Co roku przed Wielkanocą mieszkańcy Cieszyna odgrywają Pasję, a na ich przedstawienia ludzie przyjeżdżają jak na pielgrzymkę.
Od 20 lat Stanisław Pońc – Jezus umiera na krzyżu. Od 20 lat Stanisław Putyra – Piłat wydaje wyrok. Od 20 lat Kazimierz Kaszper – Judasz Iskariota zdradza Jezusa i rzuca w twarz Kajfaszowi srebrniki. I nigdy nie jest tak samo. I nigdy nie ma w Pasji odgrywanej przez mieszkańców Cieszyna cienia rutyny. Bo nikt tu tak naprawdę nie gra, nie udaje. Danuta Balcer – Maria, kiedy trzyma w ramionach umęczonego Syna, płacze naprawdę. Nie widzi czerwonej farby, widzi prawdziwe rany. Nie tuli Stanisława Pońca – prywatnie szwagra, na dodatek starszego od niej. Tuli Jezusa i to dlatego ludzie na widowni płaczą razem z nią.
Wydaje się absolutnie niemożliwe, że jutro tu na tej widowni zasiądą ludzie i będą oglądać Pasję w wykonaniu Zespołu Teatralnego Parafii Św. Elżbiety. Na razie panuje potworny rozgardiasz. Kilkadziesiąt dzieci wbiega na scenę, zerkają wszędzie, tylko nie tam gdzie trzeba. Magdalena – Alicja Białek usiłuje z miernym skutkiem rozczesać perukę. Bo jaka to Magdalena z krótko przyciętymi włosami? Apostołowie, na razie w cywilu, przysiadają na schodach. Płaczki przymierzają suknie, młoda dziewczyna dopytuje się: a gdzie są moje skrzydła? – Faryzeusze na scenę! Gdzie jest Jezus? A Piłat? Piłata jeszcze nie ma, pewnie przyjdzie później, musiał zostać w szkole – ktoś odpowiada (Stanisław Putyra jest wicedyrektorem w szkole podstawowej w Pogwizdowie).
Dzień przed
Pośrodku sceny stoi siostra Jadwiga. W jednym ręku mikrofon, w drugim komórka. Komórka zresztą nieustannie dzwoni. Siostra uzgadnia jeszcze dostawę jakichś materiałów, ktoś prosi o bilety. Setki pytań. Ona jedna. Wszystko widzi. – Nie tak, zrobiliście to bez radości, opieszale. Faryzeuszy nie widać. Krzyczycie głośno: Hosanna!!! – poucza gromadkę dzieci. – Jutro wszyscy starsi mają arafatki – siostra demonstruje jak je założyć. Jest godzina 18., jutro o 16.00 – premiera. Schodzą się dorośli. – Idziecie do domu, a jutro o 10 widzimy się w teatrze na ostatniej próbie – siostra Jadwiga zwalnia swoich małych aktorów. Z reżyserki przez głośniki odzywa się Piotr Gruchel, który zajmuje się opracowaniem muzycznym. – Jadziu, co jeszcze planujesz na jutro, oprócz oczywiście premiery…? Siostra wybucha śmiechem.
Pomiędzy dekoracjami krząta się Leon Białek, od lat scenografia do cieszyńskiej Pasji jest jego dziełem. A, że co roku siostra wymyśla coś nowego, to i scenografia jest coraz bogatsza i bardziej skomplikowana. Krzak gorejący, błyskawice, podwieszane elementy dekoracji, które w okamgnieniu budować będą poszczególne sceny.
- To kiedy ja powiem swój monolog – Judasz dopytuje z niepokojem. – Przecież jeśli mam wejść po przerwie, to całe napięcie opadnie i będzie nie po kolei. I kiedy ja się mam powiesić i jak? – Siostra przystaje. – Będzie wszystko dobrze, rzucisz mu w twarz srebrniki, a wiesz… scenę śmierci odegrasz za kulisami, krzykniesz i wszyscy będą wiedzieli o co chodzi.
Próba sceny w Kanie Galilejskiej. Młode dziewczyny tańczą, na schodach rozsiadają się goście, Jezus z Piotrem, Janem Apostołem. Maria podchodzi i mówi: Synu zabrakło wina. – Spróbuj to zrobić inaczej, siostra Jadwiga przysiada koło Jezusa, nachyla się i mówi przymilnym szeptem kwestię.
Scena uzdrowienia trędowatego, siostra Jadwiga pada z impetem na kolana i woła: ,Panie, oczyść mnie”. Wstaje, otrzepuje odruchowo habit i mówi spokojnie: Spróbuj to może zrobić tak. I znowu uśmiecha się.
