To jest twoja szansa! Nie musisz podejmować decyzji już teraz. Możesz to zrobić za kilka miesięcy, ale pamiętaj, że taka okazja nie zdarza się dwa razy – przekonywali nas przedstawiciele niemieckiej firmy Innoflex na spotkaniu, które odbyło się w ubiegłą sobotę w Tychach. Szansa kosztuje 1200 euro i polega głównie na… wyłożeniu forsy.
Innoflex powstał cztery lata temu w Berlinie. Bracia Tomasz i Robert Mundt wpadli na pomysł, aby na mocy ustawy o demonopolizacji utworzyć firmę, partycypującą w sprzedaży usług telekomunikacyjnych, energii elektrycznej oraz kart internetowych, upoważniających do tanich zakupów w wirtualnych sklepach. Krótko mówiąc, chcieli zarabiać na obniżaniu kosztów.
Kierunek: Polska
W Niemczech w strukturach Innoflexu pracuje 65 tys. agentów. Do tej pory pozyskano 1,5 mln klientów. Swoją wiarygodność firma opiera m.in. na audycie przeprowadzonym przez firmę Coface International Poland. Nie wspomina się jednak o problemach z płynnością finansową oraz procesach, jakie toczą się przeciwko firmie w niemieckich sądach. Jesienią Innoflex zarejestrowano w Polsce, zaś oficjalne otwarcie jego przedstawicielstwa zaplanowano na 6 grudnia w Warszawie.
Profil działalności będzie identyczny jak u naszych zachodnich sąsiadów. Firma negocjuje niższe ceny z dystrybutorami energii, dostarczycielami usług telekomunikacyjnych, po czym oferuje je klientom po niższej o ok. 15 proc. cenie. Klient jest zadowolony, bo płaci taniej za wybraną usługę, a handlowiec cieszy się z prowizji, którą otrzymuje od każdego zapłaconego rachunku.
Innoflex kusi wizjami lukratywnego zarobku, obiecując najlepszym sprzedawcom luksusowe mercedesy. Kasa ma płynąć strumieniami, bo przecież klientem firmy może być w przyszłości każdy z nas.
Zastanawia fakt, że firma nie zamierza organizować żadnej kampanii reklamowej, z której klient mógłby się dowiedzieć czegokolwiek na jej temat. Nie ma również strony internetowej w języku polskim. Podobno takowa została już przez centralę w Berlinie opracowana i kilka tygodni temu dotarła do polskiej filii, ale na razie nie działa.
A menedżerowie się szkolą
Innoflex nie ma problemu ze znalezieniem chętnych do sprzedaży usług firmy, bo kusi kandydatów perspektywą lukratywnych zarobków. Nie zraża ich fakt, że aby zacząć zarabiać, rekruci muszą najpierw w siebie zainwestować. A to kosztuje.
Na szkoleniach przyszli menedżerowie poznają tajniki rozbijania monopoli. Nie przeszkadza im fakt, że już za kilka dni pójdą do klienta z ofertą, o której ten nie ma zielonego pojęcia. Nigdy nie zadali sobie pytania, czy niemiecka firma prowadziła negocjacje z jakimkolwiek polskim dystrybutorem energii czy dostarczycielem usług telekomunikacyjnych. A takie pytanie zadać sobie warto, bo ci – jak się okazuje – nie znają nawet jej nazwy.
Płaca, potem praca
W Innofleksie można pracować w charakterze sprzedawcy lub menedżera. Nikomu nie proponuje się etatu.
Sprzedawca stoi w hierarchii najniżej. Wpłaca 330 złotych. Kwota obejmuje m. in. przyznanie numeru identyfikacyjnego. Daje to prawo do zawierania umów.
Menedżerowie są wyżsi rangą. To na nich firmie zależy najbardziej. Zostaje nim ten, kto kupi za kwotę 1200 euro program menedżerski VAP z licencją, dostępem do serwera firmy i pakietem “Home Office”, wyjaśniającym, jak prowadzić domowe biuro i rozmawiać z klientem. Od tej chwili może budować swoją sieć i zarabiać. Żeby było to możliwe, musi zaprosić do współpracy minimum pięć osób, które też wpłacą 1200 euro. Od każdej z nich wprowadzający otrzymuje punkty, a co za tym idzie – prowizję. W ten sposób tworzy się typowa piramida finansowa. Wprowadzający ma niewiele czasu na skompletowanie podległej mu piątki ludzi – raptem 30 dni od daty zamówienia programu. Jeśli się nie uda – straci.
Przy drzwiach zamkniętych
Na spotkanie dla przyszłych menedżerów Innoflexu nie sposób dostać się bez zaproszenia. Osoba wprowadzająca kupuje za 100 zł bilety, które sprzedaje dziesięciu osobom. Z tego grona wyłania potencjalnych pięciu kandydatów, chętnych do wyłożenia 1200 euro. Na ostatnim ze spotkań, jakie firma zorganizowała z końcem listopada w sali katowickiej spółdzielni mieszkaniowej “Piast” oświadczono, że nie wiadomo jeszcze, co tak naprawdę menedżerowie będą sprzedawać. Prawdopodobnie będą to karty upoważniające do zniżek przy zakupach w wirtualnym sklepie. Problem w tym, że jest to portal niemiecki! Kupując w nim jakikolwiek produkt, klient będzie musiał liczyć się z uiszczeniem niemałych kosztów za przesyłkę. O polskim odpowiedniku na razie nie ma mowy. Firmie zależy, aby znalazły się tam towary polskich producentów, ale i w tym przypadku z nikim jeszcze rozmów nie podjęła.
Chętnych nie brakuje
Dla wielu osób Innoflex to kolejna szansa na znalezienie pracy. Większość decydując się na zakup programu VAP zadłużyła się u znajomych.
- Sprawdzaliśmy jej wiarygodność. Wszystko jest w porządku – zapewnia nauczycielka z Zawiercia, kandydatka na menedżera. Na spotkanie w Katowicach zaprosiła koleżanki. Spodobało im się. Innoflexem zainteresowali się lokalni biznesmeni i przedsiębiorcy, w tym dealerzy sieci telefonii komórkowej. Prawdopodobnie zamierzają upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – sprzedawać telefony i zarabiać na rozmowach “w barwach” Innoflexu. W całym kraju firma zwerbowała już 500 menedżerów, którzy szukają kolejnych chętnych do współpracy. Mogą jedynie rozbudowywać dalej piramidę, bo sprzedawać nie mają czego. Chyba, że trafią na klienta, który zechce np. kupić rower w niemieckim portalu zamiast w sklepie za rogiem. Zapowiadane na grudzień uruchomienie usług telekomunikacyjnych jest mało prawdopodobne, bo z żadnym z operatorów w Polsce Innoflex w tej sprawie nie pertraktował.
Pytania bez odpowiedzi
Dyrektor polskiego oddziału, Maria Mazalisz nie zgadza się na rozmowy z prasą przed 6 grudnia. Jest zajęta kształceniem pęczniejącej z dnia na dzień kadry menedżerów. Kandydaci, których spotkaliśmy na spotkaniu zorganizowanym przez firmę w Katowicach wzruszają ramionami, gdy pytamy, czy nie obawiają się, że przystąpili do zwykłej piramidy, która w krótkim czasie pozbawi ich pieniędzy. -. Nad panem też jest szef i inni ludzie. Przecież to też piramida! – usłyszałem.
Autor artykułu: Przemysław Skwara