Perspektywa była kusząca. Ustawa o restrukturyzacji górnictwa zapewniała im wynagrodzenie w wysokości 75 proc. zarobków liczonych jak wynagrodzenie za urlop wypoczynkowy, do tego wszelkie przywileje zapisane w zakładowych i ponadzakładowych układach zbiorowych pracy – świadczenia socjalne, deputat węglowy, nagrody barbórkowe, nagrody jubileuszowe i odprawy.
- Przez radiowęzeł podawane były informacje, jakie to dla nas korzystne. Przekonywał o tym dyrektor – mówi Stefan Grzankowski z Zabrzańskiego Związku Zawodowego Ludzi Pracy Pracowników Przebywających na Urlopach Górniczych KWK “Makoszowy”. – Byłem na każdym takim zebraniu z dyrekcją. Pytałem w jakich wysokościach będziemy mieli wypłacane świadczenia i cały czas słyszałem, że mam się nie martwić, bo na pewno na tym nie stracę. Gdybym wiedział, że zostanę tak wykolegowany, to bym się nigdy na to nie zgodził.
Zawiedzione nadzieje
- Najbardziej niezrozumiała jest wypłata zaniżonej do 75 proc. nagrody jubileuszowej. Z powodu przejścia na urlop górniczy np. 25 lat mojej pracy jest warte tylko trzy czwarte całości, choć odszedłem na urlop ledwie na trzy miesiące prze 25-leciem – podkreśla Edmund Żurek.
Kopalnia powołuje się na rozporządzenie ministra gospodarki z 1998 r., które zaniżyło wysokość wszystkich świadczeń o jedną czwartą.
- Kopalni nie interesuje, że Sąd Najwyższy w pełnym składzie uznał je za nieprawomocne. Rozporządzenie miało tylko określić, w jaki sposób będą dzielone pieniądze z rezerwy budżetowej na restrukturyzację górnictwa, a nie wysokość naszych świadczeń – przypomina Stefan Grzankowski.
W poszukiwaniu sprawiedliwości
Niezadowoleni pracownicy zaczęli szukać rozwiązania prawnego. Wtedy powstał pomysł założenia związku zawodowego pracowników przebywających na urlopach górniczych. Zaczęli pisać pozwy do sądu pracy przeciwko kopalni.
- Domagamy się barbórek, czternastek, nagród jubileuszowych i odpraw w pełnej wysokości, a także deputatu barbórkowego (ekwiwalent 1 tony węgla), dodatku na pomoce szkolne dla dzieci i świątecznych bonów towarowych – mówi Marian Żarłok.
Pierwsze pozwy zostały złożone w czerwcu 2000 r. Ale rozprawy odbyły się dopiero w 2002 r.
- Przebiegały bardzo szybko tzn. były odraczane na wniosek zakładu pracy. W końcu została wyznaczona jedna sprawa pilotażowa (moja i jeszcze dwóch innych pracowników) i dopiero po jej zakończeniu miały zapaść wyroki w następnych – mówi Stefan Grzankowski. – Sąd nie przesłuchiwał żadnych świadków, tylko odraczał sprawy. Jak do tej pory w Zabrzu nie zapadły żadne wyroki w sprawie kopalni “Makoszowy”.
Potem czekali po 6-10 miesięcy na ich ponowienie. W Sądzie Okręgowym w Katowicach analogiczne sprawy zostały rozstrzygnięte z korzyścią dla pracowników. W międzyczasie sprawa z Katowic trafiła do rozstrzygnięcia do Sądu Najwyższego.
Nierychliwa Temida
- Wiedzieliśmy o tym orzeczeniu i mieliśmy nadzieję, że ono załatwi sprawę – zaznacza Stanisław Górczyk. – Ale nasze sprawy nadal wiszą. Czy sąd boi się zakładu pracy?
- Zakład robi wszystko, żeby odwlec rozstrzygnięcie.