140 osób do opanowania, koordynacja dźwięku, ruchu, scenografii, to powinno spowodować mieszankę piorunującą. Nie powoduje. To jeden z cudów, który podczas próby – było nie było generalnej – widzę po raz pierwszy.
Ludzie “Pasji”
Stanisław Pońc, jak sam mówi, postury jest niewielkiej. To siostra Jadwiga wybrała go do roli Jezusa.
- Wiem, że Stanisław się skarży, że już nie te lata, że jest za stary do roli, że ma mnóstwo wątpliwości, ale mówię mu, że skoro pan Bóg daje mu siły i zdrowie, widać jest to znak, by dalej grał tę rolę.
- Zdaję sobie sprawę z własnych niedoskonałości, mam wadę wymowy – powiada pan Stanisław.
- Mnie nie zależy na profesjonalnym, bezbłędnym aktorze, który odegra idealnie swoją rolę. Mnie zależy na przeżywaniu Misterium. A on robi to doskonale.
Najważniejsze, że Stanisław jest taki nie tylko na scenie, ale i w życiu. On nawet nie wie, ile dobrych słów ludzie o nim do mnie powiedzieli – siostra Jadwiga wie swoje. – Nie jest łatwo znaleźć dziś człowieka, który swoim całym życiem, postawą świadczy tak o miłości i dobroci.
- No… nie można grać dziś Jezusa, a jutro iść do knajpy na piwo – przyznaje pan Stanisław. – Ale ja nie mam z tym problemu. Alkohol mi nigdy nie smakował, nigdy nie paliłem. Mam takiÉ naturalny wstręt do zła. Jest mi łatwiej, nie muszę się kamuflować. Nie boję się mówić prawdy otwarcie. Nie muszę niczego udawać. Mam szczęście w życiu. Nie imały się mnie żadne poważniejsze choroby. 41 lat przepracowałem w Celmie jako elektromechanik, teraz jestem na emeryturze. Mamy małą działeczkę, domek, sadzę świerki, tuje. Siedzę na tarasie, z żoną Basią popijam kawkę, podziwiam przyrodę, słucham ptaków. Przyjadą dzieci, wnuki… Myślę sobie, że Pan Bóg nosi mnie na rękach.
Żona pana Stanisława też naturalnie ma swoją rolę do odegrania w Pasji, jest czymś w rodzaju inspicjenta. W rodzaju, bo zajmuje się wieloma rzeczami naraz. Jak wszyscy uczestnicy Misterium. W sumie około 140 osób.
Kiedy siostra Jadwiga przed 20 laty rozpoczęła wystawianie Misterium – najpierw w salkach katechetycznych, kościołach, była ich zaledwie garstka osób. Przedstawienia o wiele skromniejsze, scenografia surowa. Co roku przybywało “aktorów”. – Dziś w Pasji biorą udział już trzy pokolenia: dziadkowie, ich dzieci iÉ dzieci ich dzieci – opowiada siostra Jadwiga. – Skojarzyliśmy nawet kilka par – śmieje się. – To naprawdę wspaniałe. Oni spotykają się nie tylko przy okazji naszych prób, czy przedstawień, wiem że wspierają się na codzień. Często organizują wspólne wycieczki. Są pełni radości. Kiedy trzeba klękać – klękają. Kiedy jest czas zabawy – bawią się. Tę atmosferę rodzinną przenoszą do parafii, kościoła. Czasem kiedy na mszę przychodzą osoby spoza Cieszyna dziwią się i zazdroszczą. Pytają: Jak wy to robicie?
Magdalena, czyli Alicja Białek nie tylko gra w spektaklu, ale także wspomaga męża w robieniu scenografii. Szyje stroje. – O choćby takie frędzelki, wydaje się, że takie nic, a jeden trzeba robić godzinę – wskazuje na chustę zarzuconą na ramiona. Wszystkie dekoracje to wypadkowa pomysłów pana Leona, jej i siostry. O swojej postaci mówi, że trudno ją zagrać. A właściwie nie tyle zagrać, ile pokazać. – Jesteśmy tu wszyscy bardzo religijni, staramy się oddać wszystko jak najwierniej, najprawdziwiej. Każdy spektakl przeżywamy bardzo mocno, ja autentycznie płaczę, w zasadzie chodzi nam o jedno – pokazać ludziom, jak Chrystus cierpiał za nasze grzechy.
