Archive for March, 2003

To nie prima aprilis, powiatowe diety radnych w górę!

Friday, March 28th, 2003

O dwieście złotych miesięcznie wzrastają od 1 kwietnia diety radnych częstochowskiej Rady Powiatu. Nowe stawki przegłosowano na sesji. Za podwyższeniem diet opowiedziało się 14 z 22 obecnych w czasie głosowania radnych. Pomysł ten spodobał się radnym ze wszystkich ugrupowań, zarówno z koalicyjnego PSL i Wspólnoty Samorządowej, jak i opozycyjnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Po zmianach radni częstochowskiej Rady Powiatu będą otrzymywać miesięcznie tysiąc złotych. Jest to wynagrodzenie uwzględniające zarówno udział samorządowca w sesjach, jak i pracę w komisjach. Wczorajsze głosowanie nie było pierwszą zmianą zasady wynagradzania powiatowych radnych. Pierwszym krokiem do podwyższenia uposażenia radnych było przegłosowanie przez radę zmniejszenia o połowę kar za nieobecności na sesjach i na spotkaniach komisji tematycznych. Pomysł ten wypłynął od koalicyjnych radnych. Argumentowali oni wówczas, że dyscyplinowanie radnych przez stosowanie kar pieniężnych nie jest potrzebne. Kategorycznie oponowała wówczas lewica, wytykając radnym z przeciwnych ugrupowań, że myślą tylko o sobie i chcą zmieniać dobre rozwiązania. W czasie wczorajszego głosowania tego rodzaju argumenty już nie padały. Radni byli tym razem wyjątkowo zgodni. Przeciwko opowiedziało się tylko czterech radnych, tyle samo osób powstrzymało się od głosu.

Wiesław Bąk z SLD, były starosta częstochowski:
Jestem rozczarowany takim obrotem sprawy. Żałuję, że także radni z naszego klubu poparli ten pomysł. W czasie tego głosowania nie było podziału na ugrupowania, niestety tym razem zwyciężyła pazerność radnych. To już nie ten powiat, o który walczyłem. Nie widzę na tej sali ludzi, którzy chcieliby myśleć uwzględniając interesy tysięcy mieszkańców powiatu.

Autor artykułu: ibz

Co dalej z zabytkową kolejką wąskotorową?

Friday, March 28th, 2003

Jedna z największych atrakcji turystycznych Śląska – zabytkowa kolejka wąskotorowa – prawdopodobnie nigdy nie pojedzie przez Chorzów i Siemianowice Śląskie. Złodzieje ukradli już ponad cztery kilometry wąskich torów.

To nie detaliści
- 16 lutego robiłem przegląd tej linii, odnotowałem straty. Jeśli w połowie lutego leżało tam niecałe dwa kilometry torów, to ile zostało teraz? – martwi się Andrzej Cichowicz, prezes katowickiego Towarzystwa Miłośników Kolei, administrującego wąskotorówką. – Z naszych obserwacji wynika, że nie są to detaliści. Przy torowisku są ślady ciężarówek, kradzione są setki metrów naraz, wywożone na tony.

Na początku marca w Michałkowicach, dzielnicy Siemianowic, tuż przy granicy z Chorzowem, złodzieje znów skradli sporą ilość torów i podkładów kolejowych.

Dobre dla dzieci
Do jesieni 2001 roku wąskotorówki w całym kraju były administrowane przez PKP. Te jednak postanowiły zlikwidować cały pion kolei wąskotorowych, ponieważ były deficytowe. Jednak wąskotorówki mogły być przejmowane nieodpłatnie przez samorządy, jeśli te miały kogoś, kto by się kolejkami zajął, czyli tzw. operatora.

- Na Śląsku przystały na to Bytom, Tarnowskie Góry i Miasteczko Śląskie, a operatorem kolejki jest nasze stowarzyszenie – mówi prezes Cichowicz. – Dzięki temu wąskotorówka kursuje na trasie Bytom – Miasteczko Śląskie. Gminy nie mają z tego korzyści finansowych, ale to duża atrakcja w mieście, można się kolejką pochwalić. Dzieci zostające w mieście podczas wakacji mogły za dwa złote pojechać nad zalew Nakło-Chechło, na świeże powietrze.

