Archive for May, 2003

Bezrobotni chcą do urn

Thursday, May 15th, 2003

Ruch Obrony Bezrobotnych zwrócił się do miejskich władz z propozycją, aby w komisjach referendalnych były zatrudniane w pierwszej kolejności osoby pozbawione pracy. – Zaledwie jeden na pięciu bezrobotnych ma prawo do zasiłku, a pomoc z MOPS-u jest bardzo mała. Jeżeli osoba bezrobotna może zarobić 300 zł przy referendum, to takiej szansy nie należy jej odmawiać – uważa Paweł Czyż z ROB.

Władze miasta argumentują, że nie mogą zgłaszać kandydatów do komisji, lecz jedynie wybierać spośród kandydatów zgłoszonych przez partie polityczne i organizacje. – Chcieliśmy, aby właśnie spośród tych kandydatów prezydent wybierał bezrobotnych – argumentuje Czyż. – Do każdej komisji musi być dodatkowo wyznaczony jeden przedstawiciel prezydenta. Czy znowu będą to urzędnicy? Brakuje dobrej woli prezydenta, aby bezrobotnym iść na rękę – dodaje.
Jak nam powiedział sekretarz miasta Marian Pilichiewicz, jeszcze nie zapadły decyzje, kto będzie reprezentował prezydenta w komisjach wyborczych. ? Nie mówimy, że nie skorzystamy z bezrobotnych. Ale referendum to wydarzenie historyczne i wszystko musi być przygotowane bez zarzutu – uważa Pilichiewicz.

- Nie opowiadajmy, że praca w komisji referendalnej jest jakoś szczególnie trudna. Każda osoba z wykształceniem średnim, także bezrobotna, poradzi sobie z liczeniem głosów – uważa Czyż z ROB.

Autor artykułu: Mirosław Łukaszuk

Debiutant wyjedzie ostatni

Thursday, May 15th, 2003

Kibice żużla z niecierpliwością oczekują pierwszej eliminacji indywidualnych mistrzostw świata – Grand Prix Europy – na torze Stadionu Śląskiego w Chorzowie.
Spekulują, jak wypadną Polacy, czy któryś z nich stanie na podium. Najwięcej szans daje się Tomaszowi Gollobowi, który po raz kolejny przystąpi do walki o upragniony złoty medal.

- Wszyscy widzą na co mnie stać – stwierdził żużlowiec podczas treningu w Chorzowie. – Rywale są ci sami, nic się nie zmieniło. Faworytem do kolejnego tytułu jest Tony Rickardsson, ale zrobię wszystko, by mu w tym przeszkodzić.
Dobrej myśli jest również Piotr Protasiewicz, który wyjedzie na tor w trzecim wyścigu razem z Norwegiem Rune Holtą, Australijczykiem Jasonem Lyonsem i Szwedem Peterem Karlssonem. Ten ostatni zastąpił kontuzjowanego Andreasa Jonssona.

- Piotrek wrócił ze Szwecji, gdzie startował w meczu ligowym, w dobrej dyspozycji – stwierdził jego menedżer, Jarosław Ratkowski. – Przygotowania do sobotniego turnieju idą bez zakłóceń, nie powinno być więc źle.

Jako pierwsi z Polaków w Grand Prix Europy na tor wyjadą Krzysztof Cegielski i Sebastian Ułamek. Ich rywalami w pierwszym wyścigu będą Anglik Lee Richardsson i Duńczyk Hans Andersen. W eliminacjach najpóźniej, bo w czwartym wyścigu, pojawi się debiutujący w Grand Prix, Tomasz Bajerski.

- Po kontuzji nie ma już śladu, motocykle też są dobrze przygotowane – stwierdził zawodnik toruńskiego Apatora. – Mam nadzieję, że nie zakończę turnieju na dwóch wyścigach, choć stawka rywali jest silna.

Gollob, który był w poprzedniej edycji na 7. miejscu, rozpocznie od 10. wyścigu, w którym jego rywalami będą Jason Crump, Ryan Sullivan i Greg Hancock.

Na Stadionie Śląskim wczoraj zamontowano już pneumatyczne bandy, urządzenia elektryczne, w tym spisującą się bez zarzutu maszynę startową. Trwają jeszcze kosmetyczne zabiegi na torze.

- Musimy być gotowi już w piątek, kiedy to o godzinie 15 rozpocznie się oficjalny trening – mówi Marek Gogółka, dyrektor Stadionu Śląskiego. – W pracach porządkowych trochę przeszkadza nam deszcz, ale w sobotę pogoda powinna dopisać.

Przed piątkowym treningiem odbędzie się odbiór techniczny motocykli oraz konferencja prasowa z mistrzem świata Tony’m Rickardssonem, srebrnym medalistą poprzedniego sezonu – Jasonem Crumpem oraz polskimi żużlowcami – Gollobem i Protasiewiczem.

