Pan Jarosław ma płacić na dwójkę dzieci 600 złotych miesięcznie. Tak postanowił Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej. Jarosław mówi, że chętnie by płacił, gdyby miał z czego.
- Ale ja zarabiam na rękę zaledwie 723 zł – pokazuje kwitek. – Łatwo obliczyć, ile zostanie mi po zapłaceniu alimentów.
Rodzina i znajomi pana Jarosława nie kryją oburzenia. – Przecież nie możesz płacić na dzieci prawie całego dochodu – nie dowierzają. – To jawna niesprawiedliwość. To ty masz z głodu umrzeć? – pytają.
Żona Jarosława ma jednak inne zdanie: – Mąż jest młody i zdrowy. Może znacznie więcej zarabiać, tylko musi chcieć. Poza tym zabrał nasz wspólny samochód, stać go na komórkę…
Mę?czyzna: – Tak samo argumentowała na rozprawie sędzia: “Jest pan młody, może więc pan dorobić… “. Nie przyjęła do wiadomości dokumentów, zaświadczających o moich dochodach.
Zabrał tylko auto
Żyli razem przez jedenaście lat w budynku, podarowanym młodym małżonkom przez teściów Jarosława. – Sporo w nasz dom włożyłem, bo wszystko umiem zrobić. Stanowi on wspólnotę majątkową ? stwierdza mąż. – Ale między nami zaczęło się psuć. Brakowało pieniędzy, bo przez jakiś czas nie pracowałem. Wiadomo przecież jak wygląda rynek pracy. W rezultacie wyprowadziłem się pod koniec marca do swoich rodziców. I co zabrałem? Tylko tego starego gruchota. Wart jest może z tysiąc złotych – wskazuje na mocno sfatygowanego forda.
Zamiatać drogi!
Jarosław nie chce opowiadać o swoich problemach rodzinnych. – Bo nie o to w tym wszystkim chodzi – tłumaczy.
W czerwcu spotkał się z żoną w bielskim Sądzie Okręgowym, gdzie rozstrzygane są m.in. sprawy rozwodowe. To tam sędzia “… na czas trwania procesu o separację” zobowiązała Jarosława, że będzie płacił na dzieci 600 zł miesięcznie.
Żona zapytana o to, z czego – jej zdaniem – mąż ma płacić tak wysokie alimenty, podsumowuje: – To jego problem. Wie pani, ile kosztuje utrzymanie dzieci: jedzenie, podręczniki do szkoły? Ojciec powinien robić wszystko, by zapewnić im środki niezbędne do życia. Niektórzy w tym celu idą drogi zamiatać. A on….?
Pytana czy wie coś o dodatkowych dochodach męża, dzięki którym mógłby się utrzymywać, nie odpowiada. – Sąd zadecywał, że tyle mi się należy: Dodał moją niską pensję do jego pensji, a uzyskaną sumę (około 1,2 tys.) podzielił na cztery osoby, bo tyle liczy nasza rodzina. Na dzieci wyszło łącznie 600 zł. Czekam teraz na pieniądze – wyjaśnia.
Odwołanie
Jarosław nie zgodził się z wysokością zasądzonych alimentów, odwołując się do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. – Dlaczego pani sędzia nie przyjęła do wiadomości, że zarabiam tylko 723 zł i że to moja jedyna pensja? Umowę w firmie dostałem na czas określony i w każdej chwili mogę zostać na lodzie. A każdy wie, jak ciężko teraz o nowy etat. Łatwo komuś powiedzieć: “Masz dzieci, więc dorabiaj” – denerwuje się, podkreślając jednocześnie, że w chwili obecnej jest w stanie płacić na dwoje dzieci najwyżej 300 zł miesięcznie. Tyle też wysłał żonie pocztą.
Egzekucja
Sprawa trafiła do komornika, który wszczął już postępowanie egzekucyjne. – Zgodnie z przepisami możemy zajęć dłużnikowi z pensji maksymalnie 60 procent dochodu w poczet zaległych alimentów. Nie można mu zabierać wszystkiego, bo on też musi mieć środki na przeżycie – dowiadujemy się od komorników. – Chyba, że żona wskaże dodatkowe źródła zarobkowania swego męża lub jego majątek. Wówczas i z tego egzekwujemy zadłużenie.
Ale Jarosław żadnego majątku nie ukrywa. Nie ma też dodatkowych etatów, bankowych kont, ani – jak podkreśla – żadnych fuch. Komornik ściągnie mu więc najwyżej 400 zł miesięcznie. – Chyba, że zechce mnie licytować. Przyjdzie po to stare auto? A może zapuka do naszego wspólnego domu, gdzie mieszka żona z dziećmi – ironizuje mężczyzna.
Nie dochody, ale możliwości
W sądzie rodzinne sprawy odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Sędziowie nie mogą komentować tego typu spraw, bo naruszałoby to dobra osobiste stron. Z przewodniczącą wydziału cywilnego w Sądzie Okręgowym, Ewą Sokołowską rozmawiamy więc wyłącznie o zasadach naliczania alimentów. – Sąd w takich przypadkach nie bierze pod uwagę wyłącznie dochodów rodzica, ale jego możliwości zarobkowe – wyjaśnia sędzia Sokołowska. I przywołuje przykłady ze swojej praktyki. Kiedyś prezes prywatnej firmy przedstawił dokument, zaświadczający, że zarabia 600 złotych. Tymczasem żona udowodniła, że kilka razy w roku jeździ turystycznie do ciepłych krajów i w Alpy na narty, przesiaduje w drogich restauracjach, ma luksusowy samochód i inne dobra. W rezultacie zasądzono mu ponad 2 tys. złotych alimentów na dzieci. Ktoś inny zajmuje w różnych firmach po pół etatu, a w sądzie przedstawił tylko jedno miejsca zatrudnienia. Jeszcze inna osoba, mająca niewielki dochód, sprzedała działkę za 150 tys. zł, co też wpłynęło na jej możliwości majątkowe i ostatecznie na wysokość alimentów. – Każde orzeczenie można zaskarżyć. Stronie przysługuje odwołanie do Sądu Apelacyjnego, który ponownie zbada sprawę – podsumowuje przewodnicząca wydziału. Pan Jarosław czeka obecnie na werdykt sądu w Katowicach.
Autor artykułu: Agata Paruch