Wysłać pismo?
Siemianowickie władze twierdzą, że chcą przejąć kolejkę i przedłużyć trasę jej kursowania aż do tego miasta. – Bardzo nam zależy na tym, żeby działała – mówi Krzysztof Szyga, wiceprezydent Siemianowic Śląskich. – Kradzieże torów to efekt istnienia w naszym mieście ponad 20 punktów skupu złomu i 30-procentowego bezrobocia. Czekamy na ruch ze strony Towarzystwa Miłośników Kolei. Być może powinno odbyć się jakieś zebranie?

Prezes Cichowicz twierdzi, że zebrań w tej sprawie odbyło się już mnóstwo, tylko że nikt z Siemianowic się na nich nie stawił. – Zebrania odbywają się zresztą nadal, ale teraz rozmawiamy już o konkretach, o rozkładach jazdy, o wycieczkach i atrakcjach – mówi Cichowicz. – Jaki krok możemy zrobić? Wysyłaliśmy pisma w listopadzie i grudniu 2001, w lutym 2002 i z Siemianowic nie przyszła żadna odpowiedź. Ustawa mówi wyraźnie, że teraz inicjatywa należy do gminy. Może ja po prostu zmienię datę tego pisma i wyślę jeszcze raz – zastanawia się Cichowicz.

- My od dwóch lat nie zajmujemy się już kolejką – potwierdza Aleksandra Siembiga z biura prasowego Urzędu Miasta w Chorzowie. – Wcześniej dopłacaliśmy do przejazdów uczniów chorzowskich szkół. Miasto raczej nie będzie chętne do przejęcia kolejki.

ATRAKCJE DLA TURYSTÓW
Przez cały rok można korzystać z wąskotorowych pociągów turystycznych, (poza sezonem letnim uruchamianych
tylko na zamówienie grup), na historycznej linii kolejowej wiodącej z Bytomia przez Dąbrowę Miejską, Suchą Górę, Repty Śl. do Tarnowskich Gór z odgałęzieniami do Miasteczka Śl. i Strzybnicy.
Skład pociągu przygotowywany jest na życzenie, dostosowywany zarówno do potrzeb grupy 10, jak i 300 osób. Wycieczkę historyczną koleją można połączyć z wizytą w Dąbrowie Miejskiej, Sportowej Dolinie w Dolomitach, Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach, nad zalewem Nakło-Chechło w Miasteczku Śląskim.
W sezonie letnim (czerwiec-wrzesień) pociągi turystyczne na linii Bytom-Tarnowskie Góry-Miasteczko Śl. kursują według stałego rozkładu jazdy.
rsk

KOSZTY
* odbudowanie 4-5 km torów to dla 5-6 osobowej brygady z użyciem specjalnego pociągu technicznego praca na co najmniej trzy miesiące,
* na 1 km torów potrzeba materiału za 100 – 150 tys. zł,
* odtworzenie 5 km torów to koszt 750 tys. zł (sam materiał).

Autor artykułu: Agnieszka Szpila

Badanie zapachowe dowodem przeciwko bandytom

Friday, March 28th, 2003

Wyniki badania osmologicznego, czyli zapachowego, są jednym z dowodów przeciwko trzem mężczyznom oskarżonym o udział w napadzie na skład budowlany w Żarkach k. Częstochowy. Ich proces toczy się w częstochowskim Sądzie Okręgowym.
Obecność dwóch oskarżonych w samochodzie, którym uciekali rabusie, potwierdził pies policyjny, który rozpoznał zapach pozostawiony przez mężczyzn.

Proces dotyczy zdarzenia z listopada 2000 roku. Do biura składu budowlanego w Żarkach weszło trzech zamaskowanych i uzbrojonych w broń palną mężczyzn. Obecni w biurze ludzie zorientowali się, że chodzi o prawdziwy napad, a nie żart, gdy jeden z napastników uderzył pracownika firmy. Bandyci sterroryzowali osoby obecne w budynku. Kilku pracownikom udało się uciec, a ukryty za regałem właściciel składu zawiadomił policję przez telefon komórkowy. Bandyci zabrali z kasy około 8 tys. zł, a następnie uciekli maluchem należącym do właściciela firmy. Policji udało się ich zatrzymać.

