Archive for June, 2004

Teraz Włosi

Thursday, June 17th, 2004

Roller coastery włoskiej firmy Zamperla stoją od Afryki, przez Stany Zjednoczone i Hiszpanię. MiniAvio (samolociki dla dzieci) czy kolejki Volare stoją w paryskim Disneylandzie, Nowym Jorku, a nawet w Warner Brothers. Teraz mają pojawić się w Chorzowie. Strony dopinają szczegóły.

Antonio Zamperla zwiedził chorzowski lunapark dwa tygodnie temu. Był nim zachwycony. Zielenią, wodnym oczkiem i bliskością do centrum. Przejechał się nawet na Diabelskim Młynie. Aż cmokał z zachwytu. Zamperla chce ustawić na terenie Parku około dwudziestu supernowoczesnych urządzeń do zabawy.

Jest już gotowy projekt, gdzie i co stanie. 26-hektarowy teren podzielono na trzy rejony – dla dzieci, młodzieży i tzw. familijny. Wiele starych urządzeń ma wzbogacić się o nowe elementy, które je uatrakcyjnią.

Wakacje, i co dalej?
Prezes WPKiW Zbigniew Widera od dawna mówił, że Park może utrzymać tylko Wesołe Miasteczko. Trzeba go tylko doinwestować. Sam nie ma z czego – w maju rozwiały się nadzieje na 12-milionową dotację z pomocy publicznej od państwa. Choć pogoda nie dopisuje, lunapark odwiedzają wycieczki szkolne. Karnet na wszystkie karuzele kosztuje 25 zł. W maju zarobił 600 tys. zł. Dzięki temu od miesiąca WPKiW na bieżąco płaci pracownikom pensje, zaległości oraz rachunki bieżące za prąd i wodę. W październiku skończą się wpływy. Co dalej? – Do końca sierpnia musimy wiedzieć co z naszym finansowaniem – mówi Widera.
Widera chce stworzyć z Zamperlą osobną spółkę. Majątek Wesołego Miasteczka wycenił na milion euro, czyli 42 mln zł, terenu – na 20 mln euro. – Chcemy mieć w spółce pakiet większościowy, tak by nie pozbawić się kontroli nad Wesołym Miasteczkiem i jego majątkiem – deklaruje prezes. Spółka ma dzierżawić teren oraz urządzenia od WPKiW.
Widera chce się ustrzec błędu swoich poprzedników, którzy w kwietniu 2001 r. podpisali niekorzystną umowę ze spółką MP Poland, dzierżawcą Wesołego Miasteczka. MP Poland, poza zmianą nazwy na “Śląski Park Atrakcji”, nie zainstalował nowoczesnych karuzel. WPKiW pozostawił dług na ponad 1,5 mln zł (teraz jest dwa razy większy – wraz z odsetkami i odszkodowaniem).

Zobaczą, to uwierzą
W ciągu najbliższych czterech lat Zamperla ma zainwestować w śląskim lunaparku ok. 10 mln dolarów. Widera liczy, że klientela wzrośnie dziesięciokrotnie.
Czy obecni właściciele karuzel nie boją się konkurencji? Wczoraj prezes Widera wysłał pisma do dzierżawców Wesołego Miasteczka i poinformował ich o planach.
- Nie ma sprawy, niech wchodzą Włosi – wzrusza ramionami Andrzej Langner, od 14 lat pracujący przy kolejce strachów “Smocza Jama”, który dopiero od nas dowiedział się o planach Widery. – Ja już o niejednych cudach, które tu mają być, słyszałem. Jak tu we wrześniu przyjadą i jak zobaczę na własne oczy, że stawiają te swoje karuzele, to uwierzę.
Miejsca jest dość.

Autor artykułu: Izabela Kacprzak

Pedofil w areszcie

Thursday, June 17th, 2004

Weronika oskarżająca swoją matkę o sprzedawanie jej dwóm pedofilom, została przesłuchana przez Sąd Rejonowy w Chorzowie. Biegły psycholog uznał jej zeznania za wiarygodne. Przesłuchanie odbyło się po pięciu miesiącach od złożenia zawiadomienia do prokuratury.

- Sąd wydał nakaz tymczasowego aresztowania wobec Piotra G. i matki Weroniki. Areszt może potrwać do trzech miesięcy – mówi prokurator rejonowy Bogdan Łabuzek.

Wobec trzeciego podejrzanego nie zastosowano aresztu z powodu złego stanu jego zdrowia.

Autor artykułu: (dobry)

Odblokowane!

Thursday, June 17th, 2004

Konta Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki zostały wczoraj odblokowane. Do banków wpłynęły od komornika zezwalające na to dokumenty. Sytuacja kliniki była bardzo trudna. Dostawy wstrzymała firma dostarczająca sprzęt jednorazowy.

- Odblokowanie kont nie oznacza, że będziemy w stanie spłacić cały dług. Ale rozliczymy się z pracownikami i częścią wierzycieli – twierdzi Bernadeta Kuraszewska, dyrektor Centrum. Dyrekcja ponowiła prośbę o pomoc finansową do Ministerstwa Zdrowia. Zadłużenie kliniki wynosi 40 mln zł.

