W strajkującej w grudniu 1981 roku Hucie Katowice wychodziła jedyna w kraju gazeta: bez cenzury,
bez kłamstw, bez strachu.
Jacek Cieślicki redaktor naczelny “Wolnego Związkowca? od początku grudnia 1981 roku przynosił do huty bułki, suszył je i układał w szafce. Czuł, że coś wisi w powietrzu, że lada moment może dojść do ostatecznej rozgrywki z władzą, a wtedy prowiant będzie jak znalazł. Ale bułki Cieślickiego zjedli potem strajkujący koledzy. On sam w nocy z 12 na 13 grudnia został zatrzymany przez SB. Już wcześniej sąd w Katowicach oskarżył go o “zamieszczanie tekstów o charakterze antysocjalistycznym i szkalowanie PZPR?.
Szczególnie podpadł, gdy “Związkowiec? wydrukował podobiznę przywódcy ZSRR Leonida Breżniewa jako spasłego niedźwiedzia. Wiadomo było, że ma… przerąbane.
Zbyszek Kupisiewicz przyszedł do Huty w niedzielę trzynastego na drugą zmianę. W tłoku łatwiej było się przemknąć. ? Wtedy Huta wydawała mi się najbezpieczniejszym miejscem ? potwierdza. Zabrał z domu jakieś konserwy, miał w pamięci bułki Jacka, ale nie myślał o jedzeniu. Musiał jak najszybciej napisać ludziom prawdę o tym, co stało się w nocy.
Pierwsze okupacyjne wydanie “Wolnego Związkowca?, którym Kupisiewicz zaczął kierować, wyszło w nakładzie 200 egzemplarzy. Wezwano do uwolnienia działaczy związku i przywrócenia łączności z krajem. Kiedy Zbyszek Kupisiewicz razem z resztą redakcji składał to wydanie mieli do dyspozycji dwie kserokopiarki i maszynę do pisania IBM. Zainstalowali się w budynku głównego mechanika. Czuli się jak w zamkniętej twierdzy. Brama huty została zabarykadowana ciężkim sprzętem. Już o 5.40 13 grudnia pracownicy nocnej i dziennej zmiany ustawili tam cysternę i dźwig kolejowy.
Z nasłuchu zachodnich rozgłośni, z informacji przekazywanych przez emisariuszy dziennikarze związkowca pisali raporty o tym, co dzieje się w kraju.
Gdy zaczął się “polski sierpień? Kupisiewicz miał 23 lata. Przyjechał do Huty wprost ze szkoły we Wrocławiu w końcu lat siedemdziesiątych. Huta dała mu pracę i mieszkanie w hotelu robotniczym w Ząbkowicach. W 1980 roku zdał kolejny egzamin, tym razem z solidarności. Kombinat, “wizytówka socjalizmu? i oczko w głowie władz zaczęła się do socjalizmu i tych władz odwracać plecami. Dyrekcja próbowała przekupywać robotników. Po wydziałach chodzili umyślni z plikami banknotów i chcieli je wręczać ludziom w zamian za odstąpienie od strajku. Na czele protestu stanął człowiek sterowany przez esbecję. Ale robotnicy wyczuli go, zamknęli w jednym z pomieszczeń i… obsikali. I chociaż w Hucie było chyba największe zagęszczenie szpicli na metr kwadratowy, wygrała “Solidarność?. Dowodzenie protestem przejął 30-letni maszynista lokomotywy Andrzej Rozpłochowski, a hutnicy w euforii sformułowali… 3,5 tysiąca postulatów. Jednym z najważniejszych było stworzenie związkowej prasy.
Kupisiewicz od razu znalazł się w “Wolnym Związkowcu?. Tytuł wymyślił Kazimierz Świtoń, twórca pierwszych wolnych związków zawodowych w Polsce, doradca strajkujących w HK. Gazetka była rozchwytywana przez hutników. Pierwszy raz ukazała się 15 września. Zaczęła odsłaniać białe plamy historii. Niepokorna, ostra, wyjątkowa. Szybko stała się celem ataków “nieznanych sprawców?. Wreszcie dyrekcja Huty odmówiła druku biuletynu na swym sprzęcie poligraficznym. Cenzura nie wydała zgody na publikację artykułu na temat nadużyć popełnionych w zakładzie. Wszystkie przeszkody udało się pokonać. Pismo ?S? zaczęło odnosić rynkowy sukces. Maszyny pracowały na okrągło. W październiku 1981 roku “Wolny Związkowiec? osiągnął nakład 50 tys. egzemplarzy! A potem, gdy generał Jaruzelski zaczął z robotnikami wojnę, stała się w Hucie Katowice towarem pierwszej potrzeby.
