Archive for August, 2004

Sąd nad ojcem

Tuesday, August 24th, 2004

Pan Jarosław ma płacić na dwójkę dzieci 600 złotych miesięcznie. Tak postanowił Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej. Jarosław mówi, że chętnie by płacił, gdyby miał z czego.
- Ale ja zarabiam na rękę zaledwie 723 zł – pokazuje kwitek. – Łatwo obliczyć, ile zostanie mi po zapłaceniu alimentów.

Rodzina i znajomi pana Jarosława nie kryją oburzenia. – Przecież nie możesz płacić na dzieci prawie całego dochodu – nie dowierzają. – To jawna niesprawiedliwość. To ty masz z głodu umrzeć? – pytają.
Żona Jarosława ma jednak inne zdanie: – Mąż jest młody i zdrowy. Może znacznie więcej zarabiać, tylko musi chcieć. Poza tym zabrał nasz wspólny samochód, stać go na komórkę…
Mę?czyzna: – Tak samo argumentowała na rozprawie sędzia: “Jest pan młody, może więc pan dorobić… “. Nie przyjęła do wiadomości dokumentów, zaświadczających o moich dochodach.

Zabrał tylko auto

Żyli razem przez jedenaście lat w budynku, podarowanym młodym małżonkom przez teściów Jarosława. – Sporo w nasz dom włożyłem, bo wszystko umiem zrobić. Stanowi on wspólnotę majątkową ? stwierdza mąż. – Ale między nami zaczęło się psuć. Brakowało pieniędzy, bo przez jakiś czas nie pracowałem. Wiadomo przecież jak wygląda rynek pracy. W rezultacie wyprowadziłem się pod koniec marca do swoich rodziców. I co zabrałem? Tylko tego starego gruchota. Wart jest może z tysiąc złotych – wskazuje na mocno sfatygowanego forda.

Zamiatać drogi!

Jarosław nie chce opowiadać o swoich problemach rodzinnych. – Bo nie o to w tym wszystkim chodzi – tłumaczy.
W czerwcu spotkał się z żoną w bielskim Sądzie Okręgowym, gdzie rozstrzygane są m.in. sprawy rozwodowe. To tam sędzia “… na czas trwania procesu o separację” zobowiązała Jarosława, że będzie płacił na dzieci 600 zł miesięcznie.
Żona zapytana o to, z czego – jej zdaniem – mąż ma płacić tak wysokie alimenty, podsumowuje: – To jego problem. Wie pani, ile kosztuje utrzymanie dzieci: jedzenie, podręczniki do szkoły? Ojciec powinien robić wszystko, by zapewnić im środki niezbędne do życia. Niektórzy w tym celu idą drogi zamiatać. A on….?
Pytana czy wie coś o dodatkowych dochodach męża, dzięki którym mógłby się utrzymywać, nie odpowiada. – Sąd zadecywał, że tyle mi się należy: Dodał moją niską pensję do jego pensji, a uzyskaną sumę (około 1,2 tys.) podzielił na cztery osoby, bo tyle liczy nasza rodzina. Na dzieci wyszło łącznie 600 zł. Czekam teraz na pieniądze – wyjaśnia.

Odwołanie

Jarosław nie zgodził się z wysokością zasądzonych alimentów, odwołując się do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. – Dlaczego pani sędzia nie przyjęła do wiadomości, że zarabiam tylko 723 zł i że to moja jedyna pensja? Umowę w firmie dostałem na czas określony i w każdej chwili mogę zostać na lodzie. A każdy wie, jak ciężko teraz o nowy etat. Łatwo komuś powiedzieć: “Masz dzieci, więc dorabiaj” – denerwuje się, podkreślając jednocześnie, że w chwili obecnej jest w stanie płacić na dwoje dzieci najwyżej 300 zł miesięcznie. Tyle też wysłał żonie pocztą.

Egzekucja

Sprawa trafiła do komornika, który wszczął już postępowanie egzekucyjne. – Zgodnie z przepisami możemy zajęć dłużnikowi z pensji maksymalnie 60 procent dochodu w poczet zaległych alimentów. Nie można mu zabierać wszystkiego, bo on też musi mieć środki na przeżycie – dowiadujemy się od komorników. – Chyba, że żona wskaże dodatkowe źródła zarobkowania swego męża lub jego majątek. Wówczas i z tego egzekwujemy zadłużenie.
Ale Jarosław żadnego majątku nie ukrywa. Nie ma też dodatkowych etatów, bankowych kont, ani – jak podkreśla – żadnych fuch. Komornik ściągnie mu więc najwyżej 400 zł miesięcznie. – Chyba, że zechce mnie licytować. Przyjdzie po to stare auto? A może zapuka do naszego wspólnego domu, gdzie mieszka żona z dziećmi – ironizuje mężczyzna.


Nie dochody, ale możliwości
W sądzie rodzinne sprawy odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Sędziowie nie mogą komentować tego typu spraw, bo naruszałoby to dobra osobiste stron. Z przewodniczącą wydziału cywilnego w Sądzie Okręgowym, Ewą Sokołowską rozmawiamy więc wyłącznie o zasadach naliczania alimentów. – Sąd w takich przypadkach nie bierze pod uwagę wyłącznie dochodów rodzica, ale jego możliwości zarobkowe – wyjaśnia sędzia Sokołowska. I przywołuje przykłady ze swojej praktyki. Kiedyś prezes prywatnej firmy przedstawił dokument, zaświadczający, że zarabia 600 złotych. Tymczasem żona udowodniła, że kilka razy w roku jeździ turystycznie do ciepłych krajów i w Alpy na narty, przesiaduje w drogich restauracjach, ma luksusowy samochód i inne dobra. W rezultacie zasądzono mu ponad 2 tys. złotych alimentów na dzieci. Ktoś inny zajmuje w różnych firmach po pół etatu, a w sądzie przedstawił tylko jedno miejsca zatrudnienia. Jeszcze inna osoba, mająca niewielki dochód, sprzedała działkę za 150 tys. zł, co też wpłynęło na jej możliwości majątkowe i ostatecznie na wysokość alimentów. – Każde orzeczenie można zaskarżyć. Stronie przysługuje odwołanie do Sądu Apelacyjnego, który ponownie zbada sprawę – podsumowuje przewodnicząca wydziału. Pan Jarosław czeka obecnie na werdykt sądu w Katowicach.

