Archive for September, 2003

Carbo Gliwice – Swornica Czarnowąsy 0:0

Monday, September 29th, 2003

Beniaminek przyjechał do Gliwic z nowym trenerem. Grzegorz Świerczek, który wcześniej szkolił w tym klubie bramkarzy, zastąpił kilka dni wcześniej grającego trenera Tomasza Ciastko.

Zmiana okazała się dobrym posunięciem, bo drużyna Swornicy Czarnowąsy po bezbramkowym remisie z Carbo Gliwice zdobyła historyczny, pierwszy punkt w III lidze.

Zapowiadało się, że gospodarze zagrają odważnie, ambitnie i nie będą mieli kłopotów z odniesieniem zwycięstwa.
Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Gliwiczanie grali bez jakiejkolwiek koncepcji i choć mieli optyczną przewagę, nie potrafili tego udokumentować pod bramką rywali. Trener Carbo Zygmunt Kajda na przedmeczowej odprawie próbował maksymalnie zmobilizować swoich podopiecznych, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu.

Już w pierwszej minucie Wojciech Kędziora trafił w poprzeczkę. – Podstawową sztuką w piłce nożnej jest trafienie do bramki, a tego nasi zawodnicy chyba nie potrafią – powiedział zasmucony gliwicki szkoleniowiec.
Beniaminek w pierwszej połowie nie stworzył żadnej groźnej sytuacji. Co prawda w 14 min Marek Grendziak zdecydował się na strzał z dystansu, ale był on niecelny. Później jeszcze przed końcem Andrzej Sapa próbował zaskoczyć Sylwestra Lempę, ale i jego strzał głową był mało precyzyjny. Z kolei gospodarze atakowali, ale ich celowniki nie były dobrze ustawione. Bramkarza Swornicy Macieja Lubczyńskiego w pierwszej połowie próbowali zaskoczyć Sebastian Wiewióra i Adam Międzik, ale ich strzały przechodziły obok celu.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Mało tego, początek drugiej połowy nie był korzystny dla gospodarzy. W 50 minucie w niegroźnej sytuacji Marek Adamczyk uderzył w brzuch Sławomira Maciuszka i stojący w pobliżu całej akcji sędzia, nie miał żadnych wątpliwości, pokazując pomocnikowi Carbo czerwoną kartkę.

- Czuję żal do doświadczonych zawodników, jak Adamczyk, czy Kędziora – powiedział Kajda. – Oni powinni prowadzić grę, a nie wychodzi to tak, jak powinno być.

Miejscowi grając w dziesiątkę już się zupełnie zagubili. Jedynie w 80 minucie po rogu Międzika główkował Kędziora, ale piłkę wybił Lubczyński, a dobitka Zbigniewa Mirgi była niecelna. Goście grając w przewadze, spisywali się jeszcze gorzej niż przed przerwą.

Autor artykułu: l. jaź.

Po meczu Górnik Zabrze – Legia Warszawa 2:2

Monday, September 29th, 2003

Piłkarze Górnika Zabrze w piątkowy wieczór mieli prawo cieszyć się z jednego punktu, ale jakoś tej radości nie było widać na ich twarzach. Trudno jednak zapewne o entuzjazm, gdy pełna pula, czyli zwycięstwo, wymyka się już w doliczonym czasie gry. I to zwycięstwo nie z byle kim, bo z warszawską Legią, jedyną niepokonaną dotąd w lidze drużyną, z którą dziesięć dni wcześniej zabrzanie gładko przegrali 0:2 w rozgrywkach o Puchar Polski.

Trzeba jednak przyznać, że i tak remis był dla zespołu Waldemara Fornalika wynikiem szczęśliwym, tak jak zwycięstwo byłoby niezasłużone. Oczywiście, w sporcie nie zawsze lepszy wygrywa, czasem wygrywa ten, kto ma więcej szczęścia. A to długo zabrzanom w piątek dopisywało: najpierw rzut karny podyktowany w kontrowersyjnych okolicznościach po starciu Rafała Niżnika z Wojciechem Szalą, potem koszmarny błąd Jacka Zielińskiego przy drugim golu, wreszcie kiepski celownik piłkarzy Legii seryjnie marnujących doskonałe okazje do strzelenia bramek. Temu ostatniemu ?szczęściu? wydatnie pomógł Piotr Lech, ale bramkarz Górnika interwencje kapitalne przeplatał z niefrasobliwymi.

Gwoli sprawiedliwości, piłkarzom gospodarzy trzeba oddać, to co im należne. A więc przede wszystkim to, że z żelazną konsekwencją realizowali defensywną taktykę, nawet po tym jak już w 7 minucie stracili gola. I gdy pod koniec meczu debiutujący w drużynie brazylijski obrońca Felipe zapuścił się pod pole karne rywala i stracił piłkę od razu został gwałtownie skarcony przez Michała Probierza.