Autor artykułu: l.jaź.

Wyrwani śmierci

Tuesday, May 13th, 2003

Paul Moncelle, konstruktor lotniczy z Cincinnati w stanie Ohio dwa razy uratował życie Adamowi Gromadowskiemu z Warszawy, dając mu swój szpik i szansę na zdrowie. – Jestem tutaj z powodu cudu życia. Wszyscy mówią o mnie bohater, ale to ja dzięki Adamowi otrzymałem od losu możliwość zrobienia czegoś dobrego. To wy jesteście bohaterami – mówił Paul do pacjentów prof. Jerzego Hołowieckiego, którzy spotkali się wczoraj w Teatrze Śląskim na dorocznym spotkaniu chorych po przeszczepie szpiku. Było już ich 1010.

Przechytrzył los
Adam jest jednym z tych, którym udało się przechytrzyć los. W 1998 roku zachorował na ostrą białaczkę szpikową. Zaczęła się niepozornie od przeziębienia. Potem było zapalenie oskrzeli, płuc i gorączka, która nie chciała minąć.

Dane Paula znaleziono w amerykańskim rejestrze dawców. Był jednym z 4 milionów wpisanych na listę, a tylko jeden na 300 ma szansę komuś pomóc. On ją dostał. Układ DNA 32-letniego Amerykanina był idealny. Lekarze – kurierzy z katowickiej Kliniki polecieli za ocean po życie dla Adama. Pierwsza operacja odbyła się już w 1999 roku, a kolejna trzy lata później.

Polskie i amerykańskie prawo nie zezwala na osobiste spotkanie dawcy i biorcy nim upłynie rok. W Stanach Zjednoczonych dodatkowo potrzebna jest pisemna zgoda obu stron. Paul i Adam od razu chcieli się poznać. Najpierw były kontakty przez Internet, a trzy dni temu spotkanie na lotnisku w Warszawie, gdzie Amerykanin pojawił się ze swoją żoną Kareną i ślicznym sześciomiesięcznym synkiem. Nie mogli się nagadać.

Są jak bracia
Wczoraj obie rodziny ściskały się na deskach Teatru i właściwie nie płakał tylko maluszek, zdziwiony sytuacją. – Jesteśmy jak bracia – mówił wzruszony Adam, który w najtrudniejszych chwilach, gdy walczył z chorobą i gdy jeszcze nic nie było pewne, często czytał list od Paula, w którym właśnie jak brat zagrzewał go walki.

- Jak widać polsko-amerykańska przyjaźń kwitnie na każdym polu ? żartował prof. Jerzy Hołowiecki, szef Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku, sprawca “całego zamieszania”, człowiek, dzięki któremu dochodzi do takich wspaniałych spotkań, a życie wygrywa ze śmiercią.

Paul Moncelle jest w ogóle wyjątkowy – póki co jest jednym na świecie dawcą, którego szpik uratował jeszcze jednego człowieka – młodego Amerykanina. Ten jednak nie chciał się z nim spotkać. Jeszcze nie był gotowy na konfrontację.
Do zgromadzonych w Teatrze przemówiła natomiast tysięczna pacjentka prof. Hołowieckiego – 17-letnia Karolina, której szpik podarowała Niemka, a która do tej pory obawiała się nawet myśleć głośno o swoich nadziejach. Karolina z telebimu, w szpitalnej piżamie, szczęśliwa i uśmiechnięta powiedziała zebranym: – W moim przypadku stwierdzenie, że żyje się tylko raz jest nieprawdziwe.

Pomaga chorym
Wśród gości siedziała Urszula Jaworska, warszawska tancerka, która otworzyła drogę dla niespokrewnionych dawców z zagranicy. To ona jako pierwsza w Polsce, w 1997 roku, otrzymała szpik od 45-letniej Holenderki, matki pięciorga dzieci. Przepisy holenderskie nie zezwalają jednak na ujawnienie jej personaliów.

Urszula oddała swój dług kolejnym pacjentom. To właśnie w jej Fundacji znaleziono pierwszego niespokrewnionego dawcę Polaka – policjanta Marka Kościelnego, który w 1999 roku uratował 17-letniego Pawła z Tarnobrzegu. Los się dopełnił. – Nie zrobiłem nic wielkiego – tłumaczył skromny pan Marek.
Katowicką klinikę tworzy 120 oddanych lekarzy i pielęgniarek. Z roku na rok przybywa też wyrwanych śmierci. – Następnym razem wynajmiemy chyba “Spodek” – planuje prof. Hołowiecki. Uroczystość uświetnił występ znanego piosenkarza Bogusława Meca, kolejnego ocalonego pacjenta.