Autor artykułu: mah

W Podbeskidziu chcą ekstraklasy

Tuesday, June 15th, 2004

Jan Żurek będzie nowym trenerem Podbeskidzia Bielsko-Biała. Znany śląski szkoleniowiec jeszcze nie podpisał kontraktu, ale wyraził już zgodę na pracę w bielskim klubie.
Działacze postawili przed nim bardzo trudne zadanie. W przyszłym sezonie Żurek ma doprowadzić zespół spod Klimczoka do ekstraklasy. A na razie pożegnano się z dziewięcioma zawodnikami, którzy nie pasują do koncepcji nowej drużyny.

Piotr Czak, Paweł Jermakowicz, Marcin Klaczka, Abel Salami, Paweł Stalmach, Bartosz Woźniak, Paweł Woźniak, Luke Uzoma i Marcin Żukowski nie są od wczoraj zawodnikami Podbeskidzia. Zarząd klubu uznał, że ci piłkarze nie nadają się do drużyny, która będzie grać w przyszłym sezonie o I ligę. Wcześniej mówiło się, że z drużyną pożegnają się zawodnicy, których podejrzewa się o udział w domniemanym sprzedaniu meczu z Piastem Gliwice. Kibiców najbardziej zdziwiła rezygnacja z usług Piotra Czaka, który słynął z niesłychanej waleczności w każdym z meczów. A w ostatnich spotkaniach był kapitanem bielskiej drużyny. – Nie spodziewałem się takiej decyzji w stosunku do mnie. Mieszkam w Bielsku, przez ostatnie dwa lata grałem zawsze od pierwszej do ostatniej minuty z największym zaangażowaniem. Teraz okazuje się, że jestem niepotrzebny. Trener Żurek ściągnie pewnie ligowców i tak zacznie się walka o awans – stwierdził wczoraj smutno Czak.
Marzeniem działaczy jest teraz awans do pierwszej ligi. – Gramy już dwa lata w drugiej lidze i pora wreszcie podnieść wyżej poprzeczkę. Chcemy, by zawodnicy, którzy znajdą się u nas grali o najwyższe cele. Rozważaliśmy kandydatury trenerów Pawlaka i Żurka, zarząd i sponsorzy zdecydowali jednak, że lepsza będzie osoba Żurka – mówi Stanisław Piecuch, prezes Podbeskidzia.

Trenerem przestał być Krzysztof Pawlak, którego jeszcze kilka miesięcy temu nazywano w Bielsku cudotwórcą i niemalże noszono na rękach. Pawlak miał podpisany kontrakt do końca sezonu, ale chciał w Bielsku pozostać.

Jan Żurek, w swoim zwyczaju, jest oszczędny w słowach: – Na razie nie chcę nic mówić na temat mojej nowej pracy. Jeszcze wiele spraw pozostało do wyjaśnienia. Przede wszystkim muszę uregulować swoje sprawy z Dospelem, dopiero potem będę mógł się wypowiadać. Na razie mogę powiedzieć jedynie tyle, że rozmawiałem z działaczami Podbeskidzia na temat swojej pracy – mówi Jan Żurek. Krzysztof Pawlak, który jeszcze na ostatniej konferencji prasowej po meczu z ŁKS Łódź wyrażał nadzieję, że zostanie w Bielsku, wczoraj nie chciał z nikim rozmawiać. Wyłączył telefon komórkowy.

Piłkarze Podbeskidzia powrócą z urlopów dopiero 28 czerwca. Już teraz rozpoczęły się rozmowy na temat wzmocnień na nowy sezon.

Zarząd Podbeskidzia chciałby widzieć w swoim składzie między innymi trzech byłych ligowców – Bartłomieja Jamroza (Górnik Polkowice), Rafała Kwiecińskiego (m.in. Ruch Chorzów) i byłego reprezentanta Polski Pawła Sibika (Odra Wodzisław)..

Autor artykułu: Mariusz Hujdus

Siatkarze w Szczyrku

Tuesday, June 15th, 2004

Wczoraj wieczorem polscy siatkarze rozpoczęli krótkie zgrupowanie przed kolejnymi meczami w Lidze Światowej z Japonią.

- W Szczyrku będziemy do środowego popołudnia – powiedział szef banku informacji męskiej reprezentacji Krzysztof Kowalczyk. – Później przeniesiemy się do Katowic, i jeszcze wieczorem przeprowadzimy trening w Spodku.

Trener Stanisław Gościniak powołał kadrę na mecz z Japonią. Znalazł się w niej także zawodnik Skry Bełchatów Mariusz Wlazły. Mistrz świata juniorów dzisiaj jednak przejdzie jeszcze kolejne konsultacje lekarskie i od decyzji lekarzy zależeć będzie czy dołączy do kadry.

Jak wiadomo dla naszej reprezentacji najważniejszą imprezą w tym roku będą igrzyska w Atenach. Przez sztab szkoleniowy został opracowany plan przygotowań do olimpiady.
- Uwzględnia on także udział w Lidze Światowej – mówi selekcjoner. – Staramy się dopracować pewne elementy techniczne i taktyczne.

Ostatnim sprawdzianem formy przed wyjazdem do Aten będzie turniej memoriałowy Huberta Wagnera w Olsztynie, w którym obok naszej reprezentacji wystąpią także drużyny narodowe Rosji, Holandii i Australii. Początkowo mieli zagrać także mistrzowie świata Brazylijczycy, ale trener Bernard Rezende nie chce ujawniać formy swoich zawodników swym przeciwnikom grupowym turnieju olimpijskiego (Rosja i Holandia) i zastąpi ich Australia.