W czasie zatrzymania bandyci ranili dwóch policjantów, jednego ciężko. Dwóch napastników zdołało uciec. Policja przy samochodzie zatrzymała jedynie Cezarego M. Znaleziono przy nim m.in. pistolet, kominiarkę oraz saszetkę z dokumentami mężczyzny, do którego należał obrabowany skład budowlany.

Jakiś czas później policjanci zatrzymali pozostałych dwóch uczestników napadu. Jednym z istotnych dowodów potwierdzających udział tych mężczyzn w napadzie jest fakt, że specjalnie wyszkolony pies rozpoznał ich zapach zabezpieczony w skradzionym maluchu.

- Badanie osmologiczne wykorzystywane jest w procesach sądowych zaledwie od kilku lat, dlatego spraw, w których przedstawiano tego rodzaju dowód, nie było do tej pory wiele – powiedział nam sędzia Bogusław Zając, rzecznik prasowy częstochowskich sądów. – Zdaniem specjalistów jest to dowód pewny, można go porównać z zeznaniem świadka. Jak twierdzą osoby zajmujące się tą tematyką, dobrze wyszkolony i zdrowy pies nigdy się nie myli.

Autor artykułu: ibz

Kto zapłaci ludziom za wykonaną pracę?

Wednesday, March 26th, 2003

Andrzej Oleś przez pół roku pracował jako kierowca przy modernizacji alei Piłsudskiego w Jastrzębiu Zdroju. Choć miejską inwestycję za prawie 4 mln zł z wielką pompą oddano w sierpniu ub. roku, do dziś nie otrzymał zapłaty za pracę. Zakład Usług Inżynieryjnych z Katowic, główny podwykonawca inwestycji, jest mu winien 28,5 tys. zł. Ten z kolei twierdzi, że to firma Strabag, wykonawca zlecenia, nie zapłacił mu za tzw. roboty dodatkowe.

- Pracowałem od rana do wieczora, spaliłem benzynę i nie dostałem ani grosza – żali się Andrzej Oleś. W identycznej sytuacji jest kilkanaście firm, które pracowały przy modernizacji. Wszystko wskazuje na to, że budowę… przeinwestowano.

Pracowali, nie dostali

Modernizacja alei Piłsudskiego była strategiczną inwestycją miasta. Wybudowano 12 kilometrów jezdni, rondo, zatokę autobusową, parkingi i oświetlenie. Inwestycja kosztowała gminę 3 mln 931 tys. zł, z czego 381 tys. euro (ok. 1,5 mln zł) dołożyła Unia Europejska. Przetarg na inwestycję wygrała austriacka firma Strabag z siedzibą w Warszawie. Strabag wynajął głównego podwykonawcę – katowicki Zakład Usług Inżynieryjnych, z którym, jak się dowiedzieliśmy w urzędzie miasta, współpracował wielokrotnie i nigdy nie było żadnych problemów. ZUI podnajął kilkanaście firm do prac przy modernizacji. To one czekają na zapłatę.
Andrzej Oleś pracował dla Zakładu Usług Inżynieryjnych od marca ub.r. Za marzec i kwiecień otrzymał zapłatę. Od maja do sierpnia pracował za darmo. – Od pieniędzy, których nie dostałem, zapłaciłem państwu 2 tys. zł podatku VAT oraz ryczałt. Na wszystko mam faktury – żali się Andrzej Oleś.
Jan Wolanin, właściciel dwóch firm budowlanych z Jastrzębia, wykonywał roboty ziemne. Wynajmował koparki i ładowarki. Czeka na 40 tys. zł, czyli zapłatę za trzy miesiące, a wraz z nim pracownicy jego dwóch firm.
- Urząd Skarbowy nie będzie czekał. Zapłaciłem VAT, ZUS i podatek od zarobków – narzeka Wolanin.