DAWCY
Pobranie szpiku nie szkodzi dawcy, gdyż szpik się regeneruje po kilku dniach. Zabieg odbywa się w znieczuleniu ogólnym i przy zachowaniu wysokiej jałowości. Dla wyrównania objętości pobranej krwi i szpiku, w czasie zabiegu, oddaje się w formie retransfuzji krew dawcy pobraną ok. 2 tygodnie przed zabiegiem. Następnego dnia dawcy są wypisywani i mogą wrócić do normalnego życia.
Dawcy szpiku są rekrutowani często spośród dawców krwi. To ludzie dobrej woli. Dawca powinien mieć od 18 do 55 lat i dobry ogólny stan zdrowia.

Jednym z zarejestrowanych polskich dawców jest prezydentowa Jolanta Kwaśniewska, której 24 mililitry krwi pobrano w katowickiej Klinice.

Autor artykułu: Agata Pustułka

Tania działka proboszcza

Tuesday, May 13th, 2003

Bielski proboszcz i znany organizator kościelny, ks. Tadeusz Nowok, sprzedał działki parafii, m. in. sobie i pełnomocnikowi parafii. Ale nie miał na to zgody kurii bielsko-żywieckiej.

Działki leżą w bardzo atrakcyjnym miejscu, u podnóża Dębowca, gdzie bielskie władze od dawna planowały rozbudowę stoku narciarskiego. Działka pełnomocnika parafii św. Jana Chrzciciela, Marka Piotrowskiego, skutecznie blokuje inwestycję. ? Bez niej inwestorzy nie wyłożą pieniędzy na rozbudowę stoku ? mówi Wojciech Dworzański, prezes Zakładu Informatyki, Autmatyki i Doskonalenia, miejskiej spółki, do której należy trasa narciarska.

Własność Skarbu Państwa i Kościoła

Działka licząca ponad 3 hektary jeszcze do niedawna była własnością Skarbu Państwa. Już w 1994 r. władze Bielska planując rozwój turystyki w tym rejonie miasta, zwróciły się do wojewody bielskiego o przekazanie jej dla miasta. – Przez te 9 lat władze miejskie przynajmniej sześciokrotnie zwracały się o komunalizację gruntów. Za każdym razem odmawiano nam – wyjaśnia Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego Ratusza.

To, co nie udało się władzom miejskim, udało się stronie kościelnej w Komisji Majątkowej. To wspólny zespół rządu i episkopatu, który zwraca Kościołowi majątek zagrabiony przez władze komunistyczne. Tam, gdzie nie jest to niemożliwe, Kościół otrzymuje rekompensatę.

Właśnie taką rekompensatę w postaci działki pod Dębowcem Komisja Majątkowa przyznała na początku 2002 r. parafii św. Jana Chrzciciela. Jej proboszczem jest ks. Tadeusz Nowok, ten sam, który jest wiceprzewodniczącym kościelno-rządowej Komisji Majątkowej. Parafię przed komisją reprezentował jej pełnomocnik, Marek Piotrowski.

Dwa miesiące później ks. Nowok jako proboszcz sprzedał działkę pełnomocnikowi swojej parafii Markowi Piotrowskiemu. Parafie od Komisji otrzymują działki bezpłatnie, ale są one wyceniane. 3-hektarowa działka pod Dębowcem wyceniona została na 45 tys. zł. Właśnie tyle zapłacił za nią Piotrowski.

Wcześniej ks. Nowok był współprzewodniczącym Komisji Majątkowej. Kupił też inną, mniejszą działkę, przyznaną parafii przez Komisję. Za 33 ary zapłacił 33 tys. zł – również tyle, na ile została ona wyceniona.

Stara zgoda

Według prawa, majątek parafii jest własnością diecezji i na wszelkie transakcje kupna i sprzedaży ziemi proboszczowie muszą uzyskać zgodę kurii. Ks. Nowok na sprzedaż działki pod Dębowcem nie uzyskał zgody kurii bielsko-żywieckiej.
Tymczasem nawet w przypadkach ziemi mniejszej wartości, zbiera się rada konsultorów, która doradza biskupowi, czy należy wyrazić zgodę na zbycie. Tak było w przypadku jednej z parafii, która chciała sprzedać grunt potrzebny miejscowej szkole na boisko. Wtedy chodziło o ok. 1 hektar gruntu.

- Tak dużej sprawy jeszcze u nas nie było. To nie jest w porządku, bo proboszcz powinien dbać o dobro parafii i uzyskać zgodę biskupa ordynariusza – powiedział nam kanclerz Kurii bielsko-żywieckiej ks. Stanisław Dadak. ? Przypuszczam, że gdy ksiądz biskup wróci. zażąda wyjaśnień – dodał ks. Dadak.

Jednak zdaniem Marka Piotrowskiego, pełnomocnika parafii św. Jana Chrzciciela, wszystkie parafie występujące o zwrot swych dóbr, uzyskały takie zgody od biskupów diecezjalnych jeszcze przed 1992 r. Do tamtej daty bowiem można było składać swoje roszczenia.