Autor artykułu: Agata Paruch

Amica Wronki – Górnik Zabrze 1:1

Monday, August 23rd, 2004

Piłkarze Górnika Zabrze pozostają niepokonani w tym sezonie. Tym razem zespół Wernera Liczki zdobył cenny punkt na boisku we Wronkach i utrzymał pozycję w czołówce tabeli.
Od pierwszych minut kibice oglądali ciekawe widowisko. Zabrzanie rozpoczęli bez respektu dla gospodarzy i już w 4 min. mogli objąć prowadzenie. Piotr Brożek świetnie podał do Arkadiusza Aleksandra, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Napastnik Górnika zwlekał jednak ze strzałem, a gdy się wreszcie zdecydował piłka po rykoszecie przeleciała nad poprzeczką.

Pięć minut później górnicy przekonali się, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Grzegorz Wojtkowiak ograł Łukasza Juszkiewicza i zagrał w uliczkę do Pawła Kryszałowicza. Ten dynamicznie ominął Piotra Lecha i trafił do pustej bramki. Kilka minut później strzelec bramki mógł trafić po raz drugi, ale piłka po uderzeniu z linii pola karnego jedynie otarła się o poprzeczkę.

W 18 min znów przed szansą stanął Aleksander, ale nie trafił głową w piłkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Jarosława Popieli. W kolejnych minutach piłkarze obu zespołów nie grali już z takim zaangażowaniem, czekając głównie na błąd rywala. Gdy już któryś z piłkarzy oddawał strzał to piłka szybowała wysoko nad bramką.
Zabrzanie po przerwie zerwali się do ataku, do którego sygnał dał Michał Karwan – jego główka jeszcze minęła celu. W 50 min było jednak 1:1. Brożek świetnie zagrał w tempo do Aleksandra, którego sfaulował bramkarz Amiki Maciej Mielcarz. Sędzia bez wahania podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Popiela.

Zabrzanie nie zadowolili się wyrównaniem i bliscy byli zdobycia zwycięskiego gola. W 55 min ładnie strzelił Aleksander, ale tym razem efektowną obroną popisał się Mielcarz. Gospodarze próbowali się odgryzać strzałami z dystansu, ale mieli kiepsko ustawione celowniki. Już w doliczonym czasie gry Amikę przed stratą bramki uratował Mielcarz, który jeszcze raz obronił strzał Aleksandra z 20 metrów. Bohaterem Zabrza mógł też zostać Filipe. Po rzucie rożnym Brazylijczyk znalazł się tuż przed bramką, ale trafił w boczną siatkę…

Autor artykułu: tocha

Tania przyjemność

Saturday, August 21st, 2004

Emeryci często narzekają na brak pieniędzy. Nie wystarcza im na ubrania, jedzenie, opłaty, nie mówiąc już o rozrywce. Dlatego właściciele niektórych sklepów, kin, teatrów, muzeów, ośrodków rekreacyjnych czy zakładów usługowych wprowadzają zniżki dla emerytów i rencistów.


Legitymacja i zero informacji

– Kiedy otrzymałem grupę inwalidzką, dostałem tylko do domu legitymację rencisty i nic więcej. Początkowo nie wiedziałem nawet, że mogę taniej podróżować, nie mówiąc już o innych zniżkach – twierdzi Jerzy Mielczarek, rencista z Katowic. – Nie mam pojęcia, że promocyjne ceny czekają na mnie w kinach, muzeach czy teatrach. Gdybym wiedział tylko gdzie, na pewno bym skorzystał — mówi pan Jerzy.


Trochę kultury

Kiedy myślimy o zniżkach dla emerytów i rencistów, najczęściej kojarzą nam się z tańszymi przejazdami komunikacją publiczną, a czasem nawet prywatną. Ale tanie bilety wstępu czekają także na emerytów w kinach, muzeach, teatrach czy filharmonii.

– Seniorów, którzy pojawią się u nas z „Trybuną Śląską” wpuścimy za darmo – obiecuje Waldemar Musiał, dyrektor Teatru Lalki i Aktora „Arena” w Będzinie. W innych ośrodkach kultury często wystarczy sama legitymacja, żeby otrzymać wysoką, nawet 70-proc. zniżkę. Ulgowe bilety wprowadziło też wiele kąpielisk i krytych basenów. Jeżeli dodatkowo emeryt opiekuje się dzieckiem do lat 13, może zapłacić tylko 1 zł za wstęp.