Taka mało efektowna gra oczywiście nie mogła podobać się miejscowym kibicom, którzy wyciąganiem białych chusteczek na znak poddania się i złośliwymi docinkami pod adresem trenera i właściciela klubu, dali temu dosadny wyraz.

Ale w Zabrzu mieli już dosyć efektownych, czy głupich porażek – jak choćby z Amicą, czy Wisłą Płock. Cel był jeden: zdobyć chociaż jeden punkt nie oglądając się na finezję. I to się zabrzanom udało, a więc taktyka okazała się skuteczna. Warto też zauważyć, że przed meczem rozsypał się blok obronny Górnika: nie mogli przecież grać Kazimierz Moskal (kartki) oraz Paweł Pęczak i Grzegorz Jakosz (kontuzje). To zaś wymagało gruntownego ułożenia “klocków” od nowa.

I na koniec słówko o Adrianie Sikorze, który znów przypomniał o swoich nieprzeciętnych umiejętnościach. Niewielki wzrostem napastnik Górnika miał poza tym utrudnione zadanie, bo w walce z defensorami Legii zazwyczaj był osamotniony. Mimo to najpierw zainicjował akcję, której finałem był rzut karny, a na początku drugiej połowy z zimną krwią wykorzystał “prezent” od Jacka Zielińskiego i sam trafił do siatki.

Sam Sikora jednak na dłuższą metę nie uciągnie wózka z napisem “bramki”. Kiedy jego śladem pójdzie w Zabrzu cudzoziemska armia zaciężna?

Autor artykułu: Tomasz Mucha

Polecą do Iraku

Monday, September 29th, 2003

Dzisiaj znamy tylko wstępne plany dotyczące drugiego kontyngentu misji w Iraku. Jeśli nic się nie zmieni, będzie w nim służyć ok. 1600 żołnierzy z 2. Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. – To właśnie nasz korpus wydziela zasadnicze siły do drugiej tury Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku – poinformował wczoraj gen. dyw. Mieczysław Stachowiak, dowódca 2. Korpusu Zmechanizowanego z Krakowa.

W Iraku będzie więcej niż obecnie żołnierzy z naszego regionu. Batalion liczący ok. 260 ludzi wytypuje 18. Batalion Desantowo-Szturmowy z Bielska-Białej. Zastąpi on batalion Shirbrick ze Szczecina, stacjonujący obecnie w dawnej fabryce broni Al Hillah.

Natomiast 10. Brygada Logistyczna z Opola przygotuje kolejny batalion obsługujący misję iracką. Na Bliski Wschód najprawdopodobniej poleci też ok. 50 komandosów z 1. Pułku Specjalnego z Lublińca.

To na razie plany. Odpowiednie rozkazy dotrą do jednostek do 5 października. Wtedy żołnierze poznają konkrety. Ale nawet wtedy będzie kilka niewiadomych. Po pierwsze, dopiero w styczniu okaże się, ilu Polaków służących obecnie na Bliskim wschodzie, będzie chciało pozostać na drugą turę. Od tego zależy liczba żołnierzy, którzy wyjadą z kraju. Po drugie – Polska jest krajem wiodącym w dywizji. To znaczy, że jeśli któreś państwo przyśle mniej żołnierzy, będą ich musieli zastąpić Polacy.

Już pod koniec października do Iraku wyruszy grupa rekonesansowa. W jej skład wejdą oficerowie z jednostek wyznaczonych do uczestnictwa w drugiej zmianie. Na przełomie pierwszej i drugiej dekady stycznia 2004 r. poleci tam grupa awangardowa kontyngentu. Do połowy lutego rotacja musi zostać zakończona.
Żołnierze będą się szkolić w ośrodku przygotowującym „misjonarzy” w Kielcach. Potem mają się zgrywać w jednostkach. Szkoleniowcy już zapowiadają, że bardzo ważna będzie umiejętność skutecznego posługiwania się bronią. – Niemniej w przypadku ostrzału żołnierze raczej mają się chować niż używać broni. Wszystko po to, żeby nie eskalować napięcia – przekonuje gen. Stachowiak.
Od połowy września w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej i 6. Brygadzie Desantowo-Szturmowej są przygotowane dwa plutony, czyli ok. 30 żołnierzy, którzy w każdej chwili są w stanie wylecieć do Iraku. Mogą tam podmienić żołnierzy, którzy z różnych powodów wracają do kraju.

JAK JEST? JAK BĘDZIE?

Babilon
* Tak jest:
Stacjonuje dowództwo dywizji (powstało na bazie 12. Dywizji Zmechanizowanej w Szczecinie) i polski batalion dowodzenia (z 12. Dywizji Zmechanizowanej), 2. “polski” batalion (10. batalion zmechanizowany ze Świętoszowa) oraz ok. 50-osobowa kompania sił specjalnych (1. Pułk Specjalny z Lublińca).
* Tak będzie:
W drugiej zmianie dowództwo dywizji i jej batalion dowodzenia powstaną na bazie sztabu oraz batalionu dowodzenia 11. Dywizji Kawalerii Pancernej z Żagania. 2. batalion “polski” – z batalionu z 17. Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza. Kompania specjalna – także z Lublińca.

