Archive for December, 2003

Co ZUS szykuje seniorom na 2004 rok?

Wednesday, December 31st, 2003

Ważne zmiany przyniesie nowelizacja ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Z jednej strony domagali się ich sami renciści i przyszli emeryci, którzy powoli gromadzą swój pochodzący ze składek kapitał na indywidualnych kontach w ZUS-ie. Z drugiej strony, wymusza je konieczność poczynienia pewnych oszczędności.

Orzecznicy razy dwa
Przede wszystkim proponuje się wprowadzenie dwuinstancyjności postępowania w sprawach rentowych. Ponad lekarzami orzecznikami Zakładu Ubezpieczeń Społecznych będzie stała trzyosobowa komisja odwoławcza. To pozwoli na skorygowanie orzeczenia lekarskiego w samym ZUS-ie, bez konieczności odwoływania się do sądu. Odwołanie będą mogły złożyć obie strony tzn. ubezpieczony i prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Bez dyskryminacji?
Projekt przewiduje zrównanie uprawnień wdowców i wdów do uzyskiwania świadczeń rodzinnych. Obecnie wdowie lub wdowcowi po zmarłym małżonku przysługuje świadczenie po spełnieniu określonych warunków (50 lat, niezdolność do pracy lub opieka nad dzieckiem uprawnionym do renty rodzinnej). Jeżeli wdowa nie spełnia tych warunków i tak ma prawo do okresowej renty rodzinnej, jeśli nie ma innych źródeł utrzymania. Teraz prawo to zostanie rozszerzone także na wdowców.

Renta liczona do stażu
Okresy pobierania renty mają być doliczane do okresów składkowych i nieskładkowych, jakie są wymagane do uzyskania prawa do emerytury na podobnych zasadach jak liczona jest praca w gospodarstwie rolnym. Na przykład jeśli kobieta ukończy 60 lat i ma tylko 15 lat składkowych i nieskładkowych, bo przez pewien czas przebywała na rencie, to pięć lat z tego okresu zostanie jej doliczone do wymaganego minimalnego 20-letniego stażu do emerytury. Warunkiem jest to, że utraciła wcześniej prawo do tej renty, bo odzyskała zdolność do pracy.

Równe prawa dla przedsiębiorców
Dotychczas prawo do wcześniejszej emerytury miały tylko osoby, dla których ostatnim tytułem do ubezpieczenia społecznego była umowa o pracę. Przepisy nie określały jednak jak długo trzeba być pracownikiem, by skorzystać z tego przywileju. Nowelizacja uściśla, że powinno to być przynajmniej 6 miesięcy w ciągu ostatnich 2 lat podlegania ubezpieczeniu. Z kolei od osoby, która przez cały okres wymagany do nabycia prawa do emerytury (20 lat w przypadku kobiet, 25 lat w przypadku mężczyzn) była pracownikiem, nie będzie wymagane, żeby ostatnim ubezpieczeniem był stosunek pracy. Oznacza to, że z wcześniejszej emerytury będą mogły skorzystać też osoby prowadzące działalność gospodarczą.

Przerwa na pracę za granicą
Prawdopodobnie zmienią się również zasady ustalania podstawy wymiaru emerytury i renty dla osób, które pracowały i podlegały ubezpieczeniu społecznemu za granicą – w krajach Unii Europejskiej i tych, z którymi łączą nas umowy międzynarodowe. Obecnie do podstawy wymiaru emerytury lub renty ZUS bierze pod uwagę wynagrodzenia z 10 kolejnych lat przypadających w 20-leciu przed złożeniem wniosku o te świadczenia. Mogą to być jednak tylko wynagrodzenia, od których składki były odprowadzone w Polce. Jeśli ktoś w międzyczasie pracował np. trzy lata w Niemczech i tam miał odprowadzane składki, za te trzy lata ZUS przyjmuje do podstawy wymiaru zerowe wynagrodzenie. Z tego powodu osoby te mają często zaniżone świadczenia. Projekt przewiduje, że przy ustalaniu 10 kolejnych lat kalendarzowych będzie można pominąć lata, w których ubezpieczony przez cały rok przebywał za granicą lub wybierać lata wykraczające poza ostatnie 20-lecie poprzedzające złożenie wniosku.

Zmieni się też okres brany pod uwagę przy przeliczeniu emerytur i rent. Zamiast wynagrodzeń z kolejnych 10 lat wybranych z 20 lat poprzedzających złożenie wniosku o przeliczenie, jako podstawę wymiaru obliczonego na nowo świadczenia będzie można wziąć zarobki z 20 lat przypadających przed złożeniem wniosku o przyznanie emerytury lub renty.

