Archive for May, 2004

Lech Poznań – Odra Wodzisław 2:0

Tuesday, May 4th, 2004

Trudno myśleć o zwycięstwie, skoro marnuje się kilka dogodnych sytuacji do strzelenia bramki. Nawet tak dogodnych, jak rzut karny. Pechowym strzelcem okazał się Krzysztof Bizacki. “Kolejorz”, który od 6 lat nie wygrał u siebie z wodzisławianami, nie wygrał także wiosną meczu na swoim stadionie. Te statystyki są jednak już nieaktualne. Lech przerwał w końcu fatalną passę i pokonał Odrę 2:0 (1:0).

Niewiele brakowało, a mecz by się nie odbył. Wodzisławianie zabrali jeden komplet strojów. Podobnych do tych, w jakich chcieli wystąpić poznaniacy.

- Przed meczem umawialiśmy się w jakich strojach zagramy – wyjaśnia drugi trener Marek Bęben. – Zabraliśmy ze sobą granatowe, Lech zaś miał niebieskie. Sędzia Krzysztof Zdunek zakomunikował, że nie dopuści do meczu. Ratując sytuację nałożyliśmy pomarańczowe kamizelki.

Drugi trener Odry, który jednocześnie pełni funkcję kierownika drużyny, wspomina, że do podobnej sytuacji doszło w Wodzisławiu.

- Było to w meczu z Legią – wspomina Bęben. – My mieliśmy białe stroje, warszawianie biało-błękitne. Sędzia jednak nie był tak stanowczy i obowiązkowy.

To chyba pierwszy taki przypadek w naszej lidze, choć miał miejsce w lidze niemieckiej.
- To były dwie różne połowy w naszym wykonaniu – stwierdził po meczu trener Wieczorek. Wodzisławianie pierwsze 45 minut grali słabo. Oddali zaledwie jeden strzał na bramkę Lecha. Gospodarze objęli prowadzenie w 15 minucie. Akcję rozpoczął Łukasz Madej, podał do Krzysztofa Piskuły a ten do Piotra Reissa. Kapitan Lecha wbiegł w pole karne i zagrał wzdłuż bramki do Zbigniewa Zakrzewskiego, który nie miał problemów z pokonaniem bramkarza Odry. Poznaniacy atakowali w dalszym ciągu, choć gra się wyrównała.

Po zmianie stron wodzisławianie ruszyli do odrabiania strat. W 49 min dobrej sytuacji nie wykorzystał Marek Sokołowski, później bliski wyrównania był Jan Woś. Po jego strzale piłka minęła już Waldemara Piątka, ale z linii bramkowej wybił ją Bartosz Bosacki. Bramka dla Odry wisiała w powietrzu. W 69 min Woś był faulowany w polu karnym i arbiter z Łodzi odgwizdał jedenastkę.

- “Bizak” na treningu nie pudłuje, ale tym razem zachował się jak junior – przyznał drugi trener. – Zamiast uderzyć mocno w róg, trafił w środek bramki i Piątek złapał
piłkę.

Odra nie rezygnowała, atakowała, ale bramka Lecha była jak zaczarowana. Kiedy wydawało się, że Lech odniesie skromne zwycięstwo, Reiss już w doliczonym czasie pokonał po raz drugi Marcina Bębna.


Noty Odry

Bęben 4
Myszor 2
(80′ Sibik)
Madej 2
Szymiczek 2
Szary 2
Sokołowski 1
(60′ Kubisz)
Górski 3
Jankowski 5
Radzewicz 2
Woś 4
Bizacki 1
(80′ Ziarkowski)

Razem 28


Nie mam pomysłu

Liczył pan na zwycięstwo, a tymczasem punkty pozostały w Poznaniu.

Jeśli nie strzela się karnego, to jak tu myśleć o zwycięstwie? “Bizak” na treningu na 10 strzałów trafia 10 razy. W Poznaniu strzelił źle, fatalnie. Jeszcze raz okazało się, że moi piłkarze są mało odporni psychicznie.

Może brakuje także umiejętności?

Też się na tym zastanawiam. Martwi mnie, że zawodzą zawodnicy doświadczeni, którzy powinni świecić przykładem.

Co zrobić, by poprawić skuteczność?

Na razie nie mam pomysłu. Na treningu wszystko wykonujemy poprawnie, przychodzi mecz mistrzowski i jest źle. Może leży to w sferze psychiki, nawet u tych starszych, doświadczonych.

Jak wyglądała taktyka na mecz z Lechem?

Mieliśmy przetrzymać napór gospodarzy, a później zaatakować, kiedy trochę opadną z sił. Niestety, straciliśmy w pierwszym kwadransie bramkę i choć były okazje do wyrównania, nie wyszło. Jestem przekonany, że gdyby udało nam się wykorzystać jedną z tych sytuacji, albo strzelić karnego, to wygralibyśmy to spotkanie.

Autor artykułu: Leszek Jaźwiecki

Bystra wchodzi na nową drogę

Tuesday, May 4th, 2004

Jeśli urzędnicy dotrzymają słowa, spełnią się marzenia mieszkańców Bystrej i turystów.
Ci pierwsi będą mieć wreszcie bezpieczne skrzyżowanie, a drudzy – wygodniejszą drogę
przez Bystrą do Szczyrku

Skrzyżowanie ze światłami już dawno powinno być tu zbudowane – mówią mieszkańcy Bystrej, którym główna droga na Szczyrk utrudnia życie. Domagają się poprawy bezpieczeństwa w tym miejscu.