Zgoda biskupów była potrzebna, aby parafia otrzymując ziemię, mogła od razu ją spieniężyć. – Tu była zgoda biskupa katowickiego, bo gdy parafia starała się o rekompensatę, nie było jeszcze diecezji bielsko-żywieckiej – dodaje Piotrowski.

Grzeczność

Piotrowski potwierdził nam, że kupił od ks. Nowoka działkę pod Dębowcem. Jak mówi, nawet nie wiedział, że stoi ona na drodze rozwoju terenów narciarskich. – Kupiłem ją grzecznościowo. Ks. Nowok zaproponował mi jej kupno, bo potrzebował pieniędzy na radio. Wiedział, że ja jej nie będę dalej sprzedawał, ani nią spekulował – mówi Piotrowski.

Ks. Nowok prowadzi na terenie parafii diecezjalne radio Anioł Beskidów, które jest utrzymywane z datków. Był on wczoraj dla nas nieuchwytny. – Nie ma księdza proboszcza i nie będzie. Kłaniam się, do widzenia – pożegnał nas ks. Jacek Pędziwiatr z parafii św. Jana Chrzciciela.

Sprawdzanie wyceny

Działkę dla strony kościelnej przygotował opolski oddział Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, tam ją też wyceniono. – Wyceny dokonał niezależny rzeczoznawca. Teraz zleciłem specjalnej komisji biegłych weryfikację, czy wszystko wtedy odbyło się zgodnie z przepisami – powiedział nam Kornel Zieliński, dyrektor opolskiego AWRSP.
Piotrowski mówi, że nie będzie sprzedawał ziemi pod Dębowcem. Myśli natomiast o wymianie na inną działkę z ZIAD-em. – Chociaż trochę się tego boję, gdy robi się wokół tego nagonkę – powiedział nam.

Ile kosztuje?

3-hektarowa działka pod Dębowcem kosztowała 45 tys. zł, czyli 1 mkw. kosztował ok. 1,5 zł. Zdaniem Mariana Łuki, rzeczoznawcy z bielskiej agencji nieruchomości Forum, gdyby to była działka budowlana, w tym miejscu osiągnęłaby cenę 80 zł za mkw.

Działka sprzedana Markowi Piotrowskiemu przez ks. Nowoka jest jednak działką rolną i nie ma najmniejszej szansy, aby stała się budowlana. Za tego typu działki w Bielsku można uzyskać cenę od 5 do 15 zł. – Uwzględniając wyjątkową atrakcyjność tego terenu, właściciel może za taki grunt uzyskać cenę 25-30 zł za mkw. – wyjaśnia Łuka.

Wynika z tego, że licząc nawet po mało atrakcyjnej cenie, trzy hektary gruntu pod Dębowcem są ponad trzykrotnie więcej warte, niż wyceniła to Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa.

Autor artykułu: Mirosław Łukaszuk

3 czerwca w katowickim Spodku zagra Iron Maiden!

Tuesday, May 13th, 2003

Po raz ostatni Iron Maiden zagrali w Polsce podczas trasy promującej ostatni album “Brave New World”, w czerwcu 2000 roku. Okazało się, że fani angielskiego zespołu tak bardzo stęsknili się za muzykami, że… wykupili już prawie wszystkie bilety!

“Żelazna Dziewica” pojawi się w Polsce w ramach europejskiej trasy koncertowej “Give Me Ed Til I’m Dead”.
Dzień po koncercie w Katowicach, Iron Maiden zagrają na Kisstadion w Budapeszcie, a 19 czerwca w Czechach, w hali sportowej w Zlinie.

Tuż przed polskim koncertem fani otrzymają jeszcze jeden prezent. 2 czerwca ukaże się drugie po “Rock in Rio” podwójne DVD “Visions Of The Beast”. Będzie trwać aż 240 minut. Film to zapis całej kariery tej legendy heavy metalu, przedstawiona będzie historia każdego z teledysków Iron Maiden, od 1980 roku aż do pamiętnego występu na festiwalu “Rock In Rio” w 2001 roku.

Będą też niespodzianki – animowane wersje kilku kompozycji, kompletna dyskografia, a także ukryte prezenty dla fanów.
Wiadomo już też, że muzycy Iron Maiden zakończyli pracę nad kolejną płytą. Czy na najbliższym koncercie usłyszymy jakąś najnowszą kompozycję?

Warto to sprawdzić osobiście. Bilety na to wydarzenie kosztują 80 i 90 zł.

Autor artykułu: asz

Dziś siatkarski hit: Mostostal – Galaxia

Wednesday, May 7th, 2003

Środa, sobota, czwartek, środa – długo nie można było ustalić terminu meczu, decydującego o tytule mistrza Polski w siatkówce, pomiędzy Mostostalem Kędzierzyn a Galaxią Kaffe Pamapol AZS. Zamieszanie powstało w związku z powołaniem do reprezentacji Słowacji rozgrywającego mistrzów Polski, Marka Kardosa. Słowak miał zameldować się w czwartek na zbiórce reprezentacji swojego kraju przed turniejem kwalifikacyjnym do mistrzostw Europy w Stambule. Nie pomagały interwencje działaczy Mostostalu, Słowacy byli nie ugięci.