Nie jesteśmy złodziejami

Grzegorz Podleśny z firmy Strabag w Warszawie mówi: – Nie jesteśmy firmą złodziejską. Zgodnie z umową zapłaciliśmy całość kontraktu i jesteśmy w porządku. Podwykonawca, pan Eugeniusz Lis z Zakładu Usług Inżynieryjnych, domaga się pieniędzy za roboty, których nie wykonał. Roszczenia są bezzasadne. Według naszej oceny, dokonaliśmy nawet nadpłaty. Za to, że pan Lis nie zapłacił firmom, które wynajął, nie możemy odpowiadać.

Grzegorz Podleśny nie potrafi jednak wytłumaczyć, dlaczego sprawa ciągnie się ponad pół roku, dlaczego nie powołano rzeczoznawcy, który mógłby stwierdzić co zostało wykonane i na jaką kwotę. Twierdzi, że na tej inwestycji Strabag stracił 10 mln zł. O szczegółach nie chce rozmawiać zasłaniając się tajemnicą handlową. Nie chce również podać, o jaką kwotę wystąpił ZUI.

Przez dwa dni próbowaliśmy się skontaktować z właścicielem Zakładu Usług Inżynieryjnych. W siedzibie firmy przy ul. Zamułkowej w Katowicach telefon wyłączono, komórka Eugeniusza Lisa nie odpowiada. Przepadł jak kamień w wodę. – Kontaktujemy się z panem Lisem listownie – poinformowano nas w Starbagu.

URZĘDNICY

Poprzemy w sądzie

W Urzędzie Miasta w Jastrzębiu Zdroju twierdzą, że nie są stroną konfliktu i rozkładają ręce.
- My ze swej strony zapłaciliśmy wszystko – mówi Maria Pilarska, naczelnik wydziału infrastruktury komunalnej UM.
- Pertraktujemy z panem Lisem, chcielibyśmy zamknąć sprawę do końca kwietnia – obiecuje Grzegorz Podleśny
ze Starbagu.
- Jeśli strony się nie dogadają, pozostaje sąd. Tam poprzemy właścicieli firm, którym nie zapłacono. Będziemy świadczyć na ich korzyść – obiecuje naczelnik Pilarska.

Autor artykułu: Izabela Jarosz

Gónik Zabrze: 99 dni Fijałkowskiego

Wednesday, March 26th, 2003

Andrzej Fijałkowski nie jest już wiceprezesem Górnika Zabrze. Przygoda biznesmena z Los Angeles na Roosevelta trwała zaledwie 99 dni.

- Mam ściągnąć do Zabrza kapitał, rozmawiam z trzema firmami – mówił 17 grudnia 2002 roku Fijałkowski, który wcześniej próbował współpracować z Legią. – Tutaj są znacznie lepsze warunki do współpracy, bowiem w stolicy brakowało działaczom zdrowego rozsądku.

Po trzech miesiącach perspektywa Zabrza, co w przypadku Andrzeja Fijałkowskiego jako specjalisty od optometrii jest ważne, uległa zdecydowanej zmianie. O decyzji rady nadzorczej SSA Górnik biznesmen dowiedział się od dziennikarza “Trybuny Śląskiej”

- Jestem odwołany? – stwierdził we wtorek zdziwiony Fijałkowski, kiedy do niego zadzwoniliśmy. – Nic na ten temat nie wiem. Miło, że mnie pan poinformował.
Fijałkowski nie był jednak zaskoczony decyzją.

- Skoro mnie powołano, to można mnie także odwołać – dodaje spokojnie. – Jest to trochę dziwne, bo w poniedziałek zadzwonił do mnie Andrzej Daszek, prezes rady nadzorczej i nic mi na ten temat nie wspomniał. Na razie nie chcę nic mówić, jednak jeżeli ktoś wobec mnie będzie postępował nie fair, wówczas wyciągnę pewne papiery.

