Pohutnicza spółka “Dom-Hut” sprzedaje mieszkania wraz z lokatorami. Za grosze kupują je osoby związane kiedyś z hutą. Na “ofiary” wybiera się osoby samotne, starsze.
Mieszkanie Józefy Zajączkowskiej, wdowy po hutniku, wraz z nią kupił były prezes Huty Gliwice Joachim Ganszyniec. Za 107-metrowe mieszkanie w kamienicy przy Barlickiego warte na rynku co najmniej 70 tys. zł, były prezes zapłacił tylko 42 tys. zł! 56-letnią Halinę Gawron, również wdowę za 4 tys. zł wraz z jej 40-metrowym mieszkaniem bez jej wiedzy kupiła Krystyna Lis, członek zarządu spółki “Dom-Hut”. Lokatorce “Dom-Hut” zaproponowano je za prawie 10 tys. zł! Mieszkanie z “dodatkiem” zakupił też wiceprezes “Dom-Hutu” Marek Hamróz.
Im starszy, tym lepiej
Lokatorzy nie wiedzą, że są sprzedawani prywatnym osobom. Nikt ich o tym nie informuje, nowy właściciel nie podpisuje nawet nowej umowy najmu. Dlaczego? Z powodów moralnych. Mieszkanie z wiekowym lokatorem kupuje się z nadzieją, że któregoś dnia on umrze i w ten sposób “oczyści mieszkanie”. Jeśli najemca umrze, mieszkanie przejmuje nowy właściciel. Osoby, które są tam zameldowane – dzieci, wnuki – nie mają już żadnego prawa do lokalu.
Dwa tygodnie temu ujawniliśmy jak Joachim Ganszyniec kupił mieszkanie wraz z panią Zajączkowską. Postanowiliśmy sprawdzić czy to jednostkowy przypadek. Oto co ustaliliśmy.
Nie chciał denerwować
Ganszyniec przyznał, że kupił mieszkanie w ciemno, bez oglądania, bo jak tłumaczy, wystarczył mu plan mieszkania i opis stanu technicznego jakim dysponował “Dom-Hut”. Wiceprezes Hamróz: – Prawdopodobnie nie informował jej, bo nie chciał tej pani denerwować.
Joachim Ganszyniec nie potrafi przekonująco wytłumaczyć na jakiej podstawie kupił mieszkanie z prawie 50-procentową bonifikatą. – Z lokatorem, więc taniej, a poza tym do remontu – mówi były prezes huty. Twierdzi, że jako prezes huty starał się kupić mieszkanie zakładowe w Gliwicach, złożył pismo do Rady Nadzorczej. Lokal przy Barlickiego, w centrum Gliwic kupił w lutym 2002 r. Twierdzi, że nie miał wpływu na sprzedaż mieszkania. To nieprawda.
Ganszyniec broni się, że nie miał nic wspólnego ze sprzedażą mieszkań zakładowych. To nieprawda. Prezesem był do grudnia 1999 r., a spółka, jeszcze wtedy należąca do huty, zawiązała się w końcu 1998 r. Po naszej publikacji zobowiązał się, że mieszkanie odsprzeda lokatorce po cenie zakupu powiększonej o koszty sprzedaży. Wie, że jest to niemożliwe. Józefa Zajączkowska ma tysiąc złotych emerytury. Należy jej się zniżka przy zakupie mieszkań po hucie.
Ja się ich boję…
Halina Gawron, samotna wdowa, też chciała kupić swoje mieszkanie. Cztery lata temu “Dom-Hut” wycenił je na ponad 9 tys. zł. Z bonifikatą dla żony byłego hutnika. Tadeusz Gawron przepracował w hucie Gliwice całe życie. Cena wolnorynkowa tego mieszkania wynosiła ponad 23 tys. zł. W 1999 r. Halina Gawron była już wdową, nie miała tyle pieniędzy. Chciała wziąć pożyczkę z banku pod hipotekę. “Dom-Hut” się nie zgodził. W grudniu 2000 r. złożyła ponowne pismo o wykup. – Zwodzili mnie – mówi kobieta. Dopiero w styczniu 2001 r. prezes spółki przyznał się, że została kupiona przez Krystynę Lis, członka zarządu “Dom-Hutu”. Akt notarialny spisano 31 sierpnia 2000 r.
- Ja się ich boję. Któregoś dnia mogą mnie wyrzucić. Dlaczego mnie nie pozwolili kupić mieszkania za 4 tysiące? - pyta H. Gawron.
Tanio kupili
Bez problemu mieszkanie z huty kupił Józef Kobic, prezes huty przed Ganszyńcem. Miał już jedno przy Wandy, drugie dokupił przy Berbeckiego. Za mieszkanie warte 27 tys. zł, zapłacił 9 tys. zł. Kupił je jeszcze od Huty Gliwice. Mieszkanie pohutnicze, przy ul. Ligonia kupił również Kazimierz Bąk, prezes “Dom-Hutu”, w Hucie Gliwice kierownik działu organizacji i zarządzania. Zapłacił za nie tylko ponad 8 tys. zł (jak wynika z aktu notarialnego jego wartość rynkowa to prawie 19 tys. zł). – Byłem pracownikiem i jednocześnie najemcą tego mieszkania, przysługiwała mi duża zniżka – tłumaczy Kazimierz Bąk. Marek Hamróz kupił mieszkanie przy Bekasa za 15 tys. zł w lipcu 2001 r. od “Dom-Hutu”, czyliÉ od siebie. Jak twierdzi, “w zasadzie bez zniżki”. Z lokatorem. – Właściwie już było wolne. Lokator się z niego wyprowadzał – uciął Hamróz.
Nie udało nam się wczoraj porozmawiać z Krystyną Lis. Była nieobecna.
Autor artykułu: Izabela Kacprzak