Archive for February, 2004

Z ręki prezydenta

Saturday, February 7th, 2004

Ile straciło miasto Zabrze w wyniku nieracjonalnego handlu ziemią? Tylko w jednym przypadku może to być nawet kilkaset tysięcy złotych!

Okazuje się, że na wielu bezprzetargowych sprzedażach, o których decydował ówczesny prezydent miasta Roman Urbańczyk, zarabiały prywatne firmy i osoby. Wśród nich pojawia się diler luksusowych samochodów, poseł SLD oraz wielu innych znanych lokalnych biznesmenów. Urbańczyk całą sprawę kwituje jednym zdaniem: – Każda gmina chce mieć swojego Rywina.

Dziwna zmiana
Przy ul. Janika w Zabrzu Zaborzu stoi supermarket “Champion”. Teren pod budowę sprzedał inwestorowi Erwin Kempa, tutejszy diler samochodowy. Kempa zrobił na tym świetny interes. Szkopuł w tym, że teren przy Janika jeszcze rok wcześniej należał do gminy i to ona mogła na tym zbić kokosy. Mogła, gdyby się z Kempą nie zamieniła na działki. Przypadek?
Ale po kolei. Miastu zależało na działce przy ul. Grunwaldzkiej należącej do Piotra Murlowskiego, jak mówią miejscowi “ostatniego rolnika”. Miał tu szopę w której trzymał konia. Jak wynika z dokumentów gmina chciała odkupić teren “pod urządzenie chodnika i budowę przystanku autobusowego”. Gminę jednak ubiegł Kempa. Według naszych informacji odkupił on działkę od Murlowskiego za ponad 30 tys. zł.
Diler zaproponował działkę przy Grunwaldzkiej gminie za teren przy Janika dokładając ziemię przy ul. Pestalozziego. Co ciekawe, już wtedy działką przy Janika interesowali się dewelopperzy, chcący wybudować tam supermarket. Czyżby władze miasta o tym nie wiedziały?
Władze miasta zgadzają się. 28 stycznia 2002 r. dochodzi do zamiany – teren przy ul. Grunwaldzkiej i Pestalozziego bierze gmina, Kempa w zamian dostaje miejską działkę przy Janika. Z dokumentów podpisanych przez Urbańczyka wynika, że obie strony ustaliły cenę – 124.500 zł. Łatwo licząc Kempa zarobił na zamianie prawie 100 tys. zł.
Kilka miesięcy później diler sprzedaje działkę przy Janika pod supermarket. Za ile? Nie wiadomo. Próbowaliśmy się z nim skontaktować. Nie miał dla nas czasu.

Nie pamiętam…
Roman Urbańczyk, dziś prezes KZK GOP w Katowicach nie przypomina sobie takiej transakcji. – W każdym tygodniu podejmowaliśmy (tzn. Zarząd Miasta – przyp. aut.) 15-30 decyzji, przez tyle lat rządzenia to są setki – mówi. Twierdzi, że “wszystkie wolne działki szły w przetargu, tylko czasami na poprawę zagospodarowania przestrzennego, bez”. – Nikt tego nie robił pod stołem – denerwuje się.
Na działce przy ul. Grunwaldzkiej, na której ponoć tak zależało gminie, nic się nie dzieje. Nie ma też żadnego przystanku. – Pryzmy błota i tyle – kwituje jeden z księży. Działka Murlowskiego sąsiadowała z tutejszą parafią.
Piotr Murlowski mieszka w kamienicy. Z matką. Nie wiedzieli, że ich była działka przeszła w ręce gminy. – To ten pan miał tam coś budować i nic – mówi zdziwiona o Kempie. Dlaczego sprzedali Kempie, a nie gminie? – Bo był pierwszy i chodził za działką od lat. Poza tym, miasto proponowało nam grosze, w porównaniu z panem Kempą – dodaje kobieta.

