14-letni Bogdan Tomszak z Bielska-Białej był dwie doby przetrzymywany w Policyjnej Izbie Dziecka tylko dlatego, że przypadkowa kobieta oskarżyła go o pobicie. To, że chłopak tego nie zrobił, było oczywiste już w parę godzin po zatrzymaniu. Tomszakowie uważają, że ich syna przetrzymywano tak długo, ponieważ… za bardzo starali się pomóc synowi. Oddali sprawę do sądu, który uznał, że zatrzymanie chłopca było bezzasadne. Rodzice 14-latka uważają, że to nie wystarczy. – Ktoś powinien odpowiedzieć za takie postępowanie policjantów – mówi rozgoryczony Ireneusz Tomszak, ojciec Bogdana.
Bogdan został zatrzymany w Centrum Handlowym “Sfera” w październiku ubiegłego roku. Była godzina 21.30. – Syn skuty kajdankami został przewieziony najpierw na komisariat – mówi ojciec chłopca. – Potem umieszczono go w Policyjnej Izbie. Nie pozwolono nam go zobaczyć, nie mówiąc już o rozmowie. Odchodziliśmy od zmysłów. Robiliśmy wszystko żeby wykazać, że doszło do tragicznej pomyłki, bo nasz syn nie jest żadnym bandytą.
Padło na niego
27 października wieczorem Bogdan poszedł oddać kasety wideo w wypożyczalni w Centrum Handlowym w Bielsku. Na terenie Centrum zaczepiła go przechodząca para. – Widziałem ich pierwszy raz w życiu. Wyglądali na narkomanów – mówi Bogdan. – On złapał mnie od tyłu i przycisnął do ściany. Krzyczał, że pobiłem jego dziewczynę. Zbiegła się ochrona, a potem przyjechała policja.
Bogdan miał przy sobie legitymację, bilet miesięczny i tzw. “nieśmiertelnik”, czyli blaszkę z wygrawerowanym imieniem, nazwiskiem i datą urodzenia. – Nikt nas nie powiadomił, że syn został zatrzymany – mówi Ireneusz Tomszak.
On to nie on
Ponieważ syn nie wracał, po godzinie 22.00 Tomszak poszedł go szukać. Ochroniarze Centrum powiedzieli mu, że widzieli jak jakiegoś chłopca wyprowadzała policja. – Zaczęliśmy wydzwaniać po wszystkich możliwych służbach. W końcu usłyszałem, że syn będzie odwieziony do Policyjnej Izby Dziecka. Pojechałem tam i okazało się, że jestem wcześniej niż syn. Jego przywieźli z komisariatu dopiero około 1 w nocy.
- Bogdan nigdy wcześniej nie miał problemów z prawem, ale pomyśleliśmy, że rzeczywiście może syn zrobił coś złego. Odetchnęliśmy, kiedy okazało się, że kobieta oskarża go o napaść na ulicy Partyzantów między godziną 13 a 17. Miał tego dokonać wspólnie z kolegą tego samego dnia w którym został zatrzymany. To było po prostu niemożliwe – zapewniają rodzice.
Ireneusz Tomaszk krok po kroku zrekonstruował, co robił i gdzie był tego dnia Bogdan. Najpierw szkoła do 13.45, potem chłopiec roznosił pocztę do godz. około 15, następnie wrócił do domu. Razem z ojcem poszli do jednej z pobliskich firm, a około 17.30 chłopiec pomagał matce w sprzątaniu biurowca. – Mamy długą listę świadków – mówią rodzice. – Przedstawiliśmy ją zaraz następnego dnia po zatrzymaniu, ale nikt nie wziął tego pod uwagę. W Policyjnej Izbie wypytywano nas tylko o kolegę, z którym Bogdan miał pobić kobietę. Ale co mieliśmy powiedzieć, przecież ani żadnego kolegi, ani pobicia nie było…W końcu syna wypuszczono.
Gorzki smak wolności
Bogdan o pobycie w Izbie mówi niechętnie. – Ciągle się bałem, bo nie wiedziałem co jeszcze mnie czeka. W końcu trzeciego dnia tej paranoi poczułem coś zupełnie wyjątkowego. Wyszedłem stamtąd i zrozumiałem, czym jest wolność.
Okazało się również, że żadnego napadu nie było. Kobieta wymyśliła bajeczkę.
Nic się nie stało?
Wyrok w sprawie zażalenia Tomszaków na działanie policji zapadł 19 stycznia tego roku. Sąd stwierdził, że zatrzymanie chłopca było bezzasadne. I poza tym nic się nie stało, nikt nie został ukarany, nikt nikogo nie przeprosił.
Policja się broni. – Osobę nieletnią możemy zatrzymać na 72 godziny – mówi aspirant Piotr Bednarek z bielskiej policji. – Policja nie przesądza o winie zatrzymanego. W tym czasie wykonywane są czynności niezbędne dla sprawy. W tym przypadku osoba rozpoznała w zatrzymanym sprawcę napadu.
Rodzice chłopca chcą, by winni pomyłkowego zatrzymania zostali ukarani.
- Inaczej dojdzie do bezprawia – mówią. – Każdy będzie mógł dowolnie oskarżać każdego. To oznacza, że każdy w każdej chwili może przynajmniej na trochę iść posiedzieć.
Leniwi czy nadgorliwi?
Grzegorz Lesk z sosnowieckiego Komitetu Ochrony Praw Dziecka:
Co przez dwie doby robili policjanci? Przeprowadzenie wywiadu środowiskowego, zbadanie chłopca na okoliczność popełnienia rozboju, obdukcja czy oględziny jego ciała to czynności, które zajmują zaledwie kilka godzin. Chłopca można było zwolnić już następnego dnia po zatrzymaniu. Cała ta historia to po prostu nadgorliwość służb. To na pewno nie była sytuacja adekwatna do stawianych chłopcu zarzutów.
Prawo
W prawie polskim podstawą do zatrzymania nieletniego jest art. 40 paragraf 1 Ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich. Z przepisów tego artykułu wynika, że zatrzymanie jest dopuszczalne, jeżeli jest konieczne ze względu na okoliczności sprawy. Dodatkowo musi
istnieć uzasadnione podejrzenie popełnienia przez nieletniego czynu karalnego, a ponadto obawa ukrycia się, zatarcia śladów tego czynu, lub gdy nie można ustalić jego tożsamości.
Autor artykułu: Anna Malinowska