Mirosław Podsiadło, prezes katowickiego oddziału Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Trzecią Rzeszę znalazł się pod lupą komisji rewizyjnej.
Komisyjna kontrola wykryła m.in.:
* brak tzw. kart księgowania analitycznego, wskutek czego nie wiadomo dokładnie, ile pieniędzy wyciekło ze stowarzyszenia;
* dokumenty dotyczące likwidacji kilku lokat bankowych na łączną kwotę 60 tys. 322 zł. Na jaki cel te środki zostały wydane?
* dowody potwierdzające finansowanie ze środków stowarzyszenia kampanii wyborczej do Sejmu w 1997 r. Mirosława Podsiadły (dostał się z listy SLD).
- Gdyby mnie dotyczyły te zarzuty, bardzo bym się martwił – tak skomentował protokół pokontrolny Marian Nawrocki, przewodniczący Zarządu Głównego stowarzyszenia.
Speckontrola po publikacji “Trybuny Śląskiej”
Komisja rewizyjna bada wydatki katowickiego oddziału Stowarzyszenia Poszkodowanych przez III Rzeszę, kierowanego przez Mirosława Podsiadłę. Z protokołu pokontrolnego wynika, że ze składek członków opłacał on własną kampanię wyborczą do Sejmu w 1997 roku!
Nie wiadomo dokładnie, ile pieniędzy wyciekło ze stowarzyszenia, bo komisja rewizyjna stwierdziła brak tzw. kart księgowania analitycznego. – To najcięższy grzech. To wszystkie przychody i wydatki z podaniem celu, na jaki zostały przeznaczone. Te dokumenty po prostu wyparowały – potwierdziła “Trybunie Śląskiej” Maria Brodzińska, przewodnicząca wojewódzkiej komisji rewizyjnej Stowarzyszenia. Wygląda na to, że ktoś specjalnie się ich pozbył, by ukryć prawdziwe przeznaczenie gotówki. – Tak przypuszczam – mówi Brodzińska.
Na kampanię
Finansowe zagadki się mnożą. Komisja miała zastrzeżenia co do likwidacji kilku lokat bankowych w tym okresie na łączną kwotę 60 tys. 322 zł. – Brak jest potwierdzenia wydatkowania gotówki, jak również określenia, na jaki cel została wydatkowana – informuje Brodzińska.
Kontrolerzy w raportach kasowych znaleźli kilka dowodów mających wyraźny związek z finansowaniem ze środków Stowarzyszenia kampanii wyborczej do Sejmu RP Mirosława Podsiadło (dostał się do Sejmu z listy SLD).
Np. umowa z Miejskim Ośrodkiem Kultury w Tychach na najem sali widowiskowej na zebranie wyborcze. Stowarzyszenie zapłaciło za to 854 zł. Podsiadło za pieniądze poszkodowanych wynajmował również salę w Śląskim Teatrze Tańca. Opłacano za nie pełnomocnika kandydata, a nawet kupowano wodę mineralną i znaczki pocztowe. Dowody noszą odręczny dopisek “M. Podsiadło” lub “Na kampanię wyborczą”.
Błędne delegacje
W trakcie kontroli komisja ujawniła szereg delegacji wystawionych na nazwisko prezesa Podsiadło, wypłaconych bez potwierdzenia pobytu w miejscu wskazanym na delegacji. Kontrowersje budzi przelot z Warszawy do Gdańska, wizyty w Poznaniu, Częstochowie, Krakowie, Kaliszu, Oświęcimiu i Opolu.
- Nasze wątpliwości wzbudziło 12 delegacji. Łącznie opiewały na sumę ponad 4 tys. zł – wyjaśnia Brodzińska.
W zaleceniach pokontrolnych komisja wskazuje na dalszą kontrolę delegacji służbowych pana Podsiadło “co najmniej w okresie jego kadencji poselskiej”. – Naszym zdaniem po wykryciu tych nieprawidłowości należy skontrolować całość dokumentacji w latach 1998-2002, ale to już zadanie dla centrali naszego Stowarzyszenia w Warszawie – mówi Brodzińska. Protokół został wysłany już do Zarządu Głównego Stowarzyszenia Poszkodowanych przez III Rzeszę w Warszawie.
Ja bym się martwił
Marian Nawrocki, przewodniczący ZG Stowarzyszenia w Warszawie przyznał w rozmowie z naszym dziennikarzem, że zapoznał się z wynikami kontroli w śląskim oddziale.
- To bardzo poważne zarzuty. Musimy wyjaśnić sprawę do końca i będziemy kontynuować kontrole, aby wyjaśnić wszystkie kwestie – mówi Nawrocki. – Jesteśmy ogromną organizacją, mamy 48 oddziałów terenowych, 300 tys. członków i nie możemy sobie pozwolić na takie rzeczy.
Po naszej czerwcowej publikacji pięciu oburzonych członków Stowarzyszenia ze Śląska wysłało do Warszawy pisma, domagając się wyjaśnień. – Ostatnio o informację na ten temat prosił mnie nawet wojewoda śląski – przyznaje Nawrocki.
12 sierpnia odbędzie się posiedzenie prezydium zarządu głównego – najwyższej władzy Stowarzyszenia. Czy polecą głowy? – Nie jestem wróżką – odparł prezes Nawrocki, ale przyznał, że gdyby jego dotyczyły zarzuty, bardzo by się martwił.
To nie ja…
Prezes Mirosław Podsiadło nie chciał z nami rozmawiać. Przesłał pisemne wyjaśnienia, w których zaprzecza, jakoby finansował kampanię wyborczą z składek stowarzyszenia.
“W dniu 30 kwietnia 1998 (czyli już jako poseł – red.) dokonałem wpłaty na rzecz Zarządu Głównego Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę w wysokości 14 tys. zł.
Wpłata dotyczyła wyborów do Sejmu RP” – czytamy w wyjaśnieniu. Podczas kontroli dowód wpłaty opiewający na tę kwotę został przedstawiony członkom komisji rewizyjnej. Okazało się, że to zwrot pieniędzy, które Zarząd Główny od maja do sierpnia 1997 roku wypłacił w trzech ratach Podsiadle na koszty kampanii wyborczej. Kontrola dotyczy jednak środków wydatkowanych przez oddział katowicki, toteż “Komisja – czytamy w protokole pokontrolnym – na podstawie zapisów na dowodzie wpłaty nie stwierdziła jednak jego związku z przedmiotem kontroli”.
- Stwierdzam, że nie dawałem ze swojej strony nikomu z aktywu stowarzyszenia żadnych poleceń dotyczących finansowania lub organizowania kampanii wyborczej, jak również żadnych faktur, które można by interpretować jako finansowanie kampanii – twierdzi Podsiadło, a fakt, że takie dokumenty się pojawiły tłumaczy niedopatrzeniem ówczesnego wiceprezesa i byłej księgowej, Aleksandry Czekatowskiej. – To nieprawda. On mi dawał te rachunki do zapłacenia, wszystko odbywało się na jego polecenie – mówi natomiast 77-letnia dziś księgowa. – Gdy domagałam się zwrotu tych pieniędzy mówił mi, spokojnie, wszystko się wyjaśni.
Co do delegacji prezes wyjaśnia, że “w tym okresie nie było jeszcze uchwały zobowiązującej wszystkich działaczy Stowarzyszenia bez względu na pełnioną funkcję do potwierdzania delegacji”.
Autor artykułu: Jacek Bombor