- Chcieliśmy, aby mecz transmitowała telewizja – wyjaśnia Artur Popko, prezes Polskiej Ligi Siatkówki. – W środę zaplanowano mecze Ligi Mistrzów, dlatego przesunęliśmy finał na czwartek. Kolidowało to z kolei z występem Kardosa, więc ustaliliśmy ostateczny termin na środę.

Jak się okazało, całe to zamieszanie było niepotrzebne. Słowacy ostatecznie zwolnili z występu w Stambule Kardosa.
- Nie zdążyłbym na zbiórkę nawet gdyby mecz był w środę – wyjaśnia zawodnik. – Poza tym federacja nie przysłała mi powołania na piśmie. Okazało się, że otrzymam je jeśli awansujemy do mistrzostw Europy.

W finale mistrzostw Polski Mostostal i Galaxia grały ze sobą cztery razy. Do tej pory bilans jest remisowy, a dwa tytuły Mostostal zdobywał grając na wyjeździe w hali w Częstochowie.

Mostostal nie zamierza rezygnować z obrony tytułu. Pod względem zdrowotnym w drużynie Kędzierzyna nic się nie zmieniło.

- Nie ma poważniejszych urazów, ale ci chłopcy są już naprawdę zmęczeni sezonem – przyznał drugi trener Mostostalu, Andrzej Kubacki. – Jestem już po wstępnych analizach i przemyśleniach, dalej będę uważnie przyglądał się zapisom na video, podzielę się swoimi spostrzeżeniami z trenerem Wspaniałym i razem zdecydujemy o taktyce na środowy mecz. Musimy znaleźć sposób na drużynę, która na pewno jest teraz na fali.

Akademicy do Kędzierzyna wyjechali już wczoraj w południe, wieczorem przeprowadzili trening.

- Dwa zwycięstwa mocno nas podbudowały – zapewniał sekretarz klubu, Andrzej Dziubała. – Na szczęście nikt nie narzeka na kontuzje, wszyscy palą się do gry. Wygraliśmy u siebie, dlaczego nie mamy tego powtórzyć w Kędzierzynie.

Galaxia w tym sezonie wygrała już na wyjeździe z Mostostalem 3:0, co uznano za sensację. Częstochowianie znajdowali się jednak wówczas w wybornej formie. Po ostatnich spotkaniach wydaje się, że powracają do niej i ich zwycięstwo w Kędzierzynie wcale nie jest wykluczone.
Dzisiaj z całą pewnością poznamy mistrza Polski. Kto wystąpi w głównej roli? To pytanie elektryzuje kibiców obu drużyn. Emocji i dobrej siatkówki z pewnością nie zabraknie.

Autor artykułu: Leszek Jaźwiecki

Kosztowna tuba prezydenta

Wednesday, May 7th, 2003

24 tysiące złotych kosztować będzie rocznie wydawanie Informatora Urzędu Miasta Częstochowy. Ukazał się właśnie pierwszy numer “prezydenckiej tuby” finansowanej ze środków budżetowych gminy.

Urzędniczy miesięcznik liczy 8 stron i wydany został w nakładzie 10 tys. egzemplarzy. Gazeta zawiera informacje o inwestycjach prowadzonych przez miasto, budżecie i składzie Rady. Najwięcej tekstów mówi jednak o dokonaniach, inicjatywach i zasługach prezydenta Tadeusza Wrony, którego nazwisko pojawia się w większości tekstów przynajmniej raz.

- W założeniach ma to być nie tylko wydawnictwo informujące o pracy prezydenta i urzędu, ale także forum dyskusyjne dla obywateli naszego miasta – mówi o wydawnictwie Jarosław Kapsa, z biura prasowego magistratu. – Chcemy, by każdy, kto ma coś ważnego do powiedzenia mógł wypowiadać się na łamach pisma oraz wskazywać na problemy codziennego życia.

Jak będzie z deklarowaną otwartością pokaże czas. Trudno jednak jakoś uwierzyć w obiektywność gazety finansowanej i wydawanej przez magistrat (także przez niego kolportowanej). Tym bardziej, że autorami tekstów są pracownicy biura prasowego, którzy z założenia mają chwalić wszystko na co spojrzy i czego dotknie prezydent. Za to przecież biorą pieniądze, społeczne zresztą.

