Archive for June, 2003

Granie halą

Friday, June 27th, 2003

Tak długo i nieskutecznie negocjowały władze miasta i huty, że w końcu na drzwiach hali pojawiła się kłódka. Hala stoi pusta, a młodzi ludzie nie mają gdzie grać. – Ktoś chce zrobić na tym biznes kosztem młodzieży – mówi jeden z trenerów.

Zaniepokojeni rodzice

Do Urzędu Miasta trafiło pismo podpisane przez ponad stu rodziców. “W Rudzie Śląskiej nie brakuje rozentuzjazmowanej młodzieży ani też dobrych trenerów. Jak tak dalej pójdzie obawiamy się o dalszy los koszykówki w naszym mieście” – piszą zaniepokojeni autorzy listu.
Ale Marek Kozłowski, rzecznik Huty twierdzi, że firma nie ma w swym statucie zapisanej działalności sportowej. Na dalsze finansowanie obiektu nie ma też pieniędzy. Dlatego najchętniej pozbyłaby się hali, tyle że nie za darmo.

- Miasto chciałoby dostać nowoczesną, z półtoratysięczną widownią halę, w której odbywałyby się mecze pierwszej ligi koszykówki, za bezcen – mówi Kozłowski. – Tymczasem my jesteśmy zainteresowani tylko sprzedażą. Księgowa wartość obiektu to milion złotych. Huta nie może sobie pozwolić na taką stratę. Ale wciąż słyszymy, że w budżecie miasta na dany rok nie ma na to zagwarantowanych pieniędzy.

Nie ma zgody na dzierżawę

W ubiegłym roku przez kilka miesięcy miasto dzierżawiło halę. W tym roku władze Rudy jednak nie zgodziły się na takie rozwiązanie.
- Przedstawiliśmy Hucie propozycję użyczenia hali Klubowi Sportowemu Pogoń – mówi Danuta Pietraszewska, wiceprezydent Rudy Śląskiej. – Są na to pieniądze, 200 tys. zł. Huta jednak odmówiła.

Miesięczny koszt utrzymania hali to 30 – 25 tys. zł. Teraz, po zamknięciu obiektu Huta wydaje 20 proc. tej sumy. To bardzo ważne ze względu na potężne zadłużenie zakładu.
- Po prywatyzacji właścicielem pakietu większościowego jest Colloseum – mówi Kozłowski.
- Po wszystkich aferach związanych z właścicielem mamy kłopoty z pozyskiwaniem kredytów. A huta zatrudnia ponad półtora tysiąca ludzi.
Również władze miasta poręczyły kiedyś kredyt dla Huty Pokój – 5 mln zł. – A teraz proszę jak nam się odwdzięczają – mówi radny Henryk Piórkowski.

Klub z tradycjami

Sprawa wzbudziła zainteresowanie działaczy sportowych. – Zgłosiła się do mnie grupa rodziców ? mówi były olimpijczyk drużyny Ruch Chorzów i obecny pełnomocnik PZPN do spraw dzieci i młodzieży na Śląsku, Jan Benigier. – Przecież dzieciaki, żeby nie ?wypaść z obiegu? muszą gdzieś trenować. Pogoń Ruda Śląska to klub z osiągnięciami, prezentujący najwyższą klasę. Nie można tego zaprzepaścić!

Profesjonalna drużyna koszykarzy na razie znalazła sobie miejsce do trenowania w hali Zgoda Bielszowice. Wiceprezydent Pietraszewska zapewnia z kolei, że młodzieżówka póki co może trenować w salach gimnastycznych dwóch szkół.
A hala Pogoni wciąż stoi zamknięta i niedostępna.

Autor artykułu: Anna Malinowska

Posiedzenie Wydziału Dyscypliny PZPN

Friday, June 27th, 2003

Wydział Dyscypliny PZPN na swoim wczorajszym posiedzeniu zajmował się wyjaśnieniem sprawy, czy przed rewanżowym meczem barażowym o prawo gry w ekstraklasie pomiędzy Garbarnią Szczakowianką Jaworzno i Świtem doszło do próby przekupstwa piłkarzy z Nowego Dworu Mazowieckiego. Na posiedzenie zostali wezwani: prezes Świtu, Wojciech Szymański oraz siedmiu zawodników Świtu.

Po pierwszej części, w której zeznawał Wojciech Szymański wygłosił oświadczenie, w którym podtrzymał swoje zarzuty wobec zawodników Świtu:
- Kilku piłkarzom prowadzonego przeze mnie klubu zarzucam wysoce niesportowe zachowanie. Adam Warszawski i Grzegorz Miłkowski, pomimo moich próśb, odmówili gry w rewanżowym meczu z Garbarnią. Kilku innych, w trakcie tego spotkania, w ogóle nie angażowało się w grę. Wiem, że przedłożyli oni swoje partykularne interesy nad dobro zespołu, w którym występują. Wiceprezes Świtu Ireneusz Jankowski powiadomił mnie również, że podczas zgrupowania ci sami piłkarze grozili i straszyli młodym zawodnikom.

Szymański w swoim oświadczeniu wymienił nazwiska zawodników wobec których podtrzymał swoje zarzuty. Chodzi o Macieja Lewnę, Adama Warszawskiego i Grzegorza Miłkowskiego.