Bez przetargów
Takich spraw jest o wiele więcej. Przekopaliśmy się przez stosy podobnych uchwał podpisanych przez Urbańczyka. Prezydent oddawał działki bezprzetargowo powołując się na uchwałę Rady Miasta i troskę o poprawienie warunków zagospodarowania nieruchomości przyległej.
W ten sposób ziemię w Zabrzu kupiło wiele osób i firm. Wśród uchwał kilka razy pojawia się spółka należąca m.in. do wspomnianego już Erwina Kempy.
Przy ul. Pyki spółka wydzierżawiła bez przetargu od gminy prawie tysiąc mkw działki pod parking. Pół roku później gmina dokonuje przedziwnej zamiany – kupuje od spółki Kempy 30 mkw przy Wolności, dając w zamian 407 mkw terenu położonego przy Korczoka.
Tego samego dnia prezydent Urbańczyk podpisuje bezprzetargową sprzedaż działki (1256 mkw) przy ul. Struzika na rzecz spółki ,na poprawę warunków zagospodarowania posiadanej nieruchomości przy Wolności 540″. Teren idzie za 31 tys. zł, czyli 25 zł za mkw. Przy Wolności mieści się siedziba dilera samochodowego.
W identyczny sposób, a więc bez przetargu Zarząd Miasta sprzedał prawie pół tysiąca mkw przy ul. Sobieskiego Wiesławowi Okońskiemu (obecnie poseł SLD z Zabrza). Osiem miesięcy później władze miasta zrezygnowały z prawa pierwokupu całego terenu dzierżawionego przez posła (przy Sobieskiego i Roosevelta) – prawie 5 tys. mkw.
Sprawą handlu gminną ziemią zajmuje się, a właściwie zajmował zespół kontrolny powołany przez komisję rewizyjną. Powołany został w związku z ,wieloma sygnałami od mieszkańców”. Dwa tygodnie temu Sławomir Pelec, szef zespołu sprawdzającego uchwały dotyczące sprzedaży miejskiego gruntu został usunięty z komisji, kontrola zaś utknęła w martwym punkcie. – Byliśmy zbyt skuteczni – ocenia Pelec. Mirosław Kaszycki, przewodniczący komisji rewizyjnej obiecuje, że radnego Pelca zamieni inny radny i kontrola ruszy dalej. Kiedy, nie wiadomo.

TRANSAKCJE
Prawie 3 tys. mkw przy ul. Nad Kanałem zostało sprzedanych właścicielowi zakładu kamieniarskiego. Z dokumentów wynika, że najpierw zawarto umowę dzierżawy na 3 lata, po… 3 miesiącach na 10 lat i jeszcze w tym samym roku sprzedano ziemię bez przetargu. Na poprawę zagospodarowania przestrzennego terenu właściciel dokupił jeszcze 2,5 tys. mkw. Bez przetargu.
Spółce z o.o. Developer Recycling gmina oddała bez przetargu 1282 mkw gruntu przy ul. Moniuszki w użytkowanie wieczyste za niewiele ponad 40 tys. zł. Najpierw podzielono je na trzy działki, które sprzedano jednej spółce. W sprawie występują dwa różne operaty szacunkowe, sporządzone przez tego samego rzeczoznawcę Jana Jagielskiego: 40.270 zł i 56.510 zł. Zarząd Miasta wybiera tańszy! Tłumaczy to “gorszymi warunkami zabudowy”.
Ciekawe wnioski można wysnuć wertując uchwały podpisane przez Urbańczyka w ostatnich tygodniach jego urzędowania (Urbańczyk ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich przegrał wybory z Jerzym Gołubowiczem z SLD). Były wyjątkowo pracowite – przesunięcia terminu budowy (zagrożone stratą gruntu) i bezprzetargowe sprzedaże m.in. działki przy Webera (firma Pel-Gór kupuje za 8 gr za mkw 5 tys. mkw terenu), Sikorskiego 1426 mkw za 10.890 zł.

Były prezydent
W rozmowie z nami Roman Urbańczyk zdziwił się, gdy zapytaliśmy, czy słyszał o kontroli dotyczącej m.in. handlu gruntami. – Każdą bezprzetargową sprzedaż głęboko analizowaliśmy dbając o dobro miasta – przekonuje Urbańczyk. – Nikt mnie o nic zapytał, nie kazał wyjaśniać. Pani jest pierwszą osobą, która mnie pyta o te sprawy. Jak coś nam przemknęło to przecież ludzka rzecz, a tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi. Widocznie każda gmina chce mieć swojego Rywina.

Autor artykułu: Izabela Kacprzak

Górnik do sądu

Friday, February 6th, 2004

Właściciel Górnika Zabrze Marek Koźmiński zapowiada, że wystąpi na drogę sądową przeciwko ojcu piłkarza Arkadiusza Czarneckiego. 17-letni obrońca Olimpii Elbląg podpisał kontrakt z zabrzańskim klubem, ale na Roosevelta się nie pojawił wybierając poznańskiego Lecha. Z “Kolejorzem” podpisał inny kontrakt.