Jaki kapitał?
Osoby, które przebywały na urlopach wychowawczych będą mogły zaliczać ten okres do kapitału początkowego w całości, a nie jak dotychczas w jednej trzeciej udowodnionego okresu składkowego przypadającego do grudnia 1998 r. Ponadto poszerzy się grupa ubezpieczonych dla których podstawę wymiaru kapitału początkowego będzie stanowić okres faktycznego podlegania ubezpieczeniu społecznemu. Do tej pory mogły z tego skorzystać tylko osoby urodzone przed 1 stycznia 1969 r. Według nowych przepisów, będą mogli z tej zasady korzystać wszyscy ubezpieczeni, którzy nie mają przepracowanych 10 kolejnych lat z powodu nauki w szkole lub urlopu wychowawczego.

Emeryt pod kontrolą
Jeżeli emeryt lub rencista zarabia dodatkowe pieniądze, będzie musiał dokładniej rozliczyć się z nich przed ZUS-em. Nowelizacja zobowiązuje pracodawców oraz ubezpieczonych do przesyłania po zakończeniu każdego roku kalendarzowego zaświadczeń o wysokości przychodów z pracy uzyskanych przez emerytów i rencistów.

W projekcie ustawy proponuje się też zmniejszenie świadczeń zdrowotnych np. marszałków, wojewodów czy prezesów dużych firm, którzy w chwili ich odwołania “uciekają” na zwolnienia chorobowe. Według proponowanych przepisów, świadczenie zdrowotne wynosiłoby 100 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, a nie – jak obecnie – 200 proc.


Zasady przyznawania oraz naliczania rent i emerytur zmienią się wraz ze zmianą zapisów odpowiedniej ustawy. Jest to…

Ustawa o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych:
Nowe przepisy mają zmienić sposób działania systemu ubezpieczeń społecznych. Wprowadzą dwuinstancyjność orzecznictwa lekarskiego w ZUS-ie, zmienią zasady waloryzacji kont ubezpieczonych w I filarze, wprowadzą korekty w zasadach wyliczania kapitału początkowego oraz zmiany wynikające z dostosowania polskiego prawa do unijnego.

* 4 listopada 2003 r. – projekt został przyjęty przez Radę Ministrów;
* 12 grudnia 2003 r. – odbyło się pierwsze czytanie w Sejmie, projekt skierowano do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny;
* Oczekiwany termin wejścia w życie ustawy – pierwszy kwartał przyszłego roku.

Autor artykułu: Anna Góra

Polowanie na łapówkę

Tuesday, December 23rd, 2003

Policjanci z katowickiego wydziału antykorupcyjnego oskarżyli trzech inspektorów z referatu architektury Starostwa Powiatowego w Rybniku o poświadczanie nieprawdy w trzech pozwoleniach na budowę – dowiedziała się “Trybuna Śląska”
- Te zarzuty są absurdalne – bronią się urzędnicy i ich przełożeni.

Śledztwo w tej sprawie trwa od 30 stycznia 2002 roku. Dotyczy wydawanych pozwoleń na budowę w grudniu 2001 roku. Według naszych informacji, urzędnicy wydali ich w ciągu miesiąca 160, a w całym ubiegłym roku – 600. To zaniepokoiło stróżów prawa.

Według rybnickich urzędników, taki stan rzeczy to nic nadzwyczajnego, bo grudzień był ostatnim miesiącem, w którym można było skorzystać z tzw. dużej ulgi budowlanej. – A my informowaliśmy o tym mieszkańców. Chcieliśmy, by skorzystali z tej ulgi, dlatego wcześniej prosiliśmy o przynoszenie niezbędnych dokumentów, byśmy mogli szybciej wydać pozwolenie na budowę. To normalne – mówi Maria Rojkiewicz, szefowa referatu architektury i budownictwa.

Policjantom ten pośpiech wydał się podejrzany i założyli, że mogło dojść do korupcji. Przesłuchano inwestorów, projektantów, zabezpieczono setki dokumentów. – Dawaliśmy im wszystko, czego chcieli. Pełna współpraca – mówi starosta Damian Mrowiec.

Po roku “grzebania” nie było nic. Tymczasem w listopadzie trzech inspektorów otrzymało niespodziewanie zarzuty… poświadczania nieprawdy w dokumentach.