Marian Sowa, od kilkunastu już lat jest Piotrem Apostołem, wcześniej był faryzeuszem. Chłop jak dąb, ujmujący uśmiech. – Dziś to co innego, od 1990 roku gramy naszą Pasję w teatrze, kiedyś to nie do nas przyjeżdżano, tylko myśmy jeździli do kościołów, domów kultury – opowiada. – Misterium to przeżycie, którego nie da się porów nać z niczym innym. Piotra Apostoła – jak wiadomo – nie ma pod krzyżem. Stoję z tyłu i patrzę. Widzę jak na widowni ludzie ocierają ukradkiem łzy. Wtedy i mnie coś łapie za serce.
Pan Marian na co dzień pracuje w kopalni jako elektryk. Mówi, że życie go nie rozpieszczało za bardzo, wychowują z żoną dzieci specjalnej troski. – Coś mi Piotr dał, jakby łatwiej mi unieść wszystkie trudy. Chociaż Piotr nie był takim pokornym uczniem, staram się zresztą to pokazać, ale był silny, jak opoka, dlatego Jezus powierzył mu zadanie budowy kościoła.
Kazimierz Kaszper – Judasz, z wykształcenia polonista, z zawodu dziennikarz, nauczyciel akademicki, ongiś naczelny Głosu Cieszyńskiego, dziś edytor. – Kiedy siostra zaproponowała mi zagranie Judasza ucieszyłem się. Raz, że bawiłem się kiedyś w teatr, dwa – to niezwykła postać.
Napisałem sam sobie monolog. Judasz to kwindesencja skruchy, żalu i kary. W moim monologu, w który naturtalnie włożyłem własne przemyślenia, staram się przekazać ogromne wyrzuty sumienia człowieka, który popełnił nierozważny czyn i jak on wpłynął na jego życie. Jak fatalne następstwa może mieć prymitywny gest zdrady.
- Dlaczego ja, Panie!!!! – Judasz ocieka potem, wije się, jest bliski obłędu, rozpaczliwie ponawia pytanie. Jakby nie rozumiejąc co się stało. Rozpacz doprowadzi go do śmierci. Ludzie na widowni zamierają podczas monologu Judasza. To chwila kiedy każdy, czy chce czy nie chce zagląda wgłąb siebie, bo Judasz Iskariota tkwi w każdym z nas.
Wszyscy, bez wyjątku, starają się pojąć postać, w którą wcielają się w Misterium. Z tego też powodu poszli na “Pasję” Mela Gibsona, żeby zobaczyć, porównać. Tak zrobił Kajfasz – Franciszek Gajdzica, tak zrobiła Maria – Danuta Balcer. Od 10 lat wciela się w postać Matki Boskiej. – Jestem po prostu matką, myślę o tym co czuła kiedy widziała swojego Syna na krzyżu. Myślę o Jezusie jak o swoim synu. Kiedyś, pamiętam grałam scenę pod krzyżem z moim własnym synem, w ostatniej chwili musiał zastąpić Jana Apostoła. Nie muszę chyba mówić, co wtedy czułam…
Misterium
Widownia powoli wypełnia się. To nie jest tetaralna premierowa publiczność. Tu ludzie przyjeżdżają, jak na pielgrzymkę. Starszy mężczyzna w rzędzie poniżej wyciąga termos, nalewa sobie herbatę, wyciąga owiniętą w papier kanapkę. Ludzie przekrzykują się, witają. Przyjechali z różnych stron, niektórzy pokonali ponad 200 kilometrów. Kiedy gasną światła nikt już nie je, nie szeleści. Słuchają w skupieniu. Nie klaszczą po poszczególnych scenach Bo jak bić brawo? Kiedy wszystko zmierza do tragicznego finału.
Scenografia, która wczoraj była jeszcze tylko zbiorem różnych przedmiotów, materiałów – ożywa. Zrobiono ją z wielką dbałością o szczegóły. Dekoracje ogląda się jak obrazy. Towarzyszy im muzyka Wojciecha Kilara. Podarował ją siostrze Jadwidze. Jak trzeba napisze coś specjalnie dla nich. Na chwałę Boga – powiedział. Aktorzy, którzy wczoraj jeszcze byli po prostu jeszcze mieszkańcami Cieszyna, zabieganymi, lekarzami, prawnikami, nauczycielami, elektrykami stają się biblijnymi postaciami i prowadzą nas współczesnych na Golgotę. Doświadczymy cierpienia śmierci i nadziei na wieczność.
Fot. Lucjusz Cykarski
Autor artykułu: Mariola Woszkowska