- Na pewno mu się to nie upiecze. Będziemy dochodzić własnych praw, nawet w sądzie cywilnym. Najpierw czekamy, co w tej sprawie zadecyduje PZPN. Na razie państwo Czarneccy nie odbierają telefonów i jak strusie chowają głowę w piasek. Ale wkrótce będą musieli, bo w podpisanym przez nich kontrakcie jest określona kwota rekompensaty za jego zerwanie – informuje Marek Koźmiński.

Górnik pogodził się z werdyktem PZPN w sprawie Piotra Gierczaka, ale zamierza sprawdzić uprawnienia Roberta Kiłdanowicza, menedżera piłkarza. Przypomnijmy, że Gierczak wynegocjował z Górnikiem rozwiązanie kontraktu, a klub dogadał się w sprawie jego transferu do Górnika Łęczna.
Zawodnik jednak zmienił zdanie i wybrał ofertę Garbarni Szczakowianki, która zabrzanom nic nie musi płacić.

Autor artykułu: tocha

Nowe pociągi

Tuesday, February 3rd, 2004

Sześć nowych pociągów osobowych pojawiło się wczoraj w rozkładzie jazdy. W przypadku kilkudziesięciu pociągów zmieniły się terminy i godziny kursowania.

- Korekty rozkładu dokonano w związku z wnioskami podróżnych – tłumaczy Bożena Wylężek, naczelnik działu marketingu Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych.

Od wczoraj dodatkowe połączenia uruchomiono na trasach Tarnowskie Góry (18.11) – Wieluń Dąbrowa (20.05), Kępno (8.39) – Herby Stare (10.28), Herby Stare (11.00) – Herby Nowe (11.10), Herby Nowe (15.00) – Tarnowskie Góry (16.11).

Nowy pociąg połączył też Kraków i Jelenią Górę. Do Jeleniej Góry pociąg będzie odjeżdżać z Katowic o godzinie 11.32, z powrotem o 20.25.

Zmiany w godzinach kursowania objęły pociągi na liniach Cieszyn – Czechowice Dziedzice, Gliwice – Częstochowa, Rybnik – Pszczyna, Rybnik – Racibórz, Gliwice – Katowice, Gliwice – Kędzierzyn Koźle i Koluszki – Częstochowa.

Autor artykułu: ic

Olkuskie normy

Tuesday, February 3rd, 2004

Dzieci w olkuskich szkołach odchodziły wczoraj ze stołówek z przysłowiowym “kwitkiem”. Obiady dostały tylko te, które okazały się prawdziwym kwitkiem, wydanym przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Zamiast ponad 900 dzieci, jak to było przed feriami, obiady w szkołach będzie jadło teraz tylko 244 dzieci.

To skutek decyzji władz miasta o zastąpieniu szkolnych stołówek firmą cateringową. Wiceburmistrz Rzepka mówi, że stołówki nie przestrzegały norm… europejskich.Do tej pory z obiadów gotowanych przez naszą stołówkę korzystało 250 dzieci dziennie. Teraz tylko 35. Z siedmiu etatów, jakimi dysponowałam w stołówce mogłam zostawić jedynie jeden, gdyż praca kucharki polega już tylko na wydawaniu obiadów przywiezionych w specjalnych termosach – mówi Barbara Mucha, dyrektor SP 10 w Olkuszu.

Łzy zamiast kompotu
Od wczoraj nie pracuje w Olkuszu sześć szkolnych stołówek, a miasto płaci jedynie za obiady dla dzieci korzystających z opieki społecznej. Jedynie 244 dzieci spełnia ostre kryteria dochodowe pozwalające na skorzystanie ze szkolnego obiadu. Dzieci są jednak przyzwyczajone i na dużej przerwie przychodzą na obiad. – Bardzo mi przykro, ale muszę odmawiać wszystkim, którzy nie posiadają talonów z opieki społecznej – ze łzami w oczach wyjaśnia Władysława Senderowska, była szefowa kuchni w SP 10. – Dzieci pytają, czy mogą chociaż kompotu się napić, ale i tego muszę odmówić, bo jest dokładnie wyliczony.
W bardzo dobrze wyposażonej kuchni SP nr 10 zawsze była dokładka, a cena obiadu, jak w innych szkołach nie przekraczała 2 złotych. Obecnie obiad kosztuje 4 złote, a nowa ustawa o pomocy społecznej, która podniosła próg dochodowy na jednego członka rodziny sprawiła, że instytucja ta nie może dofinansować prawie 600 dzieci, jak było to do tej pory.