Wracając do najbliższego meczu naszych siatkarzy w Lidze Świtowej z Japonią – zainteresowanie tym pojedynkiem wśród kibiców, choć rywal nie jest z “pierwszej półki” jest spore. Jak zwykle w Spodku spodziewany jest komplet widzów, a siatkarze liczą na wspaniały doping.

- Wszystkie pokoje mamy już rozdysponowane – dowiedzieliśmy się w hotelu “Olimpijskim”. – Siatkarze obu ekip będą nocować gdzie indziej, ale my będziemy gościć głównie przedstawicieli organizatorów i… szczudlarzy, którzy współtworzą wspaniałą atmosferę na widowni.

Japończycy, którzy w ostatni weekend przegrali oba spotkania w Paryżu z Francją, przylatują do naszego kraju dzisiaj po południu.

Kadra na mecze w LŚ z Japonią: rozgrywający – Andrzej Stelmach (Skra Bełchatów), Paweł Zagumny (PZU AZS Olsztyn), Jakub Oczko (Pamapol AZS Częstochowa); atakujący – Radosław Rybak (Ivett Jastrzębie Borynia), Piotr Gruszka (Skra); środkowi – Robert Szczerbaniuk (Skra), Arkadiusz Gołaś (Padwa), Damian Dacewicz (Skra), Łukasz Kadziewicz (Gazprom Surgut); przyjmujący – Sebastian Świderski (RPA Volley Perugia), Dawid Murek (Panathinaikos Ateny), Piotr Gabrych (Ivett), Michał Winiarski (Pamapol), Michał Bąkiewicz, Michał Ruciak (obaj PZU AZS); libero – Krzysztof Ignaczak (Skra).


Sprawa odroczona

Sprawa o zawieszenie Zarządu i Komisji Rewizyjnej Polskiego Związku Piłki Siatkowej i ustanowienie kuratora związku do czasu zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Delegatów Związku została odroczona. Termin nowej rozprawy wyznaczono na 26 lipca tego roku.

Wniosek do sądu skierował pod koniec listopada 2003 roku prezes Polskiej Konfederacji Sportu Andrzej Kraśnicki.

Na wczorajszej na rozprawie przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia obie strony podtrzymały swoje stanowiska – reprezentujący Polską Konfederację Sportu adwokat Marcin Wojcieszak wnioskował o zawieszenie władz Polskiego Związku Piłki Siatkowej, a pełnomocnicy związku, adwokaci Maciej Lach i Rafał Wietrzyk o oddalenie sprawy.

Pod koniec października 2003 Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola w akcie oskarżenia skierowanym do Sądu Rejonowego dla miasta st. Warszawy (Wydział V Karny) postawiła obecnemu prezesowi PZPS Januszowi B., byłej głównej księgowej PZPS Aleksandrze K. oraz byłemu prezesowi PZPS Erykowi L. zarzuty przywłaszczenia mienia, posługiwanie się fałszywym dokumentem, naruszenie ustawy o rachunkowości i statutu Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Autor artykułu: l. jaź.

Mieszkania z problemami

Tuesday, June 15th, 2004

Mieszkańcy bloku przy ul. Spółdzielców 52 w Bielsku-Białej denerwują się, że od 25 lat, wykonuje się tylko prace wymagającego natychmiastowego remontu. Teren wokół bloku jest zaniedbany i zanieczyszczony. Skargi i prośby wysyłane do ADM-u pozostają bez echa.
Blok złośliwie nazywany jest komisariatem. To dlatego, że kiedyś mieszkali tam byli i obecni pracownicy policji. – Teraz to wszystko się wymieszało, ale stara nazwa została. I chyba to jest zemsta na byłych pracownikach policji. Nikt nam nie chce pomóc. Płacimy więcej niż sąsiedzi z bloku obok, a mamy o wiele gorsze warunki życia. Tylko dlatego, że oni należą do innej spółdzielni mieszkaniowej niż my – mówi Jerzy Bizoń, jeden z mieszkańców.

- Tutaj w chodnikach są tak wielkie dziury, że gdy pada deszcz, nie można przejść suchą nogą. Tworzą się tak wielkie kałuże, że można w nich pływać. Wokół bloku przez ostatnie tygodnie rosła wysoka na metr trawa, dopiero po liczych interwencjach zaczęto ją kosić. Zaniedbania są tak wielkie, że pracownicy interwencyjni na wiosnę plewią trawę w dziurach chodnikowych. Przecież to jakiś absurd. Te płytki dawno powinny być wymienione – skarży się Jacek Klaja.

Mieczysława Rozdolskiego denerwuje brak reakcji Straży Miejskiej i policji, gdy na ławkach za blokiem głośno zachowują się młodzi ludzie. – Za blokiem jest pizzeria. Od kiedy wszystkie ławki z tej części osiedla przeniesiono za nasz blok, nie da się spać. Wzywaliśmy policję i Straż Miejską, ale to nie przyniosło skutku – mówi Rozdolski. Mieszkańcy narzekają również na to, że od kiedy rozpoczął się remont Hulanki, peryferyjna dotąd ulica Ciżemki stała się szczególnie niebezpieczna. – Kierowcy po wyjeździe z ul. Ciżemki powinni mieć nakaz jazdy w prawo lub w lewo. Takiego nakazu nie ma i kierowcy widząc fatalną jezdnię po prawej stronie, jadą przez nasz parking. Co z tego, że płacimy za mycie aut, gdy już po jednym wieczorze są tak samo brudne. Wszędzie pełno kurzu. Gdy auta skracają sobie drogę jadąc przez parking, tworzą się tumany kurzu, mamy przez to brudne okna. Prosimy, by postawiono znak. I po raz kolejny, nie odnosi to skutku – dodaje Zbigniew Wrona.

