Archive for July, 2003

Wieko pozostaje otwarte

Wednesday, July 16th, 2003

Działacze Pogoni Ruda Śląska do ostatniej chwili czekali z podjęciem decyzji, czy zgłosić koszykarską drużynę do I ligi. Termin wyznaczony przez Polski Związek Koszykówki minął wczoraj i właśnie wczoraj z Rudy Śląskiej do Warszawy wysłany został faks wyrażający gotowość rudzian do gry na zapleczu ekstraklasy. Nie wiadomo jednak w jakim składzie zagra Pogoń, jaki będzie budżet klubu i kto zostanie trenerem zespołu.

Koszykarska rozpacz

Przez długie tygodnie po zakończeniu minionego sezonu, w którym Pogoń utrzymała się w I lidze po meczach barażowych, przyszłość drużyny z Rudy Śląskiej rysowała się w czarnych barwach. Trener Bogusław Mol podkreślał, że kolejny rok działania na zasadzie pospolitego ruszenia i wiązania końca z końcem nie ma większego sensu. Gdy hala, w której zespół trenował i rozgrywał swoje mecze, została przez właściciela, Hutę Pokój S. A. zamknięta na kłódkę, wydawało się, że to już koniec “dorosłej” koszykówki w Rudze Śląskiej.
- Zgłosiliśmy się, bo muszą być jakieś wzorce dla najmłodszych adeptów koszykówki – mówi jeden z działaczy Pogoni.

Z juniorami

Wysłać faks nie jest wielką sztuką. Dopiero teraz przed szefami klubu prawdziwe wyzwania. Trzeba skompletować skład i znaleźć pieniądze tak by wystarczyły do końca rozgrywek. Na razie wiadomo, że w Pogoni – którą prawdopodobnie nadal poprowadzi trener Mol – gotowi są występować juniorzy oraz doświadczony środkowy Wojciech Kukuczka. Pozostali gracze mają najczęściej inne propozycje: Mirosław Frankowski może przenieść się do Kotwicy Kołobrzeg, Piotr Pluta do Czarnych Słupsk, a Sławomir Kruk i Piotr Pustelnik do zabrzańskich Bobrów. Krzysztof Morawiec wybrał natomiast… pracę w Stanach Zjednoczonych i do Polski ma wrócić dopiero w połowie września. Czy będzie miał ochotę na kontynuowanie kariery? Nie wiadomo.

Nawet jeśli uda się skompletować grupę zawodników chętnych do gry w Rudze Śląskiej trzeba skonstruować budżet,
na długi sezon w liczącej szesnaście zespołów lidze. Minimum to około 500 tysięcy złotych i o takie pieniądze starają się działacze. Znaleźć na Śląsku firmy gotowe inwestować w sport jest jednak nie lada sztuką. Pogoń ma jeszcze zaległości wobec zawodników za zeszły sezon sięgające 100 tysięcy złotych. Podobno i w sprawach sponsorskich pojawiło się też światełko w tunelu.

Bezdomni

Kolejnym problemem do rozwiązania jest kwestia hali sportowej w Nowy Bytomiu. Huta zamknęła ją przed koszykarzami. Jeśli nie uda się znaleźć kompromisowego wyjścia nie wykluczone, że pierwszoligowe mecze Pogoń rozgrywać będzie w innej dzielnicy miasta – Halembie. W tamtejszej ha-
li sportowej koszykarze z Rudy Śląskiej rozgrywali już swoje spotkania, gdy obiekt w Nowym Bytomiu był przebudowywany.

Dopiero kiedy działacze, trenerzy i zawodnicy Pogoni zdołają pokonać wszystkie piętrzące się przeszkody będzie można powiedzieć, że ucieczka znad grobu, w którym miała zostać pochowana koszykówka z Rudy Śląskiej, zakończyła się sukcesem. Na razie zrobiony został tylko jeden krok ku lepszej przyszłości. Wieko trumny wciąż pozostaje otwarte.

Autor artykułu: Grzegorz Mikuła

W podwójnej roli

Wednesday, July 16th, 2003

Michał Probierz już szukał nowego klubu. Tymczasem nieoczekiwanie został w Górniku, w którym teraz jest nie tylko piłkarzem, ale również asystentem trenera Waldemara Fornalika.

Po zakończeniu minionego sezonu Michał Probierz był przekonany, że opuści Górnika Zabrze. Mówiło się nawet, że wróci do Ruchu Chorzów, klubu, w którym zaczynał swoją dorosłą karierę. Tymczasem stało się zupełnie inaczej: 31-letni zawodnik nie tylko został w ekipie Waldemara Fornalika, ale także objął nową funkcję: asystenta pierwszego trenera.

- Rzeczywiście, to dla mnie nowa sytuacja, ale nie do końca. Ja pracuję z młodzieżą już od połowy lat 90., gdy grałem jeszcze w Niemczech. Byłem też trenerem TKKF, drużyny w futsalu. Teraz szkolę w Górniku grupę 11-letnich trampkarzy – opowiada Michał Probierz.

