Archive for November, 2002

Wojewoda chce przekazać WPKiW samorządowi

Friday, November 15th, 2002

Wojewoda śląski chce, by Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie przekazano samorządowi wojewódzkiemu i gminom. Te nie są jednak zbytnio zainteresowane takim rozwiązaniem.

- Finansowanie parku na dotychczasowych zasadach jest nierealne – podkreślał wczoraj wojewoda śląski Lechosław Jarzębski, na konferencji prasowej poświęconej kierunkom prywatyzacji w województwie. – Chciałbym, by najpóźniej w drugiej połowie przyszłego roku udziały w parku zostały przejęte przez samorząd wojewódzki i gminy. Sejmik wojewódzki wyraził już taką wolę, mam nadzieję, że rozmowy z władzami Katowic, Chorzowa i Siemianowic Śląskich będą bardziej owocne niż do tej pory – mówił wojewoda.

Na razie nic jednak na to nie wskazuje. – Widzimy potrzebę funkcjonowania parku, ale jak mamy współfinansować coś, co nie leży na terenie miasta? – pyta Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Katowicach. – Moglibyśmy przekazywać pieniądze na park, pod warunkiem, że doszłoby do przesunięcia granicy administracyjnej Katowic i Chorzowa, ale na to najpierw musiałaby wyrazić zgodę rada miejska Chorzowa – podkreśla rzecznik.

Chorzów, na terenie którego leży park, też nie jest zainteresowany jego przejęciem. – Gminy nie są uprawnione do realizacji zadań o charakterze wojewódzkim, a takim jest prowadzenie WPKiW. Ten problem powinien być rozstrzygnięty między wojewodą a samorządem województwa – mówi Gabriela Kardas, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Chorzowie.

Adam Warzecha, rzecznik Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego, zastrzega, że samorząd wojewódzki na pewno nie przejmie całości udziałów w parku. – Możemy być jednym z partnerów. Nie ma jeszcze ustaleń, jaki procent udziałów moglibyśmy przejąć – zaznacza Adam Warzecha.

Autor artykułu: ic

Myslovitz nagrodzony przez MTV

Friday, November 15th, 2002

Wczoraj, podczas wielkiej gali w Palau Sant Jordi w Barcelonie, zespół Myslovitz odebrał Nagrodę MTV – Europe Music Awards, w kategorii Najlepszy Polski Wykonawca.

– Zawsze mówiliśmy, że do trzech razy sztuka i sprawdziło się, za trzecim razem dostaliśmy nagrodę – mówi Przemek Myszor, gitarzysta Myslovitz. Grupa otrzymuje nominacje od czasu stworzenia kategorii Najlepszy Polski Wykonawca w roku 2000.

W ubiegłym roku na finiszu wyprzedziła Myslovitz Kasia Kowalska. Rok wcześniej statuetkę otrzymał Kazik. W tym roku zespół z Mysłowic miał silne wsparcie w postaci przebojów z najnowszej, wydanej w tym roku płyty “Korova Milky Bar”. W br. Myslovitz o nagrodę walczył z zespołami: Blue Cafe, Futro, T. Love i Wilki. W głosowaniu przez Internet i SMS-y wzięło udział ponad 15 mln osób, z całej Europy. Nagrody przyznawane są w 15 kategoriach.

Autor artykułu: pim

Po miesiącu gliwiccy policjanci rozwikłali tajemniczą śmierć 48-letniego mieszkańca Bojkowa

Wednesday, November 13th, 2002

30 września w Bojkowie znaleziono zwłoki 48-letniego Jana N. Mężczyzna miał obrażenia na głowie. Uchodził za samotnika. W mieszkaniu Jana N. policjanci nie znaleźli śladów włamania. Rozwikłali zagadkę na podstawie rzeczy, które zniknęły z domu.