Problemy są nie tylko w okolicy bloku, ale również w nim samym. – Kiedyś na ostatnim piętrze była otwarta droga ewakuacyjna Potem zamknięto ją kratą. Nam powiedziano, że można ją otworzyć kijem od miotły. Prawda jest jednak taka, że gdyby wybuchł pożar, bez wyjścia pozostanie wielu mieszkańców. Zawiadomiliśmy straż pożarną. Czekamy na odpowiedź – mówi Andrzej Kieczka.



ADMINISTRACJA odpowiada

Starszy inspektor ds. technicznych Wojciech Rusztyn z ADM-6 należącego do bielskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, ze spokojem odpiera zarzuty. – Jeżeli chodzi o ten blok, zawsze było z nim wiele problemów. Nie dziwię się mieszkańcom, że narzekają. Trzeba pamiętać o tym, że to lokale komunalne, na których utrzymanie jest o wiele mniej pieniędzy niż w spółdzielniach mieszkaniowych. Trawę kosimy zgodnie z harmonogramem dwa razy w roku. Nie jesteśmy w stanie kosić więcej razy. Krata została założona na życzenie mieszkańców. Wcześniej skarżyli się na to, że przebywa tu wielu bezdomnych. Teraz narzekają, że nie ma wyjścia, chociaż każdy z lokatorów ma własne klucze od tej kraty. Z chodnikiem i drogą rzeczywiście jest sporo problemów. Staramy się jednak systematycznie wszystko reperować. Postawienie znaku zależy już od Zarządu Dróg Miejskich, któremu staramy się przekazać ten fragment drogi osiedlowej. Co roku wydajemy na ten blok kilkadziesiąt tysięcy złotych. Z jednej strony zostały wymienione drzwi, zamierzamy wymienić drzwi również z drugiej strony. W klatkach została położona nowa posadzka. Nie możemy jednak zrobić wszystkiego jednocześnie. Chcielibyśmy, by mieszkańcy bardziej angażowali się w rozwój swojego miejsca zamieszkania. W tym roku w tych kwestiach, o których dowiedziałem się od “Śląskiej”, nie wpłynęło ani jedno pismo.

Autor artykułu: Mariusz Hujdus

Telekomunikacja łamie prawo?

Friday, June 11th, 2004

Telekomunikacja Polska sprzedaje długi swoich klientów szwajcarskiej firmie windykacyjnej – alarmują abonenci. Skarżą się, że firma domaga się pieniędzy, choć w wielu przypadkach zadłużenie zostało wcześniej uregulowane. – To bulwersujące – uważa Ewa Kulesza, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

- W ostatnich tygodniach otrzymaliśmy około 20 skarg od abonentów Telekomunikacji Polskiej, których dane osobowe trafiły za granicę – mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik prasowy Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Okazało się, że operator sprzedał część wierzytelności swoich klientów firmie windykacyjnej Intrum Justitia. Ta zażądała spłaty należności. – Tymczasem w większości przypadków wezwania do zapłaty były bezpodstawne, bo zadłużenie zostało wcześniej uregulowane – podkreśla Małgorzata Kałużyńska-Jasak.

Kilka tysięcy
Zbigniew Drohobycki, rzecznik prasowy katowickiego okręgu TP SA, szacuje, że w całym kraju firma sprzedała wierzytelności kilku tysięcy abonentów. – Z pewnością były to kwoty większe niż 50 złotych. Wśród dłużników były zarówno osoby indywidualne, jak i firmy – zastrzega Zbigniew Drohobycki.
Zdaniem Barbary Górskiej, rzecznika prasowego TP SA, wszystkie działania operatora są zgodne z prawem. – Cesja wierzytelności klientów indywidualnych związana jest z udostępnieniem ich danych osobowych. To nie narusza ustawy o ochronie danych osobowych – twierdzi Barbara Górska. – Bez udostępnienia danych osobowych nie można skutecznie dochodzić wierzytelności od właściwej osoby. Przepisy polskiego prawa chronią konsumentów jedynie przed łącznym przenoszeniem praw i obowiązków na inny podmiot bez zgody klienta. Nie dotyczy to więc samego przeniesienia wierzytelności – dodaje.

Są informowani?
Według Barbary Górskiej abonenci nie powinni być zaskoczeni wizytą windykatorów. – Klienci otrzymują informację o sprzedaży ich długów po zawarciu umów cesji wierzytelności – zaznacza pani rzecznik.
Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych oburza fakt, że TP SA nie dochodzi roszczeń wobec klientów przed sądem, tylko sprzedaje zobowiązania. – Od tego momentu klient nie ma już możliwości wykazania, że jego zadłużenie jest wątpliwe – podkreśla Ewa Kulesza.
- Wierzyciel posiada pewną gamę zgodnych z prawem działań w stosunku do swoich dłużników i to od jego decyzji zależy, którą metodę, w jakim momencie i wobec jakiego dłużnika zastosuje – uważa Barbara Górska. – Zanim zdecydujemy się na sprzedaż wierzytelności, wielokrotnie kontaktujemy się z dłużnikiem. Nasz klient otrzymuje informację o zaległości i ma wiele możliwości ewentualnego wyjaśnienia braku zapłaty – twierdzi pani rzecznik.

