Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zajmuje się aferą w rybnickim szpitalu psychiatrycznym od połowy lipca. Wtedy dyrektor Stanisław Urban zarzucił dwóm lekarzom wystawianie nieprawdziwych diagnoz. 11 sierpnia śledztwo w tej sprawie wszczął wydział antykorupcyjny śląskiej policji.
- Sprawa dotyczy przedstawiania fałszywych opinii psychiatrycznych przez biegłych lekarzy – wyjaśnia Ewa Zajączkowska z gliwickiej prokuratury. W toku postępowania zabezpieczono już dokumentację ok. 150 pacjentów. – Ich treść jest kwestionowana i obecnie po kolei są weryfikowane. Każdy pacjent musi być jeszcze raz zbadany przez innych psychiatrów. To tytaniczna praca.
Pojedynek lekarzy
Sytuacja w rybnickim szpitalu od dawna była napięta. W Urzędzie Marszałkowskim, który jest organem założycielskim placówki przyznają, że korespondencja z wzajemnymi oskarżeniami z tego szpitala napływa bardzo często. Wczoraj dowiedzieliśmy się też, że jeden z ordynatorów złożył doniesienie do gliwickiej prokuratury przeciwko… dyrektorowi Urbanowi.
- Chodzi o przetrzymywanie pacjentki na oddziale bez jej zgody. Z doniesienia wynika, że nie poprosił, do czego jest zobowiązany, innego lekarza o jej zbadanie by zweryfikować własną diagnozę – mówi prokurator Zajączkowska.
- To zemsta za to, że staram się zrobić porządek. Wszyscy wiedzą, że tutaj za gotówkę można było wiele załatwić – twierdzi dyr. Urban, który kieruje szpitalem od ponad dwóch lat.
- Ośmiornicę stworzył w tym szpitalu pan dyrektor. Skłócił personel i sam jest umoczony w wiele niejasnych spraw – ripostuje dr Andrzej Baranowski. Zarówno na niego jak i dr. Hansela czekała wczoraj decyzja o zawieszeniu w obowiązkach.
Wypuścili przestępcę
Stanisław Urban w ciągu ostatniego roku przejrzał kilkaset kartotek pacjentów. Zainteresowało go to, że kiedy tylko rozpoczynał się pobór do wojska, do szpitala masowo trafiali poborowi.
- Część hospitalizacji trwała bardzo krótko, a lekarz wydawał orzeczenie o nieprzydatności do służby wojskowej – wyjaśnia dyrektor. – Potem pacjent wracał do domu i nie było śladu o dalszym leczeniu, a przecież choroby, które u nich stwierdzano, wymagały leczenia.
Jeden z nich sam przyznał w rozmowie z Urbanem, że “zapłacił za chorobę”. Stało się to po przebadaniu go przez dyrektora, który nie zauważył nawet części objawów, które wcześniej stwierdził jeden z lekarzy. Koronnym dowodem przeciwko tej dwójce jest jednak sprawa mężczyzny, który spowodował poważny wypadek drogowy. Doktorzy Hansel i Baranowski mieli na życzenie prokuratury sporządzić opinię, z której wynikało że potrzebny jest mu długi pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
A potem zwolnili go do domu…
- I to wszystko w czasie, kiedy prokuratura przysyłała do nas kolejne pisma z pytaniem, kiedy będą mogli go przesłuchać – twierdzi Urban. – Oni po prostu wypuścili przestępcę, który nie został zatrzymany do dziś.
Trzymał rękę na pulsie
Hansel i Baranowski się bronią. Ich zdaniem Urban ma marne pojęcie o orzecznictwie sądowym i od dawna chce ich zniszczyć. – Orzecznictwo to pieniądze, a on już rok temu stworzył listę swoich lekarzy-biegłych, na której nas nie było – denerwuje się dr Joachim Hansel. – Słyszeliśmy wielokrotnie, że trzeba z nami skończyć.
- Dziś rano Baranowski krzyczał, że zamierza wykorzystać każde moje słowo przeciwko mnie – odpowiada Urban i dodaje, że potrafi spojrzeć sobie w twarz. – Robię co muszę, bo przecież to co się działo w tym szpitalu kiedy przyszedłem, było przerażające.
Mówi, że już rok temu o swoich podejrzeniach dyrektor poinformował Urząd Marszałkowski. – Kazali mi trzymać rękę na pulsie – wyjaśnia. – Ale nie można było tego dłużej ukrywać, dlatego zawiadomiłem prokuraturę.