Pożytek z asystenta
Trener Waldemar Fornalik zaznacza, że Probierz wciąż przede wszystkim jest piłkarzem.

- Wciąż liczę na Michała na boisku. Ale widząc jak dobrze sobie radzi w pracy z młodzieżą chciałem to w jakimś stopniu spożytkować – jest przecież w naszej kadrze spora grupa młodych zawodników. Jednocześnie staram się tak układać mu zajęcia, by nie przeszkadzało to samemu Michałowi w normalnym przygotowaniu do sezonu – wyjaśnia szkoleniowiec Górnika.

Podczas zgrupowania w Wiśle Probierz często wieczorami szlifuje z młodzieżą technikę. W Górniku jest też pomysł, by najzdolniejszych juniorów w klubie wyróżniać: raz w tygodniu będą trenować pod okiem piłkarza i trenera Fornalika.

Probierz na razie nie chce wyróżniać żadnego z utalentowanych “młodziaków”. Sam debiutował w ekstraklasie w wieku 17 lat. – Pewnie przyjdzie taka chwila, że ci młodzi dostaną swoją szansę. Wtedy zobaczymy, czy mają boiskowy charakter, żeby tę szansę wykorzystać – uważa.

Szkoleniowe ambicje
Probierz skończył odpowiedni kurs i ma uprawnienia trenera II klasy. Nie skrywa ambicji, że kiedyś chciałby prowadzić I-ligowy zespół. Kto wie, czy nie będzie to Górnik…

- Na razie zbieram doświadczenia, przyglądam się pracy kolejnych szkoleniowców w Górniku. Chciałbym na Roosevelta zakończyć piłkarską karierę. Czuję się z tym klubem związany na dobre i na złe. To oznacza także, że wiążę z nim swoją przyszłość – wyznaje prawy pomocnik Górnika.
Żeby jednak nie było wątpliwości: na razie nie zamierza zawieszać butów na kołku.

- Uważam, że wciąż mogę piłkarsko się rozwijać. Fizycznie czuję się bardzo dobrze i będę walczył o miejsce w drużynie – dodaje Probierz. – Budujemy obecnie nowy, ciekawy zespół: kilku piłkarzy postanowiło zmienić otoczenie, ale nie ma ludzi niezastąpionych i w ich miejsce przyszli godni następcy. Dla kibiców to też będzie coś nowego.

Kapitanem nie będzie
Nie uważa, że funkcja asystenta trenera będzie mu przeszkadzać podczas gry. Wręcz przeciwnie – z boiska łatwiej będzie zespołowi przekazać taktyczne wskazówki. Sam zaś będzie wykonywał to, co do niego będzie należeć. Ale zaraz zaznacza: – Kapitanem nie będę. To powinien być ktoś wybrany przez piłkarzy, przez zespół. W życiu nie można robić wszystkiego, trzeba się na czymś skoncentrować – uważa Michał Probierz, po czym dodaje: – Ale mam swojego faworyta: to Kaziu Moskal…

Michał Probierz
– ur. 24 września 1972 r. Kluby: Łagiewniki Bytom, Rozbark Bytom, Gwarek Zabrze, Westfalia 04 Herne, Ruch Chorzów, KFC Uerdingen 05, Wattenscheid 09 Bochum, Górnik Zabrze.

Debiut w ekstraklasie: 13 maja 1990 (w barwach Ruchu Chorzów przeciwko Jagiellonii Białystok). W I lidze rozegrał ponad 200 spotkań, strzelił 9 bramek.

Autor artykułu: Tomasz Mucha

Skradziona tożsamość

Saturday, July 12th, 2003

Magdalena K. z Katowic od ponad dwóch lat tłumaczy się z nie swoich grzechów: kradzieży, nadużywania alkoholu, zaśmiecania ulic.
Za swoje problemy wini policjantów, którzy nie dość skrupulatnie sprawdzają dane osobowe zatrzymanych osób, przewlekłe postępowanie sądowe i oszustkę, która posługuje się jej nazwiskiem.

Zaczęło się jak niewinny żart – od rachunku za pobyt w Izbie Wytrzeźwień w lipcu 2001 r. Wszystko się zgadzało: imię, nazwisko, adres. Tylko że Magdalena nigdy w Izbie Wytrzeźwień nie była. Policjant potwierdził, że przywieziona przez niego kobieta nie miała przy sobie dowodu tożsamości, ale dane zgadzały się z tymi z Urzędu Miasta, więc to mu wystarczyło.
- Chyba w końcu mi uwierzyli, że to nie mnie gościli, bo rachunku nie zapłaciłam, a powtórnego wezwania już nie było. W końcu kobieta w izbie to niecodzienne zjawisko – opowiada.
Ale potem było coraz gorzej.