Wojciech Szymański zaapelował do członków Wydziału Dyscypliny PZPN o współpracę w celu wyjaśnienia całej sprawy i przykładnego ukarania winnych.

W drugiej części, przy drzwiach zamkniętych, w dalszym ciągu zeznawał prezes Szymański oraz wezwani na posiedzenie piłkarze.

Przesłuchania trwały do wieczora. Z przyczyn technicznych nie jesteśmy w stanie zaprezentować opinii wygłoszonych przez piłkarzy, ale można było oczekiwać, że także oni podtrzymają swoją wersję wydarzeń: to znaczy, że w żadnym stopniu nie uczestniczyli w domniemanym procederze handlowania punktami.

Sprawy nie ma
Według oświadczenia przedstawicieli prokuratury w Nowym Dworze Mazowieckim, nie ma podstaw do wszczęcia w tej sprawie śledztwa z urzędu. Piłkarze – w dzisiejszej konstrukcji prawa – nie są osobami publicznymi, w tym więc sensie nie mogło być mowy o pojęciu “łapówka”.
Można zatem domniemywać, że prokuratura zajmie się sprawą wyłącznie wtedy, kiedy ktoś (prezes Wojciech Szymański, PZPN) zwróci się o wszczęcie śledztwa.

Rozmowa z Jackiem Okieńczycem, dyrektorem ds. sportu w Canal+
Jak całe zamieszanie wokół barażowych spotkań Świtu z Garbarnią wygląda z perspektywy stacji, która do 2005 roku ma wykupione prawa do pokazywania spotkań polskiej ekstraklasy?
Nie jest to oczywiście korzystne ani dla nas, ani dla kibiców, działaczy, trenerów – całej polskiej piłki. Wydawało się nam, że sytuacja się poprawia. Dzięki wymogom koniecznym do otrzymania licencji – oświetleniu, krytym trybunom, krzesełkom – zaczęła w polskiej piłce tworzyć się nowa jakość. Wierzę, że ten incydentalny przypadek zostanie wyjaśniony, ewentualni winni zostaną ukarani, a cały proces przemiany polskiej piłki będzie trwał. Takie zdarzenia nie mają prawa się więcej powtórzyć. To nie buduje dobrego klimatu wokół polskiej piłki, która przecież i tak sukcesów ma jak na lekarstwo.
Czy pana zdaniem to rzeczywiście incydentalny przypadek?
Wolę patrzeć na pozytywy związane z ligą, bo uważam, że tych jest więcej. W czasie sezonu nie wybuchały takie afery. Nawet po ostatniej kolejce nikt nie mówił o “niedzieli cudów” i “spółdzielniach” jak to zdarzało w poprzednich latach. Dopiero po barażach zaczęło się całe zamieszanie. Może właśnie formuła takich dwóch spotkań decydujących o być albo nie być nie jest najlepsza. Jest to temat do refleksji. Póki PZPN lub prokuratura nie wyda wyroku, nie przesądzajmy jednak, że faktycznie nie wszystko rozstrzygnęło się na boisku.
Temat od kilku dni nie schodzi jednak z czołówek większości gazet, padają poważne zarzuty. To może sugerować, że jednak coś było na rzeczy.

Jest takie powiedzenie – nie ma dymu bez ognia. Kiedyś PZPN uległ szumowi medialnemu, presji gazet, radia, telewizji i po podejrzanej ostatniej kolejce odebrał tytuł mistrzowski Legii Warszawa. Decyzje zapadły, choć nikt niczego wtedy nikomu nie udowodnił. Teraz jeden z wysoko postawionych działaczy PZPN powiedział mi, że związek pod presją mediów się nie ugnie, co nie oznacza, że nie będzie chciał ukarać ewentualnych winnych. Jeśli sprawa przekupstwa okaże się prawdą, nie będziemy chcieli współpracować z klubami i ludźmi, którzy byli w to zamieszani.
Czy Canal+ zamierza przeprowadzić w sprawie barażu Świtu z Garbarnią wewnętrzne śledztwo, zażąda wyjaśnień oskarżających się stron?
Nie mamy takiego zamiaru. Czekamy na wyjaśnienia ze strony PZPN i ewentualnie prokuratury.

A może kluby z Jaworzna i Nowego Dworu Mazowieckiego zostaną ukarane przez Canal+ finansowo?
Jesteśmy związani umową z PZPN i na własną rękę nie będziemy takich działań podejmować. Do czasu, aż cała sprawa nie zostanie ostatecznie wyjaśniona, żadnych kar finansowych nie będzie. Mam także nadzieję – patrząc już na sprawę globalnie – że nie będziemy zmuszeni obniżyć wypłat dla wszystkich klubów, jak to miało miejsce przed rokiem. Wszystko zależy od tego na ile poważnie kluby podejdą do kwestii wypełnienia wymogów licencyjnych. Poznamy odpowiedź na pytanie komu zależy na widowisku w polskiej piłce, a komu nie.
Czy patrząc na całe zamieszanie wokół meczów barażowych będzie na polskiej piłce zależało sponsorom i biznesmenom?
Łatwo jest generalizować pewne problemy, brać tak medialny argument do ręki i mówić – widzicie, po co mamy się w to pchać, skoro to jest takie bagno. Ale ja uważam, że jak się siada do stołu z poważnymi partnerami, to w poważnych rozmowach, w których snuje się plany współpracy nie na miesiące, ale na lata, takie incydenty nie przeszkadzają.
Rozmawiał Grzegorz Mikuła

Autor artykułu: g

Więcej kasy dla radnych w Rybniku!