Karbala
* Tak jest:
1. Brygada „polska” (w kraju to 12. Brygada Zmechanizowana ze Szczecina). W mieście stacjonuje dowództwo i jej batalion dowodzenia (także z 12. Brygady).
* Tak będzie:
Dowództwo i batalion dowodzenia z 6. Brygady Desantowo-Szturmowej w Krakowie.
Al Hillah
* Tak jest:
1. batalion “polski” (batalion Shirbrick ze Szczecina), batalion logistyczny z Opola.

* Tak będzie:
1. batalion “polski” powstanie na bazie 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej. Batalion logistyczny będzie tworzony na bazie jednostki z Opola.
Al Kut
* Tak jest:
Samodzielna Grupa Powietrzno-Szturmowa (z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego).
* Tak będzie:
Zostanie podmieniona z żołnierzy z tej samej jednostki.

W bielskim batalionie w piątek było spokojnie. Większość żołnierzy była na ćwiczeniach poza jednostką. Pozostali przygotowywali się do inspekcji, jaka ma wkrótce nastąpić. – Właśnie dowiedzieliśmy się o tej decyzji z telewizji. Oficjalnie nie mamy żadnej informacji – powiedział kpt. Grzegorz Pelczarski, rzecznik batalionu. – Jesteśmy jednostką natychmiastowego reagowania, toteż zawsze jesteśmy gotowi do szybkiego wyjazdu w rejon działań.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że już od jakiegoś czasu w 18. Batalionie Desantowo-Szturmowym wiedzą o przygotowywaniu ich jednostki do służby w Iraku. Ze szczegółami na temat wyjazdu do Babilonu, w bielskim batalionie spodziewają się zapoznać w najbliższych dniach.

Prawdopodobnie za decyzją o wysłaniu bielskich komandosów przemawia ich doświadczenie w misjach rozjemczych, m. in. na Bałkanach. Zanim jeszcze Polska wstąpiła do NATO, bielscy żołnierze już służyli w podobnych misjach pod dowództwem sztabu paktu północnoatlantyckiego.

W tamtym okresie przez jakiś czas dowódcą bielskich komandosów był pułkownik Roman Polko, obecnie szef jednostki GROM.

Bielska jednostka jest elitarna, także w tym sensie, że do służby przyjmowani są wyłącznie ochotnicy, którzy zgadzają się na wyjazd w rejon działań wojennych jeszcze przed złożeniem przysięgi.

Autor artykułu: Jarosław Rybak, łu “Polska Zbrojna”

Starosta przed sądem

Wednesday, September 24th, 2003

Oskarżony o nieprawidłowości przy zdobywaniu pieniędzy na usuwanie skutków powodzi, stanął wczoraj przed sądem starosta żywiecki Andrzej Zieliński.

Chodzi o powódź z lata 2001 r., gdy zagrożony był potok Cicha w Soblówce na Żywiecczyznie. Jeszcze zanim żywioł ustąpił, starostwo zwróciło się do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska o pieniądze na usuwanie skutków powodzi. Zdaniem prokuratury, inne terminy były na zleceniach prac, a inne na fakturach po ich wykonaniu, co oznacza, że pieniądze nie zostały wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem.

Wczoraj starosta potwierdził, że pieniądze otrzymał na usuwanie skutków powodzi. Uznał jednak, że prace będą przeprowadzone, gdy żywioł już przejdzie, gdyż ich wykonywanie w czasie przechodzenia fali powodziowej byłoby marnowaniem pieniędzy. Zieliński podkreślił, że wszystkie pieniądze zostały wykorzystane na umocnienie brzegów potoku Cichy, a WFOŚ był na bieżąco informowany o wydawaniu pieniędzy.

Autor artykułu: łu

Liczby i ludzie

Wednesday, September 24th, 2003

Nagle, po wielkiej demonstracji górników w Warszawie, urzędnicy ministerialni nabrali ochoty na rozmowy z górnikami. Na Śląsk ma przyjechać wicepremier Jerzy Hausner. Może w końcu urzędnicy uświadomili sobie, że reforma górnictwa to nie jakieś anonimowe tony i miliony, ale żywi ludzie, którym odbiera się pracę i perspektywy na przyszłość?
14 mln ton węgla mniej i cztery kopalnie do zamknięcia – tak w suchych liczbach można przedstawić założenia reformy górnictwa na najbliższe lata.