Autor artykułu: mp

Śmiertelny wypadek w kopalni “Bielszowice”

Wednesday, May 7th, 2003

33-letni górnik strzałowy zginął wczoraj w nocy przygnieciony bryłą węgla w kopalni “Bielszowice”. Do wypadku doszło o godz. 3.10, 840 metrów pod ziemią. Przyczyny bada Okręgowy Urząd Górniczy w Gliwicach. Wczoraj w wizji lokalnej uczestniczyli też przedstawiciele Wyższego Urzędu Górniczego i Państwowej Inspekcji Pracy. Wyniki ich pracy będą znane prawdopodobnie dzisiaj.

- Do wypadku doszło podczas przygotowywania przekopu do chodnika nr 132. Górnik strzałowy przygotowywał przodek do wiercenia, gdy z czoła przodka oderwała się bryła kamienia o wymiarach metr na półtora metra i o grubości 40 centymetrów – wyjaśnia Marian Mazur, rzecznik prasowy kopalni “Bielszowice”. – Przygnieciony górnik miał bardzo poważne obrażenia klatki piersiowej, które były przyczyną śmierci. W kopalni pracował od 1988 roku, zostawił żonę i dwójkę dzieci.

- Nie było w ostatnich dniach innego wypadku przy pracy w kopalni – dementuje krążące pogłoski Danuta Olejniczak-Milian, rzeczniczka WUG. – Doszło jedynie do zgonu z przyczyn naturalnych, ale tym Urząd się nie zajmuje.
Mazur potwierdza, że jeden z górników dostał pod ziemią zawału. – Lekarz stwierdził zgon z przyczyn naturalnych – mówi. – To się stało już na porannej zmianie i z nocnym wypadkiem nie ma związku.

Wczorajsza tragedia to trzeci poważny wypadek, jaki wydarzył się w tym roku w kopalni “Bielszowice”. W lutym 13 górników zostało poparzonych metanem. Dzień wcześniej w wyniku wybuchu metanu ucierpiało trzech górników, jednak kierownictwo kopalni zataiło ten fakt. Obydwoma wypadkami zajmuje się prokuratura. WUG stwierdził, że 10 osób z kierownictwa i dozoru jest winnych nieprawidłowości. Czterech odpowie przed sądem, a pięciu przez dwa lata nie może pełnić funkcji kierowniczych.

Autor artykułu: asz

GKS Dospel Katowice – Pogoń Szczecin 2:0

Monday, May 5th, 2003

Studenci przed egzaminem z przedmiotu, który ich zupełnie nie interesuje, zwykli mawiać: zakuć, zdać, zapomnieć. Piłkarze GKS Dospel Katowice zmienili to hasło na: zagrać, wygrać, zapomnieć. W meczu z Pogonią Szczecin cel został osiągnięty. Katowiczanie zagrali i wygrali z ostatnim zespołem w tabeli 2:0 (1:0), ale styl w jakim to osiągnęli najlepiej… zapomnieć.

Drużyna Pogoni wiosną to chłopcy – choć ambitni – ale do bicia. Szczeciński klub jest przykładem jak szybko ze szczytu – wicemistrzostwo Polski w 2001 roku – można stoczyć się na dno. Tym sposobem niemal co tydzień karty historii klubu odnotowują kolejnymi kompromitującymi porażkami – 0:9 z Górnikiem Zabrze, 1:7 z Odrą Wodzisław, 0:4 z Amiką Wronki i Legią Warszawa. Mało kto pamięta, że kiedyś to Pogoń gromiła rywali. GKS Katowice właśnie z drużyną ze Szczecina doznał dwóch najwyższych przegranych w historii – 0:6 (1983 rok) i 2:7 (1987). Teraz nadarzyła się szansa na solidny rewanż i poprawę nastrojów. W ostatnich trzech ligowych kolejkach drużyna Jana Żurka trzy razy przegrała nie zdobywając gola. Sposobem na wysokie zwycięstwo z Pogonią miało być szybkie objęcie prowadzenia.
Kto jednak miał tego dokonać, skoro wiosną katowiczanie zdobywają średnio zaledwie 0,6 gola w meczu? W pierwszej połowie to goście byli bliżsi zdobycia bramki. W 3 min Jarosław Tkocz popełnił błąd podobny do tego jaki przytrafił się Mariuszowi Liberdzie w meczu z Belgią, ale katowicki bramkarz miał więcej szczęścia – piłka odbita od Piotra Kluzka przeszła tuż obok słupka.

- Piłka podskoczyła mi na nierówności i stąd całe zamieszanie – tłumaczył Tkocz.