Łap okazję na wyprzedażach

Dodatkową okazją na zaoszczędzenie kilku złotych są wyprzedaże i przeceny. Wielu seniorów na nie czeka.
– Po 40 latach pracy w sektorze usług dostaję na rękę 555 zł, mam na utrzymaniu chorą córkę i muszę dorabiać prowadząc punkt podnoszenia oczek i cerowania ubrań w „Skarbku”. Na wyprzedażach kupuje nie tylko ubrania, ale także żywność i artykuły gospodarstwa domowego. – Wiem, że nie jestem jedyna. Obserwuję wielu emerytów, którzy przychodzą tu na zakupy, czasami muszą rezygnować z jakiejś rzeczy z powodu wysokiej ceny. Często podobnie jak ja czekają na promocję.
Na wyprzedażach możemy kupić ubrania nawet o 70 proc. tańsze. Sklepy często po niższych cenach sprzedają artykuły spożywcze, którym kończy się data ważności. Ale w takich wypadkach lepiej zachować dużą ostrożność. Może się zdarzyć, że zamiast zaoszczędzić, wydamy więcej pieniędzy na leki, którymi będziemy musieli wyleczyć zatrucie.

Autor artykułu: Beata Wolańska, Przemysław Malisz

Szybka kasa

Saturday, August 21st, 2004

Musisz pilnie wyjechać? Zepsuła ci się pralka? Słowem – pilnie potrzebujesz pieniędzy? Na rynku jest coraz więcej ofert szybkich kredytów konsumpcyjnych. Warto jednak uważać, bo gdy chodzi o pieniądze, „szybko” nie zawsze znaczy „dobrze”.


ING Bank Śląski

do końca września bank oferuje „Pożyczkę letnią”

kwota: do 10 tys. zł

okres spłaty: maksymalnie 12 miesięcy

oprocentowanie: roczna rzeczywista stopa oprocentowania dla stałych klientów banku to 18,07 proc.

Wymagania: posiadanie rachunku oszczędnościowo – rozliczeniowego w ING Banku Śląskim od co najmniej 3 miesięcy; rachunek oszczędnościowo – rozliczeniowy w innym banku przez co najmniej 6 miesięcy (dokumentacja stałych i regularne wpływów); rachunek bieżący w ING Banku Śląskim od co najmniej 6 miesięcy i prowadzenie działalności gospodarczej przynajmniej od 12 miesięcy; lokowanie środków w Banku o bieżącej wartości minimum 1.000 zł; korzystanie obecnie lub w ciągu ostatnich 12 miesięcy z kredytu w ING Banku Śląskim i spłacające go w sposób zgodny z zawartą umową.


Lukas Bank

Bank oferuje kredyt gotówkowy w 15 minut

kwota: od 500 do 20 tys. zł

okres spłaty kredytu: od trzech miesięcy do trzech lat

oprocentowanie nominalne: od 20,5 proc. przy kredycie trzymiesięcznym do 23,9 proc. przy trzyletnim.

Wymagane dokumenty: zaświadczenie o zarobkach za ostatnie trzy miesiące i 2 dokumenty tożsamości ze zdjęciem.


Bank Pekao S. A.

Oferuje pożyczkę okazjonalną, można ją załatwić w 2-3 dni
kwota: do 10 tys. zł

okres spłaty: rok lub pół roku

oprocentowanie nominalne: 9,99 proc. w skali roku

posiadacze konta w banku Pekao mogą otrzymać kredyt do 4 tys. zł bez poręczycieli.

Wymagane dokumenty: dowód osobisty i zaświadczenie o dochodach. Okres kredytowania nie może przekroczyć czasu zatrudnienia.


Górnośląski Bank Gospodarczy

W ofercie szybki kredyt konsumpcyjny, da się go załatwić w 24 godziny

kwota: do 5 tys. zł bez poręczycieli

okres spłaty: od 3 miesięcy do 3 lat

oprocentowanie nominalne: zależnie od długości spłat – od 17,9 do 18,9 proc.

Wymagane dokumenty: dokumenty potwierdzające tożsamość i zaświadczenie o zarobkach. W przypadku umowy na czas określony okres kredytowania nie może być dłuższy niż zatrudnienia.


Bank Zachodni WBK

Można w 2-3 dni uzyskać pożyczkę

kwota: 1,5 – 20 tys. zł (posiadacze konta w BZ-WBK mogą ubiegać się o pożyczkę nawet do 50 tys. zł). O pożyczkę bez poręczycieli można ubiegać się do wysokości trzykrotnej wysokości miesięcznych dochodów.

okres spłaty: od roku do pięciu lat

oprocentowanie nominalne: 15,95 proc.

Wymagane dokumenty: zaświadczenie o zarobkach. Okres kredytowania nie może być dłuższy niż okres ważności umowy o pracę.


Bank Przemysłowo-Handlowy PBK

W ofercie pożyczka „od ręki” – wypłata na drugi dzień po złożeniu wniosku

kwota: maksymalnie czterokrotna wysokość dochodu netto, ale nie więcej niż 8 tys. zł (posiadacze konta BPH-PBK mogą ubiegać się o kredyt w wysokości sześciu miesięcznych wypłat)

okres spłaty: maksymalnie trzy lata

oprocentowanie nominalne: 19,9 proc.

Wymagane dokumenty: zaświadczenie o zarobkach lub odcinek renty albo emerytury. Dwa dokumenty ze zdjęciem (rencistom wystarczy jeden). Renciści dodatkowo muszą przygotować decyzję o przyznanie renty.


PKO BP

Ma w ofercie kredyty gotówkowe, załatwianie trwa około trzech dni

kwota: bez poręczycieli maksymalnie dwunastokrotność miesięcznych dochodów (dla posiadaczy konta w tym banku)

oprocentowanie nominalne: od 12,3 do 16 proc.

Wymagane: zaświadczenie o zarobkach z zakładu pracy.



Radzi Mariusz Zygierewicz, dyrektor Związku Banków Polskich:

Przede wszystkim odradzałbym zaciąganie „szybkich pożyczek”. W takich kwestiach nie powinniśmy kierować się impulsem, a każda decyzja powinna być dokładnie przemyślana. Takich pożyczek może udzielać praktycznie każdy, prawo praktycznie nie przewiduje ograniczeń.