To nie przestępstwo!
Policjanci uznali, że trzy pozwolenia na budowę wydano pomimo braków formalnych. Trzech petentów otrzymało je, choć nie przedstawiło oświadczeń właściwych organów o zapewnieniu dostaw wody i energii. Stąd zarzuty poświadczenia nieprawdy. Grozi za to do 5 lat więzienia. Według policjantów, brak tych dokumentów “skutkowałby wstrzymaniem wydania decyzji o pozwolenie na budowę”. Tymczasem urzędnicy zaprzeczają. – W prawie budowlanym jest zapisane, że te oświadczenia powinny być przedkładane stosownie do potrzeb. A w tych przypadkach nie były potrzebne, bo działki są położone w takich miejscach, że nie byłoby z tym problemu – zapewnia Maria Rojkiewicz.

Sprawdziliśmy. Okazuje się, że nawet gdyby takie oświadczenia były potrzebne, a mimo ich braku urzędnicy wydaliby pozwolenie, te kwestie można rozstrzygnąć na późniejszym etapie. – To nie jest żadne przestępstwo. To uchybienie, drobny błąd, czasem zwykłe przeoczenie – powiedziała nam Alicja Podgórska, Śląski Inspektor Nadzoru Budowlanego.
Czy w razie wykrycia przez kontrolę branżową takiego błędu, urzędnikowi grożą konsekwencje służbowe?

- Nie. To się po prostu czasem zdarza – dodaje Adam Wolny, zastępca dyrektora wydziału rozwoju regionalnego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Dlatego rybniccy urzędnicy czują się kozłami ofiarnymi. – Szukali dowodów na korupcję. Nie znaleźli i teraz przyczepili się do czegoś innego. Zrobiono z nas przestępców – powiedział nam jeden z nich.

To nie koniec
Czy policjanci się zagalopowali? Sprawę nadzoruje prokurator Rafał Figura z Prokuratury Rejonowej w Wodzisławiu Śląskim. Przyznaje, że zarzuty “dotyczące przyłączy na wodę i energię mogą zostać zweryfikowane”.

- Mogą być wkrótce uzupełnione lub zmienione, bo w sprawie ustalono inne poważniejsze uchybienia. W kilku przypadkach pozwolenia wydano, choć petenci nie przedstawili nawet projektu budowlanego. Wciąż badamy wątek korupcyjny – wyjaśnił nam prokurator Rafał Figura. Czego dotyczy? – Ze względu na dobro śledztwa nie mogę tego ujawnić – ucina temat.

Obecnie akta sprawy znajdują się w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach. – Śledztwo zostało przedłużone do końca tego roku. Czynności trwają. Zostało jeszcze kilkanaście osób do przesłuchania – mówi prokurator Ewa Zajączkowska z PO w Gliwicach.

Autor artykułu: Jacek Bombor

Trener wiecznie na huśtawce

Tuesday, December 23rd, 2003

Jan Żurek spina mijający rok swoistą klamrą. Święta 2002 spędził w glorii trenera cudotwórcy – prowadzony przez niego GKS Dospel Katowice był ligową rewelacją. Po równie udanej wiośnie, zwieńczonej brązowymi medalami i awansem do europejskich pucharów wyjechał do Turcji na zasłużony urlop. Gdy wrócił w jego fotelu na Bukowej siedział już Edward Lorens.

- Śmietankę będzie spijał ktoś inny. Takie jest widać życie trenera – stwierdził rozżalony Żurek.

Śmietanka jednak nie wyszła Lorensowi na zdrowie. Po kilku miesiącach apele kibiców zostały spełnione – “Zupa” znów objął GKS, i znów w tej roli spędzi nadchodzące święta.

Życie uczy pokory
To nie pierwsza huśtawka, na której przyszło mu siedzieć.
- Życie nie raz już nauczyło mnie pokory. To sport, ktoś musi wygrać, ktoś musi przegrać. Jestem już innym człowiekiem niż jeszcze kilka lat temu, spokojniej patrzę na świat. Zawsze chcę wygrywać, ale nie traktuję już meczów w kategoriach życia lub śmierci – opowiada dziennikarzom.
O śmierć zresztą już się otarł, gdy został mocno poturbowany – jako pasażer – w wypadku samochodowym.
- Zabrakło milimetrów, żebym został kaleką. I tak leżałem cztery tygodnie całkiem unieruchomiony, wyłem z bólu. Widziałem jednak w szpitalu większe dramaty niż mój. To też była dobra lekcja – wspomina szkoleniowiec.
Żurek miał też problemy z sercem. Zaczęły się jeszcze wtedy, kiedy jako piłkarz występował w Walce Zabrze.
- Miałem jednak szczęście do lekarzy. Zajmował się mną profesor Stanisław Pasyk, a operację przeprowadził Zbigniew Kalarus. Wiele im zawdzięczam – mówi opiekun GKS.