Spośród wytypowanych 12 osób, trop prowadził do 18-letniego Kamila Z. Jak ustaliła policja, matka Kamila wyrzuciła go z domu. Od wakacji tułał się, często koczował w namiocie lub u kolegów. Zauważył, że dom Jana N. stoi pusty. Właściciel był w tym czasie na kuracji. Chłopak włamał się i zadomowił.

W nocy z 29 na 30 września znowu wrócił do domu w Bojkowie. Był strasznie głodny. Wyjął z lodówki kiełbasę, pomidora i słoik zupy. Nakrył go gospodarz domu.

Doszło między nimi do szarpaniny. Kamil złapał za siekierę i uderzył nią w głowę właściciela domu. Po czym zbiegł. Przez następny miesiąc chłopak normalnie chodził do szkoły. Był przerażony, gdy zatrzymała go policja.

Prokuratura Rejonowa w Gliwicach prowadzi postępowanie w tej sprawie. Nie ma na razie dowodów na to, że Kamil zabił Jana N. z premedytacją.

Autor artykułu: rec

“Wujek” po raz trzeci

Wednesday, November 13th, 2002

Pierwsza rozprawa apelacyjna w sprawie pacyfikacji kopalni “Wujek” i “Manifest Lipcowy” odbędzie się najwcześniej w styczniu lub lutym przyszłego roku. Sąd Apelacyjny, dopiero rok po wyroku wyłonił skład sędziowski, który będzie orzekał w tej sprawie. Teraz sędziowie muszą przeczytać tysiące stron akt i załączników, potrzebują na to kilku miesięcy.

Przewodniczącym składu będzie Mirosław Ziaja, delegowany do Sądu Najwyższego, referentami: sędzia Bożena Summer-Brason i Wojciech Kopczyński. – Apelacja trafiła do nas dopiero w lipcu. Wtedy był sezon urlopowy. Z naszej strony nie było więc żadnego opóźnienia – przekonuje sędzia Barbara Kurzeja, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Katowicach. – Nie wiem, dlaczego tak długo wszystko trwało w Sądzie Okręgowym.

My też niewinni!
Wszyscy są zgodni: jeżeli nawet proces zacznie się od nowa, bardzo trudno będzie go zakończyć. Z każdym miesiącem stan zdrowia części świadków się pogarsza, niektórzy mogą nie dożyć kolejnego wyroku. Już wcześniej wielu próbowało storpedować proces, dosyłając kolejne zwolnienia lekarskie.
Kto odpowiada za opóźnienia? – My na pewno nie – mówi sędzia Teresa Truchlińska-Binasik, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach. – Zgadzam się, że czas działa tutaj tylko na korzyść oskarżonych, ale takie mamy przepisy. Prawie dwa miesiące trwało pisanie uzasadnienia do tego wyroku. Chyba się pan zgodzi, że do takiego procesu nie napisze się kilkudziesięciu stron streszczenia w tydzień. Ale najwięcej czasu zajęło nam doręczenie powiadomień oskarżonym. Po prostu dwóch z nich gdzieś zniknęło. Wysyłaliśmy je pocztą, potem przez posłańca – wszystko bez rezultatu. W normalnych sprawach karnych, jeśli oskarżony przez kilka dni nie odbiera zawiadomienia, uznaje się że zostało ono doręczone. Niestety nie można tego zrobić w przypadku osób uniewinnionych, lub wobec których postępowanie zostało umorzone. Winne są więc nieżyciowe przepisy. I znowu będzie utyskiwanie na powolność śląskich sądów. Jeśli doszłoby do kolejnego procesu, to na rozprawy nie będą już chodzić dzieci, a wnuki ofiar tych zajść.