W ciągu trzech miesięcy Fijałkowskiemu nie udało się przyciągnąć do Zabrza żadnego sponsora.
- Gdy przychodziłem do Górnika pytałem się, czy klub jest związany umową sponsorską z jakąś firmą produkującą stroje sportowe – mówi. – Usłyszałem, że nie. Podjąłem więc rozmowy z przedstawicielem firmy niemieckiej. Gdy okazało się, że jest on skłonny podpisać z nami umowę, wyszło na jaw, że Górnik ma już umowę – z firmą Tico. Praca poszła na marne. Przygotowałem zarys oferty marketingowej klubu i też jest to nieprzydatne.

Andrzej Fijałkowski zajmował się także sprawami menedżerskimi. To za jego sprawą na Roosevelta trafił Marcin Chyła.

- Mogło być tych piłkarzy więcej, ale po co? – dodaje Fijałkowski. – Jak nie będą grali to nie ma sensu ich sprowadzać.

Na razie nie wiadomo, kto – i czy w ogóle – zajmie miejsce Andrzeja Fijałkowskiego. Być może kolejne zebranie rady nadzorczej SSA Górnik Zabrze da nam odpowiedź na to pytanie.

Autor artykułu: prass

Koniec marzeń o Politechnice

Wednesday, March 26th, 2003

Politechnika Śląska wstrzymuje nabór na pierwszy rok studiów na oddział zamiejscowy w Dąbrowie Górniczej Wydziału Mechanicznego Technologicznego. Z informacji przyjętej przez senat tej uczelni wynika jasno, że w tym roku nie przygotowano tu ani jednego nowego miejsca. Taki jest efekt niedawnej awantury wokół nowej siedziby politechniki.

Jak już informowaliśmy wcześniej, mimo uchwały rady miejskiej z 2000 r. zobowiązującej się przekazać politechnice gmach magistratu, obecny prezydent miasta Jerzy Talkowski postanowił umieścić w nim nie Wydział Mechaniczny Technologiczny, a bibliotekę miejską. Rektor uznał więc, że prezydent wycofał się z umowy.

“Należy wyrazić w tym miejscu żal, że tak duży wysiłek wielu osób działających w Dąbrowie Górniczej oraz pracowników naukowych Politechniki Śląskiej, który włożono w rozwój szkolnictwa wyższego w Dąbrowie Górniczej, zostanie zniweczony. Taka sytuacja, niezawiniona przez Politechnikę Śląską, przyniesie z pewnością duże szkody młodzieży miasta, która straci szansę na zdobycie wykształcenia i właściwego rozwoju” – napisał rektor prof. Wojciech Zieliński.

Bardziej dosadni w swych ocenach są studenci.

- To jest żałosne. Dlaczego prezydent widzi w nas wrogów? – pytają. – Wiedzieliśmy, że mogą być z nim problemy. Ale nie sądziliśmy, że naprawdę dojdzie do tego, że politechnika będzie się stopniowo kurczyć.

Co gorsza, zapowiedziano również, że zajęcia wykładowe od nowego roku akademickiego odbywać się będą już tylko w Gliwicach. A to dlatego, że uczelnia nie otrzymała od prezydenta pisemnej deklaracji zgody na dalsze udostępnianie sal w gmachu magistratu oraz dofinansowania na swą działalność. Studenci mieszkający w Dąbrowie Górniczej będą więc musieli dojeżdżać ponad 60 km do Gliwic.


Jolanta Kocjan, rzecznik prasowy UM
w Dąbrowie Górniczej:

Likwidacja uczelni nie leży w interesie prezydenta. Wręcz przeciwnie – bardzo mu na niej zależy.
Nadal nie wycofuje się też ze słowa, że studenci będą mogli korzystać z sal wykładowych w magistracie. Nie może jednak podjąć decyzji o dofinansowaniu działalności wydziału, bo taki punkt nie znalazł się w uchwale budżetowej miasta.

Autor artykułu: ps

“Kaczor” od bratanków

Thursday, March 20th, 2003

Do 15 lat więzienia grozi Tomaszowi K. ps. Kaczor za udział w zbrojnej grupie przestępczej. Wczoraj Sąd Rejonowy w Katowicach aresztował gangstera na trzy miesiące. “Kaczora” przywieziono z Budapesztu, gdzie zatrzymała go węgierska policja.

