Trudno myśleć o zwycięstwie, skoro marnuje się kilka dogodnych sytuacji do strzelenia bramki. Nawet tak dogodnych, jak rzut karny. Pechowym strzelcem okazał się Krzysztof Bizacki. “Kolejorz”, który od 6 lat nie wygrał u siebie z wodzisławianami, nie wygrał także wiosną meczu na swoim stadionie. Te statystyki są jednak już nieaktualne. Lech przerwał w końcu fatalną passę i pokonał Odrę 2:0 (1:0).
Niewiele brakowało, a mecz by się nie odbył. Wodzisławianie zabrali jeden komplet strojów. Podobnych do tych, w jakich chcieli wystąpić poznaniacy.
- Przed meczem umawialiśmy się w jakich strojach zagramy – wyjaśnia drugi trener Marek Bęben. – Zabraliśmy ze sobą granatowe, Lech zaś miał niebieskie. Sędzia Krzysztof Zdunek zakomunikował, że nie dopuści do meczu. Ratując sytuację nałożyliśmy pomarańczowe kamizelki.
Drugi trener Odry, który jednocześnie pełni funkcję kierownika drużyny, wspomina, że do podobnej sytuacji doszło w Wodzisławiu.
- Było to w meczu z Legią – wspomina Bęben. – My mieliśmy białe stroje, warszawianie biało-błękitne. Sędzia jednak nie był tak stanowczy i obowiązkowy.
To chyba pierwszy taki przypadek w naszej lidze, choć miał miejsce w lidze niemieckiej.
- To były dwie różne połowy w naszym wykonaniu – stwierdził po meczu trener Wieczorek. Wodzisławianie pierwsze 45 minut grali słabo. Oddali zaledwie jeden strzał na bramkę Lecha. Gospodarze objęli prowadzenie w 15 minucie. Akcję rozpoczął Łukasz Madej, podał do Krzysztofa Piskuły a ten do Piotra Reissa. Kapitan Lecha wbiegł w pole karne i zagrał wzdłuż bramki do Zbigniewa Zakrzewskiego, który nie miał problemów z pokonaniem bramkarza Odry. Poznaniacy atakowali w dalszym ciągu, choć gra się wyrównała.
Po zmianie stron wodzisławianie ruszyli do odrabiania strat. W 49 min dobrej sytuacji nie wykorzystał Marek Sokołowski, później bliski wyrównania był Jan Woś. Po jego strzale piłka minęła już Waldemara Piątka, ale z linii bramkowej wybił ją Bartosz Bosacki. Bramka dla Odry wisiała w powietrzu. W 69 min Woś był faulowany w polu karnym i arbiter z Łodzi odgwizdał jedenastkę.
- “Bizak” na treningu nie pudłuje, ale tym razem zachował się jak junior – przyznał drugi trener. – Zamiast uderzyć mocno w róg, trafił w środek bramki i Piątek złapał
piłkę.
Odra nie rezygnowała, atakowała, ale bramka Lecha była jak zaczarowana. Kiedy wydawało się, że Lech odniesie skromne zwycięstwo, Reiss już w doliczonym czasie pokonał po raz drugi Marcina Bębna.
Noty Odry
Bęben 4
Myszor 2
(80′ Sibik)
Madej 2
Szymiczek 2
Szary 2
Sokołowski 1
(60′ Kubisz)
Górski 3
Jankowski 5
Radzewicz 2
Woś 4
Bizacki 1
(80′ Ziarkowski)
Razem 28
Nie mam pomysłu
Liczył pan na zwycięstwo, a tymczasem punkty pozostały w Poznaniu.
Jeśli nie strzela się karnego, to jak tu myśleć o zwycięstwie? “Bizak” na treningu na 10 strzałów trafia 10 razy. W Poznaniu strzelił źle, fatalnie. Jeszcze raz okazało się, że moi piłkarze są mało odporni psychicznie.
Może brakuje także umiejętności?
Też się na tym zastanawiam. Martwi mnie, że zawodzą zawodnicy doświadczeni, którzy powinni świecić przykładem.
Co zrobić, by poprawić skuteczność?
Na razie nie mam pomysłu. Na treningu wszystko wykonujemy poprawnie, przychodzi mecz mistrzowski i jest źle. Może leży to w sferze psychiki, nawet u tych starszych, doświadczonych.
Jak wyglądała taktyka na mecz z Lechem?
Mieliśmy przetrzymać napór gospodarzy, a później zaatakować, kiedy trochę opadną z sił. Niestety, straciliśmy w pierwszym kwadransie bramkę i choć były okazje do wyrównania, nie wyszło. Jestem przekonany, że gdyby udało nam się wykorzystać jedną z tych sytuacji, albo strzelić karnego, to wygralibyśmy to spotkanie.
Autor artykułu: Leszek Jaźwiecki