Do powtórki?
Z powodu błędów proceduralnych uchylono pierwszy wyrok w sprawie “Wujka” i to po czterech latach procesu, podczas którego przesłuchano setki świadków. Drugi zapadł przed Sądem Okręgowym w Katowicach dokładnie 30 października 2001 roku. Sąd uniewinnił wtedy część oskarżonych ZOMO-wców i milicjantów, a wobec pozostałych umorzył postępowanie.
Zaraz po zakończeniu procesu zarówno obrońca, jak i oskarżenie zapowiedzieli apelację. – Naszym zdaniem sąd umarzając postępowanie wobec części oskarżonych naruszył ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej – mówi Piotr Skrzynecki z Prokuratury Rejonowej Centrum Wschód w Katowicach. – Wydarzenia na kopalni “Wujek” i “Manifest Lipcowy” powinny być traktowane jako zbrodnia komunistyczna i przez to nie może ulec przedawnieniu. To jest główna teza apelacji.

Prokuratura zarzuca też sądowi błędną ocenę dowodów. Chodzi o tzw. raport taterników, który sąd uznał za mało wiarygodny.

Podczas pacyfikacji kopalni “Wujek” 16 grudnia 1981 zginęło 9 górników, a ponad dwudziestu odniosło rany. Na ławie oskarżonych zasiadało 22 członków plutonu specjalnego i milicjantów, interweniujących w kopalniach.

Autor artykułu: Grzegorz Zasępa

Po co komu to rondo?

Wednesday, November 13th, 2002

Już 19. rondo powstaje w mieście, które jako pierwsze na Śląsku zaczęło likwidować klasyczne skrzyżowania. Drogowcy rozkopali tym razem krzyżówkę ulic Strzeleckiej i Żużlowej. Dziwne jest tylko to, że ruch w tym miejscu jest niewielki, a od początku 2002 roku nie było tu nawet stłuczki!

O statystyki wypadkowe na tym skrzyżowaniu w dzielnicy Północ zapytaliśmy komisarz Aleksandrę Nowarę, rzecznika prasowego rybnickiej Komendy Policji. – Ostatnio przygotowywałam raport na temat niebezpiecznych miejsc w naszym mieście. Od 1 stycznia nie zanotowaliśmy tam żadnego zdarzenia – wyjaśnia kom. Nowara. I nic dziwnego, bo przecież z tych ulic korzystają tak właściwie tylko mieszkańcy okolicznych domów. Tłok robi się tutaj tylko wtedy, kiedy na stadionie przy ul. Gliwickiej rywalizują żużlowcy z pierwszoligowej drużyny RKM. Romuald Niewelt, dotychczasowy wiceprezydent Rybnika: – To jest ciąg dalszy przekształcania Północy w rejon ruchu spokojnego. Koszt ronda to ok. 50 tys. zł, do tego trzeba dołożyć pieniądze na zmianę nawierzchni ul. Strzeleckiej. W sumie to około 300 tys. zł.

Faktem jest, że ul. Strzelecka od wielu lat nadawała się do remontu. Ale dlaczego na jej skrzyżowaniu z Żużlową buduje się rondo? Wiceprezydent Niewelt wyjaśnia, że tajemnicą inwestycji jest tzw. “ruch spokojny”. – Rondo też może spowalniać ruch – wyjaśnia Romuald Niewelt.

Autor artykułu: mak

Minister infrastruktury może pomóc mieszkańcom Śląska, ale woli wspierać TP SA

Friday, November 8th, 2002

Ponad złotówkę mogliby zaoszczędzić mieszkańcy na każdym międzystrefowym połączeniu telefonicznym, gdyby Telekomunikacja Polska SA wprowadziła jeden kierunkowy numer dla Śląska. Skłonić do tego może ją tylko minister infrastruktury, ale nie widzi możliwości. Choć województwo w obecnych granicach administracyjnych istnieje od początku 1999 roku, wciąż mamy trzy różne numery kierunkowe! Dla dawnego katowickiego 32, częstochowskiego 34, a bielskiego 33. Dopiero po naszej interwencji wojewoda śląski Lechosław Jarzębski (na zdjęciu) obiecał, że wystąpi w tej sprawie do ministra.