Wezwania do sądu
Najpierw Bytom. O tym, że okradła tamtejsze OBI na 31,90 zł dowiedziała się z wezwania do sądu. W Hicie miała rzekomo nie zapłacić za artykuły wartości 76,67 zł, kilka miesięcy później w Carrefourze miała nakraść towaru za sumę 113,80 zł.
- To nie ja popełniłam te kradzieże, nawet nie wiem, gdzie znajdują się wszystkie te markety. Ktoś dokonał kradzieży i podał moje nazwisko. A policja uwierzyła – mówi Magdalena K.
Dopiero ekspertyza grafologiczna dowiodła, że osoba, która podpisała policyjny protokół zatrzymania nie jest tą samą, którą wezwano do sądu. Wyrok uniewinniający zapadł 12 czerwca 2003.

Czy pamięta pan tę panią?
W międzyczasie Magdalena K. prawie co tydzień pod zarzutem drobnych kradzieży była wzywana na przesłuchania do sądów i na komendy policji w całym województwie: w Częstochowie, Rudzie Śląskiej, Katowicach, Sosnowcu, Gliwicach.
- Najgorsze jest to, że to ja muszę udowadniać swoją niewinność, a nie oni mnie winę.

Tymczasem ze względu na przewlekłość postępowania jest to bardzo trudne. Często od kradzieży do pierwszej rozprawy mija ponad pół roku. Świadkowie mogą nie pamiętać dokładnie tamtych wydarzeń.

- Najczęściej wygląda to tak: przychodzi ochroniarz na rozprawę. Sędzia go pyta: czy widział pan kiedykolwiek tę panią? Nie pamiętam. A dlaczego pan nie pamięta? Bo ja takich pań każdego dnia zatrzymuję 10 – opowiada Magdalena.
Podobnie jest z policjantami. Przebieg wydarzeń potrafią jeszcze odtworzyć ze służbowych notatek, ale rzekomą sprawczynię są w stanie rozpoznać tylko, jeśli do konfrontacji dojdzie w miarę szybko. Najczęściej dane złapanej na kradzieży kobiety potwierdzali na podstawie oświadczeń innych osób. O rysopis nikt się nie pokusił.

- To oznacza, że każdy może twierdzić, że jest Matką Teresą i jeśli ma świadka, który go poprze, policjanci mu uwierzą? Część z nich twierdzi, że złapana miała dowód osobisty. Mogą kłamać, żeby nie wyszło na jaw, że czegoś nie dopełnili – przypuszcza Magdalena. – Jeśli nawet miała dowód, to całkowicie sfałszowany – ja nigdy swojego nie zgubiłam ani nie pożyczałam. Kto ma to rozpoznać jak nie policjanci.

Czarny charakter
Magdalenie udało się ustalić, kim jest oszustka dzięki nagraniu wideo z hipermarketu. Nawet nie jest podobna: starsza, zniszczona, krótkie, rude włosy. Znają się, ale od lat nie utrzymują kontaktu. To wyjaśnia skąd miała jej dane osobowe. Ale prokuratura w Katowicach nie była zainteresowana sprawą. Odmówiła wszczęcia postępowania o wprowadzanie w błąd funkcjonariuszy policji co do własnej tożsamości, ponieważ nie stanowi to przestępstwa, a tylko wykroczenie.

Nie miało znaczenia, że “sobowtórka” i jej wspólnicy są dobrze znani policji. Kradną codziennie, co najmniej w dwóch sklepach tylko niecodziennie są łapani. Jedzenie, wódka, klapki, bielizna – tyle, żeby mieścić się w granicy 250 zł – wykroczenia ściganego w drodze administracyjnej.

Mój przyjaciel dzielnicowy
Przełom nastąpił w kwietniu bieżącego roku. Policjant z Będzina wezwany do kradzieży w hipermarkecie, zadzwonił pod adres, jaki podała mu zatrzymana kobieta. Odebrał ojciec Magdaleny. Przekonywał, że córka nie mogła zostać złapana na kradzieży, bo jest razem z nim w domu. Policjanci przyjechali, sprawdzili, a prokurator prawdziwą złodziejkę zatrzymał w areszcie. – Po dwóch latach wreszcie ktoś wpadł na taki pomysł. Gdyby zrobiono to wcześniej, zamknęliby ją przy pierwszej wpadce – zauważa dziewczyna.

Ale sprawa karna jeszcze nie ruszyła, a Magdalena nadal jeździ się tłumaczyć. Pokazuje długą listę dat przesłuchań i rozpraw.
- Boję się, że kiedy wyjdzie, sytuacja się powtórzy. Będę musiała zmienić nazwisko. To małe sumy, więc nikt się tym nie przejmuje. A co gdyby na moje konto wzięła kredyt albo popełniła poważne przestępstwo?