Friday, June 27th, 2003

Dodatkowo 600 złotych wpłynie co miesiąc na konto radnego, który pofatyguje się na posiedzenia trzech komisji, więcej pieniędzy zarobią też wszyscy pełniący w radzie jakieś funkcje. Uchwała o nowych i znacznie wyższych zarobkach została podjęta w środę tuż przed północą.

O pomyśle samorządowców na podreperowanie domowych budżetów pisaliśmy w środę. Nasze informacje potwierdziły się – głosami radnych rządzącego Bloku Samorządowego Rybnik uchwalono wyższe uposażenia.

- W tej kadencji jest mniej radnych i dlatego mają więcej pracy. Radni zaangażowali się bardzo w pracę w samorządzie, więc postanowiliśmy podjąć taką decyzję – wyjaśnia Jan Mura, wiceprzewodniczący RM.

Jednocześnie Mura tłumaczy, że w nowym systemie wynagradzania wprowadzono kary za każdą nieusprawiedliwioną nieobecność na posiedzeniu komisji (200 zł) i rady miasta (400 zł).

- Jeśli radni tak bardzo się zaangażowali, to po co motywować ich do pracy karami? – pytamy.

- Nie wszyscy się przykładają, niestety. Poza tym to nie kara, a konsekwencja – odpowiada wiceprzewodniczący po chwili zastanowienia.

Interesujące jest to, że najbardziej zyskają na podwyżkach rajcy rządzącego miastem BSR. Ludzie z tego ugrupowania są przewodniczącymi siedmiu z ośmiu komisji rady miasta, również oni wnioskowali o zmiany w sposobie wynagradzania.
- Mają szefów siedmiu komisji, ich ludzie są zastępcami, a za to też od września będą dodatkowe pieniądze – komentuje Kazimierz Zięba, radny SLD. – Może i podwyżki były potrzebne, ale nie takie wysokie, bo moim zdaniem nie stać nas na to.

Co na to prawo?

Zarobki radnych określa ustawa o samorządzie terytorialnym. Stawki radnych są w niej uszeregowane w zależności od liczby mieszkańców. Rybniccy rajcy mają prawo do diety w maksymalnej wysokości 2.400 zł. – Zarabiamy mniej niż moglibyśmy – mówi Jan Mura.

Jak jest u sąsiadów

Jastrzębie Zdrój:
* 1800 zł – przewodniczący rady miasta
* 1260 zł – wiceprzewodniczący rady miasta
* 1260 zł – przewodniczący komisji rady miasta
* 1080 zł – wiceprzewodniczący komisji rady miasta
* 810 zł – radny
Żory:
* 1804 zł – przewodniczący rady miasta
* 1443 zł – wiceprzewodniczący rady miasta
* 1082 zł – przewodniczący komisji rady miasta
* 0 – wiceprzewodniczący komisji rady miasta
* 811 zł – radny. ?

Zarabiają

* radny – 800 zł. Dodatkowo 200 zł za pracę w każdej komisji.
* zastępca przewodniczącego komisji – 1400 zł + 200 za wykonywanie obowiązków sekretarza.
* przewodniczący komisji – 1800 zł
* wiceprzewodniczący rady miasta – 2000 zł
* przewodniczący – 2200 zł
Najwięcej zyskali na zmianach
700 zł – przewodniczący każdej z ośmiu komisji.
600 zł – co najmniej 13 radnych, którzy pracują w co najmniej trzech komisjach.
400 zł – dwóch wiceprzewodniczących rady miasta.
200 zł – przewodniczący RM.

Czy uważasz, że rybniccy radni powinni otrzymywać wynagrodzenie za uczestnictwo w komisjach?

Autor artykułu: Maciej Kołodziejczyk

Pracę w raciborskim szpitalu straci 230 osób!

Tuesday, June 24th, 2003

Raciborski szpital ma prawie 14 mln zł długu. Z każdym miesiącem powiększa się o kolejne 400 tys. zł. – Jeśli nie zwolnimy ludzi, za pół roku placówka przestanie istnieć – alarmuje Wojciech Krzyżek, dyrektor szpitala, który dzisiaj przedstawi program jego naprawy na sesji rady powiatu – organu założycielskiego.

Personel chce przetrwać

Obecnie w szpitalu przy ul. Gamowskiej jest 667 etatów. Do pracowników dotarła już wiadomość o programie restrukturyzacyjnym, który zakłada zwolnienie 230 osób. – Atmosfera nie jest więc wesoła. Każdy żyje z dnia na dzień – mówi jedna z pielęgniarek. Pracownicy nie chcą się przedstawiać.