Tylko minister
W Urzędzie Regulacji Telekomunikacji i Poczty oraz w Telekomunikacji Polskiej dowiedzieliśmy się, że sprawa spoczywa w ręku ministra infrastruktury. Zarówno URTiP, jak i wszyscy operatorzy są jedynie wykonawcami zaleceń ministra. Jednak ten ostatni w najnowszym swoim rozporządzeniu z 5 września 2002 utrzymał podział na 49 stref numeracyjnych.

Nie ma kasy i możliwości
- Numery kierunkowe nie będą dostosowywane do granic nowych województw – twierdzi stanowczo Jadwiga Porowska, główny specjalista z departamentu techniki telekomunikacyjnej Ministerstwa Infrastruktury. – Po pierwsze byłyby to ogromne koszty. Już kiedyś próbowaliśmy je szacować, taka zmiana kosztowałaby kilkanaście mld nowych złotych. Po drugie nie ma takich możliwości technicznych. Przykładem może tu być powiat Olesno, który w całości leży w granicach województwa opolskiego, a znajduje się w strefie numerycznej częstochowskiej. Mieszkańcy powiatu monitowali u nas, żeby przyznać im kierunkowy opolski. Jednak nie było to możliwe, ponieważ nie ma tam łączy ani sprzętu, który pasowałby do tego, co mają w strefie opolskiej.

- Koszty, o których mowa musiałaby ponieść Telekomunikacja Polska – dodaje Jacek Łosik, dyrektor departamentu techniki telekomunikacyjnej Ministerstwa Infrastruktury. – W tej chwili numery są dostosowane do stref numerycznych opartych na starym podziale terytorialnym, ale technicznie ani my, ani Telekomunikacja Polska nie jesteśmy w stanie tego zmienić. O technicznych szczegółach nie można rozmawiać przez telefon. Proszę przesłać do nas pismo z prośbą o takie wyjaśnienia.

O nas zapomniano
- Gdy dokonywano zmian w systemie terytorialnym Polski zapomniano o tym, że istnieje jeszcze jeden równie ważny system – numeracyjny – powiedział Witold Rataj, rzecznik prasowy Telekomunikacji Polskiej. – Na terenie powiatów mogliśmy zadziałać sami, co też uczyniliśmy. Na przykład w powiecie chrzanowskim, gdzie były trzy strefy numeracyjne: katowicka, bielska i krakowska, w tej chwili rozliczamy wszystkie rozmowy jako lokalne. I tak jest we wszystkich powiatach, gdzie występują różne numery kierunkowe. Jednak do ujednolicenia numeracji na terenie województwa potrzeba odgórnej decyzji, ponieważ musi ona dotyczyć wszystkich operatorów. Nie możemy sami zadecydować, że ujednolicamy opłaty na terenie województwa śląskiego czy jakiegokolwiek innego, ponieważ nie pozwolą nam na to przepisy o ochronie konkurencji. Od razu zarzucono by nam monopolizację rynku, bo wiadomo, że klienci wybieraliby nas, bo byłoby taniej – dodał.

Dla NOM-u lepiej
- Fakt, byłaby to dla nas pewna niedogodność, ale nie tak duża, jak mogłoby się wydawać – wyjaśnia ewentualne wprowadzenie jednego numeru z kolei Marcin Gruszka, rzecznik prasowy Niezależnego Operatora Międzystrefowego. – To Telekomunikacja Polska, która jest właścicielem central telefonicznych musiałaby ponieść koszty ich modernizacji i przystosowania do nowej numeracji. Tak naprawdę to dla nas korzystniej jest, jeśli ktoś dzwoni z Częstochowy do Gdańska niż z Częstochowy do Bielska. Ta druga rozmowa jest dla nas droższa, ponieważ i tak w większości przebiega po kablach TP. Mamy punkt styku w Katowicach i tylko przy samym styku wykorzystywany jest nasz kabel. Dlatego gdyby numeracyjnie połączyć trzy byłe województwa w jedno, to dla nas byłoby lepiej – dodał.