Dłużnicy przez pomyłkę
Przedstawiciele operatora przyznają, że na liście dłużników mogą się znaleźć osoby, które już uregulowały należności. – Zdarza się, że płatnik zapłacił dług, ale dokonał wpłaty na nieoryginalnym dokumencie i bez określenia danych identyfikujących go w sposób jednoznaczny. Po potwierdzeniu takiej wpłaty wierzytelność jest wycofywana ze sprzedaży – nie widzi problemu Barbara Górska. TP SA przekonuje, że dane abonentów nie trafiają za granicę, tylko są przetwarzane przez wskazane podmioty działające w Polsce.

Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik prasowy Generalnego Inspektora Danych Osobowych:
Ustawodawca dopuszcza zbycie wierzytelności konsumenckich jedynie za wyraźną zgodą konsumenta. W przypadku dokonania przelewu wierzytelności bez wiedzy i zgody dłużnika pogorszyłaby się bowiem jego sytuacja prawna jako konsumenta. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyraził pogląd, że przy uwzględnieniu aktualnych realiów, praktyka polegająca na zbywaniu firmom windykacyjnym wierzytelności wobec konsumentów “umniejsza gwarancje i prawa przysługujące konsumentom.”

CO NA TO FIRMA
Intrum Justitia nie transferuje wierzytelności i danych osobowych za granicę i nie jest firmą szwajcarską, lecz polską – poinformował w środę
Tomasz Tomczak, pełnomocnik zarządu ds. systemów zarządzania, administrator bezpieczeństwa informacji spółki Intrum Justitia.
Firma ustosunkowała się w ten sposób do wypowiedzi Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych minister Ewy Kuleszy. Tomczak wyjaśnił, że Intrum Justitia jest zarejestrowaną w Polsce i działającą na terenie Polski spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, w 60 proc. będącą własnością Intrum Justitia International AB Group w Szwecji.

Autor artykułu: Igor Cieślicki

Europejski kant

Friday, June 11th, 2004

Hiszpańska firma European City Guide rozsyła po Polsce ofertę promocyjną. Nieświadome niczego firmy, które wpadną w jej sidła, czekają spore wydatki.

Oferta ECG adresowana jest do przedsiębiorstw różnych branż. W tekście napisanym po angielsku ECG powiadamia, że zbiera informacje o mieście i firmie. Chcąc uniknąć błędów, prosi o wypełnienie i odesłanie formularza. Ma to pozwolić polskiemu przedsiębiorcy na zaprezentowanie się w profesjonalnym przewodniku i katalogu internetowym.

Trzeba płacić
Wiele firm odpowiedziało na prośbę. Wystarczyło postawić krzyżyk przy wybranej branży, wpisać adres i złożyć podpis, aby mieć pewność, że firma będzie znana na całym świecie. Po odesłaniu wypełnionej ankiety, do skrzynek przedsiębiorców trafiły rachunki na kwotę ok. 850 euro. Ci, którzy wyrzucili rachunek do kosza, mogli spodziewać się wezwania do zapłaty, wystawionego przez firmę windykacyjną ze Szwajcarii.
W przypadku rzemieślnika z Zielonej Góry sprawa na tym się nie skończyła. – W lutym bieżącego roku w samochodzie na obcych rejestracjach przyjechali do mnie dwaj mężczyźni. Jeden z nich mówił łamaną polszczyzną. Oświadczyli, że reprezentują hiszpańską firmę. Domagali się spłaty należności. Dali mi do zrozumienia, że to nie żarty i zapowiedzieli, że jeszcze tu wrócą – opowiada przedsiębiorca.
Konfederacja Pracodawców Polskich codziennie odbiera kilkanaście telefonów w sprawie ECG. – Jedna z poszkodowanych osób powiedziała nam, że zadzwoniła do niej kobieta ze szwajcarskiej firmy windykacyjnej. Mówiła po polsku. Próbowała negocjować i pytała, ile firma może zapłacić za ofertę reklamową – opowiada Agnieszka Skolimowska z Konfederacji Pracodawców Polskich w Warszawie.

Haczyk na dole
U dołu ankiety drobnymi literami napisano, że podpisanie dokumentu oznacza akceptację warunków umowy. Dotyczy ona zamówienia reklam w trzech kolejnych edycjach European City Guide. Roczna opłata wynosi ponad 800 euro.
Niektórzy płacą. Na stronie internetowej ECG promują się na światową skalę: mini-delikatesy z Andrychowa, wypożyczalnia vhs i dvd z Augustowa, kwiaciarnia z Białegostoku, a nawet… Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Zdarzały się przypadki, że ECG ściągała bez wiedzy przedsiębiorstw ich loga, by następnie opublikować je w swoim przewodniku.

Zostali ukarani
Do ambasady Królestwa Hiszpanii napłynęło w tej sprawie wiele skarg. Z uzyskanych informacji wynika, że ECG została dwukrotnie ukarana (w marcu 2001 r. oraz w maju 2002 r.) za naruszenie zasad rynku i ochrony konsumentów poprzez publikacje wprowadzające klientów w błąd. We wrześniu ub. r. rząd Katalonii ukarał ECG 300 tys. euro, a ponadto wydał czasowy zakaz prowadzenia przez firmę działalności. Pomimo tego firma funkcjonuje, oferty promocyjne wciąż docierają do następnych instytucji i przedsiębiorców w Polsce. – Listy ECG trafiają także do innych placówek. Adresatami są nawet szkoły, parafie i kółka rolnicze – dodaje Agnieszka Skolimowska z KPP.

