka sam w niskim bloku przy ul. Kraszewskiego 15. Od trzech lat jest ofiarą napadów bandy nastolatków.

Dzidek jest spokojnym, miłym człowiekiem. Ale też łatwym celem dla nastoletnich chuliganów. Kilka dni temu wybili mu szyby w oknach, skopali i rozbili cegłówkami drzwi do mieszkania. Kiedy udało im się wejść do środka wynieśli wszystko, co można sprzedać: dywan, telewizor, kanapę, stół i krzesła, nawet wannę. A Zdzisława straszyli, że jak cokolwiek piśnie, to go tak pobiją, że popamięta – opowiada jedna z sąsiadek.

Nie obronimy się sami

Banda wyrostków przychodzi do Połętka najczęściej w dniu wypłaty renty. Zabierają mu pieniądze, jedzenie, węgiel. Wiedzą, że się nie obroni.

Mieszkańcy twierdzą, że policja nie reaguje na zgłoszenia, że chuligani czują się bezkarni. Wszyscy wiedzą, kto terroryzuje okolicę. A mimo to nikt nie może temu zaradzić.

- Nie jesteśmy już w stanie zliczyć wszystkich interwencji w tej sprawie. Komisariat policji jest kilkaset metrów stąd, a nikt z mieszkańców od lat nie widział tu policjanta. Kiedy ostatnio skopano moje drzwi i wezwałem policję, usłyszałem, że nie przyjadą, bo to nie ma sensu, a jeśli się boję o mieszkanie, to powinienem sobie postawić taboret przed drzwiami, usiąść na nim i pilnować – mówi Stanisław, zastrzegający anonimowość, bo boi się wandali.

“Umilają” sobie czas

Kozłem ofiarnym jest jednak głównie Zdzisław Połętek. Kiedyś już uciekł przed nastoletnimi bandytami – wyprowadził się ze swojego mieszkania. Przez pół roku błąkał się, był bezdomny.
Pan Zdzisław boi się mówić. Nie chce wspominać o tym, że niedawno pobili go tak, że stracił kilka zębów. Gdyby nie sąsiedzi, pewnie by go zabili. Chłopcy podrośli i ludzie w bloku też zaczęli się ich bać. Zwłaszcza, że prawie wszyscy lokatorzy to ludzie w podeszłym wieku.

- Najstarszy, ten ich prowodyr Przemysław Opalski, ma 17 lat. Najmłodszy ma czternaście. To kilkunastu chłopaków, w większości z rodzin patologicznych, którzy tak sobie “umilają” czas po szkole.

Kto wie, czy nie zabiją?

- Nikt nie odbiera telefonu, kiedy dzwonimy pod 997. Po naszej interwencji, kiedy Dzidkowi wszystko wynieśli z domu, policjanci nawet nie przyjechali na miejsce, żeby to zobaczyć. A my przecież nie możemy urządzać samosądów. Nie możemy bić się z dzieciakami. Zresztą, kto wie, czy by nie zabili – skarży się jeden z mieszkańców.

W Klimontowie wszyscy się boją. – Co robi policja utrzymywana z naszych pieniędzy? – pytają.


Policja mówi: Ryszard Bańka, komisarz prasowy
Komendy Miejskiej Policji w Sosnowcu:

- W tej sprawie nie toczy się żadne dochodzenie, bo nikt nie zgłasza się na policję. Tylko raz, 16 listopada przyszła do komisariatu w Klimontowie jedna z sąsiadek Połętka i zgłosiła, że ktoś kopie w jego drzwi. Wcześniej dzielnicowy kilka razy przychodził do tego mieszkania, ale nikt nie otwierał. Podobno Połętek rzadko bywa w domu. Jeśli ci ludzie chcą, abyśmy się zajęli ich problemami, powinni zgłaszać wszystkie wykroczenia. Jak dotąd policjanci z Klimontowa nie wiedzą nic nawet o tym, żeby ktoś hałasował po godz. 22.