Najpewniejsze wydają się być instytucje bankowe, bowiem są one licencjonowane, muszą mieć zezwolenie Komisji Nadzoru Bankowego. Często jednak zdarza się, że klienci są już zadłużeni, mają jakieś zobowiązania. Wtedy droga do banków jest dla nich praktycznie zamknięta, bo spłacanie takich zobowiązań utrudnia uzyskanie kolejnego kredytu. Decydują się pożyczyć pieniądze gdzie indziej. Wtedy trzeba być bardzo ostrożnym.

Sygnały, które powinny wzmóc naszą czujność:

* Umowę kredytową, a także każdą umowę o pożyczkę, trzeba bardzo dokładnie przeczytać, wyjaśnienia pracownika podmiotu mającego ich udzielić mogą nie wystarczyć, albo wręcz wprowadzić nas w błąd. Jeśli masz wątpliwości przed podpisaniem zabierz umowę do domu i spokojnie przeczytaj lub nawet skonsultuj z prawnikiem. Jeśli są problemy z jej otrzymaniem, a konsultant naciska, by umowę podpisać jak najszybciej – to znak, że być może ktoś próbuje nas oszukać.

* Wypłata kredytu czy pożyczki nie powinna być uzależniona od wcześniejszego wpłacenia jakichkolwiek pieniędzy.

* Zwróć uwagę na oprocentowanie. Odsetki rzędu 30-40 proc. nie mają nic wspólnego z realiami rynku kredytowego.

* Wartość zabezpieczenia takiej pożyczki powinna być współmierna do wysokości kredytu. Nie może być tak, że pożyczając 3 tys. zł ryzykujemy zajęcie nowego samochodu w razie niespłacenia.

* Zawarta w umowie wysokość kosztów manipulacyjnych nie powinna przekaraczać kilku procent wysokości kredytu.


Sprawdź zanim pożyczysz!

Listę licencjonowanych banków znajdziesz na stronie internetowej Narodowego Banku Polskiego – www.nbp.pl w zakładce „Banki w Polsce”.



Na nich trzeba uważać!

Poniżej drukujemy listę firm, przeciwko którym Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadził postępowanie o stosowanie nieuczciwych praktyk w stosunku do klientów:

1. AICE Polska S. A.
2. AUTO Plan Sp. z o. o.
3. Towarzystwo Finansowo Inwestycyjne
Sp. z o. o. („TeFi”)
4. Korporacja Finansowa Sp. z o. o.
5. Powszechny Fundusz Finansowy JALL
Sp. z o. o.
6. Ogólnopolskie Towarzystwo Finansowe,
Mariusz Łukowski
7. Fundusz Rozwoju Budownictwa (eFRBUD)
8. Europejski Fundusz Budowlany Sp. z o. o.
9. Inter Credit Sp. z o. o.
10. Grupa Kapitałowo Budowlana Euro Group
Sp. z o. o.
11. Polska Grupa Kapitałowa Kredyt
12. Inco Sp. z o. o.
13. Powszechna Inicjatywa Gospodarcza EURO
2000 Sp. z o. o.
14. Międzynarodowy Fundusz Rozwoju
Regionalnego SP. z o. o.
15. Program Rozwoju Inwestycji Gospodarczej
HOSSA, Janusz Stankiewicz
16. Polskie Centrum Finansowe System
Gwarant
17. Polskie Centrum Kapitałowe LOKATA
Sp. z o. o.
18. Fundusz Inwestycyjno – Budowlany
PROGRESS Sp. z o. o.
19. Grupa M5 Sp. z o. o.
20. Carion Polska S. A.
21. Credit Union Sp. z o. o.
22. Międzynarodowy Fundusz Inwestycyjno-
-Kapitałowy
23. Finanse Group Polska Sp. z o. o.
24. Rosso Polska Sp. z o. o.
25. Europejska Grupa Inwestycyjna FUNDUSZ
Sp. z o. o.
26. Inwest Serwice Finanse Sp. z o. o.
27. Polska Izba Finansowa SKARBIEC
Sp. z o. o.
28. PROFIT. Sp. z o. o.
29. PRESTIGE Towarzystwo Finansowe
30. Międzynarodowa Korporacja Kapitałowa
EUROINVESTMENT Sp. z o. o.
31. Fundusz Rozwoju Budownictwa
32. Centrum Szkoleń i Finansów,
Dariusz Wrona
33. Konsorcjum Finansowe INFO-FINANSE ATE
GROUP s. c. Jerzy Turzyński,
Mirosław Bielawski
34. Agencja Finansowa ACOSTA
Danuta Kitowska
35. CONSILIUM
36. Union Concept Poland Sp. jawna
37. Polska Korporacja Finansowa Skarbiec
Sp. z o. o.
38. Towarzystwo Kapitałowo-Inwestycyjne
Milenium Sp. z o. o.
39. SKOTE Polska, Tomasz Kmieciak
40. Polska Korporacja Inwestycyjna Sp. z o. o.
41. Polska Izba Finansowa Sp. z o. o.
42. Towarzystwo Inwestycyjno Finansowe
– Pośrednictwo Omega,
43. Domrat Invest Sp. z o. o.
44. GWARANCJA Sp. z o. o.
45. Krajowa Agencja Nakładów Finansowych Kapitał
Sp. z o. o.