W obronie pokrzywdzonych
W Internecie powstał specjalny serwis poświęcony działalności ECG, który ostrzega ludzi przed pułapkami stosowanymi przez hiszpańską firmę. Znajduje się na nim link odsyłający do polskiej strony. Strona jest adresowana “do wszystkich, którzy wpadli w sidła ECG”. Autorzy strony zachęcają do szukania kontaktu z innymi oszukanymi. “Wiem, że to trochę wstyd. Tylko tworząc silną grupę będziemy mogli przeciwstawić się tej oszukańczej machinie” – czytamy w serwisie. Na stronie znajdują się także informacje o innych firmach działających podobnie jak ECG.

Specjalnej strony poświęconej European City Guide szukaj na stronie: www.stopecg.org Autorzy zamieścili na niej porady oraz ostrzeżenia
przed firmami działającymi w podobny sposób.

Autor artykułu: Agnieszka Nowak

Zanim na Kleofasie zawiśnie kłódka, górnicy na przykopalnianym boisku rozegrali pożegnalny mecz

Friday, June 11th, 2004

Od dziesięciu lat organizowali w pierwszą sobotę czerwca turniej piłki nożnej. Siedem drużyn, system gry “każdy z każdym”, dwa razy po 15 minut. Traktowali ten dzień prawie jak swoje drugie święto. W tym roku spotkali się na przykopalnianym boisku po raz ostatni. Ich “Kleofas” jesienią skończy fedrunek, a górnicy odejdą do innych kopalń. Nie będzie turnieju, nie będzie grilla i rozmów przy piwku i krupnioku.

Tydzień temu spotkali się prawdopodobnie po raz ostatni. Jak zwykle, w pierwszą sobotę czerwca, w sprawdzonym, tym samym od lat gronie. Pewnie jeszcze nie raz pójdą gdzieś razem na piwo, może spotkają się przy partyjce skata, ale na boisku przed kopalnią pewnie nie rozpalą już grilla i nie będą zastanawiać się nad boiskową wyższością oddziału elektryków nad “wentylacją”. – Niby nic, a jednak wiele. Ktoś mógłby pomyśleć, że kilkudziesięciu chłopów w średnim wieku rozczula się nad jakimś tam turniejem piłkarskim. A tu chodzi o coś zupełnie innego, nie będzie turnieju, bo nie będzie kopalni. Każdy pójdzie w swoją stronę – mówi szef związkowców, Józef Czajowski. Na kopalni przepracował 31 lat, najpierw na Gottwaldzie, potem trafił na Kleofas. To on wymyślił doroczne turnieje piłkarskie.
Chłopakom pomysł się spodobał. – Niektórzy grali wyczynowo, jak nie w klubach, to w lidze szóstek, więc nie trzeba było ich specjalnie namawiać. Siedem lat temu zdobyliśmy nawet wicemistrzostwo Polski – opowiada Czajowski. Na zwycięzców czekają puchary, statuetki dostaną najlepsi zawodnicy. Nie zapomnieli o niczym. O piwie, “wuszcie”, krupniokach również. – Bo to jest i festyn i stypa. Takie dwa w jednym – kwituje Czesław Leych, taśmowy z Kleofasa.


“Wentylacja” górą!

Siedem drużyn, system gry “każdy z każdym”, dwa razy po 15 minut. Sędziuje Henryk Alszer. – To rodzina tego Alszera, legendy Ruchu Chorzów. Młodym to nazwisko może i niewiele mówi, ale dla starych kibiców to świętość – podkreślają górnicy. Kondycji panu Henrykowi mógłby pozazdrościć niejeden nastolatek, przymierzający się do gry w zawodowym klubie. – Mom dopiero 58 lot. Jo żech jest młody synek i lubia se jeszcze polotać – śmieje się Alszer. Faworytami turnieju jest ekipa elektryków. Zawsze wygrywali. Na pożegnanie będą musieli jednak zadowolić się drugim miejscem. Brązowe medale zdobędą szybowi, a złoto zgarnie “wentylacja”. “Lasery” miały ambicje zostać “czarnym koniem”, ale skończyło się na dobrych chęciach, mimo, że poczynili kilka spektakularnych transferów przed turniejem. Z imprezy wycofali się ratownicy. – Chłopy mają karty zawodnicze na ręku. Przechodzą do nas. Transfer jest klepnięty. Dwóch jest w naszej drużynie. Zapłaciliśmy za nich dwie paczki cygaret, kontrakty są podpisane – śmieje się Janusz Kubas z “lasera”. Ale jego drużyna dostaje regularne manto od rywali. Mają kłopoty z wyjściem z własnej połowy. Kiedy w końcu ta sztuka im się udaje, otrzymują od publiki gromkie brawa. – Chłopcy grają radosny futbol. Wszyscy strzelają im “bramy”, a oni się cieszą – śmieje się jeden z widzów. – I o to właśnie chodzi – dodaje Józef Czajowski – Oni się bawią, nawet jak ktoś kogoś sfauluje to nie robi tego złośliwie. Przez tyle lat nikt nie doznał nawet najmniejszej kontuzji.