Autor artykułu: Małgorzata Himmel

Pogoń Szczecin – Ruch Chorzów 0:3

Monday, November 25th, 2002

Piotr Mandrysz triumfował w Szczecinie. Szkoleniowiec Ruchu, były piłkarz Pogoni miał w sobotni wieczór powody do satysfakcji. Jego podopieczni nie pozostawili cienia wątpliwości kto jest lepszy, a kto zasługuje co najwyżej na miano II-ligowca i pewnie zwyciężyli 3:0 (1:0)
- To zwycięstwo dedykujemy naszemu trenerowi – deklarował po spotkaniu strzelec dwóch bramek Damian Gorawski.

Z pewnością to napastnik Ruchu był bohaterem tego spotkania. Ledwo co upłynęła minuta, kiedy to będąc w pełnym biegu precyzyjnym strzałem głową, po raz pierwszy pokonał bramkarza Pogoni. Gorawski jak zaczął tak skończył – tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego dokończył dzieła zniszczeni portowej jedenastki wykorzystując podanie Wosia.
Zwycięstwo chorzowian, które ani przez moment nie było zagrożone, oglądało kilkuset kibiców “niebieskich”.
Sympatyków Ruchu było na stadionie przy ul. Twardowskiego mniej więcej tylu ilu sympatyków Pogoni. W Szczecinie fani Pogoni stracili już cierpliwość dla swoich piłkarzy i działań zarządu klubu.

Wszystko wskazuje zatem na to, że śląskie zespoły w przyszłym sezonie nie będą odbywać dalekich podróży do Szczecina. Tylko cud może jeszcze uratować Pogoń przed degradacją.

W całym meczu Pogoń zaledwie raz poważniej zagroziła bramce Ruchu – Chilijczyk Rodriguez przez nikogo nie atakowany nie potrafił jednak skierować piłki w stronę bramki z 5 metrów. Obrońcy Ruchu na czele z Markiem Wleciałowskim bez trudu rozbijali anemiczne ataki Pogoni.
Korespondencja własna ze Szczecina

Autor artykułu: Dariusz Jachno

Czują się szantażowani przez Kasę

Monday, November 25th, 2002

Żaden z 23 zakładów podstawowej opieki zdrowotnej na Żywiecczyznie nie podpisze aneksu do umowy ze Śląską Kasą Chorych. – Oczekiwaliśmy negocjacji, a nie szantażu – uznali beskidzcy lekarze.

Lekarze wszystkich 23 przychodni lekarza rodzinnego na Żywiecczyznie o tym, że w przyszłym roku dostaną o jedną piątą mniej pieniędzy, dowiedzieli się na początku tygodnia. Pismo ze Śląskiej Kasy Chorych zobowiązywało ich, aby do końca miesiąca wysłali podpisany przez siebie aneks z niższą stawką. Kasa chorych poinformowała ich jednocześnie, że niepodpisanie aneksu oznacza zerwanie kontraktu na przyszły rok.

- To szantaż. Tymczasem w naszych umowach z kasą chorych jest punkt mówiący o tym, że wszelkie zmiany stawek będą możliwe dopiero po przeprowadzeniu rokowań – mówi Tomasz Haczek, lekarz z Węgierskiej Górki. Właśnie na ten punkt powołali się w piątek lekarze na spotkaniu poradni z Żywiecczyzny. Wszyscy solidarnie zadeklarowali, że nie podpiszą aneksów w zaproponowanej formule.
Zamiast podpisanego aneksu, do Śląskiej Kasy Chorych wszyscy wyślą pisma, że oczekują na szybkie podjęcie negocjacji.

