Beniaminek przyjechał do Gliwic z nowym trenerem. Grzegorz Świerczek, który wcześniej szkolił w tym klubie bramkarzy, zastąpił kilka dni wcześniej grającego trenera Tomasza Ciastko.
Zmiana okazała się dobrym posunięciem, bo drużyna Swornicy Czarnowąsy po bezbramkowym remisie z Carbo Gliwice zdobyła historyczny, pierwszy punkt w III lidze.
Zapowiadało się, że gospodarze zagrają odważnie, ambitnie i nie będą mieli kłopotów z odniesieniem zwycięstwa.
Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Gliwiczanie grali bez jakiejkolwiek koncepcji i choć mieli optyczną przewagę, nie potrafili tego udokumentować pod bramką rywali. Trener Carbo Zygmunt Kajda na przedmeczowej odprawie próbował maksymalnie zmobilizować swoich podopiecznych, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu.
Już w pierwszej minucie Wojciech Kędziora trafił w poprzeczkę. – Podstawową sztuką w piłce nożnej jest trafienie do bramki, a tego nasi zawodnicy chyba nie potrafią – powiedział zasmucony gliwicki szkoleniowiec.
Beniaminek w pierwszej połowie nie stworzył żadnej groźnej sytuacji. Co prawda w 14 min Marek Grendziak zdecydował się na strzał z dystansu, ale był on niecelny. Później jeszcze przed końcem Andrzej Sapa próbował zaskoczyć Sylwestra Lempę, ale i jego strzał głową był mało precyzyjny. Z kolei gospodarze atakowali, ale ich celowniki nie były dobrze ustawione. Bramkarza Swornicy Macieja Lubczyńskiego w pierwszej połowie próbowali zaskoczyć Sebastian Wiewióra i Adam Międzik, ale ich strzały przechodziły obok celu.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Mało tego, początek drugiej połowy nie był korzystny dla gospodarzy. W 50 minucie w niegroźnej sytuacji Marek Adamczyk uderzył w brzuch Sławomira Maciuszka i stojący w pobliżu całej akcji sędzia, nie miał żadnych wątpliwości, pokazując pomocnikowi Carbo czerwoną kartkę.
- Czuję żal do doświadczonych zawodników, jak Adamczyk, czy Kędziora – powiedział Kajda. – Oni powinni prowadzić grę, a nie wychodzi to tak, jak powinno być.
Miejscowi grając w dziesiątkę już się zupełnie zagubili. Jedynie w 80 minucie po rogu Międzika główkował Kędziora, ale piłkę wybił Lubczyński, a dobitka Zbigniewa Mirgi była niecelna. Goście grając w przewadze, spisywali się jeszcze gorzej niż przed przerwą.
Autor artykułu: l. jaź.