Wspinaczka po zjeżdżalni
Także w pracy zawodowej przydarzyło się Żurkowi kilka zakrętów, z których wyciągnął jednak… korzyści. Po niezwykle udanej przygodzie z Górnikiem Zabrze, gdy został m. in. Trenerem Roku w plebiscycie “Trybuny Śląskiej” nastąpił niespodziewany kryzys. Pobyty w Widzewie Łódź, Ruchu Chorzów i Ruchu Radzionków przypominały zjeżdżalnię, a prasa złośliwie pisała o “czterech porach roku” w jego wykonaniu. Zjazd zakończył się na… stanowisku komentatorskim Canal+.
- To było niezwykłe doświadczenie. Ekipa Janusza Basałaja imponowała profesjonalizmem, a ja mogłem być wciąż blisko piłki. Zrozumiałem też specyfikę zawodu dziennikarza, a to też nie jest bez znaczenia – mówi Żurek.
Komentowanie meczów miało też zaprocentować na ławce trenerskiej. Mógł się przyjrzeć mocnym i słabym stronom rywali, analizować ich taktykę… Wreszcie nadeszła konkretna propozycja z GKS Katowice i wspomniane na wstępie sukcesy, odnoszone na przekór sytuacji finansowej klubu. Kluczem do zawodników okazała się solidarność.
- Jedziemy na tym samym wózku. Dlaczego mam im czegoś zabraniać w regulaminie, i tak nie mają lekko. Oczywiście nie pobłażałbym im, gdyby przeginali, ale to profesjonaliści, sami wiedzą czego chcą i o co walczą – mówił z uśmiechem po zakończeniu sezonu.

Garnki i kosiarki
Większość czasu poświęca pracy – w domu zasiada w wygodnym fotelu, włącza komputer, analizuje notatki. Często jest nieobecny myślami.
- Tylko udaję, że słucham żony, tak naprawdę myślę o najbliższych meczach – żartuje.
Rodzina jest jednak dla niego najważniejsza. Z żoną Brygidą rozumie się bez słów, 11-letni syn Mateusz jest jego wiernym kibicem, sam trenuje piłkę, a niespełna czteroletnia córka Julia to centralna postać domu.
Czasem jednak trzeba odpocząć. Trener Katowic najpełniej relaksuje się w ogrodzie, gdzie królują róże. Do swojej dyspozycji ma pokaźny ogrodniczy arsenał z kosiarkami spalinową i elektryczną w rolach głównych, często odwiedzają go dzikie koty, z którymi przed kilkunastoma miesiącami zakopał topór wojenny i zaakceptował ich obecność. Zimą wybiera Beskidy i narciarskie stoki, sporo czyta, pasjonuje się historią i geografią. Nie można też zapomnieć o muzyce – jest fanem hard rocka, grupy Queenn, orientuje się w klasyce. Podobnie zresztą jak w tematyce “winnej” – szczególnie preferuje czerwone.
- W kuchni też sobie radzę, przecież nazwisko zobowiązuje – przyznaje Żurek.
Jego specjalnością są sałatki, ale równie dobrze wypadają zupy czy spaghetti.
- Najbardziej jednak lubię ugotować coś niestrawnego przeciwnikom… Oczywiście na boisku – kończy w swoim stylu Jan Żurek.

Autor artykułu: Rafał Musioł

Gwiazdka z “Trybuną Śląską” i TVP 3

Tuesday, December 23rd, 2003

W tym roku zawitało do nas aż pół setki najprawdziwszych świętych Mikołajów. To wypróbowani przyjaciele “Trybuny Śląskiej” i TVP 3 Katowice. Nie przybyli z pustymi rękami. A jakie przynieśli prezenty, możecie zobaczyć dziś w Magazynie. Kto może je dostać? Każdy, kto weźmie udział w naszej zabawie, uśmiechnie się do niego szczęście i co ważne, osobiście 5 stycznia przyjdzie o godz. 15 do budynku TVP 3 w Katowicach przy ul. Telewizyjnej 1, by odebrać prezent. Każdy z Czytelników “Trybuny Śląskiej” i widzów TVP3 Katowice może sobie wybrać Mikołaja, od którego chce otrzymać podarunek.

Dziś zamieszczamy ostatni kupon na prezent. Wystarczy tylko go wyciąć, wypełnić, nakleić na kartę pocztową i wysłać na adres: “Trybuna Śląska”,

40 098 Katowice, ul. Młyńska 1 z dopiskiem Mikołaje i koniecznie, to bardzo ważne, podać swój numer telefonu.

UWAGA!

Na Państwa mikołajkowe prośby czekamy nieodwołalnie do 30 grudnia. W zabawie wezmą udział wyłącznie kupony, które 30 grudnia do godziny 14 znajdą się w naszej redakcji.