Catering niewydolny
Władze miasta zaproponowały, by szkolne stołówki oddać w ajencje. Niestety, nikt nie był tym zainteresowany. Udało się wynegocjować ze stołówką z Bursy Szkolnej przy ul. Hardego, że ta dostarczy owe 244 obiady na zasadzie cateringu.
- Nasze moce przerobowe możemy podnieść jedynie do wyprodukowania góra 300 posiłków dziennie, a żebyśmy wyszli na swoje to już niżej nie możemy opuścić ceny – wyjaśnia dyrektor bursy Janusz Kurek.
W zeszłym roku szkolnym w ajencję poszła stołówka w SP 9.
- Niestety, firma, która ją prowadziła splajtowała, mimo że obiad kosztował 5 złotych – mówi dyrektor SP 9 Janusz Cieślik.
Jeszcze w czasie ferii dyrektorzy olkuskich szkół odebrali już sygnały wielu rodziców, których nie przeraża podwojenie ceny za obiady i chcą, by ich dzieci jadły, jak do tej pory.

Autor artykułu: Krzysztof Dulko

Olkuskie normy

Tuesday, February 3rd, 2004

Dzieci w olkuskich szkołach odchodziły wczoraj ze stołówek z przysłowiowym “kwitkiem”. Obiady dostały tylko te, które okazały się prawdziwym kwitkiem, wydanym przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Zamiast ponad 900 dzieci, jak to było przed feriami, obiady w szkołach będzie jadło teraz tylko 244 dzieci.

To skutek decyzji władz miasta o zastąpieniu szkolnych stołówek firmą cateringową. Wiceburmistrz Rzepka mówi, że stołówki nie przestrzegały norm… europejskich.

Do tej pory z obiadów gotowanych przez naszą stołówkę korzystało 250 dzieci dziennie. Teraz tylko 35. Z siedmiu etatów, jakimi dysponowałam w stołówce mogłam zostawić jedynie jeden, gdyż praca kucharki polega już tylko na wydawaniu obiadów przywiezionych w specjalnych termosach – mówi Barbara Mucha, dyrektor SP 10 w Olkuszu.

Łzy zamiast kompotu

Od wczoraj nie pracuje w Olkuszu sześć szkolnych stołówek, a miasto płaci jedynie za obiady dla dzieci korzystających z opieki społecznej. Jedynie 244 dzieci spełnia ostre kryteria dochodowe pozwalające na skorzystanie ze szkolnego obiadu. Dzieci są jednak przyzwyczajone i na dużej przerwie przychodzą na obiad. – Bardzo mi przykro, ale muszę odmawiać wszystkim, którzy nie posiadają talonów z opieki społecznej – ze łzami w oczach wyjaśnia Władysława Senderowska, była szefowa kuchni w SP 10. – Dzieci pytają, czy mogą chociaż kompotu się napić, ale i tego muszę odmówić, bo jest dokładnie wyliczony.

W bardzo dobrze wyposażonej kuchni SP nr 10 zawsze była dokładka, a cena obiadu, jak w innych szkołach nie przekraczała 2 złotych. Obecnie obiad kosztuje 4 złote, a nowa ustawa o pomocy społecznej, która podniosła próg dochodowy na jednego członka rodziny sprawiła, że instytucja ta nie może dofinansować prawie 600 dzieci, jak było to do tej pory.

Catering niewydolny

Władze miasta zaproponowały, by szkolne stołówki oddać w ajencje. Niestety, nikt nie był tym zainteresowany. Udało się wynegocjować ze stołówką z Bursy Szkolnej przy ul. Hardego, że ta dostarczy owe 244 obiady na zasadzie cateringu.

- Nasze moce przerobowe możemy podnieść jedynie do wyprodukowania góra 300 posiłków dziennie, a żebyśmy wyszli na swoje to już niżej nie możemy opuścić ceny – wyjaśnia dyrektor bursy Janusz Kurek.

W zeszłym roku szkolnym w ajencję poszła stołówka w SP 9.

- Niestety, firma, która ją prowadziła splajtowała, mimo że obiad kosztował 5 złotych – mówi dyrektor SP 9 Janusz Cieślik.

Jeszcze w czasie ferii dyrektorzy olkuskich szkół odebrali już sygnały wielu rodziców, których nie przeraża podwojenie ceny za obiady i chcą, by ich dzieci jadły, jak do tej pory.

Autor artykułu: Krzysztof Dulko