Ostatnio przedstawił protokół do układu zbiorowego pracy pracowników zakładów górniczych, ponoć zarejestrowany w 1994 r. Mówi on o tym, że pracownikom przebywającym na urlopach górniczych barbórka przysługuje w wysokości miesięcznego świadczenia socjalnego – pokazują dokument górnicy. – To dziwne, bo przecież w 1994 r. nikt jeszcze nie słyszał o urlopach górniczych. Ustawa została uchwalona dopiero cztery lata później. Poza tym jak to się stało, że taki protokół powstał bez naszej wiedzy?
Pozew za pozwem
Od 1999 roku do Sądu Pracy w Zabrzu wpłynęły 463 pozwy przeciw kopalni “Makoszowy”, z czego 417 zostało rozstrzygniętych. Nadal toczą się:
* 1 sprawa z 1999 roku;
* 8 spraw z 2000 roku;
* 11 spraw z 2001 roku;
* 26 spraw z 2002 roku.
Przed Sądem Pracy
Proces w Sądzie Pracy odbywa się na zasadach procedury cywilnej, czyli nie ma możliwości stosowania środków przymusu. Sąd musi respektować wolę stron tj. pracodawcy i pracownika, które są traktowane na równych zasadach. Sąd nie może zakończyć procesu, do czasu, kiedy strony nie wyczerpią swoich wniosków dowodowych. Czasem zdarza się, że któraś z nich wydłuża postępowanie, ale odmowa złożenia kolejnych dowodów, często kończy się apelacją i uchyleniem wyroku przez sąd wyższej instancji z powodu błędów proceduralnych.
Co na to sąd?
Mówi Anna Andrysiak, przewodnicząca Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Sądzie Rejonowym w Zabrzu:
Kiedy w 1989 r. zaczynała się w Polsce transformacja społeczno-ekonomiczna wpływało do Sądu Pracy w Zabrzu ok. 20 pozwów pracowniczych miesięcznie. W tej chwili jest ich 130 w ciągu miesiąca i nadal orzeka dwóch sędziów. Każdą nową sprawę mamy obowiązek skierować na wokandę w ciągu dwóch tygodni od daty wpływu. Pracujemy na sali rozpraw codziennie i możemy w jednym dniu rozpoznać tam tylko ograniczoną ilość spraw. Sprawy są też dużo bardziej skomplikowane niż kilka lat temu, a przepisy niespójne.
Uregulowania prawne są zawarte w zakładowych i ponadzakładowych układach pracy. Dlatego sporów tych nie da się rozstrzygnąć na pierwszym lub drugim posiedzeniu.
Ponieważ podobnych pozwów przeciw kopalni “Makoszowy” było kilkadziesiąt, postanowiliśmy za zgodą stron zakończyć tylko jedną sprawę pilotażową. Dopiero jak sąd wyższej instancji utrzyma w mocy nasze orzeczenie, wydamy rozstrzygnięcia w pozostałych sprawach z uwagi na spójność orzecznictwa i ekonomię procesową (jeśli sąd apelacyjny podważy wyrok, to tylko w jednej sprawie, a nie kilkudziesięciu, co oznacza mniejsze koszty).
Byliśmy już bliscy rozstrzygnięcia, gdy dostaliśmy wiadomość, że analogiczna sprawa z sądu w Katowicach trafiła na wokandę Sądu Najwyższego. Ustaliliśmy ze stronami, że poczekamy na rozstrzygnięcie. Uzasadnienie do uchwały otrzymaliśmy dopiero w sierpniu, jednak na jego podstawie obie strony wyciągnęły różne wnioski. W tej chwili czekamy na stanowisko strony powodowej czyli pracowników. Kiedy je otrzymamy, będę mogła wyznaczyć termin kolejnej rozprawy, ze względu na ilość spraw, prawdopodobnie dopiero na marzec 2003 r.
Autor artykułu: Anna Góra