Dawna siedziba firmy Varplex w Dąbrowie Górniczej stoi
dla wszystkich otworem. Mimo naszej wczorajszej interwencji,
nikt nie zajął się zabezpieczeniem zakładu przed niepowołanymi osobami.
Przez rozbite drzwi i okna nadal można wejść i wynieść każdą ilość utajnionych planów rurociągów, raportów kasowych, aktów notarialnych, rozliczeń finansowych, akt personalnych byłych pracowników oraz udziałowców, akcjonariuszy i członków rady nadzorczej, wśród których były takie postacie jak Józef Jędruch, Wiesław Kaczmarek i Aleksander Gudzowaty.
- Powiem szczerze, że jestem mocno zdziwiony. Jeżeli nieruchomość zajął komornik, to do jego obowiązków należy zabezpieczenie całości mienia, w tym także dokumentów. Pomóc mu w tym powinna policja – powiedział Tomasz Małuch, prokurator rejonowy w Dąbrowie Górniczej, który obiecał, że zajmie się tą sprawą.
Niestety, komornik rewiru II także wczoraj nie był obecny. W jego biurze dowiedzieliśmy się za to, że z Varplexem jest wciąż sporo problemów. Sprawa nie może ruszyć z miejsca, bo nie udało się ustalić miejsca przebywania właściciela firmy.
- Jak tak dalej pójdzie, to zawiadomię o wszystkim posłów Rokitę i Ziobrę. I napiszę do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Przecież tam leżą plany rurociągu jamalskiego. To dokumenty tajne. Jeżeli dostaną się w ręce terrorystów, mogą zagrozić bezpieczeństwu kraju – denerwuje się Jacek Siński, były pracownik Varplexu, który zawiadomił o wszystkim policję.
Poszli z torbami
Wczoraj na terenie Varplexu pojawili się jego byli pracownicy oraz kontrahenci. Z przedstawionych dowodów wynika, że firma jest im winna astronomiczną kwotę ok. 10 mln zł, która wielokrotnie przekracza jej kapitał.
- Utopiliśmy tutaj około 500 tys. zł. To naprawdę dużo pieniędzy. Przez wiele miesięcy mieliśmy zadyszkę i z tego względu należności względem urzędów musieliśmy spłacać z odsetkami. To groziło destabilizacją naszej firmy – mówi Janusz Domagała, dyrektor przedsiębiorstwa Alma.
Trzy lata temu Alma postawiła ogromną konstrukcję żelbetonową na halę fabryczną. Do tej pory nie dostała zapłaty, a jej dyrektor udowadnia, że już wtedy Varplex był bankrutem, a dokumenty księgowe były notorycznie fałszowane. Podobnie oszukanych firm w całej Polsce jest co najmniej kilkanaście. Wszystkie wygrały sprawy o zapłatę w sądach, ale do tej pory nie otrzymały ani złotówki.
Według naszych informacji w chwili obecnej Varplex ma aż 62 wierzycieli. Są to także Bank Rozwoju Budownictwa – w którym zaciągnięto kredyt w wysokości 2 mln zł, Urząd Skarbowy w Krakowie – do którego nie odprowadzano podatków ze spółek zależnych, a także Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Sosnowcu. Od maja 2001 r. nie odprowadzono tam ani złotówki składek od pracowników.
Chcemy tylko swoje
Przede wszystkim poszkodowanymi jest 50 pracowników Varplexu. Nie otrzymywali pensji i albo zostali zwolnieni, albo też odeszli na własne życzenia. Z wygraniem spraw w Sądzie Pracy nie mieli żadnych problemów. Tylko co z tego, skoro teraz wyroki mogą sobie powiesić na ścianie. Mogą jedynie przechadzać się po zdemolowanych pomieszczeniach.
- Gdybym teraz spotkała prezesa Małyskę, to powiedziałabym, co o nim myślę, prosto w twarz. Zostałam zwolniona i przez wiele miesięcy szukałam pracy. Wreszcie z wielkimi wyrzeczeniami coś znalazłam, choć jestem specjalistką od zarządzania jakością i ochroną środowiska. Wprowadzałam tu system ISO 9002. O, proszę, tu nawet leży moja dokumentacja – pokazuje Anna Zasada, podnosząc z ziemi pomięty segregator z papierami.
- Mam dwa wyroki w sumie na 30 tys. zł pod rygorem natychmiastowej wykonalności. I co? Komornik rozkłada ręce, a ja już nie wiem, do kogo zwrócić się o pomoc – mówi Jacek Siński, który musiał zapożyczać się u znajomych, stracił samochód i zadłużył mieszkanie.
Jemu też ostatnio się poszczęściło i znalazł pracę, ale i tak zanim odbije się od dna, musi pospłacać długi. Tego szczęścia nie ma Jerzy Staroń – były kierownik grupy robót. Nadaremnie szuka pracy.
- Jak w firmie wszystko dobrze szło, to pracowało się dobrze. To ja nadzorowałem wybudowanie tej siedziby. Teraz serce mnie boli, gdy patrzę, jak to wszystko niszczeje – żali się Jerzy Staroń.
Tylko upadłość
Jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby ogłoszenie upadłości i likwidacja firmy. Gdyby to nastąpiło, komornik mógłby ogłosić licytację nieruchomości i wierzyciele odzyskaliby choć ułamek należności. Jednocześnie oszukani pracownicy mieliby szansę na otrzymanie części wynagrodzeń z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Socjalnych. Jest tylko jeden problem. Dziś już nie wiadomo, kto tak naprawdę jest właścicielem Varplexu.
- To jeden z wątków postępowania, jakie prowadzimy. W ostatnim czasie działalności spółki zmiany w radzie nadzorczej i zarządzie następowały bardzo szybko. Jedne osoby wchodziły, inne wychodziły i zmieniały się miejscami. To bardzo zastanawiające – mówi prokurator Tomasz Małuch.
Nam udało się dotrzeć do dokumentów, z których wynika, że założyciel firmy Stanisław Małyska w marcu 2002 r. sprzedał swe akcje spółce Biodiesel Technology z Pruchnej koło Ochab. Jak mówią dziś byli pracownicy, uciekł z tonącego okrętu. Problem w tym, że nowi udziałowcy nigdy nie zostali wpisani do Krajowego Rejestru Sądowego. Co ciekawe, nie wiadomo nawet, gdzie ich szukać. Numer telefonu milczy, a siedziba ich firmy to stary barak pegeerowski. Czy byli to podstawieni ludzie? Gdzie wyprowadzili ruchomości takie jak samochody, sprzęty, urządzenia biurowe i maszyny? Pytania można mnożyć. Będziemy szukać na nie odpowiedzi.
Autor artykułu: Marcin Twaróg