Józef Kurek, dyrektor Śląskiej Kasy Chorych:
Ten rok był wyjątkowy, bo kontrakty zostały zasilone 440 mln zł z rezerwy, jaką poprzednie kierownictwo kasy tworzyło przez cztery lata. A mimo tego zabraknie jeszcze 200 mln zł, które trzeba będzie zwrócić z przyszłorocznych stawek. To oznacza w przyszłym roku mniej pieniędzy w naszej kasie o 16-17 proc. I o tyle mniej można przeznaczyć na kontrakty. Jeżeli po podsumowaniu okaże się, że są rezerwy, przeznaczymy je na zwiększenie kontraktów.

Grzegorz Figura, z zarządu powiatu żywieckiego:
Jesteśmy zaniepokojeni tą sytuacją. To na samorządzie powiatowym spoczywa odpowiedzialność za lecznictwo. A obniżenie wydatków na podstawową opiekę zdrowotną o 20 proc. na pewno wpłynie na poziom lecznictwa. Problem dotyczy nie tylko lekarzy pierwszego kontaktu, ale i specjalistów oraz szpitali, co jest tym bardziej niepokojące. Nie zostawimy tak tej sprawy, będziemy interweniować, aby kasa chorych podjęła z lekarzami negocjacje.

Autor artykułu: łu

Młodzież jeździ na filmy aż do Katowic

Monday, November 25th, 2002

Mieszkańcy 250-tysięcznej Częstochowy będą mogli oglądać filmy w kinie z prawdziwego zdarzenia nie wcześniej niż w połowie przyszłego roku. Na razie muszą męczyć się w budynku filharmonii albo jeździć do multipleksu w Katowicach.

Ostatnie w mieście komercyjne kino “Wolność” wyprowadziło się z budynku przy ul. Kościuszki półtora roku temu. Obiekt miał zostać wyremontowany, a kino wrócić zaraz potem na swoje miejsce. Remont jednak skomplikował się na tyle, że w chwili obecnej nie wiadomo nawet kiedy się skończy.

- To jakaś paranoja – skarży się Monika Brewczyńska, mieszkanka Częstochowy. – Takie duże miasto, a kina nie ma. Kiedy chciałam iść z chłopakiem na film, to musieliśmy się gnieździć w filharmonii. A tam wiadomo, siedzenia niewygodne, obraz kiepski i ledwo co słychać.

Tymczasem właściciele mają świadomość, że warunki jakie oferują widzom dalekie są od ideału.

- Ta prowizorka miała trwać trzy miesiące, a trwa już prawie półtora roku – mówi właściciel prowadzącej kino spółki “RyMi”, Mirosław Kopeć. – Mimo to staramy się, by widzowie nie narzekali na obiekt i jakość techniczną wyświetlanych tu filmów.

W dużej sali filharmonii trwają właśnie prace przy instalacji nagłośnienia. Nowe głośniki boczne mają poprawić jakość dźwięku, na który narzekali widzowie. Jednocześnie montowane są nowe prostowniki, które podniosą napięcie zasilania projektorów i poprawią tym samym jasność obrazu. Czy te zabiegi podniosą atrakcyjność projekcji na tyle, że mieszkańcy przestaną odczuwać dotkliwy brak kina? Z pewnością nie. Tym bardziej, że wiele osób nie chce w dobie multipleksów oglądać filmów prezentowanych na przestarzałej aparaturze.

- Byłem kiedyś w multipleksie w Katowicach i powiedziałem sobie, że już więcej do naszej filharmonii nie pójdę – powiedział nam 18-letni Dariusz Knopek. – To nasze kino to strata pieniędzy, a tam rewelacja. Dźwięk przestrzenny i superobraz. Wolę zabrać dziewczynę tam, bo wrażenia lepsze, a cena zbliżona.

Kiedy multiplex?
Na razie nic nie wskazuje na to, by rozpoczęta w 2000 roku budowa multipleksu w Częstochowie miała zostać szybko ukończona. Obiekt wprawdzie już stoi, ale do zakończenia prac wewnątrz potrzeba jeszcze co najmniej pół roku.
Tymczasem nadal nie wiadomo, kto ma dokończyć inwestycję. O przejęcie obiektu rywalizują dwie spółki, które nie podpisały jeszcze porozumienia w tej sprawie. Bez odpowiedzi pozostaje także na razie pytanie, czy po wybudowaniu multipleksu i wyremontowaniu dawnej siedziby “Wolności” wróci ona na swoje miejsce. Oby tylko zdążyła, zanim kinomanii zaczną masowo jeździć do multipleksów w innych miastach.