Kaczor to jeden z najgroźniejszych krakowskich przestępców. Był bardzo bliskim współpracownikiem Janusza T. ps. “Krakowiak”. Póki co prokuratura zarzuca mu udział w zbrojnej grupie przestępczej, rozboje oraz udział w oszustwie. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że lista zrzutów wobec ?Kaczora? będzie o wiele dłuższa. Jest on podejrzewany m. in. o napady z bronią z w ręku i prawdopodobnie także o udział w zabójstwie.

Policja rozbiła gang Krakowiaka w 1999 roku. Wtedy mówiło się, że tylko dwóm grubym rybom udało się uciec: “Pyzie” i właśnie “Kaczorowi”. Wspólnie tworzyli w Krakowie mniejszą grupę przestępczą kontrolowaną przez Janusza T.

Pyza wpadł ze Słowikiem
Zbigniewa Ś. ps. Pyza, Centralne Biuro Śledcze zatrzymało w Hiszpanii w 2001 roku razem z przywódcą gangu Pruszkowskiego Andrzejem Z. ps. Słowik. Obaj zostali na mocy ekstradycji przywiezieni do Polski kilka tygodni temu. “Kaczor” ciągle jednak pozostawał nieuchwytny.

- Od 1999 roku jest poszukiwany listem gończym. Dopiero niedawno policjanci ze śląskiego Centralnego Biura Śledczego wpadli na trop Tomasza K. – mówi sierż. sztab. Adam Jachimczak z zespołu prasowego śląskiej policji. – Ustalili, że przestępca ukrywa się na terenie Węgier. Przekazali te informacje węgierskiej policji.

Szybka ekstradycja
Okazało się, że gangster wiódł dostatnie życie w Budapeszcie. Wynajął luksusowy dom w najbogatszej dzielnicy miasta. Tam pod koniec lutego zatrzymali go węgierscy policjanci.

W tym przypadku ekstradycja przebiegła bardzo szybko. – Normalnie w takich sytuacja trwa to wszystko nawet po kilka lat – mówi jeden z prokuratorów. – Tutaj wszystko było klarowne, bo Tomasz K. był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Trzeba też powiedzieć, że strona węgierska wykazała dużo dobrej woli w tej sprawie.

Wczoraj “Kaczor” składał zeznania w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach. Prokuratorzy nie chcą na razie ujawniać szczegółów śledztwa. – Trwają jeszcze czynności z udziałem zatrzymanego nie udzielamy więc bliższych informacji – uciął rozmowę prokurator Jerzy Gajewski.

Areszt tymczasowy był w tej sytuacji formalnością. Sąd Rejonowy orzekł, że “Kaczor” pozostanie w areszcie przez najbliższe trzy miesiące.

Autor artykułu: Grzegorz Zasępa

Górnik Zabrze – Ruch Chorzów 0:0

Thursday, March 20th, 2003

Miały być emocje, strzały, parady bramkarzy, gole – jednym słowem derby. Jesienią mecz Górnika Zabrze z Ruchem w Chorzowie zakończył się remisem 0:0. Wiosną w spotkaniu obu zespołów również nie zobaczyliśmy bramek, a sam mecz nie wzbudził zachwytu u kibiców – można powiedzieć tylko jednej drużyny – bo z Chorzowa przyjechało tylko 14 fanów.

- Nasi kibice zaprotestowali – tłumaczył dyrektor Ruchu Jan Rudnow. – Mają swoje zatargi z kibicami Górnika i już wcześniej podjęli decyzję, żeby tu nie przyjeżdżać.

Podczas wczorajszego spotkania najwięcej zainteresowania budził oczywiście Marek Koźmiński. Do niedawna reprezentant Polski, piłkarz włoskich klubów, po raz pierwszy mógł zaprezentować się publiczności na Roosevelta. Niestety, syn prezesa Górnika zawiódł nieco oczekiwania, a może po prostu wszyscy spodziewali się po jego występie znacznie więcej. – Marek rozkręca się z meczu na mecz – tłumaczył piłkarza trener Waldemar Fornalik.