- Najgorzej jest w soboty i niedziele, a zimą to właściwie codziennie – mówi Cecylia Klimek, mieszkanka centrum Bystrej. W takie dni w obu kierunkach – na Śląsk i Szczyrk, ciągną sznury samochodów. – A najgorsi kierowcy są ci z Warszawy i ze Śląska. Pędzą jak szaleni, choć tutaj jest przecież teren zabudowany i ograniczenie prędkości – dodaje.

Przejście dla dzieci

Kierowcy nie zważają nawet na przejścia dla pieszych. – Czasami trzeba czekać 10 minut, żeby przejść przez jezdnię. Żaden nie zwolni. To na siłę wchodzę na pasy i patrzę prosto w oczy kierowcy – mówi sąsiadka pani Cecylii, Izabela Pilarz. – Największy problem jest z dziećmi. Bo ich to nikt nie przepuści – dodaje. Dlatego rodzice młodszych dzieci umawiają się na dyżury. Wtedy cały tydzień trzeba odprowadzać całą gromadę na drugą stronę ulicy rano, a po południu wychodzić na przejście, gdy uczniowie wracają ze szkoły.


Więcej światła

- Droga do Szczyrku zimą najczęściej jest odśnieżona, ale tylko jezdnia, bo przed chodnikami są zwały. Wtedy to dopiero przechodzenie jest ryzykowne – mówi Sławomir Ochnio. – Ani wózkiem, ani sankami nie da się przejechać na drugą stronę ulicy – dodaje.

- Światła rozwiązałyby problem, nie tylko z przejściem, ale i wjechaniem na drogę do Szczyrku – mówi Żywisław Zasiadczuk, sołtys Bystrej. W tym miejscu było już kilka wypadków śmiertelnych. – W godzinach szczytu kwadrans czekania na wjazd nie należy do rzadkości. Trzeba najzwyczajniej wymusić wpuszczenie na główną drogę. A jak przed tobą próbuje wjechać na drogę do Bielska niedoświadczony kierowca, to stoi się, aż ktoś się zlituje i go wpuści – dodaje.


Przebudowa odłożona

- Kiedyś przeprowadzano tu badania: przejeżdża tysiąc samochodów na godzinę. A ludzie z naszej miejscowości muszą przecież przejeżdżać z jednej strony na drugą – skarży Jan Cholewa, wójt Wilkowic, w których leży Bystra. Droga należy do województwa samorządowego, a mimo to władze gminy przeznaczyły na nią 200 tys. zł, czyli jedną czwartą potrzebnej sumy.

Sejmik wojewódzki też miał zamiar przeznaczyć pieniądze na modernizację drogi. Przygotowano nawet plany przebudowy skrzyżowania. Jadąc od strony Bielska będą trzy pasy, jeden osobno dla skrętu w lewo w kierunku Wilkowic.

Wtedy jednak zaprotestowała spółdzielnia Bystrzanka. W rejonie skrzyżowania spółdzielnia ma bowiem pawilon handlowy. – Też jesteśmy za tym, aby zbudować porządne skrzyżowanie, przecież mieszkamy tutaj. Ale nie można tego robić naszym kosztem – mówi prezes Bystrzanki Jan Kowalski.


Parking za daleko

Nie chodzi o odszkodowanie. Teraz pod pawilonem klienci mogą parkować dojeżdżając z kilku stron. Według planów przebudowy, wjazd na parking i miejsca postojowe byłyby daleko od pawilonu, na dodatek niezorientowani kierowcy mogą go nie dostrzec. – Jak klient ma trudności z dojazdem, to jedzie gdzie indziej. A my i bez tego odczuwamy skutki konkurencji innych obiektów handlowych w okolicy – dodaje prezes.
Dlatego, gdy projektanci nie uwzględnili drugiego wjazdu na parking, obok pawilonu, Bystrzanka oprotestowała decyzję o przebudowie skrzyżowania. Zdaniem projektantów wyjazd zbyt blisko skrzyżowania utrudniłby ruch na nim, stwarzając niebezpieczne sytuacje.


Kompromis najlepszy

- Pieniądze na ten rok sejmik już podzielił. A skrzyżowanie jest potrzebne jak najszybciej – mówi Przemysław Koperski, radny powiatowy. Dlatego do Bystrej na spotkanie z władzami gminy i zarządem spółdzielni zaproszono Wiesława Marasa, wicemarszałka województwa śląskiego.

Udało się osiągnąć kompromis: będzie drugi wyjazd z parkingu, blisko pawilonu, ale wyjeżdżać będzie można jedynie skręcając w prawo, w kierunku Szczyrku. Zdaniem wicemarszałka Wiesława Marasa prace budowlane rozpoczną się w tym roku.

Być może nawet uda się sporą część modernizacji skrzyżowania zakończyć przed sezonem zimowym, a więc narciarskim szczytem. – Budżet na ten rok wprawdzie został rozdysponowany. Ale można brakujące 600 tys. złotych uzyskać z nadwyżki budżetowej – wyjaśnia Wiesław Maras.

Autor artykułu: Mirosław Łukaszuk