Tego właśnie dnia, redakcyjne sierotki wyłonią szczęśliwców, którzy otrzymają prezenty. O wygranej powiadomimy Państwa telefonicznie, gdyż ze względu na wytężoną w grudniu pracę Poczty Polskiej, chcemy mieć pewność, że przyjadą do nas Państwo 5 stycznia.

A tymczasem w imieniu wszystkich darczyńców: Dużo Radości i Wesołych Świąt!

Autor artykułu: maz

Drzyzga wrócił do Warszawy – kto będzie trenerem Energii?

Wednesday, December 17th, 2003

Trener Wojciech Drzyzga nie poprowadzi siatkarzy KP Polskiej Energii Sosnowiec! Szkoleniowiec spotkał się wczoraj z działaczami sosnowieckiego klubu, ale do podpisania kontraktu nie doszło.

- Mogę oficjalnie zakomunikować, że ze względu na różnice finansowe nie doszliśmy do porozumienia – powiedział szkoleniowiec. – Wracam do Warszawy. Nie wiem, co będę robił dalej i nie wiem, kto będzie trenerem w Sosnowcu. I tyle mam do powiedzenia w tej sprawie.

Również prezes Rady Nadzorczej Polskiej Energii, Piotr Hałasik miał niewiele do powiedzenia. Nie ukrywał, że decyzja trenera Drzyzgi mocno go zaskoczyła.

- To chyba efekt jakiegoś nieporozumienia – przyznał po chwili. – W czasie rozmowy w piątek przedstawiłem swoje warunki, trener powiedział swoje. Może źle usłyszał. Rozbieżności powstały przy kwestiach finansowych.
Prezes Hałasik przyznał, że próba zatrudnienia Drzyzgi to jego pomysł i mocno liczył, że obaj panowie dojdą do porozumienia.

- Zatrudnienie tego trenera to wyłącznie mój wymysł i teraz muszę “zjeść tę żabę” – dodał. – Nie wiem jeszcze, kto poprowadzi zespół, ale z pewnością nie wróci na stanowisko pierwszego trenera Andrzej Urbański.

Czasu prezes Hałasik nie ma za wiele. Może liczy jeszcze, że trener Drzyzga “się złamie” i jednak podejmie się pracy z zespołem Polskiej Energii. Nieoficjalnie nadal głośno mówi się o powrocie Waldemara Wspaniałego, który kiedyś pracował z sosnowieckimi siatkarzami. W Mostostalu, w którym obecnie pracuje, “nie przelewa się”, klub ma poważne kłopoty. I choć w lidze spisuje się słabo, gra jednak w Lidze Mistrzów i to może być argument dla działaczy Mostostalu, by zatrzymać Wspaniałego. Poza tym wiąże go jeszcze kontrakt.

W Sosnowcu mógłby pracować również Ryszard Bosek. Tylko czy jego żądania nie okażą się równie wygórowane? Prezes Hałasik ma “ból głowy”. Zdradził jednak, że dzisiaj poznamy nowego trenera KP Polskiej Energii. Kto nim będzie?

Autor artykułu: Leszek Jaźwiecki

Polowanie na złodziei samochodów

Wednesday, December 17th, 2003

Policja poszukuje 29-letniego Tomasza Włoska i 30-letniego Sławomira Nowińskiego vel Opryszek. Obaj pochodzą z Sosnowca. Zarzuca im się kradzieże samochodów i paserstwo.

Ustalono, że obaj poszukiwani współpracują z Tomaszem Dujką – samochodowym złodziejem ściganym listem gończym. Wiadomo, że wszyscy trzej wspólnie kradli samochody na terenie Śląska i województw ościennych. Sam Dujka w brawurowy sposób trzy razy uciekł z policyjnych obław. – Ten przestępca jest zdeterminowany, wszystko stawia na jedną kartę – mówi jeden z funkcjonariuszy. – Wiemy, że poszukiwani Włosek i Nowiński mogą zachować się w ten sam sposób.

Tomasz Dujka jest poszukiwany przez policję od ponad trzech lat. Zdaniem policji krąg osób powiązanych z przestępcą coraz bardziej zacieśnia się. W ubiegłym tygodniu został aresztowany policjant z Sosnowca, który, jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, miał przekazywać informacje grupie Dujki. Wcześniej zatrzymano trudniącego się paserstwem Marcina H., który uważany był za prawą rękę Dujki.
Zatrzymano też innego pasera, Waldemara Rz. – głównego odbiorcę ukradzionych przez Dujkę części samochodowych.