Jednak za tymi liczbami kryją się żywi ludzie. Przeznaczone do zamknięcia kopalnie zatrudniają 8 654 osoby. Rząd zapewnia, że ponad 6 tys. górników dołowych oraz pracowników zakładów przeróbki mechanicznej węgla z tych zakładów znajdzie zatrudnienie w innych kopalniach. 1,4 tys. osób ma przejść na emerytury lub skorzystać ze świadczeń przedemerytalnych. Ponad tysiąc osób zatrudnionych na powierzchni ma skorzystać z tzw. pakietu osłonowo-aktywizującego. Problem w tym, że wizja zamykania kopalń jest całkowicie realna, a programu osłonowego nie ma.

Plany pisane patykiem na piasku
Dwieście milionów złotych przeznaczonych na łagodzenie w regionie śląskim skutków restrukturyzacji górnictwa wydaje się kwotą daleko niewystarczającą – twierdzi poseł Zbyszek Zaborowski, lider SLD na Śląsku. – Ale najważniejsze jest to, że program ten miał być uruchomiony z wyprzedzeniem, przynajmniej trzymiesięcznym w stosunku do kolejnego etapu reformy. Niestety nie został. Teraz walczymy o to, żeby programy osłonowe ruszyły równolegle do programu restrukturyzacji kopalń.

Profesor Andrzej Karbownik, były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za górnictwo uważa, że osiągnięcia rządu AWS w reformowaniu branży brały się przede wszystkim z tego, iż na czas przedstawiano górnikom klarowne programy. Te programy były też konsultowane ze związkami zawodowymi. – Przygotowaliśmy program, który został zaakceptowany przez Bank Światowy i w ciągu 2,5 roku osiągnęliśmy efekty porównywalne z tym, co osiągnięto w innych krajach w okresie znacznie dłuższym – powiedział nam prof. Karbownik. – Obecne kierownictwo resortu gospodarki przez ponad półtora roku nie potrafiło takiego programu przygotować.

Jeden razy cztery
Nic więc dziwnego, że górnicy protestują. – Jeżeli mówi się o 10 czy 20 tys. zwolnionych górników, to w rzeczywistości na bezrobocie pójdzie cztery razy więcej osób, bo przecież w tym regionie wiele firm pracuje na rzecz górnictwa – twierdzi Waldemar Bartz ze Związku Zawodowego Pracowników Dołowych.
Rząd zapewnia, że ani jeden górnik nie pójdzie na bruk, wszyscy dostaną propozycje pracy. Ale i w to górnicy nie chcą już wierzyć. – Najpierw zamknięto 24 kopalnie, teraz chce się zamknąć cztery, przyjdzie następna ekipa i zamknie kolejne sześć, bo to ich jedyny pomysł na górnictwo – mówi szef Związku Zawodowego Górników w Polsce Andrzej Chwiluk. – Dopóki nie zobaczę programu rozpisanego na 20 lat, przyjętego przez Sejm, trudno mi rządowe oceny i deklaracje traktować poważnie.

- Jesteśmy za uchwaleniem ustawy o restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, bo to daje szansę m.in. na oddłużenie branży – twierdzi Zaborowski. – Jednocześnie jednak chcemy dalej prowadzić dyskusję z ekspertami – również spoza naszego regionu – oraz związkami zawodowymi na temat sposobów realizacji programu rządowego. Zakładam, że kopalnie niekoniecznie trzeba zamykać, można ograniczać wydobycie również w inny sposób.


Kalendarium protestu
25 sierpnia 2003 r. – zarząd Kompanii Węglowej przedstawia ministrowi gospodarki listę kopalń przeznaczonych do likwidacji. W kopalniach Polska-Wirek, Bytom II, Centrum i Bolesław Śmiały powstają komitety protestacyjne.

26 sierpnia – kilkudziesięciu górników z ZG Bytom II pozostaje pod ziemią, zaczyna się strajk. Kopalnia wstrzymuje wydobycie, pracownicy KWK Bolesław Śmiały blokują “wiślankę”.

27 sierpnia – górnicy z dwóch bytomskich kopalń przeznaczonych do likwidacji pikietują pod urzędem miasta, radni wyrażają swoje poparcie dla ratowania zakładów, podobny marsz zorganizowano też w Rudzie Śląskiej. Fiaskiem kończą się rozmowy związkowców z zarządem Kompanii Węglowej.

28 sierpnia – rozpoczyna się okupacja siedziby Kompanii Węglowej.

29 sierpnia – rozmowy związkowców z przedstawicielami rządu w Warszawie. Obie strony pozostają przy swoim zdaniu.

2 września – marsz protestacyjny w Katowicach. Ulicami miasta przeszło 11 tysięcy górników broniących swoich miejsc pracy.

9 września – 60 górników z ZG Centrum nie wyjeżdża
na powierzchnię po nocnej zmianie. Kilkunastu kolej-nych rozpoczyna protest na dachu zakładu. Kilka tysięcy górników przygotowuje się do pokojowej demonstracji w Warszawie.

17 września – kobiety – żony górników i pracownice kopalń pikietują dom ministra Hausnera w Krakowie.