- Trzeba dodać, że naprzeciwko siebie miał bardzo dobrze grającego Sławomira Jarczyka – w sukurs Fornalikowi przyszedł trener Ruchu, Piotr Mandrysz.

Zgoda za stołem, a wcześniej zgoda na murawie. Tak można określić to, co działo się przez 90 minut na boisku. Kilka akcji Górnika na początku spotkania, które inicjował zazwyczaj Michał Probierz, kończyli strzałami najczęściej Robert Kolasa i Enkeleid Dobi. Piłki stawały się łupem bardzo dobrze dysponowanego Sebastiana Nowaka. Po przerwie Dobiego zastąpił Adrian Sikora, który wniósł nieco ożywienia w poczynania zabrzan. Po drugiej stronie boiska mało widoczni byli napastnicy Ruchu Damian Gorawski i Krzysztof Bizacki. Zresztą w obu zespołach najlepiej zaprezentowali się obrońcy. “Niebiescy” pod wodzą Marka Wleciałowskiego rzadko popełniali błędy, a po przeciwnej stronie Grzegorz Lekki i jego koledzy także ustrzegli się potknięć. Czy jednak na takich derbach zależało wczoraj kibicom miejscowych, którzy liczyli zapewne na zwycięstwo i punkty. Teraz ich cierpliwość została wystawiona na kilkudniową próbę.

TRENERZY
Waldemar Fornalik, Górnik
Przed własn publicznością oczywiście chcieliśmy wygrać, ale Ruch pokazał dobrą grę obronną. Tak szczelną defensywę trudno jest rozerwać. Musimy ten wynik przyjąć z pokorą.
Piotr Mandrysz, Ruch
Bardzo się cieszę z tego punktu, który na pewno podbuduje drużynę. Dlaczego w bramce zagrał Nowak? Bo po meczu z Wisłą nie miałem żadnych argumentów, żeby go nie wystawić.

Autor artykułu: Paweł Rassek, Tomasz Mucha

Paweł Janas na Śląsku

Thursday, March 20th, 2003

Jeszcze tylko 9 dni pozostało do meczu eliminacji mistrzostw Europy z Węgrami. Dla selekcjonera Pawła Janasa rozpoczął się najgorętszy okres – dziś wieczorem ogłosi nazwiska piłkarzy występujących w kraju, którzy dołączą do siedmiu już powołanych “stranieri”.

- Oczywiście, że już wiem, jak ta kadra powinna wyglądać, wiedziałem to już przed ligą. Ale teoria to nie wszystko, zawodników trzeba zobaczyć w akcji, przekonać się jak wygląda ich forma po zimowej przerwie – oznajmił selekcjoner podczas spotkania na Stadionie Śląskim. – Dlatego jeździmy oglądać ligowe mecze, ja, Edward Klejndinst, Władysław Żmuda… W czwartek rano wszyscy zjedziemy do siedziby związku, wymienimy opinie i wyślemy powołania.

Na razie pewne jest jedno: Stadion Śląski wywarł na selekcjonerze korzystne wrażenie.

- Po raz ostatni byłem w Chorzowie bodaj na meczu z Norwegią. Od tego czasu wiele się tu zmieniło na plus, zamontowano dodatkowe krzesełka, unowocześniono zaplecze. Murawa też nie jest zła, chociaż zima przecież w tym roku była długa. Teraz do pełni szczęścia brakuje tylko kompletu widzów na trybunach – stwierdził Janas. W przeciwieństwie do poprzednich selekcjonerów obecny nie zamierza “majstrować” przy wymiarach murawy.

- Bo jak zespół jest dobry to gra dobrze bez względu na wszystko – z uśmiechem wyjaśnił trener kadry. – Ale tak poważniej – wynika to z faktu, że UEFA niedawno ujednoliciła wymiary boisk, teraz podczas wszystkich spotkań pod jej egidą murawa musi mieć 105 metrów długości i 68 szerokości.