Autor artykułu: Anna Góra

Podrabiali euro i złotówki

Friday, July 11th, 2003

Dziesiątki tysięcy fałszywych euro i złotówek wprowadziła do obiegu grupa przestępcza, którą rozbili śląscy policjanci z wydziału do walki z korupcją. Dwudziestu osobom już przedstawiono zarzuty, ale policja zapowiada, że cała grupa mogła liczyć prawie 100 osób. Kolejne zatrzymania są tylko kwestią czasu. Sprawa ma charakter międzynarodowy. Policja austriacka i włoska też zatrzymały kilku Polaków z fałszywymi banknotami euro, to prawdopodobnie członkowie tej samej grupy.

Trudno odróżnić

Na razie nie wiadomo, gdzie produkowane były fałszywki. Specjaliści orzekli jednak, że są bardzo dobrej jakości i odróżnienie ich od oryginalnych na pierwszy rzut oka jest bardzo trudne. – Te banknoty miały większość zabezpieczeń, tylko fachowiec mógł odróżnić je od prawdziwych – mówi jeden z policjantów wydziału do walki z korupcją. – Jeden z podejrzanych ukrył banknoty w słoiku, który zakopał w lesie. Podczas przesłuchań wskazał to miejsce. Okazało się, że przestępcy, zanim wprowadzono jedną walutę europejską, fałszowali także np. marki niemieckie.

Po nitce…

Jak powiedział nam asp. Jacek Pytel, z zespołu prasowego śląskiej policji, cała sprawa wyszła na jaw przypadkiem, przy okazji rozbicia tzw. afery wodzisławskiej.

Przypomnijmy, prokuratura przedstawiła wówczas zarzuty kilkudziesięciu osobom. Chodziło wtedy o korumpowanie urzędników, fałszowanie dokumentów, świadectw maturalnych, kwalifikacyjnych itp.

- Nasi funkcjonarisze znaleźli wtedy u jednego z zatrzymanych banknot o nominale 200 euro – dodaje asp. Pytel. – Okazało się, że był fałszywy. Od tego wszystko się zaczęło.

Prokuratura sporządziła już akt oskarżenia przeciwko 12 fałszerzom. Niedawno wpadło kolejnych ośmiu – czterech z nich zostało decyzją sądu aresztowanych. Kilka dni temu w ręce policji wpadł jeszcze jeden członek tej grupy. Okazało się, że dwa lata temu podpalił zakład fryzjerski w Rybniku. – Zrobił to na zlecenie konkurencji – dodaje asp. Pytel. – Jak ustaliliśmy przyjął także zlecenie na podpalenie kilku kolejnych zakładów.

Za wprowadzanie do obiegu fałszywych banknotów przestępcom grozi do 15 lat więzienia, za ich produkcję nawet 25 lat. Sprawą interesuje się Europol. To już druga tak duża afera związana z fałszowaniem euro w Polsce. Niedawno policja zlikwidowała nielegalną drukarnię banknotów. Obie sprawy nie są jednak ze sobą powiązane.

Autor artykułu: Grzegorz Zasępa

Bezrobotni na bruku

Friday, July 11th, 2003

Od dawna współpraca układała się źle z centralą Ruchu Obrony Bezrobotnych w Katowicach. Nam zależało na czymś innym, niż katowickim działaczom. Jesteśmy z Zabrza, tutaj jest wielu bezrobotnych i nasze działania skupiały się na pomocy właśnie im. Niestety okazało się, że w tym względzie są ogromne rozbieżności. Centrala chciała przede wszystkim abyśmy jeździli do Katowic i Warszawy na protesty i pikiety pod Urzędem Wojewódzkim czy Urzędem Rady Ministrów. Poza tym żądano od nas abyśmy zawozili do centrali 40 proc. wszystkich darów jakie otrzymamy od sponsorów. Więc kiedy np. dostaliśmy sto chlebów, to czterdzieści musieliśmy zawieść do Katowic. Początkowo tak robiliśmy, ale później doszliśmy do wniosku, że skoro zabrzańskie firmy dają coś dla bezrobotnych z naszego miasta, to dlaczego mamy to wozić do Katowic. Teraz jeszcze wyniknęła sprawa biura, które – opowiada Roman Bednarz – do niedawna prezes zabrzańskiego oddziału.

