Miejska kontrola wykazała, że Tomasz Beler, dyrektor Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu sam sobie zlecił poprowadzenie pięciu imprez, które organizował jako dyrektor instytucji. Zarobił na tym 16 tys. zł! Dyrektorowi zarzuca się, że nie zawsze organizował przetargi i nie rozliczył wszystkich środków na inwestycje, za które zapłaciło miasto.
– Nie kradłem, tylko oszczędzałem – tłumaczy się Tomasz Beler..Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu od czterech lat ma status samorządowej instytucji kultury. Oznacza to, że właścicielem jest miasto, a Dom Muzyki utrzymuje się z organizacji imprez, reklam i dotacji miasta, samodzielnie też gospodaruje pieniędzmi. Zatrudnia 9 osób, rocznie organizuje ok. 50 imprez.
Gmina płaci
Gmina lokuje w Domu Muzyki i Tańca ogromne pieniądze – grubo ponad 300 tys. zł rocznie, nie mówiąc już o dotacjach na inwestycje (tylko na remont dachu gmina wydała 100 tys. zł). Na organizację Muzycznego Lata (cykl imprez niebiletowanych) dyrektor Beler otrzymał 90 tys. zł, 100 tys. zł na imprezę zatytułowaną “Grające ulice”, 80 tys. zł na zorganizowanie obchodów 80-lecia nadania praw miejskich Zabrzu.
Niedawno wydział audytu i kontroli Urzędu Miasta w Zabrzu przeprowadził w Domu Muzyki i Tańca wyrywkową kontrolę wydatków, dotyczącą tylko jednego roku.
Sam sobie zlecał i płacił
Wyszło na jaw, że Tomasz Beler był… wykonawcą kilku zleceń dyrektora Domu Muzyki i Tańca Tomasza Belera, czyli samego siebie. Chodzi o pięć imprez, w których Beler zaprojektował scenografię, prowadził nadzór imprezy, opracował jej scenariusz, a na koniec po prostu ją poprowadził. Człowiek-orkiestra. Takich imprez w ciągu jednego roku naliczono pięć.
M. in. była to wielka gala z okazji dużej inwestycji drogowej w mieście (połączenia ulicy de Gaulle’a i Korfantego), “Grających ulic” (cykl koncertów plenerowych) oraz Muzyczne Lato (darmowe pikniki pod Domem). Beler wypłacił sobie za to 16 tys. zł brutto, czyli po 4,5 tys. zł od każdej. Uważa, że prawa nie złamał, a tylko popełnił błąd.
- Podpisałem umowę jako zamawiający i wykonawca – przyznaje. – Przyznaję się do tego błędu, ale dokonałem tego nieopatrznie podpisując plik umów. Uważam to za błąd formalny, powinna to rzeczywiście zrobić główna księgowa, bądź zlecający imprezę, a nie ja – bije się w piersi.
Złamał prawo
Andrzej Twardecki, naczelnik wydziału audytu i kontroli jest oburzony. – Ani on sam z sobą, ani osoba która od niego bezpośrednio zależy nie może tego zrobić.
- Angażując wykonawców z zewnątrz – scenografa, scenarzystę, prowadzącego koszt zorganizowania imprezy przynajmniej trzykrotnie przekroczyłbym honorarium jakie ja otrzymałem – wylicza Beler.
Jego zdaniem projekt scenografii kosztowałby 10 tys. zł, nadzór – 5 tys. zł, prowadzenie imprezy – 3 tys. zł, do tego opracowanie scenariusza imprezy – kolejne 3-5 tys. zł. – A ja wziąłem za to tylko 3,3 tys. zł – stwierdza. Skąd ta kalkulacja? To wie chyba tylko sam dyrektor.
Dlaczego nie zlecił prac firmie z zewnątrz? – Mam umiejętności, które pozwalają mi na wykonywanie czynności wykraczających daleko poza zakres obowiązków. Poza
administrowaniem Domem Muzyki i Tańca – mówi Beler.
Kasa do zwrotu?
Zdaniem naczelnika Twardeckiego Tomasz Beler powinien oddać zarobione pieniądze do kasy instytucji. Dyrektor uważa, że to osłabiłoby jego prestiż. Odwołał się. Czeka na decyzję prezydenta. Nie czuje się winny.
- Wydaje mi się, że za to co zrobiłem, powinienem być uznany za gospodarnego. Nic nie ukradłem! Wszystko jest udokumentowane. Może istnieją inne sposoby ukrycia dochodów, ale ja tego nie robię – denerwuje się Tomasz Beler.
Kontrolerzy zarzucili dyrektorowi, że błędnie naliczył stawki czynszowe ajentowi prowadzącemu bar, nie płacił podatku VAT od dochodów z najmu. Okazało się również, że DMiT nie płacił podatku za reklamę i miał zaległości w Urzędzie Skarbowym z tytułu VAT oraz wobec ZAiKS-u jako prawa autorskie.
Dyrektor Beler omijał również przetargi. Koncerty oświetlała firma Argus Art (wybierano ją bez przetargów), która na sześciu imprezach zarobiła ponad 23 tys. zł. Identyczna sprawa miała miejsce z firmą Power Box (nagłaśnianie koncertów), która zarobiła 27 tys. zł.
Andrzej Twardecki komentuje: – Rozumiem specyfikę przedsięwzięć, które wykonuje instytucja kultury, ale prawo jest dla wszystkich takie samo. Jeśli nie przetarg, należałoby chociażby wprowadzić zapytanie o cenę.
Dyrektor Beler jest przekonany o swojej niewinności. – Nadal tak będę robił, bo chcę to zrobić tanio i tak samo dobrze – stwierdza.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, w świetle nieprawidłowości z jednego tylko roku, w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu szykuje się kompleksowa kontrola finansowa.
Sosnowiec: Andrzej Równicki, naczelnik wydziału kultury i sportu UM:
Teatr Zagłębia ma status instytucji kultury. W 75 proc. utrzymuje się z dotacji miasta, resztę wypracowuje sam. Wszystkie decyzje dyrektora, który jest równocześnie czynnym aktorem, są kontrolowane. Teatr, abstrahując od jego specyfiki jest przedsiębiorstwem i dyrektor jest takim samym pracownikiem jak inni.
Gliwice: Marek Jarzębowski, rzecznik UM:
Z całym szacunkiem do aktorów i sztuki, ale teatr nie jest prywatnym folwarkiem dyrektora, w którym może robić co chce. Pracodawcą dyrektora Teatru Muzycznego w Gliwicach jest prezydent, dlatego to on podpisuje bądź nie, zgodę na dodatkową pracę lub delegację. Trzykrotnie zdarzyło się, że dyrektor wystąpił do pracodawcy z pytaniem czy może przyjąć dodatkowe zlecenie, ale, podkreślam, od agencji z zewnątrz, a nie teatru. Były to pieniądze prywatne, a nie z budżetu miasta. Dyrektor zobowiązany jest do rozliczenia się z każdej złotówki.
Autor artykułu: Izabela Kacprzak