Największym zmartwieniem selekcjonera pozostaje zdrowie potencjalnych kadrowiczów i fakt, że nasi piłkarze coraz rzadziej mają pewne miejsce w zespołach zagranicznych.

- Dlatego właśnie powołałem tylko siedmiu zawodników z lig zachodnich (Jerzy Dudek, Jacek Bąk, Jacek Krzynówek, Radosław Kałużny, Bartosz Karwan, Arkadiusz Radomski, Emmanuel Olisadebe – przyp. red.), a przecież moi poprzednicy wybierali czasami nawet czternastu… – tłumaczył Janas.

Dzień przed meczem na Stadionie Śląskim odbędzie się w Opolu spotkanie reprezentacji młodzieżowych.

- Pierwsza kadra ma priorytet, będę miał do dyspozycji wszystkich najlepszych zawodników – odparł selekcjoner pytany ilu podopiecznych Edwarda Klejndinsta może trafić do Świerklańca, gdzie odbędzie się zgrupowanie pierwszej reprezentacji.

Na razie trwa walka wywiadów.

- My podglądamy Węgrów, prezes PZPN Michał Listkiewicz jest hungarystą, tłumaczy mi teksty z tamtejszych gazet, nasi trenerzy będą też obecni na meczach węgierskiej ligi. Ale oni nie pozostają nam dłużni, trener kadry był nawet na spotkaniu Wisły z Lazio – stwierdził Janas. – Dlatego nawet jeśli rozegramy podczas zgrupowania jakąś grę kontrolną, to będzie to sparing zamknięty, nie mam zamiaru wykładać wszystkich kart na stół, zdradzać wyjściowego składu, bo stawka jest zbyt wysoka.

Janas ma nadzieję, że Stadion Śląski nadal będzie dla niego obiektem szczęśliwym.

- To właśnie tu, jeszcze jako piłkarz, wywalczyliśmy awans do mistrzostw świata w Hiszpanii, gdzie sięgnęliśmy po srebrny medal. Przełomowym momentem ówczesnych kwalifikacji był mecz z NRD, gdy Andrzej Buncol zdobył jedyną bramkę – wspomina selekcjoner. Gol niedocenianego Buncola był sensacją samą w sobie. Czy teraz Janas przygotuje Węgrom podobną niespodziankę?

Autor artykułu: Rafał Musioł

Liga Mistrzów w Gliwicach?

Tuesday, March 18th, 2003

Tylko trzy mecze rozegrano w ostatniej kolejce halowej ekstraklasy piłkarskiej. Mistrzostwo Polski już wcześniej zapewnił sobie zespół PA Nova Gliwice, który przymierza się do startu w Lidze Mistrzów.

- Nie myślimy rezygnować ze startu, chcemy nawet zorganizować turniej eliminacyjny u siebie – mówi trener Novej, Roman Sowiński.

Ponieważ w trakcie sezonu dwie drużyny wycofały się z rozgrywek ekstraklasy – Unisoft Gdynia i ITR Jeziorak Iława – żaden zespół nie spada bezpośrednio. W barażach o utrzymanie zagrają VVV Irex Sosnowiec i beniaminek Timemaster Siemianowice. Z II ligi awansowały Akademia Słowa Poznań i Agra Noban Opole.

Wyniki ostatnich meczów: Cuprum Polkowice – TPC Komputery Legnica 4:3 (2:1), Jango Gliwice – Rekord Bielsko Biała 5:3 (0:2), Skała Inter Tychy – VVV Irex Sosnowiec 5:2 (3:0).

Tabela ligi “5″
1. PA Nova 18 48 103-62
2. Clearex 18 45 134-47
3. Baustal 18 39 123-73
4. Jango 18 32 51-54
5. Cuprum 18 24 75-84
6. Rekord 18 22 72-73
7. Komputery 18 15 60-85
8. Skała 18 14 66-93
9. Irex 18 10 61-125
10. Timemaster 18 10 58-107

W barażach (23 i 30 marca) zagrają: Irex – Seat Arpol Toruń i Timemaster – Holiday Chojnice.

Autor artykułu: l. jaź.