A dlaczego nie zainteresował sprawą rybnickiej prokuratury rejonowej, tylko od razu wybrał gliwicką “okręgówkę”?
- Niech pan sobie sam odpowie na to pytanie – odpowiada.
Cztery teczki prokuratora
Co ciekawe, to nie jedyna sprawa dotycząca rybnickiego szpitala dla psychicznie chorych, którymi zajmują się organy ścigania. Od kilku miesięcy rybnicka prokuratura bada także sprawę dotyczącą darowizn, które pobierano tu od psychicznie chorych pacjentów. Chodzi o kilkadziesiąt tysięcy złotych, pobranych w latach 2000- 2003.
- Zabezpieczona dokumentacja pozwala przypuszczać, że do takich sytuacji dochodziło już od połowy lat dziewięćdziesiątych – mówi prowadzący sprawę prokurator Marcin Felsztyński z Prokuratury Rejonowej w Rybniku.
Obecnie rybnicka prokuratura czeka na opinię biegłych psychiatrów którzy określą, czy pacjenci w chwili przekazywania pieniędzy na rzecz szpitala mieli tego świadomość. Doniesienie do prokuratury złożyła również dyrekcja szpitala po tym, jak jedna z pielęgniarek została przyłapana na wyciąganiu pieniędzy od pacjentów. Obecnie śledztwo obejmuje kilkanaście wątków, o których prokuratorzy na razie nie chcą się wypowiadać.
- Nie przedstawiliśmy nikomu zarzutów – mówi Felsztyński.
Wiadomo jedynie, że badane są wątki dotyczące m.in. niewłaściwego zachowania średniego personelu medycznego i kuratorów wobec pacjentów, jak i niewłaściwego księgowania prowadzonego w szpitalu. Na prokuratorskie biurko trafiły też doniesienia o nieprawidłowości w dokumentacji przetargowej, i nieodpowiednim obiegu dokumentacji medycznej.
Dodajmy, że na dzień 31 lipca 2003 roku długi szpitala wynosiły już prawie 7,5 mln złotych.
Kasa a zdrowie
Mówi Wojciech Zamorski, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego:
Chwała dyrektorowi, że tak zawzięcie piętnuje korupcję. Sprawą zajmuje się prokuratura i my z niecierpliwością czekamy na efekty, bo na razie nie ma tu orzeczenia o winie. Chcielibyśmy jednak również uzyskać wreszcie od niego plan naprawczy dla prowadzonego przez niego szpitala, który miał w nasze ręce trafić w poniedziałek. Inne szpitale dały sobie z tym radę, a rybnicki nie. Zresztą jest wiele zastrzeżeń do tego co się tam dzieje. Pytamy na przykład, dlaczego placówka mająca takie kłopoty finansowe, przyjęła ostatnio do pracy aż 60 osób? Chciałbym przez to powiedzieć, że dyrektor mógł do nas zgłosić swoje podejrzenia, ale my nie jesteśmy od rozstrzygania kwestii medycznych. O tym, czy orzeczenia obu ordynatorów były słuszne, wypowie się regionalny specjalista ds. psychiatrii, który został już o całej sprawie powiadomiony, a my znamy się na pieniądzach i o nich możemy rozmawiać. A z gospodarowaniem nimi nie jest chyba najlepiej…
Bohaterowie afery mają głos
Stanisław Urban, dyrektor rybnickiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych:
Zwyczajowa obserwacja sądowo-psychiatryczna powinna trwać co najmniej 28 dni. W naszym szpitalu lekarze ograniczali ją do 20 dni, z czego 16 podejrzany spędzał na przepustce we własnym domu. A potem z satysfakcjonującą go opinią wracał do domu.
dr Joachim Hansel:
Nikt nigdy nie złożył na mnie skargi, a od wielu lat pracuję jako biegły sądowy. Poza tym każdą zleconą opinią o podejrzanym zajmuje się sąd. Jeśli uzna że jest niewiarygodna, może poprosić o jej powtórzenie przez innych lekarzy. Często są to opinie rozbieżne.
dr Andrzej Baranowski:
Dlaczego dyrektor Urban chce nas zawiesić w obowiązkach dopiero teraz? Przecież doniesienie do prokuratury złożył
dwa miesiące temu, powinien to zrobić właśnie wtedy! Co się
zmieniło od tego czasu?
Autor artykułu: Maciej Kołodziejczyk, jac