- Po co się jeszcze komuś narażać. Nam chodzi tylko o to, by szpital przetrwał najgorsze, a najgorsze chyba nadeszło. Od nowego roku zmniejszymy liczbę łóżek z 460 do 318. To też nam daje do myślenia – mówi pielęgniarka.

Związki zawodowe czekają na oficjalne potwierdzenie informacji i też są ostrożne w komentarzach.
- A o czym tu rozmawiać. Na razie dyrekcja nie rozmawiała z nami o tak drastycznych cięciach. Czekamy na oficjalne przedstawienie programu – mówi Barbara Pierzycka, szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w raciborskim szpitalu.

Brakuje na wszystko

Pieniędzy brakuje dosłownie na wszystko, na bieżące opłaty, wydatki, nie mówiąc o zaległych podwyżkach wynikających z tzw. ustawy “203″.

Firmy nie chcą już dostarczać szpitalowi leków, bo niezapłacone faktury gonią następne. Dyrektor szpitala Wojciech Krzyżek mówi wprost.

- Musimy podjąć radykalne działania dla ratowania szpitala. Placówka może nie dotrwać do końca roku. Dłużnicy pójdą w końcu do sądów, a komornik zajmie nasze konta. To czarny scenariusz – mówi dyrektor. Dodaje, że realnie bez obniżenia tzw. kosztów stałych nie da się zaoszczędzić, a 75 procent tych kosztów to pracownicy. Do szpitala dotarły też niepokojące informacje, że oszczędności szuka również Narodowy Fundusz Zdrowia. Ponoć od lipca szpitalne kontrakty będą obniżane o 15?20 procent.

- Jest źle, a jeśli tak się stanie, będzie tragedia – komentuje te doniesienia dyrektor.

Kucharki i sprzątaczki na początek

Według planu do końca roku ze szpitala będzie musiało odejść 230 pracowników. Szpitalną kuchnią i sprzątaniem zajmą się prywatne firmy – ma to przynieść oszczędności.
- Na pewno prywatne podmioty przejmą część dotychczasowych pracowników. Będziemy o to zabiegać. Bardzo wielu pracowników odejdzie na wcześniejsze emerytury i zasiłki przedemerytalne, z przysługującymi im odprawami – wyjaśnia dyrektor Krzyżek. Wylicza, że tylko 57 osób zasili szeregi bezrobotnych.

Dzisiaj dyrektor przedstawi trudny program naprawczy radzie raciborskiego powiatu, który jest organem założycielskim placówki. Zapowiada się ostra dyskusja, bo powiat musi znaleźć jeszcze pieniądze na odprawy – ok. 1 mln zł i zaległe podwyżki dla pracowników – a to dodatkowe 1,7 mln zł.

Kara

Gwóźdź do trumny

22 maja szpital otrzymał z Ministerstwa Finansów informację, że przez najbliższe trzy lata nie będzie mógł korzystać z ministerialnych funduszy na restrukturyzację zdrowia. To kara za to, że w 2000 roku szpital źle wykorzystał te pieniądze. – Wówczas z tej puli 12 tys. zł wydano na wypłatę zaległych ekwiwalentów urlopowych, a to było niezgodne z przepisami – informuje dyrektor Krzyżek. Gdyby nie to, szpital mógłby otrzymać dodatkowo do
2,5 mln zł. – To dla nas ogromna suma, wystarczyłaby choćby na odprawy i podwyżki – mówi dyrektor.

Autor artykułu: Jacek Bombor

Szmugiel na skalę przemysłową

Tuesday, June 24th, 2003

Prokuratura Okręgowa w Katowicach po ponad pięciu latach zakończyła największe w kraju śledztwo dotyczące przemytu spirytusu. Jak mówią prokuratorzy, była to jedna z najtrudniejszych spraw w ostatnich latach.

Akt oskarżenia obejmuje 26 osób – to sami Polacy. Poza nimi w Niemczech już skazano kilka osób, w innych krajach toczą się postępowania, za innymi rozesłano listy gończe. – Grupa była bardzo dobrze zorganizowana – mówi Tomasz Tadla, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach. – Część podejrzanych zajmowała się wyłącznie kupowaniem spirytusu w destylatorniach w Portugalii, Niemczech, Włoszech, Belgii itp. Inna grupa zajmowała się przerzutem towaru do Czech, inna jeszcze z Czech do Polski. Ostatni wreszcie oddział zajmował się już dystrybucją alkoholu w kraju.

Mechanizm przemytu był dobrze obmyślony. Przestępcy legalnie i oficjalnie kupowali za gotówkę, np. 25 tys. litrów spirytusu w Portugalii. Nabywcą miała być firma z Litwy bądź Łotwy. Towar następnie przejeżdżał przez całą Unię Europejską do Czech. Po drodze zmieniali się kierowcy, samochody i fałszywe dokumenty. – Jeśli chodzi o sam przywóz spirytusu do Polski, to przemytnicy mieli dwie metody ? dodaje prokurator Tadla. – Albo posługiwali się sfałszowanymi papierami, albo korumpowali celników.

W Polsce nie było raczej problemu ze sprzedaniem przemyconego alkoholu. Kupowali go drobniejsi dystrybutorzy, a także grupy przestępcze, dyskoteki, a nawet sklepy. Wśród członków gangu, prócz Polaków, byli czescy kierowcy, niemieccy pośrednicy.