14 grudnia ZOMO spacyfikowało stare pomieszczenia redakcji. Zniszczono sprzęt, ale nikogo nie udało się ująć. W tym czasie “Wolny Związkowiec? przestrzegał: Na wypadek wkroczenia sił zbrojnych na teren zakładu Komitet Strajkowy zaleca zachowanie postawy biernej. Nie zrezygnujemy nigdy z naszych przekonań. Celem naszym jest i pozostaną Wolność i Demokracja, ale nie wolno nam ulegać zbrodniczym prowokacjom rządu polskiego dążącego do przelewu bratniej krwi.
Jeden numer pisma jest napisany odręcznie i odbity na ksero. To relacja z oblężenia huty: “oddziały ZOMO podjechały pod bramę. Od strony Gołonoga widać nadciągającą kolumnę pojazdów. Krwawe forpoczty dyktatora Jaruzelskiego nadciągają tym razem w nieco większej sile. (…) Jeszcze raz przypominamy: zomowiec zachowuje się jak tchórzliwy, wściekły pies. Gryzie tylko uciekających. Nasi twardogłowi wodzowie prą do zdławienia nas siłą. Chcą wzbudzić strach, urządzając wycieczki czołgów po hucie. Zapominają cymbały niedopieszczone, że ta kupa żelastwa bierze początek tutaj, na wielkich piecach?.
17 grudnia w gazecie znalazła się relacja z pacyfikacji kopalni “Wujek?. Pojawiły się nazwiska sześciu poległych górników i słowa: Nie liczmy na to, że ZOMO stać na ludzkie uczucia. Przygotujmy Hutę do obrony. Patrzy na nas cały Śląsk i Zagłębie. (…)
Jednak 18 grudnia około 1200 osób opuściło zakład. To ci, którymi wstrząsnęła relacja ze spacyfikowanej kopalni. Ale w środku nadal zostało 5 tysięcy osób. Przygotowywali pojemniki z kwasem, benzyną, olejami. Kuli pręty na dzidy, cięli grube kable. Gromadzili też lance tlenowe, które miały służyć jako miotacze ognia.
Władza też poszła na całego. Nad hutą pojawiły się śmigłowce. Z nieba spadły tysiące ulotek. 19 grudnia z okazji 75-lecia urodzin pracownika nr 1… Leonida Breżniewa “Wolny Związkowiec? złożył mu życzenia i zaprosił do huty.
Do pociągu, który przywiózł węgiel do Elektrociepłowni ktoś doczepił wagon ? lodówkę z węgierskim salami.
Prawdopodobnie kiełbasa była przeznaczona dla ZOMO, ale posmakowali jej strajkujący. Kilka koszy trafiło na Wielki Piec. ? Trzymaliśmy wędlinę na święta, a na co dzień jedliśmy ziemniaki ze stołówki i zagryzaliśmy cebulą ? mówi Kupisiewicz.
23 grudnia, przed Wigilią, “Wolny związkowiec?: Zostaliśmy postawieni przed ważną decyzją. Strajkować dalej, czy iść do domu. O 5.30 po 11 dniach strajku przywódca Antoni Kusznier podjął decyzję o zakończeniu protestu. Wielki Piec pozbawiony współpracy z Elektrociepłownią nie był już twierdzą. Mógł być przetrzymywany na postoju tylko przez dobę. Gdyby padł, strajkujących posądzono by o sabotaż, a tego za wszelką cenę chcieli uniknąć. Nie chcieli niszczyć
Zbyszek Kupisiewicz poszedł na bramę. Od razu trafił do więźniarki. Komenda milicji w Dąbrowie Górniczej, areszt w Katowicach. Szybki sąd i wyrok: 5,5 roku, z czego za kratami spędził prawie rok.
Jacek Cieślicki po odsiadce wylądował w Australii, zmuszony do wyjazdu z Polski.
Przez tę samą bramę Kupisiewicz mógł ponownie przejść dopiero w 1989 roku. Do napisu Huta Katowice dodano dwie literki S. A. Wkrótce i ten napis zniknie, bo to już inna huta, inny czas, inni ludzie i inna solidarność.
Przykładowa kolumna “Związkowca”
(za udostępnienie materiałów dziękuję Jackowi Zommerowi, obecnemu redaktorowi naczelnemu “Wolnego Związkowca?)
Autor artykułu: Agata Pustułka