18 września – blisko 100 kobiet ze Śląska spotyka
się z prezydentową Jolantą Kwaśniewską.

24 września – spotkanie związkowców z zarządem Kompanii Węglowej.

25 września – ?

Autor artykułu: mu

Czy wicepremier Hausner ugasi pożar?

Wednesday, September 24th, 2003

Wicepremier Jerzy Hausner poinformował wczoraj na konferencji prasowej w Warszawie, że w piątek przyjedzie do Katowic, aby przedstawić politykę regionalną rządu. Wiele osób liczy,
że będzie to przełom w konflikcie dotyczącym likwidacji kopalń, że Hausner ugasi pożar na Śląsku – tak jak udało mu się to zrobić w innych miejscach w kraju.

Problem w tym, że już wczoraj wicepremier zapowiedział, iż nie widzi powodu, by wycofywać się z programu restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego przedstawionego ostatnio w Sejmie. Dodał, że jego zadaniem jest ochrona wartości kulturowych, jakie reprezentuje Górny Śląsk. Jednak – jak podkreślił – w górnictwie węgla kamiennego doszło do patologii.

– Nie zamierzam chronić ani patologii gospodarczych, ani patologii związkowych – stwierdził. – Jeżeli mam się zatrzymać w przeciwdziałaniu temu, co jest groźne z punktu widzenia i regionu i ludzi, a także jest niekorzystne dla kraju, to nie mogę ulec.

Hausner porównał górnictwo węgla kamiennego do czarnej dziury, która pochłania coraz więcej środków publicznych i generuje coraz więcej prywatnych korzyści.

Wicepremier powtórzył, że ci, którzy są górnikami dołowymi i górnikami przeróbki węgla, jeżeli nie odejdą na urlopy górnicze, otrzymają ofertę zatrudnienia w innej kopalni.


Liderzy dziewięciu górniczych central związkowych spotkają się dzisiaj z zarządem Kompanii Węglowej. Związkowcy po raz ostatni, jak mówią, będą próbowali przekonać prezesów spółki, by nie likwidowali czterech kopalń. Jeśli im się to nie uda, grożą strajkiem generalnym we wszystkich kopalniach. – Zakładamy dwa warianty – mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.

- Optymistyczny to taki, że zarząd wycofuje się z likwidowania, co jest prawdopodobne, bo sprawa już trafiła do prokuratury. My wtedy zawieszamy protest i siadamy do rozmów. Jeśli usłyszymy w środę “nie”, damy załogom wolną rękę w protestach. Nie zamierzamy już nikogo nawoływać do zachowania spokoju. Niech rząd, który za wszystko obwinia związki zawodowe, przekona się jak wyglądają niekontrolowane akcje protestacyjne. Przedsmak tego mieliśmy podczas demonstracji w Warszawie.

Co ciekawe, zarząd Kompanii zaprosił do rozmów tylko związki zrzeszone w Komitecie Protestacyjnym. Oznacza to, że nie weźmie w nich udział największa organizacja związkowa – górnicza “Solidarność”. – Nie potrafię tego zrozumieć – mówi Dominik Kolorz, szef “S” w Kompanii Węglowej. – Podejrzewam, że zarząd, który jest z pewnością inspirowany “z góry”, chce w ten sposób podzielić związki zawodowe. Chce, żebyśmy się kłócili między sobą. “Solidarność” nie siedzi z założonymi rękami. Tak jak mówiliśmy, trwają przygotowania do strajku generalnego we wszystkich kopalniach.

Autor artykułu: oprac. m, gz

Bitwa o pasażera

Friday, September 19th, 2003

Kierowcy konkurencyjnych busów wyprzedzający się na trasie, próby uprzedzenia konkurenta na dworcu w Żywcu, wreszcie strażnicy miejscy ścigający na skuterach prywatnego przewoźnika. To nie scenariusz kiepskiego filmu akcji, ale codzienne atrakcje pasażerów jeżdżących na trasie Żywiec – Bielsko.

Obsługujący linię turystyczną PPKS z Bielska wykupił kilka dni temu miejsce postojowe na żywieckim dworcu PKP, gdzie dotąd zatrzymywał się jedynie prywatny bus z Rabki. Do tej pory pasażerowie PPKS wsiadali na żywieckim dworcu PKS przy stanowisku nr 8.

- Korzystam z biletów studenckich w busach i za przejazd z Żywca do Bielska płacę 2 złote. Nie domyślając się niczego wsiadłem do busu PPKS Bielsko-Biała i musiałem zapłacić 3 złote, gdyż w PKS nie ma zniżek dla studentów. Poczułem się oszukany – mówi Paweł, student z Żywca. – Dworzec PKS w Żywcu jest bardzo obciążony. Do czasu aż nie powstanie tam stanowisko dla kursów turystycznych będziemy musieli korzystać z tego samego miejsca, co prywatna firma – mówi zastępca dyrektora PPKS Bielsko-Biała Marek Małacha.