Pomysłodawcą i przywódcą całego procederu był Franciszek C. ps Rudy – 33-letni dziś stolarz z Pabianic. To on organizował transport, sieć pośredników i “dziury”, czyli miejsca, gdzie spirytus był przechowywany.

Ile zarobili przestępcy? Na pewno ponad 70 milionów zł, choć prokuratura nie ukrywa, że mogło tego być kilka razy więcej. Tyle zarobili w ciągu dwóch lat, a działali prawie osiem. Śledztwo w prokuraturze trwa od 1995 roku. Pierwsi podejrzani trafili do aresztu dopiero w 2001 roku. Przez ten czas zdążyli skutecznie pozbyć się tego, co zarobili. Prokurator Tadla przyznaje, że niewiele majątku udało się zabezpieczyć. Przestępcy mają teraz bardzo bogate babcie, szwagrów itd.

Autor artykułu: gz

Spłonęła kwiaciarnia

Tuesday, June 24th, 2003

Wczoraj w nocy spłonęło wnętrze kwiaciarni przy ul. Braci Mieroszewskich 42 w Sosnowcu. Przyczyną pożaru było podpalenie. – Kilkanaście minut po godz. 2 obudził mnie telefon od sąsiadki, że pali się moja kwiaciarnia – mówi Krzysztof Olkuszewski, właściciel budynku. – Na miejscu zastałem już dogaszających pożar strażaków.

Po oględzinach okazało się, że włamano się do przylegającego do kwiaciarni kiosku, z którego zniknęły papierosy i inne artykuły o wartości ponad 3 tys. złotych. By zatrzeć ślady, włamywacze podpalili drewniany budynek. – Spłonęło całe wnętrze kwiaciarni włącznie z kwiatami – dodaje K. Olkuszewski. – To już czwarte włamanie do kiosku w tym roku, a wszystko odbywa się moim kosztem, gdyż można tam wejść jedynie przez kwiaciarnię.

Olkuszewski ocenia swoje straty wstępnie na 70 tys. złotych.
- Patrol policyjny, który został zawiadomiony o pożarze przez przygodnego przechodnia, jeszcze w nocy rozpoczął poszukiwanie sprawców – wyjaśnia Krzysztof Kwiatkowski, rzecznik prasowy Miejskiej Komendy Policji w Sosnowcu.

- Około godz. 7 zatrzymaliśmy dwóch podejrzanych, przy których znaleźliśmy towary mogące pochodzić z tego włamania.
Sprawcami okazali się dwaj mężczyźni 23 i 15-letni. Starszy nie ma stałego zameldowania, natomiast młodszy to mieszkaniec Sosnowca. Obydwaj przyznali się do winy.

Autor artykułu: kd

Czy Górnik Zabrze będzie ukarany?

Wednesday, June 18th, 2003

Kamil Kosowski i Marcin Kuźba dziś grają w Wiśle Kraków. Wcześniej byli piłkarzami Górnika Zabrze, ale kopać piłkę nauczyli się w malutkim Gwarku. Działacze tego ostatniego upomnieli się o odstępne.

Niewielki Szkolny Klub Sportowy Gwarek Zabrze może zrobić krzywdę wielkiemu Górnikowi? Wiele wskazuje na to, że tak właśnie może się stać. Działacze Gwarka domagają się bowiem od swojego sąsiada prawie miliona złotych.

Za co? Za transfery swoich wychowanków: Marcina Kuźby i Kamila Kosowskiego. Gdy piłkarze kończyli wiek juniora Gwarek odsprzedał ich do Górnika, ale że obaj byli utalentowani, zastrzegł sobie jednocześnie 20 procent od sumy, jaką klub ekstraklasy uzyska z ich ewentualnej sprzedaży. No i latem 1998 roku Kuźba został sprzedany do francuskiego Auxerre, a zimą 1999/2000 Kosowskiego kupiła Wisła Kraków.

Dziś obaj piłkarze to reprezentanci Polski warci grube miliony, starają się o nich kluby włoskie i niemieckie. Gwarek jednak wciąż czeka na pieniądze…

Forma nacisku
Sprawa dotarła do Polskiego Związku Piłki Nożnej. Do siedziby futbolowej centrali trafiło pismo podpisane przez prezesa Gwarka Mariana Ryndaka, w którym domaga się on zajęcia przez PZPN środków należnych Górnikowi z tytułu umowy z Canal+.

Rok temu, gdy zmieniali się akcjonariusze w SSA Górnik i udziały od Stanisława Płoskonia kupowała firma Polind, Gwarek upomniał się o pieniądze po raz pierwszy. Na mocy zawartego wtedy porozumienia kwotę zadłużenia ustalono na 1 milion złotych. Górnik miał spłacać dług w ratach przez kilka lat. Prezes Ryndak twierdzi jednak, że już pierwsza z nich spłynęła z opóźnieniem. Teraz zaś minęły dwie kolejne, a pieniędzy jak nie było tak nie ma.

- Rozmowy nie przynosiły rezultatu, więc zdecydowaliśmy się na inną formę nacisku i wysłaliśmy pismo do PZPN – wyjaśnia prezes SKS Gwarek.