Najstarszym zawodnikiem turnieju jest 51-letni Franciszek Wodniok. – Rasowy obrońca, synek nie do przejścia – chwalą go koledzy – No i zawsze jest najstarszy. Trzyma się twardo i nie ma nadciśnienia.

No i mają odwiecznego króla strzelców, szybowego Marka Rzezika, który zdobywa gole jak na zawołanie. – Janas powinien wziąć go do kadry zamiast Żurawskiego. To jest Maradona Karpat – żartują w jego drużynie.

- Dziś przynajmniej na chwilę możemy zapomnieć o kłopotach. Sam się zastanawiam nad tym co będzie, gdzie mnie przeniosą – na Staszic czy Murcki… Trudno powiedzieć. Na chwilę obecną nie wiem jeszcze, gdzie zostanę zatrudniony – mówi Marek Rzezik.


Żal odchodzić

Turniej powoli dobiega końca. – Kto skończył rozgrywki, zapraszam do stołu. Wusztu dla nikogo nie braknie. Komu będzie mało, może przyjść po repetę – nawołuje Jarosław Konkowski, związkowy skarbnik. Pierwsi w kolejce ustawiają się elektrycy. Zawodnikom chce się pić, a nic tak nie gasi pragnienia, jak zimne piwo. Powoli dołączają do nich górnicy z pozostałych oddziałów. Tak będzie do wieczora. – A jak się nam spodoba, to i do rana zostaniemy – deklarują niektórzy. Jest wesoło, gwarno, ale kilku ma zafrasowane miny. Widać, że czymś się martwią. Coś, co nie daje im spokoju, psuje humor. – Wcale im się nie dziwię.

Przerobiłem tu 25 lat, czeka mnie emerytura. Może i nie powinienem się już niczym przejmować, ale człowiekowi żal patrzeć, jak to wszystko wokół umiera i tylko zostają wspomnienia. Nie ma do czego wracać – mówi Marian Bernert. Na turniej przyszedł także jego ojciec. – Wpajałem mu miłość do górnictwa, zachęcałem do pracy w kopalni. No i do sportu też, grał przecież w GKS-ie, a ja w młodości boksowałem. Ale to już było i nic z tego nie zostało – smuci się.

- To prawda, czujemy się niepewnie – tłumaczy Czajowski – Z jednej strony ludzie się trochę uspokoili na wieść, że dostaną robotę w innych kopalniach. Przez te dwa lata zdążyli się z tą myślą oswoić. Niektórzy zaliczą kolejną przeprowadzkę. Kiedyś przyszli tu z Saturna i Barbary, teraz część przejdzie na świadczenia albo znów czeka ich wędrówka. I tu jest problem, bo na nowo muszą się aklimatyzować się, a górnik przyzwyczaja się do miejsca, w którym pracuje.

O tych, co brygadami odchodzili z Kleofasa na Staszic mówi się, że są szczęściarzami. Solidarnie w grupie było im łatwiej, raźniej, bo szli tam ze swoimi przyjaciółmi. Prócz miejsca pracy nic się w ich życiu nie zmieniło. Znowu mogą razem fedrować. – To nie tak, żebyśmy się czegoś bali. Tylko młodemu jest łatwiej zaczynać wszystko od początku, a my, chopy w średnim wieku nie mamy już tej przebojowości – mówią niby żartem górnicy. Kiedy wczesną wiosną odwiedził ich psycholog, który z opasłego podręcznika dyktował im dobre rady, jak mają radzić sobie ze stresem związanym z likwidacją kopalni, nie byli do tego rozwiązania nastawieni zbyt pozytywnie. – Ludzie chcieli usłyszeć krótką odpowiedź na pytanie czy w ogóle będą mieli pracę. Tak lub nie. Pomoc psychologa na niewiele się zda, jeśli człowiek nie ma pewności, czy za chwilę nie zostanie bez środków do życia, a ma jeszcze rodzinę do wykarmienia – podkreśla Czajowski. Dziwią się, że taką kopalnię, jak Kleofas zamyka się, choć mogłaby jeszcze przez długie lata dawać ludziom pracę. Niektórzy po cichu spekulują, że za jakiś czas przejdzie ona w prywatne ręce. – Tak samo było z Jadwigą w Zabrzu, a na Kleofasie, w obrębie szybów jest dużo wartościowego, bardzo dobrego jakościowo węgla – twierdzą zgodnie górnicy.

Jesienią, zanim zamkną Kleofas na kłódkę, chcieliby spotkać się jeszcze raz. Jeszcze nie znają miejsca, ale na pewno nie będzie to boisko przed ich kopalnią. – Może uda się na Stadionie Śląskim – zastanawia się Czajowski. Barbórkę pewnie będą już świętować osobno.

Autor artykułu: Marcin Król

Wygrana RKM, porażka mistrzów

Monday, June 7th, 2004

Drugie z rzędu zwycięstwo odnieśli żużlowcy RKM Rybnik. Po wygraniu z Apatorem, tym razem rybniczanie na własnym torze odprawili z kwitkiem BTŻ Polonię Bydgoszcz 51:39. Dzięki temu zwycięstwu opuścili ostatnie miejsce w tabeli.

Wygrana “Rekinom” nie przyszło jednak łatwo, choć goście przyjechali w mocno osłabionym składzie – zabrakło kontuzjowanych Mirosława Kowalika i Michała Robackiego.
Po sześciu wyścigach był remis 18:18. Dopiero następny gospodarze wygrali podwójnie, objęli prowadzenie 23:19, które później systematycznie powiększali. Podwójne wygrane żużlowców RKM w 11. i 12. wyścigu przesądziły praktycznie losy tego spotkania.