Stosunki między zabrzańskim oddziałem ROB-u, a katowicką centralą tego stowarzyszenia od dłuższego czasu nie układały się najlepiej. Roman Bednarz i Andrzej Sielewicz postanowili więc założyć stowarzyszenie niezależne od ROB i zająć się potrzebującymi z terenu naszego miasta. Złożyli odpowiednie dokumenty w sądzie, uzyskali akceptację Urzędu Miejskiego i, jak twierdzą, lada dzień zostanie zarejestrowane nowe stowarzyszenie pod nazwą Obywatelski Ruch Bezrobotnych w Zabrzu. Kiedy dowiedzieli się o tym w centrali, zaczęły się prawdziwe kłopoty. Teraz bój toczy się przede wszystkim o lokal przy ulicy Wolności 292 w Zabrzu. Mieszkanie na działalność stowarzyszenia zabrzańscy bezrobotni otrzymali od prezydenta Jerzego Werety. Umowę najmu podpisali jednak katowiccy działacze. Teraz twierdzą, że Roman Bednarz i bezrobotni z Zabrza nie działają w ich imieniu i siłą wyrzucili ich z biura. Konflikt nasilił się do tego stopnia, że musiała wkroczyć policja. W całym zajściu udział brał Adam Słomka, były poseł KPN-u.

- Szef okręgu, Mirosław Żeberek przyjechał z posłem Słomką i czterdziestoosobową grupą bezrobotnych z innych miast. Wyrzucili nas z biura i szybko zmienili zamek. Wezwaliśmy policję. Jednak kiedy pan Słomka pokazał legitymację poselską, funkcjonariusze zaprzestali działań ? mówi Roman Bednarz.

Mirosław Żeberek zaprzecza:
- Przyjechałem do Zabrza, bo dowiedzieliśmy się, że ktoś bezprawnie zajął nasz lokal. Ludzie, którzy tam urzędują wystąpili z naszego stowarzyszenia, nie widzę więc powodu dla którego, mieliby zajmować nasze biuro. ROB jest w koalicji z KPN-em, a Adam Słomka to mój kolega, poprosiłem go o podwiezienie do Zabrza i nie widzę w tym nic sensacyjnego. Był obecny przy interwencji policji, ale nie posługiwał się legitymacją, już zresztą nieważną. Teraz lokal jest zamknięty, ale od czwartku znowu zacznie działać i ruszymy z pomocą dla potrzebujących.

Na razie jednak biuro jest zamknięte. Zabrzańscy bezrobotni dyżurują pod drzwiami, tak aby w razie otwarcia biura zabrać dokumentację należącą do nowego stowarzyszenia.
Umowa najmu lokalu została podpisana na trzy miesiące, mija 31 lipca. Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć w UM, że nie zostanie ona przedłużona. Być może lokal zostanie wynajęty zabrzańskiemu Obywatelskiemu Ruchowi Bezrobotnych. Końca konfliktu nie widać. Nie wiadomo jaki przebieg miały wydarzenia w biurze przy Wolności 292, wersje wydarzeń stron różnią się między sobą diametralnie.

Autor artykułu: MARZENA PUCHAŁA

Spór o wyciąg

Tuesday, July 8th, 2003

Choć w najbliższym czasie nie powstanie kolejka linowa w Czyrnej w Szczyrku, być może uda się rozwiązać wieloletni konflikt wokół Górniczego Ośrodka Narciarskiego. Wojewoda Lechosław Jarzębski wczoraj stanął po stronie Szczyrku.
Minionej zimy najlepsze trasy narciarskie w Szczyrku były nieczynne, bo zablokowała je część właścicieli gruntów w tym rejonie. Trasy zablokowano, bo część właścicieli chciała, aby Gliwicka Agencja Turystyczna, oddała szczyrkowianom ośrodek narciarski. Prezes GAT Włodzimierz Koczot, aby ominąć zablokowane trasy, zamierzał wybudować wyciąg krzesełkowy nad nimi. Na to jednak nie zgodziła się inna grupa właścicieli gruntów, którzy również mają GAT-owi za złe wieloletnie zaniedbania w inwestycjach narciarskich i turystycznych.

Wojewoda Jarzębski wczoraj spotkał się z władzami Szczyrku, GAT i właścicielami gruntów na stokach. – GAT nie najlepiej się kojarzy w Szczyrku. Trzeba przedstawić inne rozwiązanie, np. przejęcie ośrodka narciarskiego przez samorząd. Jeśli do końca miesiąca zostanie przedstawiona rozsądna propozycja, to ją poprę w Ministerstwie Skarbu – zadeklarował wojewoda.
- To dla nas najlepsze rozwiązanie i dobrze, że wojewoda chce je poprzeć – cieszy się burmistrz Szczyrku Czesław Marek. Już na przełomie roku Ministerstwo Skarbu zgodziło się na wydzielenie szczyrkowskiego GON z agencji gliwickiej. Od tamtej pory jednak nic się nie zmieniło. Burmistrz Marek liczy, że poparcie wojewody we władzach rządowych zmieni tę sytuację z korzyścią dla Szczyrku.

Autor artykułu: Mirosław Łukaszuk

Budowali aquapark bez pokrycia

Tuesday, July 8th, 2003

5 lat więzienia i grzywna grozi prezesowi i wiceprezesowi spółki “Nemo-Wodny Świat”, która miała budować aquapark pod Szyndzielnią. To już ostatni gwóźdź do trumny tego projektu i koniec marzeń bielszczan o porządnej krytej pływalni, której w mieście ciągle brak. A w gruntach pod Szyndzielnią są zakopane grube miliony.