Autor artykułu: Arkadiusz Nowrotek

Gdy plaża się obnaża

Saturday, August 21st, 2004

Pan Karol (obcisłe czarne spodenki, okulary Gucciego, strzaskany tors) sadowi się na skraju plaży, z lornetką. Lustruje. – Yeees! – wykrzykuje triumfalnie. Blondynka, którą namierzył, ma na biuście miniaturowe miseczki w kształcie trójkątów, z połyskującej metalicznej dzianiny, na pupie – stringi. A raczej wariację na temat stringów, bo dół stroju, czyli pasek materiału, w najszerszym miejscu mierzący półtora centymetra, umocowany na dwóch ledwie widocznych żyłkach, raczej odsłania to, co powinien zakryć. I o to zapewne chodzi.
Blondynka wstaje powoli, sięga do plecaczka, wyjmuje balsam do opalania, ze złocistym pyłem i jedwabiem, który chroni przed oparzeniami i nadaje skórze piękny blask, zaczyna się niespiesznie smarować. Sopocka plaża zamiera.

– Nawet toples tak nie działa – panu Karolowi wyraźnie drży głos. Już nie chce rozmawiać. Przewraca się na brzuch, odkłada lornetkę.

– Przesada! – blondynka nr 2 wzgardliwie wydyma wargi. – Zero dobrego smaku.

Blondynka nr 2 nosi kostium Martinica, z najnowszej kolekcji łódzkiej firmy. Dwuczęściowy. Lekko usztywnione miseczki, szerokie, obszyte lamówką ramiączka, bokserki z lycry imitującej skórę. Gdy wstaje, wiąże pareo. To jest cool i trendy. Blondynka nr 2 wie, co wypada i co się nosi.


Pidżamy i ciżemki

Trzydzieści metrów dalej, po drugiej stronie nadmorskiej alejki, w Muzeum Sopotu, trochę inna kolekcja. Męskie pasiaste uniformy, z nogawkami. Damskie plażowe pidżamy ze sztucznego jedwabiu. Płaszcze kąpielowe i kostiumy. Większość w rozmiarze XXL. Janusz Dargacz, kustosz wystawy „Modna pani w kurorcie. Sopot 1918-1939”, proponuje podróż w czasie.

O, tu lata dwudzieste XX wieku. Na manekinie – damski „pajacyk” z granatowej bawełny: rękawy do łokcia, szerokie nogawki do pół uda, zapięcie na ramieniu. Lata trzydzieste. Bawełniany trykot: dół szczelnie zakrywa masywne biodra, góra odkrywa ramiona. Jest nawet mały dekolt.

– Właśnie w latach dwudziestych zapanowała moda na zdrową opaleniznę – przypomina Janusz Dargacz. – A potem, z każdą dekadą odkrywano coraz więcej ciała. Ba, pod koniec lat trzydziestych pojawiły się kostiumy dwuczęściowe! Dalekie jednak od tych, które znamy współcześnie.

Zerkamy na manekiny, zdjęcia i katalogi. Kostium kąpielowy z ciemnej tafty, przybrany wolantami. Kostium z jedwabiu do… prania. Parasolka słoneczna z ręcznie malowanego materiału we wzory kwiatowe, z drewnianą rączką zakończoną gałką z galalitu bordo. Plażowe ciżemki, sznurowane do pół łydki, na obcasach. Reklamy kremów. „Mit Nivea in Luft und Sonne” – głosi jedna. „Beztłuszczowy, hazelinowy, bielący cerę” – głosi druga. Do wyboru, do koloru.

Pidżamy. Taki strój do chodzenia po molo. Kombinezon i bolerko. Z jedwabiu lub drukowanej tkaniny crepe satin.

Pionowe pasy albo białe plamy z sylwetką jeźdźca na koniu. Szerokie rozkloszowane spodnie.


W imię zdrowia

Na początku XIX wieku obowiązywały jeszcze inne standardy. Dominowały suto marszczone pantalony i obszerne bluzy. Najczęściej – z drelichu. Panie i panowie wchodzili do wody oddzielnie, w miejscach obu płciom przynależnym. Regulamin kąpieli z 1823 r. nakazywał, by kabiny męskie od damskich nie znajdowały się bliżej niż 1160 stóp! Nawet rybacy mogli przepływać łodziami co najmniej 200 kroków od zażywających kąpieli kobiet. Jeszcze w latach międzywojennych takie podziały nad Bałtykiem obowiązywały. Gdy letnicy próbowali przepisy łamać, pojawiały się protesty w obronie moralności.


W trzewikach do wody

Specyficzna to była moda. Jeszcze w początkach XX wieku damy kąpały się w obszernych tunikach i pantalonach do kostek, dołem obciążonych ołowianymi koralikami, by zapobiec podrywaniu nogawek przez wiatr i fale. W trzewikach, w czarnych pończochach, podwiązanych tasiemkami, w słomkowych kapeluszach lub ceratowych nieprzemakalnych czepkach. Podobnie przebierali się mężczyźni, oni jednak nie ozdabiali się wstążkami. Tuż przed I wojną światową wolno już było odsłaniać łydki. A potem – znacznie więcej.

Dr Anna Sieradzka z Uniwersytetu Warszawskiego, znawczyni plażowej (i nie tylko) mody, niedawno na ten temat wygłosiła w sopockim muzeum prelekcję.

– Na początku lat dwudziestych panie pojawiały się jeszcze nad morzem w pełnym rynsztunku: w luźnej sukni, pantoflach, kapeluszu, rękawiczkach, z torebką i parasolką – przypomniała. – Jeśli chciały zażyć kąpieli, przebierały się w kabinach w stroje bardziej dogodne. Owe kostiumy z rękawkami i nogawkami do pół uda, zakładając przy tym gumowe czepki i pantofelki wiązane w kostkach na tasiemki. W latach trzydziestych plażowy strój przeszedł kolejną metamorfozę.
Bożena Wielopolska, warszawska dziennikarka i fotoreporterka, już na emeryturze, która nadal z upodobaniem Sopot odwiedza, wciąż pamięta przedwojenne plaże. Zwłaszcza tę w Jastarni.