O godzinach odjazdu rabczańskiego busa można dowiedzieć się z wywieszonego rozkładu jazdy. PPKS Bielsko nie ma stałego rozkładu dla kursów promocyjnych.

- Na razie jesteśmy linią turystyczną. Jest jednak duże zainteresowanie szybką komunikacją między Żywcem i Bielskiem. Nie wykluczam, że niedługo będziemy jeździć już według rozkładu – dodaje Małacha.

- Na miejscu pojawiają się zawsze kilka minut przed nami. Jest to oczywiście nie fair, ale dostaję sygnały od naszych pasażerów, że wolą przepuścić konkurencję i poczekać na nas. My mamy małe kilkunastoosobowe busy i coraz więcej pasażerów. Sądzę, że na tym rynku jest miejsce dla dwóch niezależnych przewoźników – mówi Andrzej Janowiec, współwłaściciel firmy z Rabki.

To nie jedyne kłopoty jego firmy. Pasażerowie chcący wysiąść z busów w centrum Żywca, nie mają takiej możliwości. Kierowcy chcący się zatrzymać na przystanku przy ul. Żeromskiego są karani. – Strażnicy miejscy z Żywca korzystają ze skuterów i kabaretowo wygląda sytuacja, gdy jadą za nami, by w końcu złapać kierowcę, który nielegalnie zatrzyma się na prośbę któregoś z pasażerów. Już dwóch naszych kierowców otrzymało punkty
karne za zatrzymywanie się w niewłaściwym miejscu. Wysłaliśmy w tej sprawie pisma do Urzędu Miejskiego i Powiatowego Zarządu Dróg w Żywcu, z obu instytucji otrzymaliśmy odpowiedzi odmowne. To jakaś nagonka na naszą firmę – żali się Jałowiec.

- Uważam, że pan z Rabki do przedsięwzięcia zabrał się od tyłu. Powinien najpierw dogadać się z właścicielami żywieckich przystanków, czyli PPKS i MZK, zacząć uczestniczyć w kosztach ich utrzymania. Wówczas na pewno nie byłoby żadnych przeszkód. My nie możemy nikogo zmusić, by pozwolił prywatnej firmie na sobie zarabiać – ripostuje zastępca burmistrza Żywca Jerzy Kliś.

Autor artykułu: Mariusz Hujdus

Jechały po nadzieję

Friday, September 19th, 2003

Pogadamy z nią jak baba z babą – powiedziała nam Halina Kuleszewicz, żona górnika z ZG Centrum. Wczoraj razem z setką innych kobiet pojechała spotkać się z prezydentową Jolantą Kwaśniewską. Panie prosiły pierwszą damę o pomoc w ratowaniu przeznaczonych do likwidacji kopalń.

Spotkanie z prezydentową trwało ponad dwie godziny. Panie wyszły z pałacu zachwycone. – To było niesamowite przeżycie – relacjonuje Teresa Przybyła. – Pani prezydentowa jest szalenie miła, uprzejma, szacowna. Przyjęła nas wspaniale. Zwiedziłyśmy pałac, mogłyśmy zrobić sobie zdjęcia.

O wiele mniej mówiły dziennikarzom o misji, z którą przyjechały – czyli o ratowaniu kopalń, chociaż na spotkaniu pojawił się również wiceminister gospodarki Jacek Piechota. – Był szarmancki, miły – dodaje Przybyła. – Obiecał spotkać się jeszcze z delegacją kobiet w sprawie likwidacji kopalń. Mam nadzieję, że nasz wyjazd pomoże uratować te zakłady. Byłyśmy nieźle przygotowane i miałyśmy mocne argumenty, to nie był stracony czas.

Audiencję u Jolanty Kwaśniewskiej zorganizowano dla siedmiu kobiet – czterech z KWK Bolesław Śmiały i po jednej z pozostałych kopalń do likwidacji. Wyjeżdżały z Katowic pełne nadziei. – Ona nas zrozumie – mówiły dziennikarzom.
Mąż Haliny Kuleszewicz pracuje w ZG Centrum w Bytomiu. Jego pensja musi wystarczyć na utrzymanie całej rodziny. – Mamy troje dzieci! Co my zrobimy, kiedy nie będzie kopalni? – pyta pani Halina. – Mam nadzieję, że pani prezydentowa nas poprze. Ona też ma rodzinę, dziecko, pewnie chce mieć wnuki. My też chcemy się doczekać wnuków.

Jak mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce umówienie się z prezydentową nie było wcale takie trudne. – Wszystkie formalności zajęły nam najwyżej pół godziny – twierdzi Czerkawski. – Chwytamy się wszelkich możliwości. Sytuacja jest tragiczna.