Odrzucona oferta
Według Marcina Stefańskiego, dyrektora departamentu rozgrywek PZPN, roszczenia Gwarka są słuszne i mogą być jednocześnie podstawą do nieuprawnienia nowych piłkarzy w Górniku (czyli zakazu transferów). A to już może oznaczać spore problemy dla zespołu, z którego chce odejść połowa drużyny…

Wczoraj Zbigniew Koźmiński i przewodniczący Rady Nadzorczej SSA Górnik Andrzej Daszek udali się na negocjacje do siedziby Gwarka. Zaproponowali wpłatę 100 tysięcy złotych i kolejne raty w tej samej wysokości co roku. Rozmowy zakończyły się fiaskiem, bo Gwarek nie zaakceptował tej oferty.

- To była luźna propozycja, bez konkretnych terminów. Takich już się nasłuchaliśmy, tylko potem nie było pieniędzy – wyjaśnia Ryndak.

Marmury jak w kurii
Koźmiński twierdzi, że Gwarek chciał 200 – 300 tysięcy zł. Prezes Górnika nie ukrywał zniecierpliwienia: – Nas w tej chwili nie stać na to, nie ma takiej możliwości. Płoskoń przez tyle lat opłacał ludzi pracujących w Gwarku, pomagał im, a oni teraz chcą nie wiadomo czego! I jeszcze mają usta pełne miłości do Górnika!

Prezes Ryndak stara się łagodzić nieporozumienia: – Mamy duże potrzeby, budujemy nowy budynek klubowy. Rozumiemy też sytuację Górnika i nie chcemy, żeby przez nas miał problemy. Chcemy jednak konkretów. Podobną sprawę mieliśmy też z Ruchem Chorzów o Marka Sukera i się dogadaliśmy.

- Byłem w Gwarku, widziałem te marmurowe schody, posadzki. Jak w kurii biskupiej! I na to potrzebne im są te pieniądze? – piekli się sternik Górnika.

Dziś Andrzej Daszek ma przedstawić nową ofertę Gwarkowi.

CO IM GROZI?
* Jeżeli nie dojdzie do porozumienia z Gwarkiem, PZPN może podjąć decyzję o nieuprawnieniu do gry piłkarzy, których Górnik pozyska w przerwie letniej
z myślą o nowym sezonie. To zaś może oznaczać,
że w rundzie jesiennej trener Waldemar Fornalik będzie zmuszony wystawiać juniorów.
* W skrajnym przypadku brak porozumienia co do terminu spłaty zadłużenia wobec Gwarka może sprawić, że PZPN nie przyzna licencji Górnikowi na przyszły sezon. To zaś oznaczać będzie, że 14-krotnego mistrza Polski zabraknie w ekstraklasie…
* To kolejny problem, który nie sprzyja zainwestowaniu w Górnika przez Marka Koźmińskiego. Były reprezentant kraju i syn prezesa klubu już jest zniecierpliwiony wolnym tempem podejmowania decyzji przez władze miasta (gmina ma przejąć 30 procent akcji SSA Górnik).

OPINIA
Marcin Stefański, dyrektor departamentu rozgrywek PZPN
W tej chwili czekamy na oficjalną odpowiedź ze strony Górnika. Do czasu przydzielania licencji pozostało jeszcze trochę czasu i mam nadzieję, że oba kluby dojdą do porozumienia bez naszej ingerencji. To przecież lokalna sprawa. Generalnie racja jest po stronie Gwarka. Bo jeżeli upadną kluby, które szkolą takie talenty jak Kosowskiego czy Kuźby, to tylko sobie w łeb strzelić.

Autor artykułu: Tomasz Mucha

Kto jeszcze spadnie z III ligi?

Tuesday, June 17th, 2003

Chyba nikt się nie spodziewał, że walka o utrzymanie się w trzeciej lidze będzie tak dramatyczna. Aż pięć drużyn – Carbo Gliwice, Grunwald Ruda Śląska, Polonia Bytom, Promień Żary i Pogoń Świebodzin – jest zagrożonych degradacją. Jakie dwie z nich dołączą do KS Myszków, Nysy Zgorzelec i Skalnika Gracze zdecyduje się dopiero w ostatniej kolejce.

Po sobotnim remisie Rozwoju Katowice z Górnikiem MK Katowice oba zespoły zapewniły sobie utrzymanie, choć ich wyniki w przyszłej kolejce nie będą obojętne dla pozostałych drużyn. W najtrudniejszej sytuacji są Polonia i Pogoń, gdyż nawet wygrane nie gwarantują im dalszej gry w III lidze.

Grunwald Ruda Śląska
W ostatniej kolejce rudzianie zmierzą się na wyjeździe z inną drużyną zagrożoną degradacją – Promieniem Żary. Jeśli wygrają – utrzymają się. Jeśli padnie remis Grunwald spadnie gdy swoje mecze wygrają Carbo, Polonia i Pogoń, przegra MK, a Rozwój przynajmniej zremisuje, lub wygrają Carbo i Polonia, zremisuje Pogoń i MK, a przegra Rozwój.