Autor artykułu: Mariusz Pietrzyk

Apetyt SLD nie został zaspokojony

Wednesday, November 20th, 2002

Radni SLD ostentacyjnie zrezygnowali wczoraj z ubiegania się o jakiekolwiek funkcje w katowickim samorządzie. – Chcieliśmy przewodniczyć trzem komisjom, zaproponowano nam dwie, więc niczego nie chcemy – stwierdzili. – Dziwi mnie taka postawa – skomentował sytuację prezydent miasta Piotr Uszok. Popierające go Forum Samorządowe zdobyło w 31-osobowej radzie 16 mandatów, więc może rządzić samodzielnie.

- Należy do nas jedna trzecia mandatów i oczekiwaliśmy, że przedstawimy kandydatów do przewodniczenia trzem komisjom. Prezydent zaproponował dwie, w dodatku mniej ważne. W tej sytuacji nasi radni będą tylko członkami komisji – zapowiada Tomasz Czakon, przewodniczący klubu SLD.

Jedynym kandydatem na stanowisko przewodniczącego rady miejskiej był Jerzy Forajter z Forum Samorządowego. O ponowny wybór nie ubiegał się Wojciech Boroński, któremu klub nie udzielił poparcia. W głosowaniu Forajter otrzymał 16 głosów. Radni ustalili, że będzie miał trzech zastępców. Okazało się jednak, że objęciem tych stanowisk zainteresowane są tylko… dwie osoby.

- Trudno, będzie wakat. Może w czasie kadencji zostanie wybrany trzeci wiceprzewodniczący – mówi Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy urzędu.

Wiceprzewodniczącymi rady zostali ostatecznie Jan Krupa i Marek Chmieliński, obaj z Forum Samorządowego.
Prezydent Piotr Uszok oficjalnie przedstawił wczoraj swojego pierwszego zastępcę. Został nim Józef Kocurek, dotychczasowy wiceprezydent odpowiedzialny m. in. za komunikację. – Nie zdecydowałem jeszcze, kto zostanie drugim wiceprezydentem. Rozważam kilka kandydatur – podsumowuje Piotr Uszok.

Autor artykułu: ic

Śledztwo w sprawie śmierci dziecka

Wednesday, November 20th, 2002

Częstochowska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie śmierci czteromiesięcznego niemowlęcia, które zmarło w łóżku matki. Sekcja zwłok wykazała, że śmierć nastąpiła wskutek uduszenia.

Do tragedii doszło w jednym z mieszkań w środmieściu Częstochowy. Dzień wcześniej 21-letnia matka wraz ze swym konkubentem i czteromiesięcznym synkiem odwiedziła znajomych. Kolacja była zakrapiana alkoholem. Po powrocie oboje położyli się spać w jednym łóżku z niemowlakiem.

- Było zimno, mieszkanie nie było ogrzewane. Rodzice dziecka tłumaczą, że czekali na pieniądze z opieki społecznej, by kupić węgiel – mówi prokurator Romuald Basiński. Matka niemowlęcia po przebudzeniu zauważyła, że nie daje ono oznak życia. Wezwała pogotowie. Lekarz stwierdził zgon. Powiadomiono policję i prokuraturę.

Wczoraj prokuratura otrzymała wyniki sekcji zwłok. Wynika z niej, że niemowlę udusiło się z powodu przygniecenia klatki piersiowej. Prawdopodobnie przygniotło je jedno z rodziców podczas snu.

- Na razie przyjęliśmy, że był to tragiczny wypadek. Sekcja nie wykazała celowego uduszenia niemowlęcia. Prokuratura rejonowa prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci – dodaje prok. Basiński.