Jak w Europie
Ministerstwo ma jednak inny pomysł. Do końca 2005 roku chce wprowadzić w Polsce dziewięciocyfrowy numer telefonu, czyli tzw. zamknięty plan numeracyjny. Decyzja ta jest już usankcjonowana wrześniowym rozporządzeniem ministra. To, co jest w tej chwili numerem kierunkowym, będzie integralną częścią numeru abonenta. Ponoć w ten sposób jest to rozwiązane w krajach Unii Europejskiej i jest to rozwiązanie o wiele tańsze. Dla kogo tańsze? Bo raczej nie dla tych, którzy nadal będą płacić jak za rozmowy międzystrefowe, dzwoniąc na terenie swojego województwa.

Autor artykułu: Agnieszka Szpila

Łowcy pajęczarzy

Thursday, November 7th, 2002

Zakład Energetyczny Częstochowa SA jako jeden z pierwszych w kraju zatrudnił firmę wyspecjalizowaną w łapaniu pajęczarzy.

- Zawsze w sezonie jesienno-zimowym nasilają się też kradzieże prądu zwłaszcza w rejonach, gdzie mieszkania nie są ogrzewane z sieci c.o. czy gazem – mówi prezes ZE Andrzej Polaczek. – Z naszych doświadczeń wynika, że złodziejami prądu nie są tylko ludzie biedni. Na naszej liście nielegalnych odbiorców są też dobrze sytuowani, właściciele warsztatów, niewielkich zakładów. Zakład Energetyczny Częstochowa SA obsługuje ponad 335 tys. odbiorców. W każdym z pięciu rejonów ma wyspecjalizowanych pracowników, których jedynym zadaniem jest wyłapywanie złodziei prądu. Jako jeden z pierwszych w Polsce uruchomił przed dwoma laty anonimowy telefon antykradzieżowy. – Do tej pory od naszych klientów przyjęliśmy 750 zgłoszeń o nielegalnych podłączeniach do sieci. Informacje potwierdzały się w niespełna 20 procentach. Te wszystkie działania spowodowały, że odzyskaliśmy 950 tysięcy złotych z tytułu nałożonych kar.

Teraz ZE chce zwiększyć skuteczność. Podpisano umowę z toruńską firmą, która specjalizuje się w wyłapywaniu pajęczarzy. – Ich działania w Bydgoszczy, Toruniu, Gdańsku, Koszalinie przyniosły konkretne korzyści. W Bydgoszczy po pół roku ich działalności tamtejszy zakład energetyczny miał ponad 200 tys. złotych zysku – mówi prezes Polaczek. – Jedynym źródłem zarobku dla firmy jest tylko prowizja od kar za wykryte nielegalne pobory prądu.

Autor artykułu: max

Student prawa podejrzany o pedofilię znów w areszcie

Thursday, November 7th, 2002

O nakłanianie do czynności seksualnych oskarżyła Prokuratura Rejonowa w Częstochowie 26-letniego mieszkańca miasta, który napadł na jednym z osiedli trzy kilkuletnie dziewczynki. Mężczyźnie grozi kara do 10 lat więzienia.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu na osiedlu Północ.
Mężczyzna nękał w klatce schodowej trzy kilkuletnie dziewczynki. Robił im niedwuznaczne propozycje i próbował nakłonić je do obcowania seksualnego. Na szczęście, ktoś go spłoszył i do niczego nie doszło. Chwilę później opowiedziały o wszystkim rodzicom. Ci zaś powiadomili natychmiast policję.

Jeszcze tego samego dnia wszystkie pokrzywdzone wskazały na przedstawionych przez policję fotografiach swojego prześladowcę. Niestety, od razu nie udało się go zatrzymać. Podejrzanego nie było bowiem w domu. Zjawił się za to dwa dni później w komendzie, ale już w towarzystwie swojego adwokata. Podczas przesłuchania oświadczył, że zarzuty pod jego adresem są bezpodstawne, ponieważ w tym czasie przebywał w Warszawie. Na potwierdzenie swoich słów pokazał zaświadczenie od kolegów z roku (studiuje prawo – red.), którzy widzieli go ponoć tego dnia w stolicy.