W wypadku porażki Grunwald pożegna się z III ligą pod warunkiem, że dwa kluby z trójki: Carbo, Pogoń i Polonia wygrają swoje spotkania.

Carbo Gliwice
Gliwiczanie grają na wyjeździe ze zdegradowanym już KS Myszków i tylko zwycięstwo gwarantuje im utrzymanie. W przypadku podziału punktów Carbo spadnie, z wyjątkiem sytuacji, gdy Pogoń i Polonia najwyżej zremisują swoje mecze. Jeśli gliwiczanie przegrają, muszą liczyć na porażki Polonii i Pogoni.

Polonia Bytom
Nawet zwycięstwo w ostatnim spotkaniu z Miedzią Legnica nie gwarantuje bytomianom utrzymania się. Tak się stanie jeśli wygrają Carbo i Pogoń – z wyjątkiem sytuacji, w której MK przynajmniej zremisuje, Rozwój przegra, a spotkanie Promienia z Grunwaldem nie zakończy się remisem.

Polonia spadnie też przy remisie Grunwaldu z Promieniem, gdy wygra Pogoń i najwyżej zremisuje Carbo, lub gdy wygra Carbo, zremisuje lub przegra Pogoń i przegra też MK.

W wypadku remisu Polonia uratuje się tylko jeśli Pogoń przegra, a Carbo najwyżej zremisuje. Porażka przesądza spadek Polonii.

Autor artykułu: mim

W WOPR niewesoło

Tuesday, June 17th, 2003

Dąbrowscy ratownicy wodni rozpoczynają sezon bez sprzętu. Wypoczywający mogą liczyć wyłącznie na cud. Tymczasem miasto szczyci się największą liczbą kąpielisk w województwie.

Jesteśmy społecznikami. Naszym jedynym funduszem są składki członkowskie, w tej chwili mamy na koncie 400 złotych, co wystarczy nam na bak paliwa do motorówki. Za własne pieniądze musimy kupić materiały opatrunkowe do ratowania ludzi i niezbędny sprzęt – mówi Andrzej Latosik, prezes oddziału miejskiego WOPR w Dąbrowie Górniczej.

W Dąbrowie na byłych piaskowniach powstały już trzy kąpieliska: Pogoria I, Pogoria II, która jest traktowana jak rezerwat przyrodniczy Pogoria III, ciesząca się największą popularnością. W planach miasto szykuje się do oddania kolejnej, Pogorii IV w rejonie piaskowni Kuźnica Warężyńska.

Ratownicy piszą prośby
Kłopoty dąbrowskich ratowników zaczęły się w marcu tego roku, gdy powstał samodzielny oddział w mieście. Do niedawna włączeni byli w struktury Będzina. Teraz są na swoim. Okazało się, że nie mają siedziby i sprzętu. Biuro zarządu mieści się w prywatnym mieszkaniu prezesa.

Andrzej Latosik, prezes miejskiego oddziału WOPR dzwoni po szpitalach i pyta, czy okazyjnie może zdobyć środki opatrunkowe. Ratownicy składają się na zakup motorówki. Wystąpili do wojewódzkiego zarządu WOPR o przydział łodzi motorowej, ale nie wiadomo czy otrzymają ją.

- Oddział w Dąbrowie nie ma odpowiedniej bazy na przechowanie sprzętu. Łodzi nie możemy wydać i koło się zamyka. Ratownicy mieli łódź, ale ktoś podziurawił ją – mówi Wiktor Zajączkowski, prezes wojewódzkiego zarządu WOPR.

Kto ma zapewnić ratownikom sprzęt?
- Samorządy są zobowiązane do zapewnienia bezpieczeństwa na kąpieliskach i powinny partycypować w kosztach zakupu sprzętu – uważa prezes Zajączkowski.

Woprowcy zwrócili się o pomoc do dąbrowskich władz.

- Udało nam się wywalczyć etaty dla trzech ratowników na Pogorii III oraz dwa na Pogorii II. To za mało. Według naszych wyliczeń w wakacje nad Pogorią III wypoczywa 6-8 tys. ludzi – zauważa Latosik. Na więcej etatów zabrakło pieniędzy.
Ustalono, że ratownicy otrzymają tymczasową siedzibę w kempingu w rejonie Pogorii III. Na nic więcej na razie nie mogą liczyć. – Prezydent wyjaśnił, że miasto nie jest w stanie wspomóc w tym roku finansowo oddziału, ale obiecał pozyskać sponsorów, którzy mogliby zakupić oddziałowi niezbędny sprzęt do działań ratowniczych: łodzi motorowej do szybkiej interwencji i dwóch łodzi wiosłowych – dodaje Kocjan. Władze zapowiedziały, że w projekcie budżetu na przyszły rok znajdą się pieniądze na zakup niezbędnego sprzętu dla woprowców.

W dąbrowskim oddziale jest 80 ratowników. Podkreślają wszyscy, że mimo trudności zapewnią mieszkańcom bezpieczeństwo. Podpisali już z policją umowę o współpracy w czasie sezonu. Nad jeziorami pojawią się wspólne patrole.