Autor artykułu: max

Marsz Gwiaździsty

Wednesday, November 20th, 2002

14.00
Na plac pod supermarketem przy ul. Kościuszki w Katowicach podjeżdża pierwszy autokar z górnikami. Jest spokojnie. – Poczekajcie, jak będzie nas więcej, to stanie się głośniej – rzuca jeden z nich w kierunku dziennikarzy. Niektórzy dzierżą flagi, inni chusty. Tomasz Szwarc, tak jak inni koledzy, przywiózł do Katowic sztyl od kilofa. – To jest na razie symbol naszej ciężkiej pracy. Ale jak będzie trzeba, to do styliska znajdzie się i reszta, czyli kilof. Będzie spokojnie, no chyba, żeby zaczęli bić naszych, wtedy pokażemy, do czego nam te styliska – grozi Szwarc. (more…)

Biznesmen uniknął haraczu

Friday, November 15th, 2002

Głośne śledztwo w sprawie wymuszenia haraczu od A. C., znanego śląskiego biznesmena – szefa dużej firmy transportowej z Katowic – znajdzie swój finał w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiądzie czterech mężczyzn. Prokuratura Rejonowa w Tychach zakończyła wczoraj śledztwo w tej sprawie.

O usiłowanie wymuszenia haraczu oskarżono Witolda C. z Mysłowic, Tomasza F., Miłosza B. i Michała W. – mieszkańców Lędzin. Mężczyźni znali się od paru lat – powiedział nam wczoraj Alojzy Siwy, prokurator rejonowy w Tychach.

6 maja tego roku gangsterzy “zaczaili się” na biznesmena na stacji benzynowej BP w Mysłowicach, gdzie tankował. Wówczas podszedł do niego Witold C. i zażądał haraczu w wysokości 100 tys. zł.

Witold C. zagroził, że w przypadku gdy nie zapłaci pieniędzy, jego rodzinę “spotka coś bardzo nieprzyjemnego”.
Przestępcy zadzwonili następnego dnia z samego rana.
Umówili się z biznesmenem niedaleko budynku browaru. Tym razem na spotkanie przyszedł Michał W. Ponowił żądanie wypłaty haraczu. – Tym razem zagroził uszkodzeniem ciała syna biznesmena, z zabiciem włącznie – wyjaśnia prokurator Alojzy Siwy.

Po spotkaniu wyraźnie zdenerwowany biznesmen natychmiast skontaktował się z Komendą Miejską Policji w Katowicach i opowiedział o całym zdarzeniu. Od tej pory policjanci śledzili każdy jego ruch. Przestępcy wyznaczyli miejsce przekazania pieniędzy dzień później: o 11.15 przy tyskiej stacji BP. Biznesmen przygotował kamerę, a zamiast pieniędzy do dużej koperty włożył pocięte kawałki gazety.

Gdy dojeżdżał na umówione miejsce, bandyci jeszcze dwukrotnie zmieniali miejsce spotkania: najpierw kazali dojechać na sąsiednią stację CPN, a później do hotelu Tychy. Samochód A. C. śledził na motorze jeden ze sprawców.
W międzyczasie policjanci przygotowywali pod hotelem zasadzkę. Po pieniądze podszedł Michał W. Chciał wyrwać przedsiębiorcy kopertę z “pieniędzmi”, gdy wkroczyli policjanci. Próbował ucieczki, ale wystraszył się ostrzegawczych strzałów. W ciągu kilku następnych dni zatrzymano także wspólników: Tomasza F. i Witolda C. Umknął jedynie Miłosz B. za którym rozesłano listy gończe. pod koniec sierpnia został zatrzymany w Łebie. Śledztwo nie pozostawiło wątpliwości, że wszystko zaplanował Witold C., wcześniej karany. Proces rozpocznie się wkrótce przed sądem rejonowym w Tychach.

Autor artykułu: Jacek Bombor