Policja nie dała się jednak zwieść zapewnieniom Piotra M. Podczas konfrontacji – poszkodowane wskazały bez wahania napastnika. W gruzach legło także alibi podejrzanego. Jego koledzy z Warszawy przyznali podczas przesłuchania, że nie widzieli Piotra M. tego dnia w stolicy. W tej sytuacji podejrzany mężczyzna został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.

- Postawiliśmy mu trzykrotny zarzut zmuszania do czynności seksualnych osoby małoletniej – powiedział nam Cezary Flis z Prokuratury Rejonowej dla Miasta Częstochowy. Tymczasem jak ustaliliśmy, zarzut o pedofilię nie jest pierwszym jaki postawiono Piotrowi M. Dwa lata temu został zatrzymany przez policję na podstawie portretu pamięciowego. Zarzucono mu wtedy zgwałcenie dziewięciolatki z os. Północ oraz udział w czynach lubieżnych wobec dwóch siedmiolatek.
Trafił do aresztu, a prokuratura oskarżyła go o gwałt na dziecku popełniony ze szczególnym okrucieństwem.

W areszcie w Herbach Piotr M. spędził 11 miesięcy. Wyszedł jednak na wolność. Sąd Apelacyjny w Katowicach, do którego zwrócili się jego adwokaci, uznał że areszt należy uchylić z braku dowodów winy mężczyzny.

Mimo że od skierowania aktu oskarżenia w poprzedniej sprawie minął już ponad rok, proces jeszcze się nie rozpoczął.

Autor artykułu: max

Niezastąpiony

Tuesday, November 5th, 2002

Podpis wiceprezydenta Mariana Janeckiego – który dostał się do drugiej tury wyborów prezydenckich – widnieje na podrobionym świadectwie dojrzałości Andrzeja Cioka, przewodniczącego “Solidarności” w kopalni “Jas-Mos” – dowiedziała się “Trybuna Śląska”.

Sfałszowany…

- Jest sfałszowany, podobnie jak całe świadectwo. Nigdy nie podpisywałem tego świadectwa. Ten człowiek nigdy nie ukończył technikum górniczego – powiedział nam wczoraj Janecki, który do 1998 roku uczył historii w technikum przy ul. Harcerskiej. – Niestety wokół całej sprawy pojawiły się jakiejś niezdrowe plotki.

Andrzej Ciok – uznawany za jednego z najlepszych organizatorów górniczych protestów (do czerwca obejmował stanowisko wiceprzewodniczącego zarządu regionu śląsko-dąbrowskiej “Solidarności”) – złożył w kopalni świadectwo ukończenia Technikum Górniczego przy jastrzębskim Zespole Szkół Elektryczno-Górniczych w 1997 roku. Średnie wykształcenie miał zdobyć w trybie dla dorosłych. Dzięki temu awansował na stanowisko nadsztygara, ale – jak informują władze kopalni – na własną prośbę zrezygnował z tego stanowiska i jest szeregowym górnikiem.

Biegły grafolog zbada

Na świadectwie znajduje się kilka czytelnych podpisów i parafek nauczycieli, którzy zasiadali w komisji potwierdzającej zdobycie wykształcenia. Policjanci sprawdzają ich autentyczność.

- To normalna procedura. Nauczyciele składają u nas w komendzie wyjaśnienia. Prosimy ich o złożenie swoich podpisów, które później trzeba porównać z tymi na świadectwie – powiedział nam jeden z nich.

Taki podpis złożył również Marian Janecki. Prokuratura dysponuje już zaświadczeniem od dyrekcji szkoły, że Andrzej Ciok nigdy się tam nie uczył. – Wszystko wskazuje na to, że podpisy zostały sfałszowane. Jednak nie zostało to jeszcze potwierdzone. Czekamy na opinię biegłego grafologa w tej sprawie – powiedział nam prowadzący sprawę prokurator Radosław Piechaczek z jastrzębskiej prokuratury rejonowej.