W dalszej części meczu bramkarz, będący w kręgu zainteresowań selekcjonera Pawła Janasa, spisywał się już bez zarzutu broniąc m. in. w fantastyczny sposób kąśliwe uderzenie z rzutu wolnego Radosława Bilińskiego. Czas więc płynął, katowiczanie nie mieli pomysłu na zdobycie gola, a kibice denerwowali się coraz bardziej. Po 20 minutach na trybunach rozległy się pierwsze gwizdy niezadowolenia. Po pół godzinie zagrzmiało “Ku…. ma… Gieksa grać!”. Na cenzurowanym znalazł się szczególnie Moussa Yahaya, który kilka dni temu przyłapany został na zbyt radośnie spędzonym wieczorze. Ograniczyć rozrywkowy tryb życia gracza z Nigru ma przylot z Hiszpanii żony oraz dwójki dzieci. Na razie nie przełożyło się to na lepszą grę Yahai – może w następnej kolejce, gdy rodzina pobędzie ze sobą dłużej.

Przez 40 min zanosiło się na niespodziewany remis po pierwszej połowie. Debiutujący w bramce Pogoni 18-letni Tomasz Michałowicz – wychowanek Pogoni Barlinek, już czwarty zawodnik, który wiosną staje między słupkami szczecińskiej bramki – zachowywał czyste konto. Wreszcie z pomocą gospodarzom przyszli jednak sami szczecinianie. Gol samobójczy zmienił obraz meczu. W drugiej połowie podopieczni Jana Żurka mieli kilka świetnych okazji do podwyższenia wyniku, ale wykorzystali tylko jedną.

- Bardzo się cieszę z tego gola, bo to moje pierwsze trafienie od jesiennego meczu z Lechem, ale nie można zapominać, że od tego czasu… nie grałem w ataku. Dopiero dzisiaj znów dostałem szansę – mówił po spotkaniu strzelec gola na 2:0 Stanisław Wróbel. – Nerwowo było tylko do momentu zdobycia pierwszej bramki. Potem rywal pozwalał nam na sporo, więc jak była okazja, to strzelałem. Miałem jeszcze dwie świetne sytuacje do zdobycia goli, ale zabrakło spokoju. Rozumiem kibiców, którzy chcieli zobaczyć więcej bramek, ale dla nas najważniejsze jest zwycięstwo. Znów odżyły nadzieje na grę w pucharach. W kolejnym meczu w Zabrzu musimy powalczyć nawet o 3 punkty.

Z taką grą katowiczanom będzie o to bardzo trudno. W meczu z Górnikiem zasada: zagrać, wygrać, zapomnieć na pewno nie zadziała. Pogoń w lidze jest tylko jedna.

Rozmowa z Janem Żurkiem, trenerem GKS Dospel Katowice
Wiele razy kibice gwizdali dzisiaj na pańskich
piłkarzy…

Oczekiwania, zwłaszcza przed spotkaniem z drużyną borykającą się z takimi kłopotami jak Pogoń, zawsze są wielkie. Kibice chcą efektownego zwycięstwa. Nie można jednak zapominać, że ta sama Pogoń, która przegrywała wysoko z Odrą czy Górnikiem, napsuła wiele krwi Wiśle i Groclinowi. Kibice też muszą o tym pamiętać.
Ostatecznie udało się jednak wygrać 2:0 i to jest chyba najważniejsze.
Zgadza się. Mieliśmy wygrać i cel został zrealizowany. Tylko to się liczy, bo obawialiśmy się tego meczu. Mogliśmy zwyciężyć wyżej, ale zabrakło skuteczności. Pogoń pokazała się z dobrej strony, to młodzi chłopcy, którym należą się brawa za dzisiejszy występ. Musieliśmy się sporo napracować na wygraną.
Po ostatnich “wyskokach” mówiło się, że jest to mecz ostatniej szansy dla Moussy Yahai. Czy czarnoskóry napastnik zdał egzamin?
Ja o takim ultimatum nie słyszałem. Moussa jest z nami. Musi pracować dla drużyny, bo skład naszej kadry nie jest szeroki. Zadeklarował walkę oraz zaangażowanie i mam nadzieję, że to była ostatnia jego nieusprawiedliwiona nieobecność. Szczególnie że właśnie przyleciała do niego z Hiszpanii żona z dwójką dzieci.

Autor artykułu: Grzegorz Mikuła

Odra Wodzisław – Górnik Zabrze 1:3

Monday, May 5th, 2003

Jesienią Odra poległa w Zabrzu 0:4 i zapowiadała, że u siebie zrewanżuje się ekipie Waldemara Fornalika za tę porażkę. Zwłaszcza że przed wodzisławianami otworzyła się szansa na grę w europejskich pucharach, a nieśmiało po ostatnich wynikach mówiło się nawet o mistrzowskim tytule. Po sobotnim meczu w Wodzisławiu ambicje te jednak zostały nieco zweryfikowane, bowiem Odra nie znalazła ponownie recepty na Górnika i przegrała u siebie 1:3 (1:1).

- Jesienią przegraliśmy z Górnikiem, a potem wygraliśmy z Wisłą ? stwierdził zmartwiony tą porażką trener Odry, Ryszard Wieczorek. – Historia lubi się powtarzać, więc może za tydzień… – nie dokończył szkoleniowiec gospodarzy.