Panie zawiozły do Warszawy list w imieniu “Żon i matek górników” – Docelowo chcemy go przekazać żonom polityków, dziennikarzy, wszystkich, którzy mają coś w tym kraju do powiedzenia – mówi Teresa Przybyła z ZG Bytom II.

To już kolejna akcja kobiet związanych z górnictwem w obronie likwidowanych kopalń. W środę blisko 30 pań z kopalni Bolesław Śmiały pikietowało kamienicę w Krakowie, w której z rodziną mieszka minister Jerzy Hausner. Wczoraj do Krakowa pojechało ok. 50 pracownic Kopalni Polska-Wirek w Rudzie Śląskiej.

Do prokuratury

Prokuratura Okręgowa w Katowicach sprawdza, czy zarząd kompanii nie popełnił przestępstwa podejmując decyzję o zamknięciu czterech kopalń. Wczoraj zwróciła się do zarządu Kampania Węglowa o udostępnienie wszelkich dokumentów związanych z tą decyzją. – Niedługo przesłuchamy wszystkie strony – mówi prokurator Ewa Świercz-Dydak z PO w Katowicach. – Najpierw związkowców, potem dyrektorów kopalń i wreszcie członków zarządu kompanii.

Doniesienie o popełnieniu przestępstwa złożyli w prokuraturze członkowie sztabu protestacyjnego. Zdaniem związkowców, zarząd działa na szkodę spółki wyznaczając kopalnie do zamknięcia.

Kobiety protestują

Rozmowa z prof. Jackiem Wodzem, socjologiem

Kobiety włączyły się do obrony kopalń. Myśli pan, że coś wskórają?

Ja to oceniam jako pewną obywatelską mobilizację, i to dobrze. To ubarwia prezentację problemu. Natomiast myślę, że nie należy z tym wiązać większych nadziei na sukces. To nie ulega żadnej wątpliwości. Mężczyźni w górnictwie już tyle namieszali, że nie sądzę, by kobiety mogły coś zmienić. To węzeł gordyjski nie do rozwiązania.

Ale mogą więcej zrobić niż bijący się górnicy?

Na pewno więcej, bo są w stanie pokazać inny wymiar problemu. Ci bijący się górnicy zrobili wielką krzywdę całemu Śląskowi. Oni dali oręż do ręki ludziom, którzy nie lubią Śląska, dodatkowe argumenty, które pozwolą im powiedzieć, że ze Ślązakami nie da się nawet rozmawiać, bo oni potrafią tylko robić awantury. Szkody wyrządzone przez tę manifestację, będą się nam odbijać czkawką przez długi czas.

Żony górników mówią, że będą próbowały prosić o pomoc żony polityków i w ten sposób uratują zakłady swoich mężów.

Na czym ta pomoc ma polegać? Że niby żona Hausnera przekona go, żeby nie likwidował kopalń? Nonsens. Jedyny pozytywny aspekt tych akcji to pokazanie, że problem likwidowania zakładów ma szerszy wymiar społeczny, że nie dotyczy tylko górników, ale całych rodzin.

Autor artykułu: Grzegorz Zasępa

Tablice dla złodziei

Friday, September 19th, 2003

Bożena K., urzędniczka referatu komunikacji w Chorzowie, zarejestrowała 15 kradzionych aut! Brakuje też opłat za wydane przez nią dokumenty samochodów na kwotę 14 tys. zł.
Zwolniona z pracy kobieta twierdzi, że jest niewinna.

Do nielegalnej rejestracji samochodów dochodziło w chorzowskim magistracie. Wszystko wskazuje na to, że Bożena K., urzędniczka referatu komunikacji, zarejestrowała 15 aut pochodzących z kradzieży. W dokumentach referatu brakuje opłat za wydane dokumenty samochodów na łączną kwotę 14 tys. zł. Bożena K. została zwolniona dyscyplinarnie, a sprawa trafiła do prokuratury.

Powód zwolnienia urzędniczki to brak pokwitowań opłat. Nieoficjalnie jednak urzędnicy przedstawiają inne zarzuty: Bożena K. mogła współpracować z grupą zajmującą się handlem kradzionymi samochodami.

Jedne ręce
Zwolniona urzędniczka czuje się niewinna. – To fatalny zbieg okoliczności – mówi. – Wiem, że wszystko przemawia przeciwko mnie i nie potrafię się nawet usprawiedliwić, ale moje całe życie to praca i dom. Nie mam powiązań z przestępcami.