Ktoś wysłał anonim

Posługiwanie się fałszywym dokumentem to przestępstwo zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Ciok otrzymał oficjalny zarzut i przyznał się do winy. Kopalniani związkowcy przyznają, że sprawa wykształcenia szefa “S” już dawno budziła kontrowersje. Nikt jednak nie wie, kto w końcu w anonimowym piśmie poinformował o tym prokuraturę. Wczoraj chcieliśmy zapytać Andrzeja Cioka, jak zdobył świadectwo i stosowne podpisy. Choć odebrał telefon, nie chciał rozmawiać.

- Nie mogę teraz rozmawiać, nie jestem sam, jutro mam urodziny. Bardzo proszę w czwartek dzwonić – powiedział Ciok i się rozłączył. Od kilku miesięcy przebywa na chorobowym. Leczy skomplikowane złamanie nogi.

Autor artykułu: Jacek Bombor

Ośmioro kandydatów na prezydenta powołało koalicję popierającą Jerzego Talkowskiego

Tuesday, November 5th, 2002

W Dąbrowie Górniczej dziewięć komitetów walczyło o stołek prezydencki. Po pierwszej turze obecny prezydent Marek Lipczyk zdobył 38,9 proc. głosów. Jerzy Talkowski, niezależny kandydat, miał ok. 16,3 proc. Obaj zmierzą się w drugiej turze.

Wszyscy rywale Lipczyka utworzyli koalicję na rzecz Talkowskiego. Znaleźli się w niej przedstawiciele różnych ugrupowań, od lewicy po prawicę, Samoobronę i związki zawodowe.

Do koalicji wszedł m.in. Marek Dul (KWW Dąbrowskiej Odnowy Lewicy), który w poprzedniej kadencji był przez rok pre-
zydentem miasta, ale został obalony przez ekipę Lipczyka. Nie znalazł się wśród nowych radnych. Do koalicji wszedł również Henryk Zaguła (KWW PO Stronie Obywateli), jeden z czworga radnych Platformy Obywatelskiej w nowej radzie miejskiej. – Z Jerzym Talkowskim jestem związany sentymentalnie. Wprowadził mnie do rady miasta, ja go zastąpiłem – stwierdził na wczorajszej konferencji prasowej Zaguła, nawiązując do 1991 roku, gdy razem znaleźli się w radzie miasta z list dąbrowskiego Komitetu Obywatelskiego “Solidarność”. Talkowski jako prezydent miasta został wtedy odwołany, a jego miejsce zajął Zaguła.

W nowej radzie miasta zdominowanej przez lewicę, w przypadku wygranych wyborów, Talkowski będzie miał spore kłopoty z nawiązaniem współpracy. Jego komitet nie ma ani jednego radnego.

- Gorsza jest sytuacja monopolu, gdy rządzi lewicowy prezydent i lewicowa rada – przekonuje Zaguła. – Sytuacja z prezydentem centroprawicy i lewicową radą miejską jest najlepszym rozwiązaniem, wtedy są doskonałe możliwości kontroli władzy – tłumaczy.

- Prawo daje mi takie szanse, że mogę sam rządzić. Dogadam się z innymi – przekonuje Talkowski.

Jeśli zostanie prezydentem Dąbrowy, chce zmniejszyć bezrobocie poprzez uaktywnienie lokalnych przedsiębiorstw i pozyskanie funduszy z Unii Europejskiej. Podkreśla, że wszelkie decyzje podejmować będzie po konsultacjach społecznych.

Zapowiada się ostra walka o głosy dąbrowian. Sztab wyborczy Marka Dula już domaga się sądowego unieważnienia wyborów do rady miasta.

Autor artykułu: Renata Cius