- Drugie zwycięstwo cieszy, bo nareszcie odbiliśmy się od dna – przyznał po meczu trener RKM, Czesław Czernicki. – Styl tej wygranej pozostawia jednak jeszcze nieco do życzenia.


Łańcuchy na złom

Z kolei mistrz Polski, Złomrex Włókniarz Częstochowa nie sprostał jednemu z kandydatów do złotego medalu Atlasowi Wrocław. Na torze Stadionu Olimpijskiego gospodarze pokonali częstochowskie “Lwy” 54:36. O porażce gości zadecydowało fatalne przygotowanie sprzętu. Dwukrotnie do mety nie dojechali Zbigniew Czerwiński i Rune Holta. Powodem były pękające łańcuchy sprzęgła. Defekty zdarzały się w sytuacjach, gdy goście prowadzili w swoich wyścigach i gdyby nie te straty mogli nawet pokusić się o korzystniejszy wynik
Najlepszym zawodnikiem spotkania był Grzegorz Walasek, jednak wobec niemocy sprzętowej kolegów jego punkty nie dały częstochowianom zwycięstwa.


Ekstraliga

RKM Rybnik – BTŻ Polonia Bydgoszcz 51:39.

Staszewski 9 (2,2,2,3,0), Szombierski 4 (1,0,1,2), Chromik 10 (3,3,0,2,2), Węgrzyk 10 (d, 2,2,3,3), Loram 12 (3,2,3,2,2), Szczyrba 2 (2,0), Romanek 4 (3,0,1, u) – Jonsson 18 (3,3,3,3,3,3), Fijałkowski 2 (0,1,1,0), Krzyżaniak 10 (2,3,2,1,1,1), Czechowski 3 (1, 1,0,1), Smith 3 (1,1,1), Klecha 3 (1,2,0,0,0), M. Ciślewicz 0 (0,0).

Atlas Wrocław – Włókniarz Złomrex 54:36.

Hampel 13 (2,3,3,2,3,0), Hancock 12 (2,1,3,0,3,3), Miśkowiak 12 (3,3,2,2,2), Słaboń 8 (0,2,2,2,2), Świderski 6 (2,1,1,1,1,), Gapiński 3 (1,2,0) – Walasek 13 (3,3,1,1,3,2), Sullivan 12 (3,3,3,1,1,1), Holta 7 (2, d, d, 2,3), Michał Szczepaniak 3 (1,0,1,1,0), Osumek 1 (1,0,0,0), Mateusz Szczepaniak 0 (0), Czerwiński 0 (d, u, d).

Apator Toruń – Unia Leszno 46:44.

Jaguś 12 (3,3,3,0,3), Crump 11 (2,2,3,3,1), Protasiewicz 11 (2,3,2,1,3), Miedziński 7 (2,1,1,0,3), Ząbik 5 (1,1, w, 1,2), Bajerski 0 (0), Kalwasiński 0 (u, 0,0) – Adams 12 (3,3,2,2,2), Dobrucki 9 (3,2,3,1,0), Kasparzak 9 (3,1, d, 2,3), Baliński 8 (2,2,1,2,1), J. Rempała 4 (0,1,1,2, w), Ł. Jankowski 1 (w, w, 1,0), M. Jankowski 1 (1).

ZKŻ Zielona Góra – Unia Tarnów 33:57.

Świst 13 (3,3,2,1,2,2), Richardson 8 (2,2,2,2,0,0), Huszcza 7 (1, d, 1,2,1,2), Okoniewski 2 (1,0,1,0,0), Grabski 2 (2,0,0) (2,0,0), Marcinkowski 1 (0,1,0,0) – Rickardsson 14 (3,2,3,3,3), T. Gollob 13 (3,3,3,3,1), M. Rempała 11 (3,2,1,2,3), G. Rempała 10 (0,3,3,1,3), Wardzała 5 (0,0,2,2,1), Baran 4 (1,1,1,0,1).

1. Tarnów 9 16 +120
2. Atlas 9 14 +133
3. Apator 9 11 +84
4. Leszno 9 11 +14
5. Złomrex 9 8 +41
6. BTŻ Polonia 9 6 -93
7. RKM Rybnik 9 4 -161
8. Zielona Góra 9 2 -138
I liga
KM Intar Ostrów – TŻ Sipma Lublin 41:49.
Start Gniezno – Stal Marma Rzeszów 32:58.
Stal Strabag Gorzów – Lotos Gdańsk 51:39.
1. Lotos 8 12 +141
2. Gorzów 8 12 +69
3. TŻ Sipma 8 12 +4
4. KM Intar 8 8 +12
5. GTŻ Kunter 7 5 -8
6. Stal Marma 7 5 +9
7. Start 8 0 -227.


Awansowali

Turniej półfinałowy eliminacji mistrzostw świata w jeździe na żużlu w Lonigo wygrał zawodnik Apatora Toruń Wiesław Jaguś. Do finału eliminacji awansowali także piąty Tomasz Chrzanowski i szósty Marcin Rempała. Rezerwowym będzie Jacek Rempała. Z powodu deszczu turniej w Lonigo zakończył się po rundzie zasadniczej i nie rozegrano półfinałów i finału.

Autor artykułu: l. jaź.