Więcej o jednych z najbardziej poszukiwanych przestępców na Śląsku – w piątkowym Magazynie “Trybuny Śląskiej”.

Autor artykułu: am

Nielegalne parówki

Wednesday, December 17th, 2003

Wkrótce przed gliwickim sądem stanie masarz, który w skandalicznych warunkach sanitarnych produkował wędliny. Mimo zakazu służb weterynaryjnych nie zamknął zakładu.

- Wyroby produkowane w brudzie i smrodzie sprzedawał w swoich sklepach – mówi Szczepan Błachut, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Gliwicach. – Dlatego powiadomiliśmy prokuraturę.

Pierwsza sprawa sprzed kilku lat została umorzona. Kolejne śledztwo właśnie zakończyło się w Prokuraturze Rejonowej w Gliwicach aktem oskarżenia.

- Arnold W. nic nie robił sobie z zakazów odpowiednich służb. Grozi mu maksymalnie do 2 lat więzienia – wyjaśnia prowadząca sprawę prokurator Ewa Szlosar.

Według gliwickich służb weterynaryjnych, zakład masarski należący do pana W. w Wielowsi nie spełniał żadnych norm sanitarnych. Jakość wędlin nie spełniała norm jakości, a ich spożycie groziło rozstrojem zdrowia.

- Ten budynek w ogóle nie nadawał się do produkcji. Był stary, z końca XIX wieku, od lat nieremontowany, nie spełniał żadnych wymagań. Dlatego zapadła decyzja o zaprzestaniu produkcji – wyjaśnia Szczepan Błachut.

W zakładzie w niezgodny z przepisami sposób dokonywano uboju zwierząt. Nieprawidłowości było wiele. – Nie dokonywano uboju na wisząco, bo nie było odpowiednich urządzeń. W środku nie było możliwości oddzielenia wymaganych przepisami tzw. stref czystych od brudnych – podaje przykład Błachut.

W. zakazano produkcji już w maju 2000 roku. Właściciel zaprzestał uboju i stworzył mięsną hurtownię. Tymczasem w maju 2003 roku służby weterynaryjne przeprowadziły tam kolejną inspekcję. – A tam produkcja trwała w najlepsze. Byliśmy zdumieni – przypomina Błachut.

Tak naprawdę nie wiadomo, jak długo to trwało. Pewne jest, że przez jakiś czas zakład był zamknięty. Przesłuchiwany w charakterze podejrzanego zeznał, że prowadził produkcję, bo nie był w stanie zapłacić pracownikom odpraw. Wędliny prawdopodobnie sprzedawał we własnych sklepach.

- Wyjaśnia, że cały czas odwoływał się od decyzji i nie wiedział, że musi zaprzestać produkcji – dodaje prokurator Ewa Szlosar.

Przed sądem odpowie za złamanie ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, badaniu zwierząt i mięsa oraz o inspekcji weterynaryjnej.

Autor artykułu: Jacek Bombor

Piekło dzieci

Friday, December 12th, 2003

Rodzice dwa lata bestialsko katowali 4-letniego Sebastiana. Trafił do szpitala ze złamanymi żebrami, prawą nóżką i kością łonową. Miał krzywo zrośniętą prawą rączkę – efekt wcześniejszego złamania. Matka nie poszła z nim do lekarza. Ojciec wykorzystywał seksualnie 2,5-letnią córeczkę Agnieszkę.

Raciborska prokuratura poinformowała wczoraj o zakończeniu śledztwa w tej sprawie. Nie ma wątpliwości, że do tej pory w Polsce stróże prawa nie rozwiązywali tak makabrycznej sprawy dotyczącej znęcania się nad dziećmi.

Katowany

– O znęcanie ze szczególnym okrucieństwem oskarżyliśmy rodziców dzieci, 30-letniego Artura B. i 29-letnią Bożenę P. Mężczyzna ma też zarzut molestowania seksualnego córki, 2,5-letniej Agnieszki – poinformował nas wczoraj prowadzący sprawę prokurator Rafał Czapla z Prokuratury Rejonowej w Raciborzu. Dzisiaj do sądu wpłynie akt oskarżenia.
4-letni Sebastian był od dwóch lat maltretowany. Rodzina mieszkała w kamienicy przy ul. Fabrycznej. Oskarżeni opiekowali się trójką dzieci: córkami w wieku 2 i 7 lat i 4-letnim chłopczykiem. Artur B. jest ojcem najmłodszego dziecka. Pozostałe pochodzą z wcześniejszego związku Bożeny P. – Sebastianowi nie dawano jeść dlatego, że jadł łapczywie. To był powód. To się w głowie nie mieści – mówi prokurator Janusz Smaga, szef raciborskiej prokuratury.