Zabrzanie wystąpili w tym spotkaniu bez Michała Probierza, któremu dzień przed meczem odnowiła się kontuzja. – To dawny uraz, wcześniej grałem na “środkach” – wyjaśnił piłkarz z Zabrza. – Najważniejsze, że beze mnie koledzy z drużyny potrafią dobrze zagrać i zdobyć trzy punkty.

Na trybunach zasiadł również napastnik Odry, Michał Chałbiński, który po powrocie z testów w Arminii Bielefeld, musiał pauzować za kartki.

- Nie wiem, czy będę grać w Arminii, Niemcy chcą mnie jeszcze zobaczyć w meczu z Wisłą i być może wówczas podejmą jakieś konkretne rozmowy – odpowiedział napastnik Odry na pytanie, czy przenosi się już do Bielefeld.

Początek gry był nerwowy, widać było, że piłkarzom obu drużyn zależy na dobrym wyniku. Nerwy jednak chyba najbardziej zjadły najstarszego zawodnika na boisku Piotra Lecha. 35-letni bramkarz Górnika kilka razy interweniował tak niepewnie, że mocniej zabiły serca licznym kibicom gości. W odwodzie trenerowi Górnika pozostawał jeszcze Michał Wróbel, ale szkoleniowiec z Zabrza zaufał Lechowi. Miał rację, bo w miarę upływu czasu Lech interweniował coraz pewniej.

- Ani przez moment nie zastanawiałem się nad zmianą bramkarza – wyjaśnił trener Górnika. – Z całym szacunkiem dla Michała, z przeszłości, wiem co oznaczają dla niego mecze z Odrą.

Obie drużyny miały swoich liderów. W zespole gospodarzy był nim z pewnością Radim Sabilik, który robił co mógł, by zapobiec bramkom. Często także zapędzał się na przedpole Górnika. Po drugiej stronie prym wiódł Adam Kompała. Prawdziwy dyrygent, pracujący na całym boisku.

- Był po prostu profesorem i wzorem dla pozostałych zawodników – ocenił grę lidera Górnika, Probierz. – Taki zawodnik znalazłby pewne miejsce w każdej polskiej drużynie.

Rozmowa z Ryszardem Wieczorkiem, trenerem Odry Wodzisław
Taki wynik to spore zaskoczenie. Odra była przecież faworytem.
Tracimy cenne punkty w najmniej oczekiwanym momencie, ale taka jest piłka nożna, to jest jej urok. Przegraliśmy, mimo że mecz ułożył się dla nas korzystnie.
Czy szybko strzelona bramka wprowadziła samouspokojenie?
Po bramce Górnik musiał się otworzyć, a to stwarzało nam okazję do gry z kontry. Szkoda, że nie wykorzystał dogodnej okazji Jacek Ziarkowski, bo z pewnością byłoby już po meczu. Po rzucie karnym do naszej gry zaczęła wkradać się nerwowość.
Przecież do końca spotkania było jeszcze 50 minut!
Nie mogę mieć pretensji o walkę, o grę z “zębem” do ostatniej minuty. Niestety, wiele zastrzeżeń można mieć do sposobu operowania piłką. Zbyt często i łatwo ją traciliśmy, a przez to narażaliśmy się na kontry.
Szkoda tej porażki, zwłaszcza w perspektywie meczu z Wisłą.
Uciekły nam punkty, a chciałem doprowadzić do tego, by za tydzień, na stadionie w Krakowie, doszło do “meczu prawdy”.
Czy to oznacza, że już rezygnujecie z pierwszego
miejsca?

Musimy wszystko uczynić, aby przypilnować przede wszystkim drugiej pozycji. Rywale nas gonią. Muszę ten zespół podbudować, choć po porażce u siebie 1:3 jest to trudne zadanie.

Rozmowa z Tomaszem Fornalikiem, trenerem Górnika Zabrze
Jak pan ocenia to spotkanie?
Bardzo wysoko. Nie brakowało w nim niczego, walki, zaangażowania, sytuacji podbramkowych i bramek. My tych bramek strzeliliśmy więcej i dlatego wygraliśmy.
Co przesądziło o zwycięstwie?
Odra wcale nie zagrała słabiej. Po prostu spotkały się dwie wyrównane drużyny, a kluczem do naszego sukcesu była bardzo dobra gra w defensywie.
Górnik grał tak, jakby to on walczył o mistrzostwo Polski.
Po tym zwycięstwie już definitywnie utrzymamy się w I lidze, nie ma już innej możliwości. Teraz możemy spokojnie grać następne mecze.
Czy to oznacza, że częściej będzie pan sięgał po rezerwy?
Przecież są kartki i kontuzje, a to wymusza zmiany. Niemniej inni zawodnicy dostaną swoją szansę na grę i pokazania się z dobrej strony.

Autor artykułu: Leszek Jaźwiecki