Ile kosztuje bezpieczeństwo
* fantom do ćwiczeń 9 tys. zł
* profesjonalna torba ratownicza z apteczką,
inhalatorem i aparatem do sztucznego oddychania 5 tys. zł
* godzina pracy motorówki 100 zł
* łódź ratownicza 40 tys. zł
* łódź wiosłowa kilkanaście tysięcy zł
* miesiąc pracy ratownika 1000 zł brutto


Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe istnieje od 1962 roku. Jest organizacją społeczną. Do zadań WOPR należy m. in. organizowanie wodnej służby ratowniczej, udział w akcjach ratowniczych. Od kwietnia tego roku WOPR podlega Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji. Włączony został do Krajowego Systemu Ratowniczego. Woprowcy będą uczestniczyli w akcjach ratunkowych na zasadzie podobnej do ochotniczej straży pożarnej. za każdą akcję będą mieli zapłacone.

Autor artykułu: Renata Cius

Drogi dla górników

Friday, June 13th, 2003

Wczoraj związkowcy z górniczej “Solidarności” zablokowali dwie główne drogi na Śląsku. Był to wyraz poparcia dla protestujących już dziesiątą dobę pod ziemią górników z kilkunastu śląskich kopalń. Między godz. 10.00 a 13.00, ruch z Katowic w kierunku Bielska-Białej i Wisły był sparaliżowany.

Najpierw górnicy zablokowali trasę Katowice – Bielsko w Tychach, a następnie tzw. wiślankę na wysokości Mikołowa. Na obu drogach utworzyły się wielokilometrowe korki. W Tychach ok. 200 górników chodziło przez trzy godziny po przejściu dla pieszych. Przepuszczali tylko karetki pogotowia. Policja próbowała rozładować ruch.

Kierowcy spokojni
- Zdajemy sobie sprawę, że tak ostry protest jest uciążliwy dla zwykłych ludzi – mówi Jarosław Grzesik, rzecznik górniczej “Solidarności”. – Nie mamy jednak już innych możliwości eskalacji protestów w obronie miejsc pracy w górnictwie.

Policja kierowała samochody jadące w kierunku Bielska przez centrum Tychów. Miasto bardzo szybko stało się właściwie nieprzejezdne. Jeszcze gorzej było na trasie do Wisły. Tam na obu pasach jezdni samochody stały w liczących kilkanaście kilometrów korkach. Mimo to trudno było znaleźć kierowcę, który by jednoznacznie potępił protest. – Nie ukrywam, że się spieszę – mówił nam Roman Pilarczyk, jadący do Czech kierowca tira. – Spóźnię się z towarem, ale moi szefowie wiedzą, że to nie będzie moja wina. Z drugiej strony staram się zrozumieć górników broniących swoich miejsc pracy. Sam kiedyś byłem bezrobotny i wiem, co to za uczucie. Mogli tylko wcześniej zapowiedzieć tę blokadę, a policja mogła zrobić lepsze objazdy.

Górnicy są zmęczeni
Jest punktualnie godz. 11. Na twarzach górników widać już zmęczenie. W ciągu tej godziny zrobili po pasach parę ładnych kilometrów. – Schodzimy! – pada komenda. Związkowcy zaczynają jeść kanapki, piją zimne napoje, a kierowcy ruszają. Po kilku minutach ruch jest prawie normalny. Ale to była tylko przerwa. Po chwili górnicy znów maszerują po przejściu dla pieszych.

Do protestujących podbiega kierowca. Prosi, żeby go przepuścić, bo wiezie żonę do lekarza. Chwilę potem grupa rozstępuje się, polonez może przejechać. – My tu nie jesteśmy po to, żeby szkodzić zwykłym ludziom, tylko tym kretynom z rządu – tłumaczy jeden ze związkowców.

Dzień prawdy
Dzisiaj w Warszawie zbiera się zespół trójstronny ds. bezpieczeństwa socjalnego w górnictwie. Główny temat – zmiany w programie restrukturyzacji kopalń i informacja o jego dotychczasowej realizacji. Pracodawcy, a przede wszystkim Kompania Węglowa mają przedstawić swoje poprawki i ewentualnie pokazać listę kopalń, w których trzeba ograniczyć wydobycie. – Nie sądzę, żeby już w piątek została pokazana jakaś konkretna lista – mówi Jan Czypionka, rzecznik Kompanii Węglowej. – Na pewno jednak zbliżamy się do momentu jej utworzenia i ujawnienia. Nie chciałbym teraz komentować czwartkowych blokad dróg, gdyż ten protest nie dotyczył bezpośrednio nas. Stanowisko zarządu Kompanii Węglowej jest jednoznaczne od początku. Strajki w kopalniach są nieuzasadnione i nielegalne.

Nielegalne?
Policja, która przez cały czas obstawiała protesty mówi, że nie odnotowano większych incydentów. Po godz. 13.00 ruch na obu trasach odbywał się normalnie.

Jak poinformował nas kom. Piotr Bieniak, z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, wczorajsza blokada była nielegalna. – Legitymowaliśmy niektórych protestujących – mówi kom. Bieniak. – Przebieg blokady był rejestrowany kamerami. Uczestnicy tej akcji mogą liczyć się z konsekwencjami.

Autor artykułu: Grzegorz Zasępa