Uratowany

Koszmar chłopca zakończył się 11 czerwca, gdy trafił na oddział dziecięcy raciborskiego szpitala. Pracownicy opieki społecznej zauważyli na jego ciele siniaki i powiadomili policję. Lekarze stwierdzili, że chłopczyk zatrzymał się w rozwoju na poziomie dwulatka. Miał zanik mięśni, powiększoną wątrobę, złamaną kość piszczelową, łonową, trzy żebra. Na dodatek prawa rączka źle zrosła się po wcześniejszym złamaniu. Nikt wcześniej nie przyprowadził chłopczyka do szpitala. Gdy płakał z bólu, matka podawała mu apap.

– On przeżył gehennę. Jego organizm był wyniszczony, prawie nic nie mówił. Jak zwierzątko. Przez kilka dni bez przerwy jadł. Zawsze musiał mieć choćby herbatniki obok siebie – wspomina jeden z lekarzy.

Molestował córkę

W trakcie śledztwa na jaw wyszły kolejne wstrząsające fakty. Okazało się, że Artur B. molestował seksualnie 2,5-letnią córeczkę Agnieszkę. Dziewczynkę wysłuchał psycholog dziecięcy. Opowiedziała, co robił z nią ojciec. – Posiadamy badania ginekologiczne potwierdzające molestowanie – dodaje prok. Smaga.

Oskarżony nie pracował. Rodzina utrzymywała się z zasiłku z opieki społecznej i z alimentów. Jak to się stało, że pracownicy socjalni wcześniej nic nie zauważyli? Tłumaczą, że dziecko albo spało w łóżeczku, albo siedziało na nocniku. Matka tłumaczyła często, że jest u babci…

Teraz dzieci dochodzą do siebie w rodzinach zastępczych. Ich niedawni opiekunowie nie przyznają się do winy. Wzajemnie obarczają się odpowiedzialnością.

– Podczas przesłuchań nie widziałem u nich zbytniej skruchy – wyjaśnia prokurator Czapla. Oskarżonym grozi do 10 lat więzienia.

Mirosław Kaczmarek, z biura Rzecznika Praw Dziecka z Warszawy:

Z roku na rok przemoc wobec małych dzieci w Polsce narasta. Nie ma u nas rozwiązań systemowych. Maltretowane ofiary nie mają gdzie się zgłosić po pomoc, bo brakuje takich miejsc.
Poza tym często właśnie ofiary muszą uciekać z domów i kryć się w przeznaczonych dla nich hotelach. A sprawcy pozostają w domach. Osoby dopuszczające się przemocy powinny poddać się terapii. Takie przestępstwa powinny być osobno rejestrowane, a odpowiednie służby powinny znać personalia osób, które się w przeszłości przemocy dopuszczały.
Rzecznik Praw Dziecka już dwa lata temu złożył w Sejmie propozycję rozwiązania tych problemów w specjalnym programie. Do tej pory nikt się tym nie zajął.

Autor artykułu:
Jacek Bombor

Chory na biegunie

Friday, December 12th, 2003

W wielkiej tajemnicy Michał Wiśniewski z żoną Martą wyjechali z Polski, by na kole podbiegunowym wziąć kościelny ślub – donosi jedna z ogólnopolskich gazet. A jeszcze w poniedziałek był tak obłożnie chory, że nie stawił się na rozprawie przed częstochowskim sądem grodzkim.

Michał Wiśniewski ma na pieńku z 17-letnią Moniką Obarzanek. Dwa lata temu, podczas koncertu w Częstochowie, skoczył ze sceny i wylądował na nastolatce. Dziewczyna doznała obrażeń ciała i domaga się od idola odszkodowania w wysokości 50 tys. złotych.

Lider Ich Troje wzywany był przed oblicze Temidy dwukrotnie. Za pierwszym razem chętnie przyjechał do Częstochowy, bo w TVN-ie emitowany był właśnie program z jego udziałem “Jestem jaki jestem”. Był też drugi raz – już mniej ochoczo – po zakończeniu emisji programu. Ale i tym razem nie zapadły żadne wiążące rozstrzygnięcia.

Kolejna rozprawa z udziałem Wiśniewskiego, który solennie obiecywał sądowi, że stawi się na każde jego wezwanie – wyznaczona została na 8 grudnia. Idol przysłał faksem zwolnienie lekarskie, tłumacząc swoją nieobecność chorobą.

Tymczasem na początku tygodnia… wyjechał z żoną Martą na koło podbiegunowe, gdzie spełnił najskrytsze marzenie swojej połowicy: ślub kościelny w bajkowej scenerii.