Sprawa wypłynęła, gdy żorska prokuratura zwróciła się do chorzowskiego magistratu o sprawdzenie dokumentów dziewięciu samochodów. – Okazało się, że wszystkie były rejestrowane przez Bożenę K. – mówi naczelnik wydziału spraw obywatelskich Stefan Jarczyk. – To był dziwny zbieg okoliczności. Całość dokumentów wzięliśmy pod lupę. Okazało się, że niektóre wyglądają podejrzanie. Nabraliśmy podejrzeń co do pieczątek, np. na odprawach celnych aut. Zaczęliśmy sprawdzać, czy dany samochód rzeczywiście był odprawiany w danym urzędzie celnym i za każdym razem okazywało się, że nie. Powiadomiłem prokuraturę.
Rozpoczęliśmy kontrolę wszystkich rejestrowanych pojazdów.
Do tej pory mamy jeszcze sześć podejrzanych rejestracji.
Wszystko przeszło przez ręce pani K.! Zwolnienie z pracy przyjęła chłodno, bez emocji. Może była na to przygotowana…

Atak słupów
Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Chorzowie. – Postępowanie dotyczy wyłudzenia poświadczenia nieprawdy. Na razie nikomu nie stawiamy zarzutów – mówi prokurator Krzysztof Kuk. – Wiemy z całą pewnością, że jeden z samochodów zarejestrowanych w magistracie został wcześniej skradziony. Wszystko wskazuje na to, że takich przypadków będzie więcej. Mamy informację, że cały proceder działał w oparciu o tzw. “słupy”.

“Słup” to osoba najczęściej bezrobotna, poszukująca łatwego zarobku. Wynajęta i opłacona, rejestruje na swoje nazwisko “trefny” samochód. Bożena K. mówi, że słyszała o takiej procedurze, a nawet była świadkiem próby oszustwa. – Akurat nie ja zajmowałam się tym przypadkiem. Słyszałam tylko, że coś nie zgadzało się z numerami silnika. Od razu załatwiona została poprawka na odprawie celnej. Tego przecież nie można załatwić od ręki. Pojawiła się policja i “słupy” zostały zatrzymane.

To tylko rozkojarzenie
Bożena K. w Urzędzie Miejskim przepracowała 23 lata. – Pracowałam w najtrudniejszych referatach, tam gdzie jest bezpośredni kontakt z klientem. Biuro dowodów, ewidencja ludności i później komunikacja – opowiada. – Siedziałam przy okienku, a naokoło tłumy ludzi, niekończące się kolejki i awantury. Ostatnio mam same problemy. Samotnie wychowuję dwójkę dzieci. Teraz syn przechodzi okres buntu, nie potrafimy się dogadać. Z pieniędzmi też nie było wesoło, musiałam zaciągnąć w pracy pożyczkę. Byłam rozkojarzona, miałam problemy ze zdrowiem.

Urzędniczka uważa, że padła ofiarą zorganizowanej szajki: – Musiałam być obserwowana. Może mieli dobrego psychologa i do rejestracji lewych wozów ja wydawałam się najbardziej odpowiednia?

Bożena K. nie potrafi jednak powiedzieć, co stało się z kwitkami opłat za rejestrację. – Może to moje niedopatrzenie. Moja wina, ale to może zdarzyć się każdemu. Tak samo ze sfałszowanymi papierami. Żaden urzędnik nie jest w stanie ich rozpoznać szybko, jak kolejka stoi przy okienku.

Koledzy Bożeny K. z urzędu są o niej jak najlepszego zdania. – Wyrzucenie z pracy i te wszystkie wydarzenia to był dla nas szok – mówi Mariusz Mucha.

GDY KUPISZ KRADZIONE
Sędzia Teresa Truchlińska-Binasik, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach:
Wszystko zależy od okoliczności zakupu: jeśli wskazywały one, że samochód może pochodzić z kradzieży, to automatycznie kupującemu grozi jego utrata. Mało tego ? osoba nabywająca odpowiada też za paserstwo, a za to grozi nawet 5 lat więzienia. Jeśli natomiast wykazane zostanie, że osoba nabywająca kradzione auto nie mogła o tym wiedzieć, to oczywiście nie będzie odpowiadała karnie za swój zakup. Przedmiot transakcji jednak przepada i wraca do swego pierwotnego właściciela. Wtedy jedyna możliwość odzyskania wpłaconych na taki samochód pieniędzy to powództwo cywilne przeciwko osobie, z którą umowa kupna-sprzedaży została zawarta.

Autor artykułu: Anna Malinowska

Horror na przystanku

Wednesday, September 17th, 2003

W poniedziałek o godz. 23.30 przy ul. Ks. Pojdy znaleziono zwłoki mężczyzny. Miał zmasakrowaną głowę. – Mężczyzna zginął najprawdopodobniej od uderzeń betonową płytą chodnikową. Sprawcy zostawili ją obok ofiary – mówi komisarz Aleksandra Nowara, rzecznik rybnickiej policji.

Ciało znaleziono na przystanku autobusowym obok domu kultury. Przy zwłokach nie było dokumentów.

Policja prosi wszystkie osoby, które mogłyby pomóc w ustaleniu przebiegu zdarzenia, by zgłosiły się osobiście lub zadzwoniły do komisariatu w Czerwionce-Leszczynach pod numer 43 11 000 lub alarmowy 997.

Autor artykułu: jac