– W latach trzydziestych byłam małą dziewczynką, nosiłam więc jednoczęściowy granatowy strój, bez rękawków – wspomina. – Moja młodsza siostra Halina miała czerwony. Nasz ojciec, ubrany w spodenki z nogawkami, kąpał się już z gołym torsem. Ale to, co pani Bożena z owych czasów zapamiętała najbardziej – to grajdołki. – Każda rodzina na początku wakacji kopała swój i okupowała go przez całe lato – mówi. – Niepisane prawo stanowiło, że cudzego grajdołka nie wolno zajmować. Ozdabialiśmy krawędzie tej „twierdzy” kamyczkami i muszelkami. Dwadzieścia, trzydzieści lat później grajdołki zostały wyparte przez parawany.


Bikini i toples

Aleksander Cierpicki z Gdańska, rocznik 1943, imponująca opalenizna, kąpie się w morzu przez cały rok, ale najchętniej zimą.

– W latach pięćdziesiątych miałem spodenki do kolan – wspomina. – Ale w roku 1959 kupiłem na gdańskiej hali istny przebój: slipki wiązane z lewej strony na dwa sznurki.

Człowiek wychodził z wody, zakładał na to inne majtki, a tamte, dyskretnie, przez prawą nogę, opuszczał, nie budząc zgorszenia. To były jeszcze dosyć pruderyjne czasy. Damskie stroje dwuczęściowe pojawiły się na plażach na początku lat sześćdziesiątych. A potem triumfalnie wkroczyło nad Bałtyk bikini, razem z przeciwsłonecznymi okularami.

Plażowicze chronili skórę olejkami, tak tłustymi, że aż kapały. Bardziej majętni kupowali w peweksach lub aptekach masło kakaowe. Przyspieszało opalanie i nadawało skórze złocistą barwę.

Pani Basia z Gdańska uwielbia plażę, ale słońca unika. – Brązowa skóra jest passe. Najlepszy dowód, że dziś nie widuje się toples.

– Nieprawda! – zaprzecza pan Olek. – Ja widuję. Ale byłem świadkiem zadziwiającej sceny. Pewna plażowiczka, ujrzawszy panią z nagim biustem, wpadła w histerię. „Czy to burdel?! – wykrzykiwała – Niech ktoś zadzwoni po policję!”. Tamta chciała jej nawet pożyczyć komórkę, ale zagniewana pani zmierzyła ją wzrokiem i odeszła. To było tydzień temu, na gdańskich Stogach.

Molo, Opera Leśna, Grand Hotel, czy deptak Monciak – to turystyczne atrakcje Sopotu

Ten cokolwiek snobistyczny kurort oferuje to wszystko, czego współczesny człowiek potrzebuje, do zabawy i wypoczynku, na czele z przyjemnościami morza i plaży. Najbardziej głośna historia wiąże się oczywiście ze słynnym Grand Hotelem, miejscem pobytu wielu sław filmu, kultury, czy polityki. To tutaj w 1966 roku gościła wielka Marlena Dietrich.

Dzisiejsze gwiazdy estrady wciąż mają tutaj swoje „wieczorki przy mikrofonie”, ale sam hotel mocno podupadł. Wybudowany w latach 1924-27 wymaga wielu inwestycji, bo do miana nowoczesnego brakuje mu coraz więcej. Ostatnio na Wybrzeżu plotkowało się, że chciałby go kupić aktor Marek Kondrat.

Miejscem nocnych biesiad artystycznej cyganerii, ale także sportowców i dziennikarzy, od lat jest klub SPATiF-u. Wejść do niego podobno mogą tylko wybrani. Wyjść, i to z hukiem, jest za to bardzo łatwo – wystarczy zachwiać się (o co nietrudno) na stromych drewnianych schodach. I choć Sopot wciąż jest jednym z bardziej ulubionych miejsc polskich gwiazd ekranu, to jednak do blichtru Międzyzdrojów na szczęście sporo mu wciąż brakuje. Tutaj taki – dajmy na to – Wojciech Malajkat, może spokojnie przemaszerować wzdłuż plaży nie zamęczany prośbami o fotkę z autografem.

Symbolem nowej architektury w mieście jest od niedawna Krzywy Dom „Fantazjon” przy ulicy Bohaterów Monte Cassino, tzw. Monciaku. Kamieniczka w pijanym stylu nawiązuje do projektów Hundertwassera w Wiedniu, czy Gaudiego w Barcelonie. To dziś chyba miejsce, przed którym najchętniej fotografują się odwiedzający Sopot wczasowicze.

Sam Monciak to dziś reprezentacyjny szyld miasta, porównywany – z całym szacunkiem – do paryskich Pól Elizejskich. Co rok w czerwcu, w rocznicę bitwy pod Monte Cassino, także deptak obchodzi swoje święto. Ale na wesoło. Tutaj latem tętni życie Sopotu od rana do wieczora. Wśród kawiarnianych ogródków, lodziarni, straganów z przeróżnymi uciechami podniebienia (polecam pyszne obfite gofry z bitą śmietaną i owocami) swoje dzieła prezentują „artyści”: malarze, mimowie, pieśniarze, kuglarze i połykacze ogni.