Akt oskarżenia przeciwko Edwardowi G. i Stanisławowi D. trafił właśnie do bielskiego sądu. – Zarzucamy im działanie na szkodę spółki – mówi Marek Mleczek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył Mostostal Zabrze, jeden z głównych udziałowców “Nemo”. Chodziło o to, że prezesi powierzyli wykonanie budowy Bielskiemu Przedsiębiorstwu Budownictwa Przemysłowego. Tymczasem, zdaniem Mostostalu, to właśnie on zgodnie z umową z grudnia 2001 roku miał być głównym wykonawcą.

Bez finansowego zabezpieczenia

Prokuratura wykryła także, że budowa aquaparku rozpoczęła się w ubiegłym roku, choć brakowało finansowego zabezpieczenia inwestycji. Spółka wydała niemal 4 mln złotych na fundamenty aquaparku i niecki basenów. Sęk w tym, że tej infrastruktury nie da się teraz wykorzystać na nic innego. Żeby na wartej około 4 mln zł działce pod Szyndzielnią mogła powstać inna budowla, starą najlepiej byłoby wysadzić w powietrze. A to koszt kolejnych przynajmniej 10 milionów.

Los aquaparku zawisł na włosku miesiąc temu. Wtedy bielscy radni nie zgodzili się poręczyć kredytu, dzięki któremu budowa mogła być kontynuowana. Miasto nie chciało też wykupić części udziałów w “Nemo”. Jednocześnie władze spółki nie mogły zaciągać zobowiązań na ponad 100 tysięcy dolarów, a udziałowcy nakazali zatrzymanie budowy.

O co chodzi?

Prezesi “Nemo” nie chcą wypowiadać się w tej sprawie dla prasy. Nie przyznają się do winy, tłumaczą, że robili wszystko, aby aquapark w Bielsku powstał i mieli na to zgodę zgromadzenia wspólników. – Mam tego wszystkiego dosyć. Jestem tylko budowlańcem, a tu chodzi o jakieś rozgrywki polityczne – powiedział nam Stanisław D. Wszystko wskazuje na to, że spółka przestanie istnieć.

Oskarżenie władz “Nemo” to pierwsza sprawa związana z aquaparkiem, która znajdzie swój finał w sądzie. Dodajmy, że jest jeszcze kwestia uchwał zgromadzenia wspólników, które Mostostal Zabrze też oddał do sądu. Prokuratura badała również ewentualne nadużycie uprawnień przez poprzednie władze Bielska przy powoływaniu do życia “Nemo” w kwietniu 2000 roku. To postępowanie zostało jednak umorzone.

Jacek Krywult, prezydent Bielska-Białej:

Odczuwam gorzką satysfakcję, że jednak mieliśmy rację nie angażując się do końca w pomysł aquaparku. Podejmując tę decyzję nie znaliśmy szczegółów prokuratorskiego śledztwa, opieraliśmy się wyłącznie na kryteriach ekonomicznych – po prostu biznesplan parku wodnego był wzięty z sufitu. Trudno było liczyć na taką liczbę gości, żeby przedsięwzięcie było opłacalne i miasto nie musiało do tego interesu dokładać.
Szkoda też pięknej kilkuhektarowej działki, którą miasto oddało pod budowę. Ten teren już pewnie do nas nie wróci, bo likwidator spółki będzie musiał go sprzedać, aby pokryć długi Nemo. A miejsce było idealne pod teren wystawowy.

Autor artykułu: Krzysztof Bąk

III-ligowcy rozpoczynają przygotowania

Tuesday, July 8th, 2003

Trzecioligowe zespoły z naszego regionu w większości zaczęły już przygotowania do nowego sezonu. Jedynie w Carbo Gliwice pierwszy trening zaplanowano na czwartek 10 lipca.

Rozwój Katowice
Piłkarze Rozwoju wczoraj spotkali się po raz pierwszy po urlopowej przerwie. Zajęcia poprowadził Mirosław Mosór, który na stanowisku pierwszego trenera zastąpił Dariusza Fornalaka. Dla nowego opiekuna Rozwoju to pierwsza tak poważna praca. Wcześniej szkolił jedynie rezerwy chorzowskiego Ruchu i zawodników piątoligowej LKS Bestwina.
Na wczorajszym treningu zjawiło się 18 zawodników, w tym sześciu nowych. Nie są to znani piłkarze, to głównie juniorzy z klubów z niższych lig – wyjaśnił Mosór. Z Ruchu Radzionków po okresie wypożyczenia wrócił Adam Bosowski.

