Akta procesu dotyczącego produkcji i handlu narkotykami wyniósł z Sądu Rejonowego w Katowicach jeden z jego pracowników. Prokuratura Okręgowa zakończyła śledztwo przeciwko niemu.
Akt oskarżenia przeciwko byłemu pracownikowi sekcji wykonawczej Sądu Rejonowego w Katowicach trafił najpierw do… Sądu Rejonowego w Katowicach. Kierownictwo SR zwróciło się jednak do Sądu Najwyższego o przeniesienie sprawy gdzie indziej.
- Podjęliśmy taką decyzję powołując się na dobro wymiaru sprawiedliwości – wyjaśnia Joanna Sienkiewicz-Bitka, wiceprezes do spraw karnych Sądu Rejonowego w Katowicach. – Główny oskarżony był bowiem pracownikiem naszego sądu. Właśnie otrzymaliśmy decyzję SN o przekazaniu sprawy do Sądu Rejonowego w Gliwicach. Tam też przesłaliśmy już akt oskarżenia.
W katowickim Sądzie Rejonowym do dzisiaj nie mogą uwierzyć, że Szymon B., sumienny pracownik, sprzedał akta. Zwłaszcza że jego rodzina też pracuje w sądzie (np. matka oskarżonego jest kierowniczką sekretariatu jednego z wydziałów katowickiego sądu.) Szymon B. za wyniesienie akt dostał od przestępców trzy tysiące złotych. Sprzedał dokumenty członkom grupy handlującej narkotykami, a wszystko co od nich dostał… wydał na narkotyki.
Nie są natomiast znane motywy działania młodej protokolantki z Sądu Rejonowego w Będzinie, która wyniosła do domu akta kilkunastu procesów.
- I chyba nigdy się nie dowiemy, dlaczego to robiła – mówi osoba związana ze śledztwem.
Chciała poczytać?
Anna K. sądowe dokumenty wynosiła już wcześniej. Kiedy w sądzie zorientowano się, że giną dokumenty, za pośrednictwem swojej matki zwróciła je. Nie robiono z tego afery, po prostu sąd nie przedłużył umowy Annie K. I wówczas okazało się, że wciąż brakuje dokumentacji kilkunastu spraw.
- Podejrzenie od razu padło na Annę – mówi nasz informator. – Kiedy policjanci przyszli do niej z nakazem przeszukania, zaczęła się targować. – Liznęła trochę prawa, więc zapytała, czy jeśli odda akta dobrowolnie, to może liczyć na karę w zawieszeniu? I po chwili przyniosła stos teczek.
Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa. Sprawdzano wszelkie powiązania podejrzanej. Zwłaszcza że związana była z synem jednego z sędziów katowickiego sądu. Poza tym wśród skradzionych dokumentów był akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który spowodował po pijanemu śmiertelny wypadek. – Jedną z hipotez było nawet, że to właśnie o te akta chodziło, a reszta została wyniesiona dla zmylenia śladów – dodaje osoba znająca sprawę. – Nie natrafiono jednak na żadne związki. Nie ustalono również, by oskarżona przekazywała komukolwiek wynoszone dokumenty.
Anna K. nie została aresztowana. Przed sądem odpowiadać będzie z wolnej stopy. Grozi jej do dwóch lat więzienia.
To margines
Jak powiedziała nam sędzia Teresa Truchlińska-Binasik, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach, w naszym regionie wynoszenie akt z sądów to, na szczęście, margines. – Poza tymi głośnymi przypadkami nie przypominam sobie żadnego innego – mówi sędzia Truchlińska-Binasik. – Nie ma u nas również zjawiska ginięcia akt z powodu bałaganu, czy niedbalstwa.
W PROKURATURACH
Niedawno zakończono wielkie liczenie akt w prokuraturach w całej Polsce.
Okazało się, że na Śląsku zginęło ich najwięcej,
bo dotyczyły one aż 94 spraw. Na szczęście większość z nich to były śledztwa zawieszone bądź umorzone i w dodatku dotyczące spraw drobnych. Większość akt już udało się odtworzyć.
Prokuratorzy okręgowi polecili wszcząć postępowania wyjaśniające w każdym ujawnionym przypadku zaginięcia dokumentów.
Autor artykułu: Grzegorz Zasępa