Wieczorem naprawdę trudno wcisnąć szpilkę w rozbawiony tłum.
Idąc deptakiem prosto na zachód wejdziemy do parku, w którym już blisko do Opery Leśnej – amfiteatru znanego wszystkim z festiwalu piosenki. Idąc w przeciwnym kierunku– na
wschód – dojdziemy na molo, czyli do miejsca, bez którego Sopot nie byłby tym, czym jest. Półkilometrowy spacerniak wydarty morzu to ulubione miejsce pieszych wędrówek. A zakochani mogą popatrzeć w horyzont i przez moment poczuć się jak „królowie świata”.

Plażowiczki w damskich łazienkach, na tle mola; zdjęcie z przewodnika sopockiego na rok 1922.

Autor artykułu: Irena Łaszyn, Tomasz Mucha

Wypalona ziemia

Friday, August 20th, 2004

Słabo, źle, coraz gorzej, beznadziejnie – prowadzona przez Pawła Janasa reprezentacja Polski konsekwentnie zmierza w obranym od początku kierunku totalnej katastrofy – tylko taki wniosek nasuwa się po kompromitującej klęsce 1:5 z Danią.

Samemu selekcjonerowi też trudno odmówić stanowczości: postanowił dać szansę jak największej ilości rodaków jako tako kopiących piłkę? To daje. Zaczął szukać optymalnego składu? To przez półtorej roku wciąż szuka. Zaczął od gry z dwoma napastnikami? To w środę do niego wrócił. Była po Bońku spalona ziemia? To teraz jest wypalona doszczętnie.
Mecz z Danią miał być generalnym sprawdzianem przed wrześniowymi spotkaniami w ramach eliminacji mistrzostw świata z Irlandią Północną (4 września) i Anglią (8 września). Na zgrupowanie stawili się wszyscy najlepsi piłkarze, których dziwnym trafem nie za bardzo chcą już oglądać kibice.

– Wiele słyszałem o tym, że w Poznaniu jest wspaniała atmosfera i pełne trybuny. Tym razem zmodernizowany stadion świecił pustkami. Nie była to dobra promocja futbolu. Są wakacje i była świetna okazja, aby młodzi fani futbolu mogli obejrzeć polską reprezentację i silną drużynę Danii – mówił Jerzy Dudek, jakby nie zdając sobie sprawy z faktu, że ten, kto wybrał się akurat na to spotkanie, na kolejne nie da się już zaciągnąć wołami, a on sam może mieć problemy w Liverpoolu, jeśli dotrze tam kaseta z puszczonymi przez niego bramkami.

Kadrowicze mają już jednak gotową receptę na całe zło.
– Każdy z nas prezentuje odpowiedni poziom, ale czas zacząć rozmowę między sobą. Musimy stać się dorośli. Drużynie brakuje wspólnego języka i takiej osoby, jaką był w zespole Tomasz Hajto – oznajmił Dudek.

Podobno Janas nie czyta gazet. To dobrze dla Mariusza Lewandowskiego, który jako jedyny przyznał bez ogródek: – Skład i taktykę ustala trener, my jesteśmy od jej wykonywania.

Kamil Kosowski, niedoszła gwiazda Bundesligi, nie mogła za to nadziwić się rywalom.

– To duża sztuka wyprowadzić dwie kontry i strzelić dwa gole – kręcił z uznaniem głową.

Po raz pierwszy od dawna uśmiechu po meczu nie prezentował prezes PZPN Michał Listkiewicz, osłaniający zwykle Janasa własną piersią.

– Czuję pewien niepokój przed meczami eliminacyjnymi – dyplomatycznie stwierdził szef polskiej piłki.

Czy piłkarze i trener poniosą konsekwencje kompromitującego podejścia do wykonywanego zawodu?

– Dotychczas za udział w zgrupowaniu i meczach towarzyskich była stała stawka. Teraz te zasady zostały zmienione. Na pewno byłyby one wyższe, gdyby Polacy odnieśli zwycięstwo lub zremisowali, ale przecież piłkarze byli tydzień poza swoimi klubami i to, co otrzymają, jest jak gdyby rekompensatą ich pensji – oznajmił Listkiewicz, podczas gdy kibice, którzy zdecydowali się na wyłożenie co najmniej 30 złotych na bilet, domagali się zwrotu sporej dla nich sumy.


Złote myśli Janasa

„Na początku nic nie zapowiadało klęski”

„Taktycznie graliśmy to, co zakładaliśmy. Ale straciliśmy bramkę”

„Materiał do przemyśleń mam ogromny”

„Nie wiem kto zagra w eliminacjach i w jakim ustawieniu”

„Być może ta wysoka porażka wpłynie na mobilizację drużyny”

Autor artykułu: Rafał Musioł

Czy wybuchnie rocznicowy skandal?

Friday, August 20th, 2004

Oświęcimscy radni apelują do prezydenta miasta Janusza Marszałka i prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, by doszli do kompromisu. Obaj chcą organizować obchody 60-lecia wyzwolenia obozu Auschwitz. Prezydent Marszałek (na zdjęciu) wiedząc, że nie doczeka się na zaproszenie od grupy organizacyjnej prezydenta Kwaśniewskiego, powołał własny komitet organizacyjny. I zaprosił do współpracy… Kwaśniewskiego.

Powinno dojść do konsensusu. Inaczej grozi Polsce wielki międzynarodowy skandal. Domyślam się, że otoczenie prezydenta Kwaśniewskiego nie chce współpracować nie z prezydentem Oświęcimia, tylko Januszem Marszałkiem. Prezydent bowiem przed objęciem swojej funkcji wielokrotnie polemizował z prezydentem Kwaśniewskim. Poza tym wielokrotnie zarzucano panu Marszałkowi nieprzychylny stosunek do Żydów – mówi oświęcimski radny Wojciech Paprzyca.