W zajęciach nie uczestniczyli Marek Kolonko, Michał Bosowski i Sławomir Mogilan, którzy jeszcze nie wrócili z urlopów. Brakowało również Grzegorza Witka, ale jego nieobecność była spowodowana chorobą dziecka. Nie wiadomo, czy w klubie pozostaną Sławomir Szczygieł, Adam Olczak, Marcin Folga i Przemysław Dudek. Piłkarze nie przyjęli warunków, jakie zaoferował im klub i szukają sobie nowych pracodawców.

Górnik MK Katowice
Również wczoraj pierwsze zajęcia odbyły się w Górniku MK Katowice. Trener Franciszek Sput miał do dyspozycji 22 zawodników. Nowymi twarzami byli: Dawid Kurzaczek z KS Myszków, Michał Kurzawa z rezerw GKS Katowice, Robert Węgrzyn z AKS Niwka i bramkarz Maciej Szramowiak z Galicji Cisna. Brakowało natomiast szukających sobie nowych klubów Mateusza Sławika i Grzegorza Kani. Ten pierwszy przebywa na testach w sosnowieckim Zagłębiu. Trenerzy MK zrezygnowali z Dawida Gajeckiego, Damiana Nygi i Marcina Woźnego.

W okresie przygotowawczym piłkarze MK mają w planach rozegranie sześciu sparingów z Dalinem Myślenice, Rakowem Częstochowa, AKS Mikołów, Hutnikiem Kraków i Victorią Jaworzno.

Polonia Bytom
Aż 31 zawodników stawiło się wczoraj na pierwszym treningu bytomskiej Polonii. Było jedenastu nowych piłkarzy. – To wszystko młodzieżowcy. W kolejnych dniach przyjadą kolejni. Wybierzemy z nich kilku – mówi Grzegorz Kapica, trener Polonii. Z kadry z poprzedniego sezonu odeszło czterech zawodników. Największą stratę stanowi ubytek Daniela Kapinosa, który wyjechał do Niemiec, gdzie będzie grał w jednym z klubów niższej ligi. Nie ma w klubie też Tomasza Buffiego, Mirosława Kmiecia i Roberta Razakowskiego.

Być może bytomianie wyjadą na obóz przygotowawczy do Ustronia. – W Beskidach mielibyśmy przebywać od 14 do 19 lipca. Na razie jednak nie ma w tej sprawie definitywnej decyzji – wyjaśnia Kapica. Piłkarzy czeka pięć meczów kontrolnych m. in. z drugą drużyną Górnika Zabrze, Rozwojem Katowice i Śląskiem Świętochłowice.

Zagłębie Sosnowiec
Piłkarze Zagłębia Sosnowiec rozpoczęli treningi już w ubiegłym tygodniu. W weekend zdążyli nawet rozegrać wewnętrzną grę kontrolną. Nadal nie wiadomo, czy w Zagłębiu pozostanie Mariusz Ujek, który ma propozycję z Odry Wodzisław. – Jesteśmy, można powiedzieć, na etapie zawiązywania krawata. Mamy wspólne stanowisko – twierdzi Wojciech Rudy, dyrektor Zagłębia. Dzisiaj powinna natomiast zapaść decyzja, czy w Sosnowcu grał będzie Jacek Trzeciak z Włókniarza Kietrz.

Z nowych piłkarzy największe szanse na pozostanie w Zagłębiu mają: Adam Piechocki (Carbo Gliwice), Mateusz Sławik (Górnik MK Katowice), Konrad Koźmiński (MKS Sławków), Sławomir Rydel (Unia Alba Strzemieszyce) i Bartłomej Chwalibogowski (Victoria Jaworzno).

Autor artykułu: mim

Wstrzymane zabiegi w piekarskiej urazówce

Thursday, July 3rd, 2003

Najbardziej renomowany szpital urazowo-chirurgiczny nie ma pieniędzy na skomplikowane operacje stawu biodrowego i kolan z użyciem endoprotez i implantów, bo Narodowy Fundusz Zdrowia zaniżył kontrakty na te usługi. Od wczoraj w szpitalu nie wykonuje się planowanych zabiegów. Przyjmuje się wyłącznie pacjentów w nagłych przypadkach i operuje na koszt szpitala.

- Dla mnie każdy dzień zwłoki w operacji to kolejny dzień bólu – żali się Bronisław Chowański z Lublińca. Na operację endoprotez obu bioder czekał dwa lata.

Długie czekanie
Wojewódzki Szpital Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich przyjmuje rocznie 8 tys. pacjentów z całej południowej Polski, wykonuje 6,5 tys. operacji. W kolejce na operację biodra czeka się od dwóch do czterech lat – obecnie w kolejce zapisanych jest 1300 pacjentek i 600 mężczyzn.

Do Piekar trafiają najcięższe przypadki z innych szpitali ortopedycznych nie tylko z naszego regionu, ale z całej niemal Polski – pacjenci z urazem kręgosłupa, miednicy, nowotworami kości. – To pacjenci, których nikt inny nie chce i nie potrafi leczyć – mówi dr Bogdan Koczy, dyrektor urazówki.