Nieczytelne zwolnienie

Wiśniewski przysłał zwolnienie od lekarza (druk ZLA), natomiast jego obrońca mecenas Józef Tyszkiewicz – nadesłał do sądu zwolnienie tzw. poszpitalne, potwierdzające pobyt w szpitalu.

- Oba dokumenty przysłano faksem i są bardzo nieczytelne – mówi rzecznik częstochowskich sądów, sędzia Bogusław Zając. – Trudno z ich treści odszyfrować nie tylko długość zwolnienia chorobowego, ale także rodzaj schorzenia, na jakie leczył się Michał Wiśniewski.

Poirytowany lekceważącym zachowaniem idola sąd wyznaczył mu siedem dni na uzyskanie potwierdzenia choroby u lekarzy sądowych. Dzięki niemu będzie wiadomo czy zwolnienie lekarskie jest prawdziwe, czy było tylko sposobem na uchylenie się od procesu. Sąd zamierza również ustalić, czy Wiśniewski nie wyjechał przypadkiem pod biegun wbrew zaleceniom zdrowotnym lekarza.

Jeżeli oszukał sąd…

Menedżer zespołu Ich Troje, Andrzej Król, nic nie wie o chorobie Wiśniewskiego. Nie ma również pojęcia, dlaczego lider nie pojawił się na rozprawie w sądzie grodzkim. – Ja jestem we Wrocławiu, a on w Warszawie – przyznał Andrzej Król. – Więcej na ten temat mógłby z pewnością powiedzieć menedżer Wiśniewskiego Maciej Durczak. Ale on wyjechał za granicę i wróci dopiero w piątek.

Dzisiaj prawdopodobnie wróci także sam Michał Wiśniewski. Jeśli sąd udowodni mu, że posłużył się nieprawdziwym zwolnieniem lekarskim, prędko już za granicę nie wyjedzie (a czekają go trasy koncertowe w Niemczech). Zwykle bowiem w takich przypadkach zabierany jest paszport, a podsądny ma zakaz opuszczania kraju.

Autor artykułu: Mariusz Pietrzyk

Pani rzecznik ma problem

Thursday, December 11th, 2003

Kto jest autorem tajemniczego oświadczenia stwierdzającego, że działania wiceprezydenta Dąbrowy Górniczej Marka Piotrowskiego “rażąco naruszały interesy gminy”? Zdanie takie ukazało się tydzień temu w “Gazecie Wyborczej” i zostało przypisane prezydentowi miasta Jerzemu Talkowskiemu jako wyjaśnienie kulisów zwolnienia z pracy jego zastępcy.

- To na pewno nie ja – mówi prezydent Jerzy Talkowski i dodaje, że nie parafował komunikatu takiej treści. – To była inicjatywa wyłącznie rzecznika prasowego i wyciągnę w stosunku do niego konsekwencje. Już wiem, jaka to będzie kara, ale publicznie nie powiem.

Co na to główna zainteresowana, rzecznik magistratu Jolanta Kocjan? Dzień po ukazaniu się oświadczenia poszła na zwolnienie lekarskie i od tej pory nie pokazuje się w urzędzie. Za samowolne przypisywanie zacytowanych słów swemu szefowi liczyć się musi z naganą, odebraniem premii, a nawet zwolnieniem z pracy.

Sprawa oświadczenia poruszyła wczoraj uczestników sesji dąbrowskiej rady miejskiej. Odwołany wiceprezydent Marek Piotrowski nie krył zdenerwowania dowodząc, że prasowe zarzuty są dla niego potwarzą.

- Teraz prezydent się wybiela i odcina, bo wie, że gdyby tego nie zrobił, poprosiłbym komisję rewizyjną o sprawdzenie tych oszczerstw. Ja nie mam nic do ukrycia i zaczekam na te konsekwencje wobec pani rzecznik. Nie jestem gówniarzem, na którym można sobie do woli używać – mówił Piotrowski i nie wykluczył, że wniesie sprawę przeciwko rzecznikowi o naruszenie dóbr osobistych.

Jakie są więc prawdziwe powody jego odwołania? Odpowiedzi na to publicznie zadane pytanie nie doczekał się podczas wczorajszej sesji. W wypowiedzeniu zarzucono mu niesubordynację i utratę zaufania. Ale nieoficjalnie mówi się, że obu panów poróżnił m.in. wybór osoby przeprowadzającej audyt kosztów budowy Centrum Administracyjnego.

- Musiało coś zajść między nami, że rozstałem się z przyjacielem – mówi enigmatycznie prezydent Talkowski, który poznał Piotrowskiego w technikum, gdzie był jego nauczycielem.

Autor artykułu: ps