14 sierpnia odbyło się spotkanie komitetu lokalnego obchodów 60-lecia wyzwolenia obozu. Spotkanie zorganizował Janusz Marszałek. Ustalono, że obchody odbędą się 27 stycznia 2005 roku. Przygotowano plan uroczystości. – Z tego może powstać sporo nieporozumień. Lokalny komitet nie może uzurpować sobie prawa do organizacji obchodów. Prezydent Marszałek wybiega przed orkiestrę, nie znając partytury. Jak można organizować spotkanie prezydentów państw, jeżeli nie wie się, jacy prezydenci przyjadą? Przy takich uroczystościach trzeba podjąć radykalne wręcz środki bezpieczeństwa. Czy pokryje je miasto Oświęcim? To nie będzie kosztowało 10 tysięcy złotych. Uroczystości będą miały rangę międzynarodową i muszą zostać przygotowane przez państwo, a nie przez lokalny samorząd – denerwuje się Jerzy Wysokiński, doradca prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, odpowiedzialny za prezydenckie patronaty.

- Nie otrzymałem na piśmie informacji, że wybiegam przed orkiestrę, więc nie będę tego zdania komentował. Natomiast jak pamiętam, zawsze działały dwa lub trzy komitety organizacyjne. Jeden powołany przez państwo, drugi przez samorząd lokalny, a trzeci przez wojewodę – mówi Janusz Marszałek.

Oświęcim ma szansę na odnowienie infrastruktury. – Z rezerwy celowej na te uroczystości zostanie przeznaczone aż 3,5 miliona złotych. Te pieniądze posłużą do przygotowania obchodów. Tutaj niezbędna będzie współpraca z samorządem. I tutaj udział prezydenta Marszałka jest uzasadniony, bo może pomóc swojemu miastu. Nie rozumiemy jednak dlaczego chce być głównym organizatorem rocznicy wyzwolenia obozu – kończy Wysokiński.

Autor artykułu: Mariusz Hujdus

Naciągacze z Hiszpanii

Friday, August 20th, 2004

200 euro stracił 30-letni mieszkaniec Zawiercia, który chciał wyjechać do pracy w Hiszpanii. Zamieścił ogłoszenie w Internecie i po kilku dniach otrzymał odpowiedź. Po dopełnieniu formalności i wpłacie pieniędzy na hiszpańskie konto, otrzymał datę i godzinę wyjazdu autokarem z Katowic. Gdy przyjechał z bagażem na katowicki dworzec, nie czekał na niego żaden pośrednik, ani autokar.

– Nasi pracownicy rozpoczęli poszukiwania internetowego oszusta. Na podstawie korespondencji ustalili, że korzystano z hiszpańskiego serwera. W tej chwili ustalamy, dokładne miejsce nadania wiadomości – mówi kom. Zenon Wójcik z Komendy Powiatowej Policji w Zawierciu.

Mieszkaniec Zawiercia padł ofiarą polskich oszustów przebywających w Hiszpanii. Założyli konto w jednym z tamtejszych banków i wynajęli mieszkanie z telefonem. Korespondencja prowadzona była w języku polskim, co więcej zawiercianin kilka razy dzwonił pod podany hiszpański numer telefonu i rozmawiał po polsku – najpierw z kobietą, później z mężczyzną. Obiecano mu tanie noclegi i dobrą pracę, której charakter miał poznać na miejscu.

Autor artykułu: ps

Tirem w pieszego na światłach

Wednesday, August 18th, 2004

Niewiele brakowało, a rozpędzona ciężarówka z naczepą rozjechałaby wczoraj ludzi stojących na skrzyżowaniu przed hipermarketem Auchan w Sosnowcu. Kierowca tira w ostatniej chwili skręcił na pobocze i zatrzymał się na słupie sygnalizacji świetlnej. W wypadku niegroźne urazy odniósł jeden pieszy, który z urazem nogi przewieziony został do szpitala.

– Ktoś mi wybiegł pod samochód. Zacząłem hamować i w ostatniej chwili skręciłem w bok, bo bym go zabił – relacjonował tuż po zdarzeniu kierowca tira, który wiózł palety z artykułami spożywczymi z Zabrza do Wolbromia.
Ta wersja wydarzeń jest bardzo prawdopodobna, bo mimo sygnalizacji świetlnej na przejściu dla pieszych bardzo często dochodzi do stłuczek i potrąceń nierozważnych i lekkomyślnych pieszych. Ostatecznie o przebiegu wypadku policja jeszcze się nie wypowiada. Badane są wszystkie okoliczności i przesłuchiwani świadkowie.

Tuż po wypadku przed godz. 8 na trasie DK-94 w stronę Olkusza i Katowic utworzyły się gigantyczne korki. Rozładowane zostały dopiero po kilkudziesięciu minutach, gdy strażacy i elektrycy uporali się ze słupem sygnalizatora, który zaklinował się pod tirem i leżał na drodze.

Autor artykułu: ps

Znalazła się wyrodna matka

Wednesday, August 18th, 2004

Poszukiwana przez policję 32-letnia matka porzuconych w taksówce dzieci sama zgłosiła się na komisariat. O tym, że gdzieś zawieruszyli się jej dwaj synowie i córka, przypomniała sobie dopiero po tygodniu.

Wyrodnej matce postawiono zarzut porzucenia dzieci. Niewykluczone, że prokuratura złoży także wniosek do sądu rodzinnego o ograniczenie jej praw rodzicielskich. Na razie kobieta nie trafiła jednak do aresztu. Zastosowano wobec niej dozór policyjny. Dzieci zaś, do chwili zakończenia postępowania karnego, przebywać będą w placówce opiekuńczej.

Autor artykułu: mp