Za niskie kontrakty
Narodowy Fundusz Zdrowia zaproponował szpitalowi w Piekarach Śląskich bardzo niskie kontrakty na drugie półrocze na usługi wysokospecjalistyczne. Chodzi o endoprotezy bioder (o ponad 2 tys. zł mniej niż dostają podobne szpitale np. w Warszawie) czy endoprotezy rewizyjne stawu biodrowego (o ponad 5 tys. zł mniej), a także kręgosłupa (o 6 tys. zł mniej).

Biodro cementowe kosztuje 3,3 tys. zł. Narodowy Fundusz Zdrowia proponuje na operację (w tym zakup endoprotezy) oraz miesięczne leczenie pooperacyjne stawkę – 4,7 tys. zł. – Za taką sumę to jest niemożliwe – stwierdza dyrektor szpitala.
Aleksandra Szatkowska z biura śląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia uspokaja. W województwie usługi z zakresu ortopedii świadczy aż 38 placówek, z czego dwie – Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Sosnowcu i Szpital Kliniczny nr 7 w Katowicach, wykonują te same usługi z użyciem endoprotez, co piekarska placówka. Tamte szpitale przyjęły stawki.

- Tam są oddziały ortopedyczno-urazowe, a o kontraktach decyduje dyrektor, który może przesuwać środki z innych oddziałów. My jesteśmy specjalistami w jednej dziedzinie i tego robić nie możemy – tłumaczy dyrektor Koczy.

A pacjent cierpi
Bronisław Chowański z Lublińca był przygotowywany do operacji cztery tygodnie. Pięć lat temu miał zabieg wszczepienia endoprotezy bioder, ale po tylu latach zużyły się panewki. Operacja jest bardzo skomplikowana, bo pan Bronisław cierpi na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Zgięty w pół, porusza się o kulach. Na noc pod nogi, plecy podkłada poduszki. Nie śpi z bólu. – Każdy dzień oznacza dla mnie cierpienie – żali się pacjent. We wtorek miał być operowany.
- Jedyny ratunek jest w tej operacji. Inaczej czeka mnie wózek – mówi smutno Bronisław Chowański.

Wczoraj późnym popołudniem Narodowy Fundusz Zdrowia przesłał dyrektorowi piekarskiej urazówki aneks do umowy.

- W kilku przypadkach np. endoprotez rewizyjnych i nowotworowych stawu biodrowego, podwyższyli nam stawki - mówi dyrektor Koczy. Możemy je przyjąć. Ale to nie wszystko. Operacji nadal nie będzie, dopóki nie podpiszemy kontraktów od lipca – skomentował aneks do umowy dyrektor Koczy.

Autor artykułu: Izabela Jarosz-Kacprzak

Będzie gęsto od patroli

Thursday, July 3rd, 2003

Zero tolerancji dla łamiących prawo. Od patrolujących policjantów zrobi się w Bielsku niebiesko – deklarują władze miasta i śląskiej policji, które podpisały wczoraj porozumienie o wzajemnym wsparciu.

Od wtorku w podbielskiej Wapienicy ćwiczy 62 kandydatów na policjantów. To właśnie oni stanowić będą trzon “siły uderzeniowej”, jaka wkrótce wyruszy w patrolach na ulice Bielska. – To będzie demonstracja siły tak, aby pokazać, że żadni chuligani czy przestępcy tym miastem nie rządzą – przekonuje prezydent Jacek Krywult.

- Policjantów przybędzie w zauważalny sposób dla mieszkańców. Na interwencję patrolu będzie się czekać znacznie krócej niż obecnie – dodaje zastępca śląskiego komendanta policji Ryszard Leśniewski.

Zdaniem bielskiego szefa policji, nadkomisarza Andrzeja Jaskólskiego, 62 nowych policjantów, choć nie tylko ich, pozwoli zorganizować kilkadziesiąt dodatkowych patroli. Wyruszą one w najbardziej zagrożone miejsca Bielska i okolic, przede wszystkim do centrum i na osiedla. – Codziennie będziemy analizować zagrożenia i kierować patrole w najbardziej niebezpieczne miejsca – dodaje Jaskólski.

Władze Bielska w tym roku wydały 360 tys. zł na przygotowania do przyjęcia nowych kandydatów na policjantów. Prezydent Krywult obiecuje, że finansowego wsparcia policji miasto nie odmówi także w następnych latach.

Kolejne miasto

Bielsko to 9. miasto w województwie śląskim, które zdecydowało się wesprzeć finansowo policję w zamian za dodatkowe patrole. Zrobiły to także Katowice, Chorzów, Bytom, Sosnowiec, Tychy, Ruda Śląska, Piekary i Częstochowa.

Autor artykułu: Mirosław Łukaszuk